Gość Niiinaaa Napisano Styczeń 7, 2015 Mam 21 lat. Jestem bardzo wrażliwą osobą, łatwo się rozczulam, moja empatia działa 24h na dobę, zawsze kręciła mi się w oku łza na myśl bezdomnego żebraka, psa o trzech nogach, który wpadł gdzieś w pułapkę, czy jeśli komuś działa się jakakolwiek krzywda. Bardzo łatwo mnie urazić, wszystko biorę do siebie, przejmuję się opiniami, krytyką, niepochlebnymi komentarzami. Miałam zawsze bardzo silne poczucie sprawiedliwości - nie znosiłam gdy komuś działo się źle, było mi tak cholernie przykro, że to jest takie niesprawiedliwe. Podczas smutnych filmów- każdym bez wyjątku płaczę- dosłownie ryczę jak bóbr i wspominam o nim jeszcze tydzień po fakcie. Dużo rozmyślam, analizuje sytuacje- czy dobrze coś komuś powiedziałam, czy kogoś nie obraziłam, czy nie uczyniłam komuś krzywdy - bo bardzo źle bym się z tym czuła. Gdy słyszę piękną, smutną piosenkę to aż mną miota od uczuć rozrywających od wewnątrz, czuje dreszcze i potok łez w oczach. Zawsze powtarzałam sobie dyskretnie, że powinnam była być artystą - wrażliwym, tragicznym romantykiem, ascetą. Chyba jestem za wrażliwa na dzisiejsze czasy - pełne ordynarności, nagości, bezwzględności, nie potrafię się odnaleźć, nie potrafię odnaleźć sensu egzystencji mojej wrażliwej duszy, która płacze na widok zła, niesprawiedliwości. Och, aż mi trochę lżej, że mogłam gdzieś dać upust moim bólom. Nie czuję się szczęśliwa, mimo że na co dzień stwarzam pozory radosnej to w głębi duszy cierpię smutek urazy, złego słowa do mojej osoby, a wszystko dlatego że jestem skryta, nieśmiała i wszystko tłamszę w sobie. Chcę żyć z wszystkimi w zgodzie, by nastał pokój i wszyscy byli tacy dobrzy dla siebie i wrażliwi na krzywdę drugiego człowieka. Nie umiem się odnaleźć w dzisiejszym świecie.. Nie wiem dokąd zmierzam, chcę by nastało dobro i cierpię nad tym, że nie mam wpływu na to, by tak się stało. Moja misja nigdy nie zostanie wypełniona dlatego czuję się smutna. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach