Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Polecane posty

Gość tragedia jakich mało
wczoraj moja 25 letnia koleżanka pochowała męża. Nie wiem jak ona to przeżyła. Jejku co ona musi czuć. Została z 3 letnia córka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
Ja mam 6 miesiecznego synka a 5 miesiecy temu zmarl (zabil sie na naszych oczach!) jego ojciec ;( .Jak sobie dajecie rady po smierci partnera? Bo moj swiat sie zmienil ,zyje dla syna i Boga ...Nic mi sie nie chce .w dodatku moj syn ma do dzis kolki i zle spi po nocach ,jestem smutna,nie wyspana i nic nie ma sensu .od przyszlego tygodnia bede robila specjalna terapie mam nadzieje ze to cos pooze bo chyba nie wiem co..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
moj chlopak mial depresje i kupe dlugow ..jestem prawie calkiem sama,mama z bracmi mieszka 1000 km z tad ,siostra z mezem i dziecmi w innym miescie ,prawie 200 km mamy do siebie.zadko sie widzimy.z rodzina chlpaka nie mamy kontaktu bo sa przeciwko mnie :/..okropnie sie czuje .jak z tym zyc?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość SAMA 7
BYŁAM TU KILKA RAZY. W SIERPNIU MINĄŁ ROK OD ŚMIERCI MOJEGO UKOCHANEGO MĘZA, KTÓRY W WIEKU 28 LAT CIERPIĄC UMIERAŁ NA MOICH OCZACH KILKA GODZIN NIE MOGĄC WYPOWIEDZIEĆ ANI JEDNEGO SŁOWA, JAK TO TERAZ PISZĘ TO ŁZY SAME NAPŁYWAJA MI DO OCZU. NIGDY TEGO NIE ZROZUMIĘ DLACZEGO "ON" DLACZEGO" JA". JEDYNE W CZYM MAM JAKIŚ SENS ŻYCIA TO NASZ SYN 2,5 ROCZKU. JEST CIĘŻKO I NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE JAK DAWNIEJ. NIGDY!!!! UWAŻAM ŻE OSOBY KTÓRE WYPOWIADAJĄ SIĘ TUTAJ NIE TRACĄC NIKOGO BLISKIEGO NIE POWINNY TEGO ROBIĆ, BO OSOBIŚCIE MNIE TO DRAŻNI.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dawno nie pisałam mija już prawie 14 miesięcy u mnie działo się ostatnio za dużo - byłam na weselu koleżanki - starałam się jakoś wytrzymać - było kilka słabych monentów ale dałam radę - gorzej było tylko następnego dnia bo miałam załamanie - jedna z koleżanek wspomniała że niedługo będzie msza jej i męża w intencji 1 rocznicy ślubu - też chciałam mieć 1 rocznicę ślubu razem z moim mężem a nie rocznicę jego śmierci byłam zła nie dlatego że jej zazdroszczę, zdałam sobie sprawę jak wiele straciłam i że już nic nie wróci czy kiedyś zniknie pytanie co by było gdyby ??? nie, nigdy nie zniknie staram się jakoś zbudować swój nowy świat - a wiele elementów się nie znieniło, nadal mam marzenia czytam teraz książkę Paulo Coelho - Zwycięzca jest sam - i znalazłam ciekawy cytat (polecam jego książki - mi się najbardziej podoba Alchemik i Weronika postanawia umrzeć): - Kiedy zmarł jej ojciec, który całe życie skarżył się, że nigdy nie robił tego, o czym marzył, zrozumiała coś niezwykle ważnego: zmiany zachodzą właśnie w momentach kryzysu. Nie chciała skończyć jak on, nie chciała powiedzieć własnej córce: „Kiedyś czegoś pragnęłam i nawet byłam w stanie to osiągnąć. Ale się przestraszyłam „ - mam jeszcze kilka ciekawych cytatów" * Zanim umrę, chcę walczyć o życie. Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę. * Nie jest trudno odbudować życie.(...) Wystarczy sobie uprzytomnić, że mamy wciąż tę samą siłę, co kiedyś i że możemy się nią posłużyć tak, by przyniosła nam korzyść. * Co robisz? Nie mam nic do roboty odparła. A więc ucz się czegoś. W takich chwilach wielu ludzi poddaje się. Nie nudzą się, nie płaczą, patrzą tylko jak przemija czas. Nie przyjmują wyzwań, jakie niesie im życie, a życie nie rzuca im nowych wyzwań. Grozi ci to samo. Stań z losem twarzą w twarz, zareaguj, nie rezygnuj! (rozmowa Eliasza z Wdową) * (...) cierpienie istnieje (...). Istnieją jedynie porażki. Lecz nikt nie zdoła przed nimi uciec. Dlatego w walce o marzenia lepiej przegrać parę drobnych potyczek, niż zostać pokonanym na całej linii, nie wiedząc nawet, o co się walczyło. *Los czasami rozdziela bliskich sobie ludzi, żeby uświadomić im, ile dla siebie znaczą. *Tyle straciłam z obawy przed utratą. * twoje blizny są twoją siłą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
Ja rowniez polecam pewna ksiazke jest ona o pewnm zmarlym chlopaku i pewnej kobiecie zmarel ,ktorzy za zgoda Boga opowadaja pewnej dziewczynie o sensie smierci ta dziewczyna Anna jest corka tej zmarlej kobiety i przyjaciolka tego zmarlego chlopaka . Polecam! http://swiadkowie-bozego-milosierdzia.blogspot.com/2008/11/za-porednictwem-bloga-ks.html Jest czesc 1. i czesc 2. http://gloria24.pl/ksiazki/swiadkowie,bozego,milosierdzia,czi-1015-99339651.html

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do Kola89 Tak Ciebie rozumiem... Ja też oddałabym wszystko aby w pierwszą rocznicę ślubu być razem z moim mężem, albo aby On był przy mnie. Niestety pozostał mi tylko płacz nad Jego grobem. To było straszne... Dlaczego? Niedługo rocznica śmierci, nie wiem kiedy to minęło, ale mam wrażenie jakbym stała w miejscu... To może nienormalne, ale mam chwile i to nawet często, że nie wierze, że Go nie ma. Jakby to wszystko nie dotyczyło właśnie mojego męża. Nie chcę mi się żyć, nie wiem co tutaj jeszcze robię. Może mam coś zrobić dla kogoś? Tylko najgorsze jest to, że od zawsze ważniejsi dla nas byli inni, zawsze dobro innych było ponad nami i jaką mamy za to zapłatę? Musimy żyć osobno... Nienawidzę siebie i życia... Moja koleżanka też brała ślub, pod wpływem tego chciałam obejrzeć naszą płytę weselną, ale nie umiem... Inne żyją przygotowaniami do ślubu- koszmar! Ja im zazdroszczę i nie potrafię zrozumieć dlaczego mi to szczęście odebrano, czy sobie na to zasłużyłam? {Pewnie tak! Kochane życzę wiary w lepsze jutro- mi tego brakuje!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość agab2
z dnia na dzien boli coraz bardziej, czuję jakby to było wczoraj, nie ma Cię już trzy miesiące... a ja mam wrażenie, że za chwilę znów wejdziesz do domu... Mam nadzieję, że jest Ci teraz naprawdę dobrze. Gdzie łza nie płynie i ból nie sięga- jesteś w tej krainie...czekaj na mnie po drugiej stronie tęczy.:).KC.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
;(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie prawda,że czas leczy rany... Przyzwyczajamy sie tylko do tego bólu... Najgorsze jest to,że wydaje Ci sie,że z dnia na dzień bomi coraz bardziej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mam dwie córki 3,5 letnią oraz2,5miesięczną. Mój mąż bardzo je kochał a jednak niespełna 3 tyg.5temu wybrał własną drogę. 3 dni temu miałby 28 urodziny. Jakimś cudem nagrałam na telefonie nasza ostatnią rozmowę, płakał, przepraszał, prosił a ja obiecałam sobie że już mu nie ulegnę, tyle razy słyszałam już te słowa, a potem było to samo, picie, bicie. czy to była moja wina? bo powiedziałam dośc? jak ja mam o tym powiedzieć starszej córce, ona jeszcze nic nie wie jest u moich rodziców ale jutro wraca. jak ja mam jej powiedzieć że już nigdy go nie przytuli?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
wiem jak sie czujesz u mnie bylo bardzo podobnie jak u ciebie, moj syn mial wtedy 5 tygodni jak jego ojciec zdecydowal sie .... to byl drugi maj a osiemnastego skonczyl by 25 lat.....drugiego minie pol roku ,ja chodze do psychologa i oprucz tego na taka Trauma terapie(urazowa terapia chyba sie tak nazywa po polsku)...to jest tak ochydne uczucie ze nie da sie go w slowach wyrazic ..sama sie czuje jak bym byla po jakims strasznym wypadku....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość agab2
każda z nas przezywa to samo, tymabrdziej w wyniku takiej smierci, ja pamietam ten dzien z dokladnoscia co do kazdej chwili jak zaden inny, jeszcze sie wrocil raz do domu, wymownie patrzyl jakby czekal az sie domysle i go zatrzymam, wszyscy sa zgodni co do jednego,ze bylo to ostentacyjne zachowanie, ze chcial tylko pokazac, tymardziej ze pozostawil przesuniete pytki ktore staly w rogu, jakby chcial sie podeprzec i podniesc ale zabraklo sil, wiem ze nie chcial tego zrobic.codziennie wyobrazam sobie dalszy ciag tego ze ide za nim widze co chce zrobic i go ratuje a potem jest juz tylko lepiej....czemuzawsze sie domyslalam a tym razem nie? czemu odebralo mu rozum w tej ostatniej chwili i Bog na to pozwolil. Przeciez nas kochal... dwa dni wczesniej rozmawialismy o jego stanie (uwazalam ze ma depresje i powinien ja leczyc) ale on sie pocieszal ze za chwile wsiadzie za kółko i wszystko mu przejdzie , wyznawalismy sobie milosc... a potem ...ech nie jestem w stanie tego przebolec, kocham kazde miejsce w domu, bo go tam widze i pamietam a jednoczesnie nienawidze tego wszsytkiego bo nie tak mialo byc. Mam stale pretensje do siebie po co odezwalam sie , po co go sprowokowalam ze sie znow napil, ale ja xchcialam tylko zeby sie opanował , wzial w garsc a nie zabijał. Podobno w depresji takie slowa jeszcze bardziej dobijają i wszystko odbiera sie odwrotnie, jeszcze ten pieprzony alkohol!!! czemu po trzezwemu to rozumial a po wodce zawsze wszsytko na opak !!!czasem gdy juz tak sie drecze ze nie daje rady i stale o tym mysle i sie winie to on mi sie sni i zawsze mowi to samo :kocham ciebie , kocham K. , Kocham K. nie chcialem tego zrobic, to nie tak mialo byc.... to jedyne pocieszenie ze wiem ze nie chcial , a jednoczesnie - Boze! wiesz ze nie chcial, ze mial zamroczony umysl to czemu na to pozwoliles, czemu linka nie byla dluzsza! tak niewiele mu brakowalo! i znowu c czytam: paradoksalnie wychodzac z depresji mozna wtedy sobie cos zrobi bo polepszenie sytuacji prowadzi do euforii i wtedy jest sie zdecydowanym na ten krok! czemu ja to wszystko dopiero teraz czytam, a nie chwile przed tym co sie stalo? gdybym wiedziala , gdyby on wiedzial tego dnia ze to zrobi to z lozka by nie wstał, godzine przed smiercia jadl fasolkę, a corce kupil bób na kolację, zamowil ogorki do kiszenia ktore mial sam robic i koledze mowil ze zaraz wsiadzie na ciezarowke i znow bedzie robil to co lubi najbardziej, zas drugiemu, ze we wrzesniu jak dobrze pojdzie to postawi fundamenty, potem poklocil sie ze swoim ojcem o wódkę i .... pytam? czy zaplanowal czy byl to impuls? jedna chwila i czlowiek glupieje, dosłownie, wiem ze za chwilę żałował, znalazłam go o 4 godziny za późno...........................................

