Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
borsukowa

Młode mężatki, przyszłe Panny Młode - doradźcie, pomóżcie...

Polecane posty

Miło jest czytać, że dwoje ludzi zamierza się pobrać, przygotowują swoje wesele i że oboje są pewni, co do swojego wyboru... Zwracam się do Was z prośbą o radę, o wyrażenie Waszej opinii, bo jesteście już o krok dalej ode mnie w tworzeniu własnej rodziny. Posiadacie wiedzę i doświadczenia, które na pewno pozwolą Wam obiektywnie odpowiedzieć na parę pytań. Ile czasu zajęło Wam, byście się przekonały, że chcecie wyjść za tego właśnie mężczyznę? Ile czasu zajęło Waszemu mężczyźnie, by się Wam oświadczył? Czy to źle, jeśli kobieta o wiele wcześniej poczuje, że chce już na zawsze być z tym jednym mężczyzną i mu o tym powie? Czy jest to wymuszanie na nim jakiejś decyzji? Określenia się?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gosiaczuś_cudowny
my bylismy razem 2 lata i mi sie oswiadczyl, teraz juz 2 lata po slubie, przyznaje ze mialam jakies tam watpliwosci bo np zastanawialam sie czy nie poznam kogos innego, bo co tu ukrywac moj maz obecny nie byl rycerzem na bialym rumaku, kocham go do szalenstwa...ale chyba kazdy sie zastanawia czy robi dobrze...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
My się zaręczyliśmy po dwóch latach, teraz jesteśmy już 4 ze sobą, a w przyszłym roku, w 5 rocznicę, bierzemy ślub. Ja byłam od początku pewna, że to ten Jeden, Jedynyny. Sama wcześniej rozstałam się z kimś, kto chciał być moim mężem, ale pomimo tego, że był wspaniałym mężczyzną, ja wiedziałam, że to nie jest Ten na całe życie. Mój narzeczony bał się stałych związków w ogóle, a małżeństwa zwłaszcza, więc to ja wcześniej byłam gotowa do ślubu :) Kobiety szybciej dojrzewają, tak myślę... :) POzdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość U mnie było szybciej
Poznaliśmy się w sierpniu, byliśmy ze sobą już we wrześniu, w styczniu zaręczyny w czerwcu ślub. Na pierwszym spotkaniu powiedziałam mu, że będzie moim mężem :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Witam serdecznie
To nic złego, jeśli kobieta poczuje wczesniej, że to Ten, o ile nie będzie cierpiała w cichości ducha, lub co gorsze, nie zacznie szantażować i stawiać ultimatum ukochanemu. Trudno mi powiedzieć kiedy dokładnie czułam, że to TEN. Mam wrażenie (choć nie pewność), że poczułam to wcześniej niż mój mąż. Poznaliśmy się na czacie pod koniec 2003 roku, prawie 2 miesiące później w rzeczywistości, po kolejnych 4 miesiącach zostaliśmy parą i na stałe odwiedzaliśmy się (różne miasta). Po kolejnych półtora roku mój mężczyzna przeprowadził się do miastaw którym mieszkam, po następnych 5 miesiącach zaręczyliśmy się i po pół roku pobraliśmy się. Obecnie jesteśmy 8 miesięcy po ślubie i jesteśmy bardzo szczęśliwi:):):):) Czego i autorce topiku życzę:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
po co się ładować w utopijną logiczną pułapkę nic nie jest na zawsze, nie wiesz co los przyniesie, każde zjawisko ma swoją określoną trwałość i zamiast osiadać na laurach bo się złapało już kogoś \"na zawsze\" lub na \"całe życie\" trzeba się starać, aby to trwało jak najdłużej i żeby ta druga osoba chciała też czuć i przeżywać to \"zawsze\"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a my
Poznalismy się we wrześniu 1998 r i od tej pory byliśmy dobrymi przyjaciółmi , w maju 2000 zaczęlimy być parą, w październiku 2006 się oświadczył, we wrzesniu 2007 ślub :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
my poznalismy sie w 1998 roku, para jestesmy od 2001, a nazeczenstwem od 2006:) ale na to nie ma reguly, najwazniejsze sie poznac (wady i zalety z rowna intensywnoscia;) i kochac, j jesli sie ludzie kochaja to sp slubu i bycia razem jakos wychodzi sama w odpwoednim czasie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
