Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Dzieciaci faceci są głupi czy udają?

Polecane posty

Gość gość
Ja również mam za sobą związek z rozwodnikiem. W wieku 25 lat zakochałam się w o 9 lat starszym mężczyźnie, który był już cztery lata po rozwodzie z 8 letnią córką. Związek trwał 1,5 roku. Do tej pory leczę się z ciężkiej depresji (ten mężczyzna zostawił mnie prawie rok temu). Trafiłam na typ ojca, który całe swoje życie podporządkował córce. W czwartek rano jechał do domu jej matki, odbierał ją, zawodził do szkoły, wracał do domu, czekał 3 godziny, po czym jechał, aby odebrać dziecko i przywoził do siebie. W piątek to samo, po szkole jeździł do dziadków z dzieckiem (bo musi mieć kontakt z dziadkami). Całą sobotę spędzał z dzieckiem, odwoził o 20:00-21:00. Do tego codziennie wieczorem telefony. dodatkowo był do dyspozycji, gdy trzeba było jeździć z dzieckiem co tydzień na dodatkowe zajęcia w poniedziałki (odbiór i dowóz z powrotem do domu, łącznie jakieś 4-5 godzin). Nam zostawała niedziela (część), bo musiał przygotowywać materiały do pracy (prowadził szkolenia). Sylwester - dziecko, Boże Narodzenie - dziecko, Wielkanoc dziecko. Na zebrania (nieobowiązkowe) również on jeździł, należał do trójki klasowej. Majówka -4 dni z dzieckiem, Walentynki - z dzieckiem. Gdy prosiłam, abyśmy spędzili chociaż połowę Majówki razem, przestał się odzywać do mnie na cztery dni, zabrał dziecko, przyjechał w niedzielę wieczorem. Usłyszałam, że on nie odda ani chwili, którą mógłby spędzić z dzieckiem, że to jest wbrew jego naturze, że to jego dziecko. Wakacje, również z dzieckiem. Usłyszałam, że ja "powinnam" stać się częścią jego życia i uczestniczyć w tym. Trafiłam do psychologa, ponieważ przestałam radzić sobie psychicznie z tą całą sytuacją. Psycholog zaproponowała ustalenie zasada, że ok jedne święta z dzieckiem, ale drugie sami. Gdy mu o tym powiedziałam, co usłyszałam? Że kim ja w ogóle jestem, żeby mówić, co on ma robić, że to jest jego rodzina, rodzinie się pomaga, a ja nie jestem jego rodziną. Poczułam się nikim. Pokochałam tego człowieka jak nikogo innego. Tak się nie da żyć. Mam 27 lat i jestem wrakiem kobiety. Na każdy kroku słyszałam o dziecku. Jesteśmy w sklepie, dziecko miało tu kupione ubranka, jesteśmy na zakupach, usłyszałam, że gdybyśmy byli tu tydzień wcześniej, spotkalibyśmy jego córkę z jej mamą. Poprosiłam, żebyśmy weszli do sklepu obejrzeć komputery, mój stary psuł mi się, usłyszałam, że chce kupić córce na święta nowy komputer. I na każdym kroku, stałam się znerwicowana. Takich przykładów można byłoby przytoczyć tysiące. Wiedziałam, że wiąże się z mężczyzną z dzieckiem, ale na coś takiego nigdy nie byłam przygotowana. To chore. Po co mężczyzna zawraca głowę młodej kobiecie, jeśli potem nie liczy się w ogóle z jej potrzebami? Jak stworzyć własną rodzinę, coś nowego, jeśli taki mężczyzna całe swoje życie podporządkował tamtej rodzinie? Przez 1,5 roku związku spędziłam z nim może dwie soboty. To chore. Dziewczyny trzymajcie się od takich związków z daleka. Gdy próbowałam prosiłam go, żebyśmy spędzali więcej czasu razem usłyszałam, że " nie ograniczę mu kontaktu z córką", że "to się tak wszystko zaczyna, od jednego dnia", że "jedna kobieta (jego była żona) dyktowała mu, jak ma widzieć się z dzieckiem i nie pozwoli na to, żeby druga (ja) również to robiła" i, że "nie ma już normalnych kobiet na świecie". Nie dosyć, że nie miał dla mnie czasu ani w czwartek, ani w piątek, ani w sobotę, chyba, że późnym wieczorem, gdy odwiózł już dziecko (czyli okolo 21:30 i był już tak zmęczony, że siedział dwie godziny i wracał do siebie), doszło do tego, że w piątkowe popołudnia, gdy jego córka miała lekcje tańca, a ja stęskniona chciałam z nim porozmawiać, słyszałam, że on musi kończyć, bo "jego mała chce pokazać mu różne figury". Czułam się, jakbym była w związku ze słuchawką telefoniczną. Ból był nie do opisania. Ciągle tylko słyszałam o jego dziecku, siedzieliśmy w restauracji pokazywał mi zdjęcia swojej córki w najnowszych strojach, opowiadał o perypetiach szkolnych. Wszystko fajnie, ale kim ja był? Powierniczką trosk i zmartwień? Boli mnie to wszystko do dzisiaj. Najśmieszniejsze jest to, że tak bardzo kochałam tego mężczyznę, że chciałam, żeby on coś zmienił i byłabym gotowa z nim być. Ale to było traktowane "jako zamach na jego ojcostwo". Ostatecznie to on mnie zostawił, bo "nigdy nie byłabym w stanie zaakceptować jego dziecka". Przypłaciłam to załamaniem nerwowym, depresją. Za dobre serce dostałam po tyłku i tyle z tej miłości. Przez pierwszych 9 miesięcy nie komentowałam jego zachowania, dusiłam wszystko w sobie, cierpiałam, ale zadowalałam się resztkami, które miałam. Gdy jednak wpadł na pomysł, aby podjąć się dodatkowej pracy przez okres 7 miesięcy, która wymagała dużo czasu i zaangażowania i tydzień wyglądał tak, że od poniedziałku do środy pracował, w środę po pracy brał dziecko, odwoził je w czwartek wieczorem, od piątku do niedzieli prowadził dodatkowe szkolenia, przestałam to wytrzymywać. Żeby wynagrodzić córce czas, który poświęcał na szkolenia (normalnie miał ją od czwartku do soboty wieczorem) brał ją w pozostałe dni po pracy. Pan również był chętny, aby pomagać w lekcjach, gdy była potrzeba, odbierał książki zamówione przez mamę dziecka na mieście, jeździł do lekarza "nie w swoim dniu". Na pytania gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie słyszałam, że "ja przecież mogę poczekać na niego", że "dziecko nie jest winne tej sytuacji" itd. W lutym po Walentynkach spędzonych we trójkę (dwie godziny spędzone były na kąpieli, córka lubiła gdy tata siedział sobie w łazience, a ona opowiadała mu w tym czasie jak minął jej dzień, potem tata musiał uspać córkę. Ja w tym czasie siedziałam sama w pokoju i oglądałam telewizję. Później spędziłam samotnie noc w sypialni, bo jego 8-letnia córka obudziła się, więc zostawił mnie i poszedł spać do niej, zakomunikował mi od niechcenia, że Majówkę chce spędzić z córką. I tak na każdym kroku. Zupełnie nie rozumiał mojego żalu o te Walentynki, Sylwestra, Święta, samotne weekendy. Sytuację Walentynkową skomentował tak, że on jako mężczyzna byłby zadowolony, gdyby miał chwilę spokoju i gdyby mógł sobie pooglądać telewizję). Takich bolesnych sytuacji były tysiące, bardzo cierpiałam, ale kochałam. Dałam sobie wmówić, że tak wygląda właśnie ojcostwo. Może i wygląda, ale ja się czułam ciągle raniona i krzywdzona. Jak "dodatek do czyjegoś życia", który nie ma prawa do czasu, miłości i szacunku. Do tej pory nie mogę dojść do siebie i mając 27 lat mam ogromną awersję do mężczyzn i stany depresyjne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Byłam w związku z dzieciatym mężczyzną półtora