Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

marcellus_wallice

Książka pt. Pakt

Polecane posty

Pakt Prolog I - To ma być wszystko? Zawołał do Ciemnego a potem opuścił głowę. - Wszystko i nie wszystko, dałem to co chciałeś i krwią podpisałeś - To prawda... Do oczu napłynęły mu łzy. - Hahahaha! Jesteś Mój! Jesteś częścią Mojego planu! Ruchem miecza wykonał niezrozumiały znak na Niebie. - Pamiętaj! (...)Po dziś dzień Aniołowie w Niebie noszą bron Okrutną(...) - Czy, czy... Ty jesteś Aniołem? - Aniołem? Powtórzył ze zdziwieniem Ciemny. - Jestem Upadłym Aniołem który Ty będzie Mi podobny! - Władam Twoją duszą i Twoim sercem, bez nich nigdy nie będziesz taki sam! Zawył Ciemny z zachwytu. Marcel odwrócił się, pustym wzrokiem spoglądając w ciemna przestrzeń która ich otaczała i oddalała się... - To jakiś sen! - Hahahaha! Jeśli tak będzie Ci łatwiej to tak, jest to sen, a dokładnie koszmar. Ponownie zawył jak wilk do Księżyca. - Dobrowolnie oddałeś Mi dusze i serce w zamian za szczęście i kreatywny umysł, za sny którzy wy ludzie nazywacie choroba... To jest dar! Dar każdego Upadłego Anioła. Ciemny wypowiadał słowa jak by recytował wiersz. Następnie schował miecz, podszedł do Marcela, uśmiechnął się i powiedział. - Z czasem wszystko zrozumiesz chłopcze. Prolog II Jestem jak stara dobra porzucona książka, nie ważnie ile żółtych stron mam, zawsze cieszy oko, o tak! Postanowiłem dać to ludziom, tak dać ludziom prawdę, prawda jest tak że Niebo jest niebieskie a nie jak wedle doniesień niesfornych sługusów kościoła granatowe... Moja historia i tyle ich końców, chcę ten najbardziej barwny pełen kolorowego tła! To była wysoka Góra, znacznie wyższa niż kiedykolwiek kreśliłem w myślach swoich, a myśli mam wyniosłe, prawdziwym cudem jest wymyślić dla nich samych ograniczenie. Góra dała rade... Biało szare chmury topiły jej szczyt dotykając nieba. - Daremna walka z Tobą, wiesz? Kocham wyzwania a Ty jesteś jednym z nich, dasz Mi trochę radości z triumfu zdobycia Cie. Z myślami mierząc Górę raz jeszcze ruszyłem w jej stronę. Była ciemna, ponura jak otaczająca je wyżej chmura, wystawały z niej ostre skały gotowe posmakować krwi zdobywcy i wszystkiego innego co zechce popaść jej ofiarą. Głosy puste i rozmyte a słowa wiatru nie pasujące do otoczenia gór. Wiatr ucichł... - To Mój znak a więc ruszam tam. Zapiszczałem cicho, jak bym chciał by ktoś usłyszał Mnie a może nawet zrozumiał co tutaj robie Ja. Krok miałem drętwy odpowiedni dla kadru z horroru wyjęty... Spadające z góry skały, schowałem się za owalny głaz, szept a potem głos obecny był, był ale znikł. Rozdział I Pamiętam jak staliśmy na zielonej skale, morzem drzew otoczeni w sercu lasu. Obserwowałaś Mnie z wysokiego miejsca nieopodal wielkiego kamienia, Twe oczy przeszywały, strach sprowadzały. Piękny kontrast ciała jasnego z czerwienią sukni walczący, zdobił Cię. Skrzydła białe za plecami skryte, brak pewności w wyrazie twarzy... - Coś się stało, coś straszliwego od zarazy, Aniele? Zapytałem niepewnym głosem. Oczy których nie potrafiłem określić barwy