Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość blackswann28

zmarnowana

Polecane posty

Gość blackswann28

jestem pół roku po ślubie i czuję się strasznie.. Mąż zajmuje się swoimi rzeczami ja cały dzień przesiedziałam w innym pokoju a on nawet nie zajrzał. I tak się mijamy. Ja leżałam w sypialni, on siedział w dużym, potem on poszedł się wykąpać, to ja przeszłam do dużego a on potem do sypialni.. I przy tym ani słowa... To straszne... Czuję, że już nic nie czuję... popłakuję tylko wieczorami i jestem już strzępkiem nerw.. W ogóle ze sobą nie rozmawiamy, bo nie potrafimy... Jak pękłam i się zaczęłam odzywać, to "gasił" mnie na każdym kroku, chociaż wg niego to tzw. "droczenie" się ze mną... Czuję się strasznie :( i samotnie :( Zmarnowałam sobie życie....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość roxanne24
A jak się to zaczęlo? Przed ślubem było ok? Nie rozumiem jak w pół roku można się tak od siebie oddalić. Coś Was poróżniło?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blackswann28
W sumie to pluję sobie w brodę, że jednak doszło do tego ślubu... Przed ślubem też już nie było najlepiej.. Już myśleliśmy odwoływać, ale w konsekwencji szkoda było na tydzień przed, gdzie wszystko załatwione... I teraz mam za swoje :( Mój mąż to duże dziecko. Wszystko w życiu opiera się dla niego na żartach... Jak chcę naprawdę poważnie porozmawiać, to może przy specjalnym ostrzeżeniu ze 4 razy w roku się to udaje... Bo tak to zawsze ze mnie żartuje, czym mnie wkurza jeszcze bardziej... Całe dnie przesiaduje przed komputerem i jak widać takie nieodzywanie się mu nie przeszkadza. Ja jestem raczej gadatliwa i często coś mówiłam.. Ale teraz postanowiłam przejść na jego "zasady".. no i widać jemu one pasują.. Ale ja usycham :( Muszę znaleźć jakieś zajęcie bo zwariuję. Nie mam ochoty nawet przebywać z nim w jednym pokoju dlatego po pracy kładę się w sypialni i leżę popołudnia.. Nie mam żadnej przyjaciółki, z którą mogłabym pogadać.. Chyba się w końcu wykończę ;(( Nieraz wieczorami płaczę i z tych nerwów to nie wiem czy kiedy coś z moim serduchem się nie stanie, a on nawet nie będzie o tym wiedział a tym bardziej z jakiego powodu... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Głowa do góry!
A rozwód? Nie pociągniesz tak długo tancereczko. :) Błędy życiowe popełnia każdy. Póki nie masz jeszcze dzieci zacznij działać. Zostaw go w cholerę. I NIE MARTW SIĘ TYM CO LUDZIE POWIEDZĄ!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blackswann28
No właśnie ja jestem tym typem przejmującym się :(( Najgorsze, że widziałam co się święci i jak miał być rozwód to już lepszy byłby ten skandal z rozejściem przedślubnym :( Nie wiem najchętniej bym się teleportowała na inną planetę... żeby uciec od tego...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość roxanne24
Trochę dziwna cala ta sytuacja. Nie rozumiem braku porozumienia między Wami. Przecież przed ślubem znaliście się i chyba rozmawialiście, skoro doszło do zaręczyn itd. Co się nagle stało, że przestaliście rozmawiać? To że facet jest dużym dzieckiem, nie znaczy, że ma się do Ciebie nie odzywać. A jest u was jeszcze coś takiego jak seks? Widzę, że nie macie wspólnych zainteresowań, zajęć. Może postaraj się zrobić coś wspólnie z nim, co by Was zbliżyło, dało temat do rozmów, dyskusji, cokolwiek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blackswann28
Jeśli chodzi o seks to nie ma go w ogóle... Pierwszy raz ciągle przed nami, ale wcale nie mam na niego ochoty.. Jeśli to zrobię to tylko dlatego, że tak powinnam i czas najwyższy.. Z nim można porozmawiać jedynie o pracy. To jest temat rzeka. A reszta jest nieważna.. Nawet jak obejrzymy film to ja ciągle coś gadam, wyciągam wnioski a on tylko "uhm" i koniec. Widzę po prostu, że on nie ma potrzeby rozmawiać... łączy nas chyba tylko staż i przyzwyczajenie niestety...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blackswann28
Od paru dni nawet się nie przytulamy idąc spać... Każdy sobie rzepkę skrobie - jak to mówią. Teraz leży w sypialni i ogląda tv.. Boję się, że czeka aż przyjdę do łóżka... A pałam dziś taką niechęcią, że nie mam ochoty nic przerabiać :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Głowa do góry!
Tancereczko zdradzę Ci coś. Z punktu w którym jesteś są dwie drogi. Jedna... Zostajesz z nim i dusisz się przez kolejne czterdzieści lat. Dzieci, które w końcu się pojawią będą przypieczętowaniem wszystkiego. Udawanie, ciągłe udawanie, tylko udawanie, że wszystko jest ok. Przed rodziną, znajomymi, przyjaciółmi. Udusisz się w tym w końcu. Będziesz się marnowała przez cały czas... ale skandalu nie będzie. Druga... przeżyjesz skandal. Zaskoczysz wszystkich. Matka będzie pytać cie "kochanie, co się stało? Przecież byliście tacy szczęśliwi!", ale to matka, więc ostatecznie jak zaczniesz płakać stanie po Twojej stronie. Ojciec będzie patrzył wilkiem, bo zapłacił sporo kasy za Twoje piękne wesele. Teściowie? Oh, lepiej nie mówić. Straszna, zła, podła.. egositka! On? Chyba umrze z szoku jak mu powiesz, że chcesz rozwód [to najlepsze ze wszystkiego, jego mina kiedy dostaje papierek z sądu, bo nie miał czasu wysłuchać ważnej rozmowy na poważny temat]. Znajomi? Potraktują Was jak jedno z tych pomylonych małżeństw, które są a potem znikają, bo przez pomyłkę. Będziesz miała piętno rozwodniczki. Ale. Będziesz miała wolność. Poznasz kogoś z kim zamieszkasz przed ślubem. Będziesz szczęśliwa. Nieziemsko szczęśliwa, kiedy będziesz siedziała z nim przed monitorem i oglądała film, na zmianę komentując idiotyzm tego japońskiego horroru. Będziesz się wkurzała, że wrócił do domu pijany, ale on cie za to przeprosi i przez najbliższy miesiąc, kiedy obieca nie pić, pić nie będzie. Będzie słuchał, będzie troskliwy, choć z kaprysami. Ale kiedy będziesz zasypiać obok niego, zanim jeszcze pojawią się w waszych głowach myśli o ślubie, będziesz cholernie cieszyła się, że podjęłaś taką decyzję. To ja, moje życie, moje zmarnowane dwa lata w małżeństwie. Też czułam, że powinnam odejść przed ślubem, ale liczyłam, że jakoś się ułoży. I wiesz co? Tak naprawdę strach przed tym, co powiedzą ludzie znika w chwili gdy zaczynasz z nimi rozmawiać. Strach ma wielkie oczy. I tylko oczy. Nie ma zębów, nie zrobi Ci krzywdy. ZOSTAW GO. Nie ważne jaki jest, ważne, że go nie kochasz i że prędzej czy później znajdziesz sobie kogoś na boku. A dopiero wtedy będzie dramat. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość roxanne24
O rany... nie mam pojęcia, co napisać... Jesteście pół roku po ślubie i małżeństwo nie zostało skonsumowane? Możesz je unieważnić. Innego wyjścia nie widzę, bo Wy tak naprawdę się nie kochacie i nie wróżę Wam świetlanej przyszłości. Faktycznie szkoda, że nie odwołaliście ślubu, skoro były problemy wcześniej. Prędzej czy później on sobie kogoś znajdzie, o ile już tego nie zrobił. Po co masz być zdradzaną żoną? To nie ma sensu na dłuższą metę, bo wykończycie się psychicznie nawzajem. Dobrze że nie macie dzieci. Nie zostaje Ci nic innego jak zmusić go do rozmowy - tym razem o waszej przyszłości. Powodzenia, nie martw się, jesteś młoda i jeszcze ułożysz sobie życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blackswann28
wiem, straszne to wszystko... nie wiem co to będzie, ale teraz idę się chyba położyć... dzięki za rozmowę :*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przed snem przyjmij do wiadomości, że twoje szczęście jest najważniejsze, pomyśl czego tak na prawdę chcesz... rano nie bacząc na strach zacznij do tego dążyć