roku, przypłaciłam ten związek ciężką depresją, której do tej pory nie pokonałam. Mam 27 lat. Mężczyzna, z którym byłam miał "świra" na punkcie swojego dziecka. Opiekował się córką od czwartku do soboty wieczorem. W czwartek jechał do domu matki dziecka, odwoził do szkoły, wracał do siebie, w piątek to samo, po szkole zabierał córkę do dziadków, w sobotę miał ją cały dzień aż do 20:30-21:00. Dodatkowo codziennie był w kontakcie telefonicznym, gdy trzeba było, woził do lekarza w pozostałe dni, na dodatkowe zajęcia, odbierał podręczniki szkolne zamówione przez byłą żonę. Oprócz tego miał oczywiście pracę zawodową. Wszystkie Święta, długie weekendy, Majówki, Wielkanoc, spędzał z dzieckiem. Jeździł na zebrania (nawet te nieobowiązkowe). Zakochałam się w tym mężczyźnie bez pamięci, ale nie miałam pojęcia, że to wszystko będzie tak wyglądało, że całe jego życie jest w każdym aspekcie podporządkowane dziecku. Po kilku miesiącach znajomości, gdy mężczyzna ten przy mnie snuł plany, "że chciałby kupić mieszkanie blisko szkoły jego dziecka, aby nie tracić czasu na dojazdy", zapaliła mi się ostrzegawcza lampka, jak to wszystko może wyglądać. Nie miałam pojęcia, że ten tekst odzwierciedla jego podejście do córki. Pomimo tego, że właściwie miał połowę tygodnia córkę u siebie, cały czas odczuwał poczucie winy. Wiele miesięcy znosiłam to w milczeniu i starałam się zrozumieć, cierpiąc w duchu przy tym, bo ja tęskniłam za nim i potwornie mnie to wszystko bolało. Było mnóstwo sytuacji, w których czułam się bardzo zraniona Przytoczę kilka przykładów: Spędzaliśmy razem niedzielny wieczór, dostał telefon od córki, która zostawiła u niego aparat fotograficzny, obiecał nie pytając mnie o zdanie, że zaraz przywiezie jej go. Usłyszałam "odwiozę cię, bo mała bardzo lubi robić zdjęcia", zabolało mnie to, ale postanowiłam nie komentować, najbardziej zabolał mnie fakt, że nawet nie zapytał się mnie o zdanie i "na zawołanie" córki skracał i tak rzadkie wspólne chwile. W któryś czwartek umówiliśmy się na kawę w czasie, w którym trwały lekcje jego córki, spotkanie zostało również skrócone, bo dostał telefon, że lekcje skończyły się wcześniej. Ok wszystko rozumiem, ale pamiętam, że zabolał mnie komentarz "że przecież zdajesz sobie sprawę z tego, że spotykasz się z mężczyzną z dzieckiem". Jakbym to wszystko załatwiało i usprawiedliwiało. Ciągle słuchałam o "tamtym życiu", ulubionych zabawkach jego córki, w między czasie dowiedziałam się od córki, że imię ma po matce, o tym fakcie ukochany nie raczył mnie poinformować". Pewnego dnia umówiliśmy się, miał odwieźć córkę i przyjechać do mnie, spóźnił się prawie godzinę, napisał mi, że jest małe opóźnienie. Ok, myślałam, że stało się coś ważnego. Gdy spotkaliśmy się, usłyszałam, że córka chciała dokończyć rysunek. Tego też nie skomentowałam, ale zabolało mnie to. Moi rodzice zaprosili go razem z córką do mojego domu rodzinnego na Święta, chciałam, żeby czuł, że akceptuję tę sytuację, żeby i Mała czuła się mile widziana. Była tam cała moja rodzina. Bardzo stresowałam się, bo nie była dla mnie to łatwa sytuacja, dostałam sms-a, że spóźnią się. Ok, pomyślałam, że może wypadło coś ważnego, minęła godzina, dwie, cała rodzina pytała mnie czy przyjadą i o której. Było mi strasznie przykro, bo po raz kolejny czułam się zlekceważona. Gdy przyjechali, dowiedziałam się, że