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
poczucie winy zawsze pozostaje... też je mam, a nawet nie było mnie na miejscu wypadku samochodowego... nadal próbuję sobie wytłumaczyć że to nie moja wina, nie dręczcie się tym na co wpływu nie miałyście, albo mniałyście tylko niewielki - pożegnanie się z życiem to było ICH decyzje - może myśleli że w ten sposób rozwiążą wszystkie SWOJE i WASZE problemy - nie wiem - wiem tylko tyle że samobójstwo pogarsza sytuację - ucieczka przed życiem, tchórzostwo - egoizm też... wiem to z własnego doświadczenia - też nie chciałam żyć ale popatrzyłam na ludzi dookoła mnie i bardzo bym ich skrzywdziła i nie potrafiłam teraz odkrywam życie na nowo - uczę się pływać - to jest fantastyczne - staram się żyć najlepiej jak umiem - staram się cieszyć, nie mogę się poddać spróbujcie zrobić coś szalonego, gdzieś wyjechać, zapisać się na jakiś kurs albo naukę czegoś, zróbcie coś co kiedyś chciałyście zrobić, o czym marzyłyście, a nie miałyście czasu lub odwagi - ja zawsze panicznie bałam się wody - powoli pokonuję ten lęk czasem wystarczy jeden krok