my poznaliśmy sie w lutym 2006 i od rzau coś nami zawładnmeło nażeczeni od grudnia 2006 i jesteśmy bardzo szczesliwi mieszkamy od samego początku i wszystko jest pieknie nie miałam żadnych wątpliwości tak samo żadnych wątpliwości w staraniach o potomstwo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No dobrze... Teraz jesteście szczęśliwe... Ale czy nie pojawiły się problemy, które sprawiły, że się zawahałyście? Że zadawałyście sobie pytanie, czy on mnie kocha tak mocno jak ja jego? A co byście powiedziały, gdyby po 4-letnim zwiazku wasz mężczyzna twierdziłby, że kocha na zabój, że chce z Wami spedzic resztę życia... ale mimo to nie chciałby sie do Was przeprowadzić, ani oświadczyć, bo oznaczałoby to konieczność zamieszkania razem.... razem ale nie w jego domu, nie z jego rodzicami? Nie nocowalby u Was, a jeśli już to pare razy na rok, po sylwestrze, wigiliii.... Czy takie coś ma prawo sprawić, że zaczynacie się obawiać, wahać i wątpić???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jak tylko go poznalam, a mialam wtedy 16 lat(teraz 24) wiedzialam, ze bedzie moim mezem:D pomimo wielu perypetii, w sierpniu bierzemy slub:) Oswiadczyl sie 1,5 roku temu:) Zadnych watpliwosci nie mialam i nie mam:D Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
borsukowa---> boi się utracić niezależność, ale noie ma w tym nic złego. Może się tak zdarzyć, że za kilka miesięcy lub nawet tygodni, zmieni zdanie. Jeśli jesteście ze sobą tak długo....porozmawiaj z nim szczerze. A co do wątpliwości, czy to ten Jedyny, to nie miałam :) Choć oczywiście różne kryzysy były w związku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a u mnie tak....
borsukowa, słuchaj. Nigdy ale to nigdy nie wymuszaj na facecie oświadczyn... NAWET DELIKATNIE. POtem bedziesz miała wyrzuty, że to nie było z jego serca, tylko z twojego wypominania i naklaniania. Wiem cos o tym. Spotykałam sie ze swoim facetem 4,5 roku. I pewnego dnia bardzo sie pokłocilismy (nie bede mowic o co). No i powiedziałam ze to koniec. Rozstalismy sie na jakis czas (ok miesiaca). Prosilam go, żeby do mnie nie dzwonił i nie prosil o spotkania, bo bedzie mnie bolało to bardzo. I tak było. Po tym miesiacu, on zadzwonil i powiedział, że nie chce mnie o nic prosic itp, ale bałagał, żebym poszła z nim pojeżdzic na rowerze (bo mieszkam w zalesionym miejscu). Troche sie bronilam, ale skoro miało byc kolezensko to poszłam. Pojeździlismy na tych rowerach i w koncu oczywiscie on mnie złapał, przytulił i powiedział, że musimy pogadac. Powiedział mi wiele mądrych rzeczy. Ze porozmawiał ze swoją mamą nawet, bo nie miał z kim, nie miał kogo sie poradzic. A jaego mama jest aniolem, wiec sam wiedział że chce dobrze. No i poprosił żebym wrocila do niego. Ze wszystko sie zmieni. Ze on wie, że ja potrzebuję stabilizacji w naszym zwiazku. Szczerze powedziawszy, to wtedy własnie do mnie dotarło, że ja naprawde tego potzrebuję... On obiecywał, że bardzo szybko sie wszystko zmieni. I z małymi obawami wrocilam do niego. Minął miesiąc, wszystko bylo jak w bajce. I pewnego dnia moja mama, kiedy bylysmy na zakupach wyciągnela mnie i pokazała sliczny zestaw szcztućców. Powiedziala że ona bardzo lubi kupowac mi na przyszłosc takie rzeczy i ma juz troche "uzbieranych" takich przedmiotów dla mnie. Wyszło tak, że kupila te szcztućce dla mnie. I kiedy pokazałam je Jemu, to wybuchła bomba... Powiedział mi, że on nie jest gotowy na slub, nie o tym wcale nie mysli itp. Poczulam sie jak najwieksza naiwniara świata. Jakby ktos mnie kopnął w twarz... Zamurowało mnie. Tym bardziej że ja go nigdy do małzenstwa nie zmuszałam, nawet o dacie ani zareczynach nie bylo mowy. Nic. Pamietam, że nie odezwałam sie słowem. I nastepnych kilka miesiecy było moim najwiekszym koszmarem. Całe noce myslałam o tym, że mnie oszukał, że obiecywał. A tak naprawde to poczulam jakby mu na mnie nie zalezało. Miał juz swoje lata, ja tez, apowiedział że nie jest gotowy, choc wczesniej mowil co innego... Potem przez ten fakt moj związek zaczął sie sam rozpadac. Ja bylam obojetna, zimna, zdystansowana, a on powoli zaczął zauwazac że cos nie gra. I pewnego dnia, zapytał mnie wprost, o