miał problem, żeby wyciągnąć Małą z domu, bo ociągała się. Zupełnie nie wziął pod uwagę tego, jak ja się czułam, czękając na nich z obiadem rodzinnym, tlumacząc się z ich spóźnienia całej rodzinie. Po świętach Sylwester. Miałam nadzieję, że uda nam się spędzić go razem. Dowiedziałam się, że niestety nie, bo w ubiegłym roku była żona miała dziecko w Sylwestra i teraz jest jego kolej. Po moich prośbach, zgodził się na to, żeby poprosić rodziców o to, aby zajęli się dzieckiem 3 godzinki, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu sami. Przygotowałam kolację, zjedliśmy ją, mój mężczyzna cały czas patrzył na zegarek, i czułam, że nie może doczekać się, żeby odebrać dziecko. Było mi przykro. Po kolacji miał oczywiście ochotę "pokochać się". Dziwił się, że nie czerpię przyjemności z tego. Pozostawię to bez komentarza. Po fakcie znowu patrzył na zegarek, więc pojechaliśmy trzy ulice dalej odebrać jego córkę, 1,5 godziny przed umówionym terminem. Było mi strasznie przykro, gdy zobaczyłam, że dopiero wtedy, gdy zobaczył córkę, rozpogodził się i był tak naprawdę szczęśliwy. Podobna historia w Walentynki, wypadły w piątek, więc jak to mój ukochany stwierdził "to jego dzień", dlatego bezdyskusyjnie będzie opiekował się córką. Ok, było mi przykro, ale kupiłam prezent zarówno dla niej, jak i dla niego i pojechałam do nich. Wieczór wyglądał tak, że przez godzinę mój ukochany towarzyszył córce, gdy ta kąpała się bo "ona wtedy lubiła opowiadać mu, jak spędziła dzień. Siedział na krześle i sobie rozmawiali", kolejną godzinę spędził na czytaniu jej do snu (dziewczynka ma 8 lat). Ja siedziałam wtedy w salonie i płakałam, bo było mi strasznie przykro. Gdy już wrócił do mnie, był tak zmęczony, że poszliśmy spać. Po godzinie córka obudziła się i zapytała się dlaczego jej przy nim nie ma, więc zostawił mnie i poszedł spać do pokoju obok. Zupełnie nie rozumiał jak bardzo mnie to wszystko boli i jak przykro mi było. Od tego momentu było już tylko gorzej. W lutym zostałam pozbawiona złudzeń i poinformowana, że Majówkę to on chce spędzić ze swoim dzieckiem. Płakałam, prosiłam, tłumaczyłam, zaczęły puszczać mi nerwy i powoli mówiłam mu o tym, co mnie boli, zaczęły się pretensje, każda moja prośba była interpretowana jako "atak na jego ojcostwo". Mój mężczyzna podjął się dodatkowej pracy na okres około 6 miesięcy. Oznaczało to, że dodatkowe obciążenia czasowe. Oczami wyobraźni widziałam, ze jedyną osobą, która na tym ucierpi i odczuje tego skutki będę ja, nie myliłam się. Od poniedziałku do środy pracował, w poniedziałkowe popołudnia miał dodatkowe zajęcia, w środy po pracy brał córkę, żeby jej wynagrodzić okrojony czas, odwoził ją w czwartek wieczorem, od piątku do soboty prowadził szkolenia. Na moje pytania, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie, tłumaczył, że "to przecież sytuacja tymczasowa" i, "że tak wygląda dorosłe życie" i "oczekuje wsparcia, a ja przecież mogę na niego poczekać". Zaczęłam mieć stany depresyjne. Nadeszła Majówka. Chciałam, żeby mężczyzna ten jakoś sprawiedliwie podzielił czas. Co on zrobił? Oczywiście nie odzywał się do mnie cztery dni, w czasie których miał córkę. I to był początek końca, bardzo zabolało mnie to jak mnie potraktował, pierwszy raz faktycznie kazałam mu "wybierać", miałam nadzieję, że chociaż raz wybierze nas. Oczywiście myliłam