Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość kolendra27

Czy małżeństwo i macierzyństwo są naprawdę tak piękne?

Polecane posty

Gość bez nazwunku
Ja np.biorąc ślub znałam mego faceta już z różnych stron - i z tej sielankowo - kinowo - kawiarnianej, i z tej strony codziennej rutyny, kłótni, codziennych obowiązków, życia na co dzień razem. Tak że nie było tak, żeśmy sobie romatycznie chodzili, było jak w bajce i nagle pach - szarość dnia codziennego i jestem zawiedziona. Zwyczajnie poznałam wszystkie jego strony.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja wiem że się ludzie nie zmieniają i nie to miałam na myśli raczej chodziło mi o to że nawet jeżeli opowiecie autorce milion opowieści to jej i tak może przydarzyć się ta milion pierwsza! nie twierdzę że życie to loteria nie to miałam na myśli i to że każdy jest kowalem własnego losu to jest właśnie to co ja napisałam tylko innymi słowami! że trzeba dorosnąć to wiem doskonale bo sama mam dziecko co prawda w nieformalnym związku żyję ale do tego żeby nazwać nas małżeństwem brakuje tylko tego urzędowego papierka i złota na palcach poza tym wszystkie obowiązki wykonuje jak każda żona a mój facet jak każdy mąż i jesteśmy szczęśliwi ze sobą siedem lat nasz syn wczoraj skończył 7 mc i wiesz chodzi mi właśnie o to że osobiście i indywidualnie decyduje się o swoim życiu, ja jestem zadowolona ze swojego ale nie sugeruje autorce bierz ślub urodź dziecko bo po co jak ona może nie spełni się w takiej roli i będzie nie szczęśliwa. chyba troszkę mnie nie zrozumiałaś to co ty napisałaś ja właśnie miałam na myśli :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kolendra27
Do maagduska: nie uwazam ze moje pytanie jest glupie, otaczaja mnie po prostu same kobiety zachwycone swoimi zwiazkami i malzenstwami oraz macierzynstwem (poza moja wlasna matka), namawiaja do slubu i dzieci-chcialam poznac zdanie innych kobiet. Od poczatku moich dni zylam jak egoistka, krolewna, jestem jedynaczka i cale zycie troszczylam sie tylko o siebie. Jeszcze pare lat temu potrafilam kolezance w ciazy powiedziec ze zamiast dziecka wole miec buty Laboutina albo podrozowac po swiecie. Milosc mnie zmienila, zaczelam troche inaczej patrzec na zycie, moj chlopak coraz czesciej mowi o slubie, chce tez miec dziecko, dojrzal do tego. Ja chyba jeszcze nie. Nie mam z kim nawet o tym porozmawiac, bo kolezanki i kobiety z mojej rodziny sie oburzaja. One zyly po to, aby wyjsc za maz, urodzic dzieci i poswiecic im zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do kolendry
no nie wiem, akurat nie znam chyba kobiety dla ktorej glownym celem byloby tylko malzenswto i macierzenstwo. Owszem, sa szczesliwymi zonami i matkami ale tez maja inne cele, ja zreszta tez. To,ze sie ma te inne cele nie przeszkadza byc bardzo szcesliwa zona i matką. To raczej zalezy od tego, czy umiesz cieszyc sie zyciem , no i czy trafisz na odpowiadajacego ci partnera.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Uważam, że to świetne pytanie. Kocham mego męża. Kocham mego syna. Ale odpowiem: NIE. Są chwile, że żałuję. Np. wczoraj M miał imprezę firmową, a ja zostałam w domu z małym. Dziś jeszcze go nie ma. Wróci ( jak dobrze pójdzie) około południa. Od wczoraj chodzę zła. Przez ciążę i urlop macierzyński straciłam kontakt z koleżankami bezdzietnymi. Brak czasu i tematów. Ogromnie mi tego brakuje. Nawet jak wychodzę gdzieś to myślę co z małym. Zeby umówić się na kawę z koleżanką musimy załatwić OBIE opiekę nad naszymi dziećmi. To momentami niewykonalne. Kawa zdarza się więc raz na kilka miesięcy. A nawet jak wpadniemy jedna do drugiej to z dziecmi i to już nie to samo. Wieczorami jestem tak zmęczona, że nawet paznokci nie chce mi się obciąć. U fryzjera nie byłam od pięciu miesięcy. Mąż