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość spodobala mi sie wypowiedz
Glowa do gory :) czuje sie podobnie jak ty autorko,tylko,ze pewnie jestem mlodsza i mam tylko 15miesieczny staz zwiazku(w tym rok mieszkania razem) i czuje sie dokladnie tak jak ty :( mam wszystkiego dosc,jestem mloda,a kisze sie z nim,on siedzi na komputerze,a to gra a to oglada mecz,albo jakis serial,tak wyglada jego czas po pracy.chyba zwariuje. ja tez jestem gadatliwa,uwielbiam rozmawiac na kazdy temat,komentowac etc,a on?po tym jak juz minelo to mocne zauroczenie to nasza gadka wyglada tak jak u was,on czesto mnie nie slucha. przyznam szczerze,ze ja nie wiem co ja z nim robie,czuje sie jakbym byla tu sama,on tu ja tam. z jednej strony chce odejsc,a zaraz mysle,ze szkoda mi go zostawic bo w sumie nie jest taki zly,choc zaraz ktos powie,ze totalnie mnie olewa ale gdy cos sie dzieje czy cos moge na niego liczyc.nie zdradza(jak narazie),,nie upija sie,nie wyzywa,nie bije,nie flirtuje z innymi,jest seks(nie przepadam :()boje sie,ze jesli teraz go zostawie to pozniej trafi mi sie jakis dran,a ja bede plakac bo moze wymienilam siekierke na kijek czasem mysle,ze wolalabym,zeby zrobil cos,np zdradzil,tak bym odeszla bez zalu a tak tez czesto placze,jestem w kropce,tez sie boje co powiedza inni,bo to nie jest ani pierwszy ani moj drugi zwiazek i juz sie troche ze mnie nasmiewaja

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×