się. Usłyszałam, że on nie odda ani chwili, którą mógłby spędzić z dzieckiem, że to wbrew jego naturze. To był początek końca, narastał we mnie ból, pretensje, czułam się bardzo raniona. Mój ukochany w pewnym momencie przestał się do mnie odzywać, bo "sytuacja go przerosła". Trafiłam do psychologa, wpadłam w depresję lękową jako reakcję na silny stres. A co on robił w tym czasie? Wyjechał ze swoimi rodzicami i córką na wakacje. Gdy pisałam, że go potrzebuję, napisał "czy mam wsiąść w samolot i zostawić córkę z dziadkami", napisałam, że tak, bo go naprawdę potrzebuję i nie radzę sobie. Oczywiście nie zrobił tego, a ja w tym czasie naprawdę go potrzebowałam, trafiłam z ostrym załamaniem nerwowym do lekarza, przepisał mi antydepresanty. Gdy wrócił, spotkaliśmy się, wyrzucałam z siebie wszystko to, co mnie boli, zapytałam czysto retorycznie "czy gdybyśmy byli razem na wakacjach i dostałby telefon, że jego córka złamała nogę, zostawiłby mnie i natychmiast wrócił?" . Milczał, a po jego minie wiedziałam, że odpowiedź jest twierdząca. Trafiłam na terapię, pani psycholog poradziła mi wprowadzenie zasad. W między czasie mój ukochany zobowiązał się do wożenia w poniedziałku córki na dodatkowe zajęcia (oprócz tego miał ją od czwartku do niedzieli). Zajmowało do kolejne 4 godziny. Za radą pani psycholog zapytałam się czy nie mógłby jej wozić co dwa tygodnie, żebyśmy i my mieli czas dla siebie. W kolejny poniedziałek znowu zawiózł ją. Gdy mu przypomniałam o obietnicy, usłyszałam, że on się ze mną na nic nie umawiał, że to jego dziecko i gdy może dziecku w czymś pomóc to to zrobi a poza tym ja nie jestem jego rodziną. Zabolało mnie strasznie, wcześniej mówił jak to marzy o rodzinie ze mną, wspólnym mieszkaniu. Byłam tak zaślepiona, że chciałam uratować to za wszelką cenę i zaproponowałam wspólne mieszkanie, co usłyszałam, "że wprowadzam zamęt, że wszystko wymaga czasu, ze to nie jest takie hop-siup". Zła wyrzuciłam mu, że "pewnie znowu chodzi o jego córkę, że jak ona to zniesie", on wkurzony odpowiedział, że tak. Kiedyś mówił o wspólnych dzieciach, w rezultacie usłyszałam, że "jak Mała podrośnie, może za 4 lata, żeby była na to gotowa". Wszystko to miało miejsce kilka miesięcy temu, a ja do dzisiaj nie doszłam do siebie. Piszę to po to, aby młode dziewczyny (miałam wtedy 25-26 lat) wiedziały jak wygląda życie z rozwodnikiem z dzieckiem "od środka". dodam, że jego córkę polubiłam, zostałam z nią sama, aby poznać bliżej, starałam się kupić jej coś, co lubi, pytałam o jej sprawy. Postawa tego mężczyzny doprowadziła do tego, że po kilkunastu miesiącach nie mogłam znieść imienia tego dziecka. Przykre to, bo dziecko nie było niczemu winne. Teraz z perspektywy kilku miesięcy zastanawiam się po co taki facet zawraca młodej kobiecie głowę? Żeby ją ranić i krzywdzić? To jest po prostu nie fair. Panowie pamiętajcie, że kobiety również mają swoje potrzeby, swoje marzenia i nie chcą czuć się jak niedzielny dodatek do życia takiego tatusia. To po ludzku jest nie w porządku. I tyle w temacie. Mam nadzieję, że kiedyś poradzę sobie z tą traumą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A co sie dziwisz? Dziecko jest do kochania, a dzi/wka jest do rochania. Dziecko jesteś?