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość agab2
Ja cokolwiek zaczynam bez niego jeszcze bardziej się dołuję - pytam czemu Cię tu nie ma , czemu nie z Tobą, dlaczego tego nie widzisz??? A może...widzi ...? Z jednej strony chciałabym a z drugiej nie, bo wiem że nie zmiosłby tego naszego cierpienia i bólu jaki odczuwamy bez Niego. CZasem chciałabym .... e nieważne. To takie proste , zrobić to i zamknąć oczy. Ale przecież nie o to chodzi ... :((((

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mam czasem wrażenie że mój Mąż trzym mnie za rękę, prowadzi przez życie i mówi mi żebym żyła i była szczęśliwa - to śmieszne ale czasem moje myśli podpowiadają mi żebym żyła pełnią życia skoro On nie może, jestem już trochę spokojniejsza - zmieniam się i staję się silniejsza czasem myślę czy istnieje życie po śmierci? mam taką nadzieję... mój Mąż tak jak i Twój też by nie zniósł mojego cierpienia - chciałabym żeby widział mój uśmiech chciał mnie uszczęśliwić, myślę że Twój też - tylko nie potrafił tego okazać, zagubił się w tym wszystkim

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Żabulenka..rozumiem, ze jest Ci bardzo ciezko..bo przeciez nie tak mialo byc..a juz napewno nie miał prawa pic i bic Ciebie..bo to jest znecanie sie. Wybacz, ze tak napisze ale twoj maż był slaby. Zbyt słaby by sie zmienic. Naprawde wspolczuje. Dlaczego tu pisze. Mam kolezanke, ktora była rownie młoda jak Ty. Mąz zdradzal ją i nie szanował. Wkoncu miarka sie przebrala i ona wyniosła sie do rodziców poczym...on się powiesił. Została mlodą wdową. Okaleczona samobójstwem meza. Bardzo jej wspolczuje i wiem, ze jest jej ciezko.. dla mnie samobojstwo to tchorzostwo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja stracilam męża prawie dwa lata temu-pil od poczatku naszego zycia razem, awantury, kłotnie, czasami bicie.... Odeszłam,po dwóch dniach zastrzelił się, napisał mi list pożegnalny,że to przezemnie, że za to,że Go zostawilam. Niszczyłmnie przez tyle lat związku z Nim, ale to co zrobił na koniec, zniszczyło mnie doszczetnie na zawsze....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dzis chyba wiem,że to choroba, nie dal rady, nie wytrzymał, ale to co zrobił zaplanował sobie z najdrobniejszym szczegołem, i obciążyl mnie jeszcze poczuciem winy do końca życia, że gdybym nie odeszła, gdybym znów mu pomogła-dzis może by zył

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zgadzam się z Kola86! Szukajcie jakiegoś sposobu na wyrwanie się z tego zaklętego kręgu wspomnień, rozmyślań obwiniania się bo to do niczego nie prowadzi. Czasu nie możemy cofnąć, przeszłości zmienić. Możemy tylko wyciągnąć wnioski z własnych błędów i żyć dalej nie oglądając się już za siebie. Musimy starać się żyć nowym, innym życiem. Trzeba znaleźć sobie swój sposób na dalsze życie, znaleźć jakiś nowy cel, szukać nowych pasji. Wiem że nie jest to łatwe szczególnie jeśli minęło nie wiele czasu. Wiem że na początku nie będzie wychodziło ale każda, nawet nieudana próba przybliża do "normalniejszego" życie. Na pewno nie jest łatwo ale można. Mamy tylko jedno życie którego szkoda na bezsensowne trwanie. ........................................ Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe, A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą: Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą! Adam Asnyk

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
czyli zrobił to z premedytacją... chciał żebyś cierpiała tak jak on cierpiał - nie kochał ciebie - a wybór należał do niego... podróże są bardzo dobre i pomagają nabrać dystansu - ja np. w lutym wyjechałam nad nasze morze - jest ładne cały rok :) patrzyłam w dal i rozmyślałam o swoim życiu, próbowałam wsłuchać się w siebie, zastanowić się co jest dla mnie ważne i co dalej zrobić dobry będzie jakiś sport areobik, basen, siłownia itp. troszkę rozruszasz kości :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem, Jego rodzina, koledzy z pracy twierdza,że zrobil to przezemnie wlasnie dlatego,że mnie kochal i nie mogl pogodzic sie z tym, ze Go zostawilam, ale wiedzial dokladnie jaka osoba jestem i ,że nie poradze sobie z tym.... Zreszta pisał mi dzien przed....duzo smsow,min,ze zostawi mi duzo dlugow, i tak jest, ze nie poradze sobie z tym co zrobi i tak jest, a jeden z ostatnich smsow brzmial,ze i tak pociagnie mnie za soba...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem, czy to miłośc do Niego, czy nienawiść, czy poczucie winy, ale ja nie umiem zacząc zyc... Czego sie nie podejme wszystko spieprze i tlumacze sobie tym, ze to kara za to co sie stało, ale szczerze ile można byc karanym, ja juz nie mam sily

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hgjhfxdjkfd
Ja znam taki przypadek. Dziewczyna zaszła w ciążę z chłopakiem niewiele starszym od siebie, gdy była jeszcze nieletnia. Niedługo po 18 urodzinach urodziła syna a wcześniej wzięła z ojcem dziecka ślub. Ten syn miał chyba rok czy góra 2 lata, ale nie więcej, ona znów zaszła w ciążę. Kiedy była w ciąży, jej mąż szalał samochodem, aż doznał wypadku i zginął. Ona miała wtedy 19 lub góra 20 lat. Ciążę donosiła i została sama z 2 dzieci. I to nawet chyba bez pracy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oczywiście że wszyscy będą obwiniać Ciebie... nie dziwi mnie to - kogoś przecież trzeba obwinić... nikt nie ma prawa nas tak krzywdzić czasem sobie żartuję że jestem przyszłym mordercą bo nie pozwolę siebie skrzywdzić - za dużo już przeszłam... popieram to że odeszłaś jak na moje oko to on chciał Ciebie obwinić za swoje niepowodzenia, brak odwagi i siły żyj dla siebie... tak poprostu ludzie i tak będą gadać, cokolwiek zrobisz i tak zawsze znajdzie się ktoś kto to skrytykuje myślałaś o tym żeby się przeprowadzić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja zaraz po pogrzebie ucieklam do duzego miasta gdzie nikt mnie nie znal i nic nie wiedzial, ale sama z malym dzieckiem w obcym miescie nie dalam rady....Wrocilam po roku tutaj znow

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość MałaŻonka
Nie było mnie na forum od dawna..., aż trudno uwierzyć, że od Jego śmierci minęło 16 miesięcy... tamtego dnia wydawało mi się że nie będę umiała sama oddychać, dziś nie mogę uwierzyć, że tyle czasu już upłynęło. Nie będę pisać że jest dobrze, bo nie jest, ale jest jakoś. Dziewczyny mają rację nie można siedzieć w domu i patrzeć w ścianę, trzeba coś robić, ucieczka w pracę pomaga na chwilę, ale warto poszukać czegoś co zajmie czas i myśli... przeczytałam mnóstwo książek- też szczerze polecam:"Zwycięzca jest sam", chodzę na basen, kupiłam psa żeby mieć motywację do wychodzenia z domu... koleżanki co jakiś czas starają się mnie wyciągnąć na weekendowy wyjazd... a teraz w ramach naszego wspólnego programu robienia rzeczy nowych myślimy o nauce jazdy konnej... Ściskam Was bardzo mocno i życzę Wam i sobie mnóstwo sił

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja historia 28
.....u mnie tez tak niestety jest ze rodzina mojego chlopaka zmarlego obwinia mnie mowia tez ze to przezemnie ,grozili mi ze sie zemszcza i mi syna zabiora,niby bo myslal ze ja go nie kocham bo chcialam odejsc bo sie klocilismy coraz gozej ale to ze byl chory bo mial depresje do ktorej sie nawet przyznal i do tego jeszcze uzalezniony od hazardu to nie jest winne?! ale ok jak tak mysla to niestety musze sie z tym pogodzic,teraz ja mam na glowie wszystkie jego problemy ,dlugi itd. bo mamy syna i on jest niepelnoletni dlatego wszystko na mnie przechodzi.ucieklam do innego miasta z pomoca polocji,jest ciezko ale dzieki Bogu mam pomoc od obcych ludzi ,mam zamiar tutaj zostac i modle sie zeby jakos sie z tym wszystkim uporac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×