comi chodzi. I wtedy wylało ssie ze mnie wszystko, co trzymałam w sobie tyle miesiecy. Wypłakałam sie ja nigdy. Wygranelam mu to co mnie gniotło w sercu tyle czasu. On zdębiał. Powiedział mi że to wszystko nie prawda, że mnie kocha i że on chce ze mną spedzic reszte zycia, ze mysli o malzenstwie powaznie itd. Po tej rozmowie rowno miesiąc w naszą 5 rocznice poznania on mi sie oswiadczył. To bylo piekne i bardzo ładnie zaplanowane. Wiem, że on mnie kocha, ale nigdy nie wyzbede sie mysli, że ja wymusilam tą decyzję, choc powedziałam mu ze czasem czuje sie jakby to zrobil na silę, on mowi, że nie. Ale ja czuje to troche inaczej. Juz zawsze bede miała obawe czy to bylo szczere, nie zycze tego nikomu. Dzis jestesmy 4 mies przed slubem, bardzo oboje sie cieszymy i przygotowujemy do tego dnia. Ale na dnie serca, zawsze bedzie ten znak zapytania....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
---> a u mnie tak Ja niestety już czuję coś podobnego, że przez nasze tematy rozmów, jeśli się oświadczy, to będzie właśnie wymuszone. On nie wspominał nigdy o samym ślubie - mówił, że się pobierzemy, ale nigdy nie mówił, ze za rok, dwa, czy pięć... Nie wspominał nic a nic o tym, gdzie mamy mieszkać (a niestety wyszło tak, że wie, że ja u niego nie zamieszkam, ze względu na jego przeszłość, to, że raz mu nie wyszło i istnieje duże prawdopodobieństwo, że przez jego rodziców znowu się rozpadnie - poza tym to ciężkie uczucie, być tą drugą i w dodatku musieć żyć w tym samym miejscu gdzie ona żyła). No i kilka miesięcy temu zaczął mówić, że ma dla mnie wymarzony prezent pod choinkę... wspominał już o tym na początku grudnia, a jak dotąd, to zawsze kupował prezenty na chwilę przed. Mówił o tym prezencie jakby to było coś, czego najbardziej pragnę... A pragnęłam zaręczyn, żebym wiedziała, czy on faktycznie myśli o mnie poważnie. Pod choinkę dostałam książkę. Pokazałam radość, ale w głębi duszy płakałam. W Sylwestra wymyślił, żeby zrobić postanowienia noworoczne i spisać na kartce. Tak zrobiliśmy, ale potem nie wytrzymałam - nie było mnie w tych planach. Rozpłakałam się i powiedziałam, że tak już dłużej nie mogę, żyć w niepewności, czy on kiedykolwiek będzie chciał sformalizować nasz związek - a jeśli nawet, to czy w ogóle wchodzi w grę, by zamieszkał u mnie - w o wiele większym domu, z wielkim ogrodem... gdzie ta poprzednia, nigdy jeszcze nie postawiła nogi i gdzie rodzice nie będą się wtrącali... I teraz też już myślę, że jak on to nawet zrobi, to to już będzie wymuszone. A ja na prawdę chcę wiedzieć, czy mam czekać jeszcze rok, 5 lat czy może do śmierci jego rodziców... Jestem tym wszystkim załamana, bo kocham go, ale czuję się tak niepewnie. Boję się, że spotka mnie taki sam los, jak jego ex jak sie do niego wprowadzę. Myślałam o tym, by powiedzieć mu wprost, że ma się określić, czy kiedykolwiek sie pobierzemy, czy on w końcu zechce ze mną mieszkać, czy jednak będzie wolał zostać w domu i nie bywać u mnie na noc, tylko dlatego, że jego mama twierdzi, ze to nie wypada, to grzech, bo przed ślubem... (szkoda, że jej go dłowy nie przyszło, że grzechem już jest związek z rozwodnikiem...). Co ja mam robić?? :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zuzanka 74
Tak sie zastanawiam, czy skoro on nie jest rozwodnikiem, to czy nie boi sie oswiadczyc znowu i ozenic bo mysli ze skonczy sie podobnie? Moze dlatego nie chce mieszkac z Toba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Agrafka303
A u nas było tak: spotykaliśmy się coraz częściej i w rezultacie zapoczątkowaliśmy związek,który po 7 latach przerodził się w małżeństwo.Długo dość byliśmy ze sobą przed ślubem , dzięki temu dobrze się poznaliśmy,ale nie zamieszkaliśmy razem.Typowych oświadczyn nie było po prostu pewnego wieczoru zaczęliśmy rozmowę o tym,że musimy wyremontować moje mieszkanie.A potem wszystko zaczęło kręcić się wokół wspólnego zamieszkania,ślubu,wesela,remontu.........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a u mnie tak....