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wszystko rozumiem, nikt nie bronił kontaktu z dzieckiem. Ale ta sytuacja była chora. Nikomu nic nie zrobiłam, chciałam po prostu założyć rodzinę, mieć dzieci, wziąć ślub, a zapłaciłam za związek z rozwodnikiem wysoką cenę. uważam, że zbyt wysoką. Zachowanie tego mężczyzny było egoistyczne i nie w porządku. Całą jego postawę odzwierciedla twierdzenie, że "on nie chciałby kobiety z dzieckiem, bo nie dosyć, ze jego córka musiałaby zaakceptować jakąś kobietę, to do tego jej dziecko" i "jego rodzice nie daliby mu żyć, gdyby przyprowadził rozwódkę z dzieckiem". To jest chore! Czy w takich związkach obowiązuje podwójna moralność? Szkoda tylko, że zostałam tak bardzo skrzywdzona. Nikt nie każe nikomu pozbywać się dziecka, ale zachowywać zdrowe proporcje, zrozumieć jak trudną sytuacją była taka relacja dla młodej kobiety. Trochę empatii. Jestem przekonana, że taka relacja w 90% zależy od stosunku tego mężczyzny do całej sprawy i sposobu postępowania. Ja na koniec relacji usłyszałam, że "dziecko jest dla niego najważniejsze". Właściwie myślę, że lepiej stało się, że koniec nastąpił po 1,5 roku, bo gdybym trwała w tym chorym układzie jeszcze kilka lat, straciłabym młodość dla kogoś, kto nie jest tego wart.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dodam, ze to była żona zdradzała go z kolegą z pracy, a potem zostawiła dla innego. Tym bardziej nie rozumiem tego chorego podejścia do całej sytuacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jakiej empatii? Dajesz dopy i wyp...asz! Coś w tym trudne jest? Qrwa! W wieku 25 lat to ty powinnaś mieć już swoje dzieci i własnego męża. A nie szukać przygód z jakimiś ..jami! Gleba!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
"straciłabym młodość dla kogoś, kto nie jest tego wart. " A ile jest warta młodość głupiej dzi/wki? Chyba nic. (nie mylić z prostytutką - bo jej młodość to setki dolarow).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ok wszystko rozumiem, ale pamiętam, że zabolał mnie komentarz "że przecież zdajesz sobie sprawę z tego, że spotykasz się z mężczyzną z dzieckiem". Jakby to wszystko załatwiało i usprawiedliwiało. xxx alez oczywiście! facet dał ci jasny przekaz - a jeśli do ciebie oczywiste rzeczy nie docierają - to twój problem!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
pomor2602 2015.02.04 pozwolę sobię wkleić to co pisała pod innym tematem. panie nad wyzraz dojrzały. Niedojrzałością i płytkością w myśleniu, wykazuje się każdy mężczyzna, który mówi że dziecko jest najważniejsze. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym usłyszała takie słowa od swojego męża((którego jeszcze nie mam) reakcja na pewno nie należałaby do najprzyjemniejszych dla niego, a on sam straciłby w moich oczach dużo. Dobrze napisał ktoś wyżej, nie można jednakową miarą mierzyć miłości do kobiety/ mężczyzny w związku, a miłości rodzicielskiej. Jak dla mnie jest to zachowanie patologiczne. Znam taką rodzinę,w której to matka, na pępkowym wnuka, wykrzyczała do swojego syna przy gościach: masz dziecko i dziecko jest najważniejsze, nie koledzy nie picie. Mężczyzna 35 letni, słyszałam to z jej ust nie raz, więc co on zrobił, wyjechał dla dziecka do pracy na drugi koniec polski, bo dla dziecka musi zarabiać - czy to złe? nie, ale słowa jakie słyszałam z jego ust kierowane do partnerki: dałaś mi syna, mam cie teraz w d*pie, możesz znikać- to już tak.. Znajomi rodziny pytali mnie czy też