wraca późno i zazwyczaj już jest pozamykane. Kąpie się tylko wtedy gdy M. pilnuje dziecko, bo inaczej nie słyszałabym jak płacze. Wychodzi na to, że musze to robić późnym wieczorem, po kąpieki i uspieniu dziecka. Na brzuchu zostały mi rozstępy, choc naprawde bardzo dbałam w ciąży by ich nie mieć. Zostaną już na zawsze. Moge je tylko rozjaśnić. Mam też bliznę po cesarce. Niby jej nie widać, jest pod bielizną, ale jest tam przecież. Jestem niewyspana, bo mały przebudza się w nocy. Mąż nie wstaje, bo przecież pracuje. Jedynie w weekeny daje mi pospać. Nie mam czasu posprzatać mieszkania. Bo jak mały śpi to nie mogę, bo go obudzę, a jak nie spi to trzeba się nim zajmować. Nie mam czasu na żadne hobby. Maż póxno wraca z pracy. Ale i tam później znajdzie czas na rower, czy siłownię. Dla mnie już tego czasu nie starcza. Nie możemy nawet razem pojexdzić rowerami, bo dziecko jeszcze za małe i ktos musi z nim zostać. Obiady też żadko jemy razem. Nawet jak siadamu razem do stału, to trzeba podać dziecku zabawkę, smoczek, wytrzeć brodę bo ulało itd. A mąż? Mam w kółko zapalone światło w łazience i za nic nie mogę go nauczyć aby gasić. Potrafi ( przepraszam) obsrać kibel i nawet domestosem nie zalać aby spłynęło. Doszłam masa jego prania. Zajmuje w garderobie więcej miejsca ode mnie. Wszędzie leżą jego skarpetki. Puszcza bąki. I nadal nie dzwoni. Znaczy, że jeszcze nie wyjechał do domu. Wściekam się coraz bardziej. Dlatego moja odpowiedź brzmi: NIE. Ale kocham mego męża i mego syna. Czy są chwile kiedy chciałabym nie mieć dzieci? Tak. Czy są chwile, że chciałabym nie miec męża? Tak. Przepraszam za błędy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kolendra27
Do po pierwsze: dziekuje Ci bardzo za szczery post. Ja nie mieszkam jeszcze z moim facetem, ale jedno moge przysiac: jest bardzo porzadny i dba pedantycznie o czystosc. Nie potrafi gotowac, za to swietnie gotuje jego matka i zawsze chcial zony, ktora jej dorowna. Ja umiem gotowac, oczywiscie jeszcze nie tak jak starsza gospodyni domowa i przeraza mnie mysl, ze po slubie dojdzie wlasnie do teog: on bedzie ode mnie wymagal obiadu z 2 dan i deseru, bede musiala sama zajmowac sie dziecmi i jeszcze zrezygnowac z pracy (on bardzo dobrze zarabia, czesto mowi, ze po slubie stac by nas bylo zebym ja zostala w domu i wychowywala dzieci). Nie chce tego, boje sie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kolendro bardzo dobrze cię rozumiem. Odezwę się jeszcze później. Na razie muszę zając się małym .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kolendro - tak jak napisałam wcześniej - jeżeli jest to świadoma decyzja, to super, wtedy zadowolenie jest niemal gwarantowane. Widzę, jednak, że w Twoim przypadku tego zdecydowania nie ma. Jeżeli nie, to radzę poczekać. A może to nie ten moment, a może to nie ten facet. Ja wyszłam za mąż nie mając wątpliwości. Może dlatego tak się dobrze układa. Wiedziałam czego chciałam i mam to. A Ty najwyraźniej potrzebujesz czasu - daj go sobie. Nie podoba mi się, że Twój facet mówi, że mogłabyś nie pracować, a Ty tego nie chcesz. Słabo to macie obgadane. Musisz jasno stawiać swoje wymagania i pragnienia inaczej się nie porouzumiecie. Do po pierwsze - a dlaczego straciłaś kontakt z bezdzietnymi koleżankami. Jak to tematów brak? Nie oczekuj, że one będą ciągle rozmawiać o dzieciach. To TWOJA WINA, ŻE NIE MASZ INNYCH TEMATÓW NIŻ DZIECKO- z bezdzietnymi koleżankami powinnaś rozmawiać o czymś innym. Ja tak robię. Mój mały ma 3 miesiące, a ja już przestaje się kręcić wyłącznie wokół niego. Trzeba mieć w życiu inne zajęcia również. Z jednej strony nie chce mi się wracać do pracy, bo jest cudownie, a z drugiej jednak fajnie wyjść do ludzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Prowokacja z ...
Ja powiem, ze sa piękne, tyle że czasem są chwile zwątpienia,takie, o których pisze "po pierwsze". Bo to jest własnie tak, że kochasz i chcesz ciągnąć takie życie dalej,ale jednocześnie narzekasz. Tzn. jeśli chodzi o samo małżeństwo, to ja nie widzę żadnej różnicy w porównaniu do narzeczeństwa, bo możesz robić to samo,co przed ślubem z mężem, , póki nie macie dzieci.To tylko kwestia, że macie papierek, a nadal jesteście wolni jak ptaki, możecie jeździć gdzie bądź, wychodzić wtedy, kiedy Wam się podoba. Najwięcej w życiu zmieniają dzieci, odwracają życie do góry nogami.Ale mimo tych trudnych chwil macierzyństwo jest piękne, to, jak kochasz tego małego człowieczka i wszystkie trudności jesteś w stanie znieść dla niego, to niesamowite.Ta miłość jest tak wielka, że zapomina się o tym, że nie masz czasu wyjść do koleżanek, czy iść do fryzjera.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"Ja nie mieszkam jeszcze z moim facetem, ale jedno moge przysiac: jest bardzo porzadny i dba pedantycznie o czystosc." super. a Ty?... bo wiesz, potem bedą kłótnie że nie sprzątasz po sobie dośc dobrze :D "Nie potrafi gotowac, za to swietnie gotuje jego matka i zawsze chcial zony, ktora jej dorowna. Ja umiem gotowac, oczywiscie jeszcze nie tak jak starsza gospodyni domowa i przeraza mnie mysl, ze po slubie dojdzie wlasnie do teog: on bedzie ode mnie wymagal obiadu z 2 dan i deseru" jak go nauczysz tak bedzie miał. wymagać to on sobie może od zatrudnionej gosposi a nie od Ciebie. "bede musiala sama zajmowac sie dziecmi" jak wyżej - jak go nauczysz tak dla odmiany Ty bedziesz miala. jak bedziesz go od poczatku angazowac do dziecka to nie bedziesz sie nim sama zajmowac. "i jeszcze zrezygnowac z pracy (on bardzo dobrze zarabia, czesto mowi, ze po slubie stac by nas bylo zebym ja zostala w domu i wychowywala dzieci). Nie chce tego, boje sie." no ale przecież nie musisz sie na to zgadzac. toć do kaloryfera Cie nie przywiąże?... generalnie widze ze dla Ciebie małżeństwo oznacza poddanie się mężczyźnie. i to jest problem, bo tak nie jest, a przynajmniej być nie powinno. małżeństwo powinno byc związkiem partnerskim. ale żeby tak było to trzeba popracować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Graniania
Dlatego właśnie widać, że jak zaczyna się ze sobą mieszkać dopiero po ślubie, mogą być niesnaski. Lepiej poznać faceta przed ślubem mieszkając z nim pod 1 dachem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zona i matka realistka
Ja Ci odpowiem tak: Malzenstwo i macierzynstwo sa piekne. Ale sa tez cholernie trudne. Trzeba miec duzo samozaparcie i duzo milosci w sibie zebyu temu podolac. ja nie bgylam fanka zycia rodzinnego, to moj maz chcial miec dzieci. Pierwsza ciaze znioslam swietnie, porod troche gorzej. Za to narodziny corki daly mi takiego powera i tyle szcescia, ze sama byla zaskoczona. Co nie zmienia faktu, ze nieprzespane noce, kolki, wymagajace niemowle dochodzenia do normlnej fugury po porodzi, zmiaan relacji z mezem, uczenie sie na nowo seksu itp to jest lekki hardcore! W zyciu nie bylam tak zmeczona jak w pierwszym roku zycia corki. I nigdy tez nie bylam tak szcesliwa. Na szczescie mam meza, ktory angazuje sie w opieke nad dzieckiem i ma z corka swietny kontakt. Teraz corka ma 20 mcy i za kilka miesiecy bedze miala braciszka. Dodam, ze po pol roku wrocilam do pracy, powiekszamy dom, jedzimy na weekendy i wakacje ale nadal jestesmy niedospani. Mimo tego jestemy szcesliwi, lubimy razem spedzac czas, chodzi na dlugie spacery cala rodzina i z psem. pryzjmowac gosci, jezdzic po swiecie. Jestem sazczesliwa. Nie cozkuje jednak szcescia w stylu disneyowskiej bajki, bo szczescie rodzinne to zupelnie cos innego!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wszystko zalezy. Kolorowe gazety i portale sa pelne slodko-pierdzacych opowiesci, a z drugiej strony kobiety opowiadaja jak ciezko jest miec dzieci, jak sobie nie daja rady. Prawda jest po srodku. Ciaza - zalezy... mozesz miec trudna ciaze, mozesz jak ja nawet nie czuc ze jestes w ciazy Cialo - troche sie zmienia, jedne maja rozstepy inne nie maja, jedne tyja, a jeszcze inny chudna Dziecko - przede wszystkim nie probuj byc idealna i wprowadzac w zycie wszelich rad z czasopism - najlepiej w ogole nie tracic na nie kasy. Dziecko to nic nadzwyczajnego. Pierwszy miesiac jest najtrudniejszy, bo trzeba sie przyzwyczaic, a potem jest z gorki. Narzekajace kobiety to zwykle cierpietnice, bo jezeli dziecko jest zdrowe to nie ma powodu do narzekan. Moja mala ma 8 mies., moj maz przez pierwszy mies byl w domu by mi pomoc, bo nie mamy tutaj zadnej rodziny. Potem poszedl do pracy i tyle. Nie mam na co narzekac. Nie jestem idealna matka polka i nie czuje, ze sie poswiecam dla dziecka. Nadal chodze do fryzjera, maluje sie i kupuje ubrania nie tylko dla mojej corci. Nadal tez chodze na kawusie z kolezankami. Nikt mi nie pomaga i dobrze, bo nie musze wysluchiwac 'dobrych rad'. Generalnie jestem mama na luzie i nie przejmuje sie pierdolami. Bycie mama nie jest uslane rozami, ale nie jest tez to droga przez meke,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gdzies wczesniej ktos napisal, ze traci kontakt z kolezankami... No a czyja to wina? Na pewno nie dziecka. Jak gadasz tylko o kupkach i pampersach to sie nie dziwie. Ja jakos mam te same kolezanki, z dzieciakami i bez. Nadal gadamy o facetach, o szmatach, kosmetykach i innych pierdolach. Jezeli jade odwiedzic kolezanke, ktora tez ma dzieciaka, to dzieci nie sa naszym glownym tematem. To nie jest tak, ze jak masz dziecko to przestajesz byc soba. Do fryzjera mozna isc w sobote, albo zaprosic fryzjerke do domu. Prysznic wziac jak dziecko drzemie - w koncu nie musisz codziennie lezec godzinami w wannie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To ja napisałam o zarwanych kontaktach z koleżankami. I wcale nie wypieram się, że to moja wina. No moja. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie trzeba gadać ciągle o kupkach itd. Tylko jak w kinie nie byłam, książek nie czytałam, na dyskoteki nie chodzę itd., bo nie ma czasu to i tematów brakuje. Napisałam to z wielkim żalem. Co do prysznica to właśnie na tym problem polega, że nie bardzo jest jak go zwiąć jak dziecko śpi, bo nie słyszę czy się nie przebudził ( a zdarza mu się często ) przez szum wody i dlatego czekam ma M. Ja nie twierdzę też, że macierzyństwo i małżenstwo to droga przez mękę. Ale irytują mnie wyznania : jestem bezwarunkowo szczęśliwa. Zycie takie nie jest. I to próbowałam opisać. Być może za bardzo skupiłam się na tej "złej" stronie. Generalnie jest ok. Ale są chwile, że wysłałabym swoich facetów w kosmos.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do po pierwsze