przeszyły Mnie raz jeszcze, z wszystkich stron. Jaskrawe usta powiedziały: - Ciemny ze swoją mocą, przeklęty... -Ciemny?! Krzyknąłem nie dowierzając. - Myślałem ze to już rozdział zamknięty... - Twa historia dopiero się zaczyna, pierwszy rozdział od narodzin ją rozpoczyna. Kończąc zdanie zamrugała cztery razy spojrzała na Mnie raz jeszcze, ostatni miałem nadzieję. - Przepraszam. Wykrztusiła słowa razem z łzami w oczach. - Aniele?! Zrobiło gorąco się, jak by ktoś rozpalił ognisko na plecach Mi, poczułem smak krwi językiem, gotującej się na ustach. Ostre kamienie wbijają się w kolana, upadam, obok Mnie czerwona plama, spodnie rozerwane od łez mokre, w oczach obłędna ciemń. - Co ze Mną dzieje się?! Ostatnie krzyki... - Przepraszam! Powtarza się jeszcze raz, ostatni raz. - Moja krew, jak ogień płonąca! Co z nią jest?! Ledwo oddycham, ledwo serce bije, jeśli tak dalej pójdzie to zabije Mnie. Gdy podniosłem wzrok Anioł zrobił krok, przybliżył się... - Marcel, podaj Mi dłoń swą. Przybliżając mówiła, wzrokiem cały czas pastwiła się. Zawiązała czerwoną wstążkę na nadgarstku, dotyk jej zimny dziwnie był, palce jak sople, nie były gorące tak jak wzrok. Kolana nie utrzymały, zawaliłem się jak domek z kart niszczony lekkim podmuchem kojącego wiatru... Resztka sił otworzyłem oczy swe, czerwona wstążka z nadgarstka, pod jego wpływem uwolniła się. Krew zapiekła, zaswędziała, wylała, ciekła. - Umieram i nic tego nie powstrzyma, Aniele przeklinam Cię! Kończąc zamknąłem powieki, zostałem w mrok pochłonięty. Spadałem ale nigdy nie zatrzymałem się, czarna, ciemna wieczność stała się Moim domem, nie spałem tylko myślałem, sny zapamiętywałem. Były dziwne, uczyły Mnie rzeczy których nie rozumiałem, które zrozumiałem. Ciemność staje się jasnością... Przegoniłem ją, czy ktoś przegonił Mnie z niej? Jestem słaby i cherlawy dokoła Mnie wilgoć panoszy się, czuje słaby, mały bez tarczy, gdzie ona jest? Ciepły dotyk w okolicach ud, ciągnie... Błysk światła oślepia Mnie, nic nie widzę, słychać ciche głosy, płacz, szczęśliwy płacz. - To biały, biały szpital! Ktoś widział, uratował Mój z góry przesądzony los... Rozglądałem się, słabo widziałem, nie poznawałem twarzy, każda inna, obca. Oczy pieką i bolą jak by wpadła woda z solą, chcę przetrzeć, naprawić wzrok, oczom ukazują się mały obraz dłoni, chyba nie Moje... Silna ręka wyrwała Mnie, ciemno od koca zrobiło się, ciepło, gorąco i sucho, czuje mała powierzchnie ciała swego, czy straciłem nogi? Myślę że nie... Co ten ktoś Mi robi?! Tracę przytomność, odpływam w mroku topie się. Oczy odkrywam, ciężka powieka ucieka. Widzę świat, duży świat... Oczami dziecka?! Jestem mały i taki nie doskonały! - To jakiś sen, co dzieje się?! Dziecka krzyk rozległ się, Ja chyba naprawdę śnię... - Co dzieje się?! Chcę mówić z krzyk dziecka z ust mych rozprzestrzenia się!! W myślach powtarzam się, Ja mówić chcę. Umarłem by narodzić od nowa się... Rozdział II Długi czas upłynął nim pozbierałem się, morze wody przelało się... Dalej nie wiem kim jestem, czekam na słowa poznania się, imię własne wiedzieć chcę, dawne