Borsukowa, dobrze cie rozumie... I wiem jakie straszne jest to co czujesz.. Az czuć jak rozrywa ci serducho :( Tez wiele wyplakałam. Jednak lepiej nie wywalac wszystkiego na zewnątrz, bo potem bedziesz przezywała dokładnie to co ja. A zareczyny nie beda takim przezyciem jak powinno. Zawsze za tobą bedzie chodził znak zapytania: czy ja go zmusilam? na twoim miejscu czekałabym dalej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do a u mnie tak No dobrze, rozumiem doskonale, że jak będę się upominała, to potem będę miała wątpliwości, czy oświadczyny były szczere czy wymuszone... Ale jest też druga strona medalu - co jeśli te oświadczyny nigdy nie nadejdą? Do jeżeli jemu odpowiada randkowanie pare razy w tygodniu, ale nocowanie w domu. Co jeśli jemu dziewczyna jest potrzebna do wyjazdów na wczasy, wyjść do kina, czy na urodziny do rodziny... Co jeśli będę czekała kolejne lata i okaże się, ze mogę zapomnieć o normalnym małżeństwie? Uznam wtedy, że to były lata stracone i przyjdzie mi wszystko zaczynać od nowa - i to ze złamanym sercem :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dziwne rzeczy sie dzieja
wiesz znam dziewczyne, ktora wymusila slub na chlopaku. jak ja sie zareczylam, to ona od razu powiedziala swojemu chlopakowi, ze ona tez powinna dostac pierscionek, bo przeciez chodza razem dluzej od nas. chlopak kupil jej pierscionek ... jako prezent urodzinowy. po roku zaczela znowu o pierscionku i dostala go pod choinke. w koncu odwalila troche fochow i dostala ten co chciala. slub byl rok pozniej. nie wiem czy ten chlopak ja kocha czy tylko sie przyzwyczail. ona z pewnoscia go kocha ale z tego co widzimy (nie tylko ja ale i reszta ich znajomych) ten zwiazek jest jakis dziwny. oboje zachowuja sie jak stare, zrzedliwe malzenstwo chociaz sa pol roku po slubie... jesli chlopak nie jest gotowy na zareczyny i slub, to nie powinnas go ponaglac. nie bierz rowniez tego do siebie - moze cie kochac ale nie byc gotowy na odpowiedzialny zwiazek. faceci potrzebuja czasem naprawde duzo czasu zeby podjac zyciowa decyzje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do dziwne rzeczy sie dzieja Faceci potrzebują dużo czasu na życiową decyzję - zgodzę się... Ale ile czasu mam jeszcze czekać? On ma 33 lata i już raz tą życiową decyzję podejmował mając jakieś 22 jak się oświadczył pierwszy raz i 23 jak się ożenił... Jesteśmy ze sobą 4 lata - czy po tym okresie nie powinien już wiedzieć, czy chce, czy nie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 10203
Oj nie zazdroszcze Ci. Czekac na cos co moze sie nie wydarzyc. Ja tez mialam watpliwosci, czy moj misiaczek mysli o nas bardzo powaznie, bo tez 2 lata razem a on nic nie reagowal i nie wspominal. Ale ostatecznie wszystko sie ulozylo :) Oswiadczyl sie miesiac temu i planujemy wesele :D Tez Ci tego zycze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×