Dziewczyno miałam podobnie jak Ty od początku samiuteńka z dzieckiem, mąż (prowadzi firmę) oglądał dziecko już śpiące po 22. Miałam cc więc na początku było mi naprawdę ciężko samej opiekować się dzieckiem. Prysznic czy kąpiel mogłam wziąć tylko wtedy gdy mąż był w domu czyli albo bardzo wcześnie rano (5.30-6.00) albo późnym wieczorem po 22. Zawsze bałam się,że podczas kąpieli nie usłyszę dziecka. Wyprawa do restauracji,na zakupy ZAWSZE z dzieckiem bo nie mam go z kim zostawić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja też często jestem sama z dzieckiem - ostatni miesiąc, jak umierała moja teściowa, mój mąż był przy niej (potrzebowała opieki non stop - ciężkie stadium nowotworu). No jest to ciężkie, ale po prostu targałam małego wszędzie ze sobą, na zakupy świąteczne też i dałam radę. Nie bardzo rozumiem tej obawy z prysznicem. Przeciez nie stoi się pod prysznicem godzinami - mi samo mycie zajmuje parę minut - namydlenie plus spłukanie. Dłużej te wszystkie zabiegi typu zmywanie twarzy, kremowanie, ale wtedy woda nie szumi i nie zagłusza. Poza tym co się stanie jeżeli dziecko popłacze trzy minuty - nic kompletnie, przecież nie zdarzy się to za każdym razem. Pilnujecie dziecka non stop? To chore trochę. Są rodzice, których dzieci śpią od urodzenia w osobnym pokoju - jak byście zniosły taką sytuacje. Gwarantuje Wam, że dziecko może was zaskoczyć i zamiast wyć zajmie się same sobą - albo jakąś zabawką. Zwłaszcza 5-miesięczne. Mi się często już zdarza ( a mój ma dopiero 3 miesiące), że wchodzę rano do pokoju, a on się rozgląda, nie śpi i nie płacze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mama24l
To i ja się wypowiem. Czasem człowiek ma ochotę rzucić to wszystko w cholerę, ale na szczęście dużo więcej jest tych dobrych chwil niż złych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
do agbr: Nie uważam, że przebywanie z dzieckiem jest chore. W miarę możliwości wolę mieć syna na oku. Oczywiście, jak spi to nie siedzę nad nim i nie patrzę tylko zajmuję się innymi rzeczami, ale owszem zaglądam do pokoju. To, że dziecko spi w oddzielnym pokoju nie jest przeszkodą aby do niego zajrzeć. Słychać też kiedy zaczyna się wiercić i marudzić. Można wtedy szybko wejść i uspokoić malucha. Z pod prysznica już tego nie słychać. Tylko tyle. Ale jak czytam niektóre wypowiedzi na kafe to wydaje mi się, że pełno tu doskonałych mamuś i żon, które mają czas na opiekę nad dzieckiem, kino, fryzjera, kosmetyczkę, zakupy, porządki domowe, a wieczorem jak mąż wraca z pracy witają go w zwiewnych haleczkach. Nikt się nie skarży, a jak któraś to zrobi to zaraz rząd głosów jaka to jest niezorganizowana i w ogóle. Ja napisałam prawdę. Nie jestem idealna. Mam czasami dość i syna i męża. Nie mam czasu na fryzjera. Nie chce mi się czasami nawet umyć zębów. A niekiedy chodzę cały dzień nieuczesana. Bywa ciężko po prostu. I jak ktoś zapytał czy to takie faktycznie piękne, to napisałam, że nie. Ale takie jest życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A gdzie ja napisałam, że przebywanie z dzieckiem jest chore. Mam 35 lat i ten czas odkąd byłam w ciąży, a teraz mam małe dziecko, to najpiękniejszy czas w moim życiu. Naucz się czytać ze zrozumieniem. Napisałam cytuję "że przebywanie z dzieckiem non stop jest chore", bo z Twojej wypowiedzi wynikało, że nie zostawiecie dziecka ani na chwilę samego, ciągle ktoś musi być z nim. A prysznic naprawdę mozna wziąć w parę minut i przez te pare minut nic się nie stanie dziecku. Chyba że stoisz pod wodą pół godziny - no to rzeczywiście są to niewątpliwie przyjemności, które wymagają czasu i przy dziecku są niemożliwe. Ja nie widzę nic złego w tym, że