już aktualnie już nie... Tego dnia imię stało jasne się, dalej nie znam celu czynu tego. Dawnego życia niemal nie pamiętam, przykre. Przed oczyma obraz Anioła noszę. - To choroba, to sen, niech wyzdrowieje! Słowa przerodziły się w płacz dziecka. Białe dębowe drzwi otworzyły i „Matkę” wyłoniły, biała opaska na głowie sprawiała ze wygląda jak dziewczyna z obrazka, który przysłaniał zieloną ścianę. Nie byłem do niej podobny, nie byłem tak piękny... - Przez pomyłkę Twym synem się stałem. Zaryczałem okropnie aż „Matka” łzy pokazała. Może Mnie zrozumiała i dlatego smutek okazała, nic nie odpowiedziała. - Marcin, kochanie, wszystko co dobre dla Ciebie stworzę, moc każdego potwora przegonie! Lampka włączona, ciemność panująca w pokoju została zniszczona, wyszła, drzwi zamyka zostałem sam, nikt już o Mnie nie pyta. Okno się otwiera, zimny chłód się wdziera... Skrzydlaty cień wcieka, to ona, Anioł który „Śmierć” Mi sprezentował. Suknia biała na tafle srebrnej podłogi opadała, oczy jak zawsze owiane tajemnica miała, zawsze też urodą porażała... Rozum Mi „Wiecznie zniewalała” - Ciemny Cie szuka a Ty masz go wysłuchać, pozbyłeś się duszy by uwolnić od katuszy... - Co Ty mawiasz, ale prawda jest taka, racje posiadasz. Skąd ona to wie, zadawałem w myślach pytanie. Czy Anioł świadkiem ludzkiego upadku jest, czemu nie ostrzegł Mnie? - Pozwól ze zagadkę wyjaśnię, niech stanie się jasna jak Gwiazda Polarna i pięknie prosta dla Ciebie. Szelestem wiatru mówiła. Czułem czas zatrzymany, gwiazdy które spadały, ogień wygasał... - Aniele, nie jestem gotowy sprostania tej umowy, potrzebuje czasu by dojść do ładu. - Wiem, Marcinie Twój czas tak szybko płynie, masz broń zdolną... - Bron? Przerwałem milczenie swoje, pozbawiłem głosu. - Miecz oraz tarcze, wszystko w rozumie jednym. - Nie rozumiem nic, to jakiś błysk? - Zrozumiesz istotę mocy o której mówię, Marcinie. Kończąc słowa swe księgę dała a następnie: - Księga tak magie snów zna, napisana dla Ciebie przez pewnego Anioła w Niebie... - Jest dla Ciebie, dar i przekleństwo jedne, korzystaj z niej umiejętnie, sny prawdę mówią „Ona” Tą prawdę zrozumieć pomoże, symbolika snów stoi przed Tobą otworem. - Dziękuje ale... Tyle powiedzieć zdałem. - Zodiakalny Rak z dziesiątego lipca, horoskop gwiazd każdy przeczytany określi Twoje plany o to Twoje „dary” Kartami Tarota podparte. - Dary, mam nadzieję że dzięki nim poznam swoje plany... - Okiełznasz, poznasz i sprostasz. Rozdział III - Jak spojrzę im w oczy, chce być silniejszy. Biały ranek, kiedy noc ucieka dzień przybiega. Pomyślałem głośno ale tak by nikogo ze snu nie wyrwać innego. Cisza, skrzyp drzwi, drzwi jak rama od obrazu a na płótnie ich, matka namalowana stała. - Kochanie czternaście lat temu, dziś urodziłeś się, pamiętam i zapamiętam na zawsze. Uśmiech na bladej twarzy rysowany przez szczere uczucie oddawany... Biała jej suknia splatała się z czerwienią dywanu pokoju, ale coś nie dawało Mi spokoju. CDN?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lolbion
Cpałeś?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×