jak się komuś nie chce, to chodzi nieuczesany, każdy ma inny tryb życia i priorytety. Moja koleżanka ma dziecko starsze od mojego o 4 miesiące i wymieniamy się doświadczeniami w macierzyństwie i ona na przykład potrafiła przeleżeć z małym do 2 po południu, a ja się z czymś takim okropnie czułam. I praktycznie od poczatku wolałam i nadal tak robię, że wstaje jeszcze zanim mały się obudzi i musze być wykąpana, mieć zrobioną pełną toaletę (z kiblem włącznie) i dopiero idę do dziecka. Teraz mam łatwo, bo mały budzi się przeważnie około 7-mej rano, więc mam budzik nastawiony na 6.20 i robię wszystko wokół siebie. Tylko wtedy mam energię, żeby się porządnie zająć dzieckiem. Jeżeli tego nie zdążę zrobić, to przez cały dzień chodzę rozbita i nic nie mogę zrobić.Wolę być niedospana, ale to mieć zrobione (czyli tak czy owak coś za coś). Ale na przykład ta moja koleżanka byłaby rozbita, gdyby się nie wyspała, a nieumyte włosy to nie problem. Tylko trzba to po prostu zaakceptować i już.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Aha moje dziecko śpi akuratw swoim łóżeczku, ale w naszym pokoju, bo na razie szykujemy mu pokoik. Ale rano, jak jeszcze dosypia, to zostawiam mu nianie elektroniczną i zchodzę na dół się "oporządzić" (sypialnię mamy na piętrze). Nie sądzę, żebym mu robiła tym krzywdę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A i idąc tropem, że nie to nie jest piękne musiałabym napisać, że nie jest, bo jestem niewyspana. Ale dla mnie jest piękne, choć efektem ubocznym jest niewyspanie - da się przyzwyczaić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Po pierwsze- ja Cię świetnie rozumiem. Bo widzę w twojej wypowiedzi masę własnych odczuć.Może faktycznie skupiłaś się na tych negatywach? Lubiłam ciepłe kąpiele, ale teraz biorę prysznic i dobrze robi na celulit :P Czy małżeństwo i macierzyństwo są piękne? Bywają piękne, po prostu, jak wszystko w życiu. Tak, to że synuś się do mnie uśmiecha, to że budzę się nad ranem i widzę męża który przewija go i sobie gadają, to że czuję po co to wszystko robię, to jest piękne. Ale powiedzmy że 60% codzienności to zupełna proza, ani piękna, ani brzydka. Fakt, mam masę rozstępów, sama się żartobliwie nazywam tygryskiem ale czasem aż boli jak popatrzę na siebie. Czasem mały ma gorszy dzień i nie zostawię go- jest kochanym, pogodnym dzieckiem ale jak się przestraszy i zacznie płakać, to aż się zanosi i musiałoby ze mną być cos nie tak żebym go miała zostawić. Za to jak marudzi to może to równie dobrze robić w łóżeczku pod karuzelą. Do fryzjera nie wychodziłam, bo to fryzjerka przyszła do mnie. Wychodzę na spacery jak jest pogoda, ale przy okazji coś załatwiam- pakuję synka w chustę i jak z zakupami robi się ciężko to tłumaczę sobie że zrzucam ciążowe kilogramy. Czasem bujamy się 2-3 godz. po mieście. Dzisiaj wstałam rano, nakarmiłam małego, posiedzieliśmy trochę razem, długo go karmiłam. Poszliśmy na kontrolę do pediatry, po drodze spacerek po Kazimierzu i zakupy. Wróciłam, posprzątałam kuchnię, zrobiłam dwa prania z których jedno powiesiłam (mały ze mną na balkonie w leżaczku) i sałatkę w kuchni (mały też w leżaczku). Posiedziałam chwilę na necie- mały na macie edukacyjnej, puszczałam mu muzykę, jak mocno marudził to z nim tańczyłam. W międzyczasie karmienie- przy karmieniu czytam, dzisiaj kilkadziesiąt stron przeleciałam. Mąż pracuje 2 pietra wyżej albo w domu, mogę liczyć na pomoc jak trzeba. Dzięki laktatorowi mam wolność i mogę się wyrwać, w sobotę po raz pierwszy zostawimy go z kimś żeby wyjść razem (koncert na juwenaliach). Urządzamy dalej dom. dzisiaj zrobię jeszcze deser, poczekam na męża, wykąpiemy dziecia i posiedzimy sobie we trójkę. Na obiad frytki będą :P czasami jeszcze pracuję w domu jak mały pozwala, czasami mam doła i leżę w piżamie cały dzień, czasami cały dzień domaga się uwagi. Z mężem jesteśmy bardziej zalatani, ale on jest niesamowitym ojcem. A my zawsze byliśmy bardzo zżyci ze sobą. Co istotne- wszystkie ważne kwestie dokładnie omawialiśmy przed podjęciem jakiejś decyzji- i to radzę każdemu. Sama oceń czy to piękne. Ślub- "no nam tak dobrze ze sobą"? Najpierw pomyśl 10 razy co się stanie jak nie będzie dobrze, jak któreś z Was doświadczy jakiegoś nieszczęścia (ftu, odpukać), jak będzie źle, w biedzie i chorobie- dalej tylko z nim, chcesz się budzić przy nim do końca życia? Dziecko- "bo ja chcę dzidziusia"- dzidziuś czasem wyje po 5 godz, a to że noworodka karmisz co 3 godz. znaczy że przynajmniej 4 tyg raczej nie przespisz więcej niż 2,5 godz.- dasz radę? Dzidziuś to dziecko z którego wyrasta niegrzeczny przedszkolak i zbuntowany nastolatek rzucający skarpetki na podłogę- jak się widzisz jako jego matka? Ale co do presji społecznej i tego "co trzeba"- sama czujesz co jest słuszne i na co jest czas, my żyjemy po swojemu, jest nam dobrze, kto nas kocha czy lubi dobrze nam życzy, a reszta może się w nos pocałować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Historynka - nic dodać nic ująć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Historynka : czy ty jesteś z Krakowa? Jakże ci zazdroszczę:) !!!!!! Uwielbiam Kraków! Dzięki, że zrozumiałaś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jest kochanym, pogodnym dzieckiem ale jak się przestraszy i zacznie płakać, to aż się zanosi i musiałoby ze mną być cos nie tak żebym go miała zostawić. Historynka - może jestem przewrażliwiona, ale czy to miało być do mnie? To rzeczywiście nie możemy sie tu porozumieć. Bo mi chodziło wyłącznie o sytuacje, jaką opisała "po pierwsze". Czyli, że co bedzie jak pójdę pod prysznic, a śpiące dziecko (spało jak szłam do łazienki) obudzi się w międzyczasie. Nie przyszłoby mi do głowy zostawić wydzierającego się malucha i iść robić sobie manicure. I nigdy nic takiego nie napisałam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ujmę to następująco
małżeństwo spowoduje że będziesz znerwicowana czasami, a macierzyństwo że będziesz rozepchana, czy też obwisła i tłusta. Kto co lubi :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak, jestem z Krakowa. Cieszę się że jak już muszę w centrum miasta mieszkać to jest to krakowski Kazimierz :) agbr- to o zostawianiu było po prostu głosem w waszej dyskusji, do Ciebie również, ale nie przeciwko :) Po prostu wyjaśnienie- nie zostawię płaczącego dziecka bo to mądre nie jest, najwyżej siku skoczę bo wiem że potem moze być ciężko, ale jak tylko marudzi to się za bardzo nie przejmuję. A jak śpi to np. siedzę z tym praniem na balkonie sama i nasluchuję. W nocy biorę prysznic szybko ale mąż śpi wtedy i sam raczej usłyszy, trudno, najwyżej go mały obudzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Historynka - przecież dokładnie to samo napisałam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
agbr- no i ja po prostu w tej kwestii mam takie samo zdanie, no :P Jesteś przewrażliwiona ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×