zauważyłam fioła na punkcie dzieci. Kolejny ich syn, po tym jak dowiedział się, że jest ojcem dziecka innej kobiety, w trakcie sprzeczki, wykrzyczał do partnerki z która był : ja przynajmniej mam dziecko,a ty nie. Patologiczne, złe wychowanie, w którym rodzice okazują miłość jedynie dzieciom, a partnerom już nie, by nie powiedzieć , ze popadają w skrajność i pokazują wrogość i brak poszanowania - tworzą właśnie takich mężczyzn, którzy szafują słowem : dziecko jest najważniejsze. Z takiej właśnie rodziny patologicznej się wywodzą. Nikt, wychowujący się w rodzinie, w której na jednym poziomie, obdarzony szacunkiem był partner i dzieci nie wypowie się w taki sposób. W moim odczuciu jest to zwyczajna antyspołeczność i nieumiejętność życia w związku, budowania zdrowej relacji. Która jak widać, jest możliwa. Jedyne co taki mężczyzna kobieta nauczy swoje dziecko, to to że w dorosłym życiu, dziecko również nie zbuduje trwałej relacji. Niby dorośli ludzie z was, a rozumowanie na poziomie gimnazjalnym, wprost z rynsztoka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jedna baba ,drugiej babie wsadziła do d**y grabie :).Tyle w odgzebanym temacie .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
przeczytałam wszystkie strony i jestem w szoku co niektórzy tu wypisują.według niektórych panów nowa partnerka ma chyba służyć tylko do zaspokajania potrzeb pana i władcy i jego dzieci.ja się pytam takiego delikwenta po cholerę ci nowa kobieta skoro masz w dupie jej potrzeby?wszyscy są ważni:pan rozwodnik,jego dzieci ,była żona ale nie nowa partnerka.skoro masz zawracać dupę kobiecie a później nie liczyć się z jej zdaniem ,potrzebami to może daruj sobie nowy związek .a najlepiej kobitki to olewajcie facetów z dziećmi albo szukajcie takich których dzieci są już dorosłe i tatuś nie musi ich niańczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
"ja się pytam takiego delikwenta po cholerę ci nowa kobieta skoro masz w d***e jej potrzeby?" Do rochania służy. Jej potrzeby są bardzo ważne i istotne przez jakieś 15 minut przed. W trakcie są już tylko istotne. A po... sama wiesz :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
facet rozszedł się ze swoją żoną więc potrzebuje gdzieś jaja opróżniać - tak trudno wam to zrozumieć??? on nawet tego nie ukrywa, mówi wam to prosto w oczy a wy planujecie śluby, dzieci - i kto tu jest nienormalny?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
I co? Już lepiej? Dowartościowałaś się? Facet, który traktuje kobiety jedynie jako wypróżniacza jajek - kobiety z klasą nie zainteresuje. Taki który był mężem jakiegoś ziejącego jadem babona - też nie. Jest na szczęście wielu facetów, którzy potrafią pogodzić bycie ojcem z byciem partnerem. Na dodatek z byłą jędza w tle ;).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jest na szczęście wielu facetów, którzy potrafią pogodzić bycie ojcem z byciem partnerem. Na dodatek z byłą jędza w tle xxx tak? gdzie???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A na ...uj komu kobieta z klasą? Do wypróżniania jajek wystarczy kobieta z dziurą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
facet rozszedł się ze swoją żoną więc potrzebuje gdzieś jaja opróżniać - tak trudno wam to zrozumieć??? on nawet tego nie ukrywa, mówi wam to prosto w oczy a wy planujecie śluby, dzieci - i kto tu jest nienormalny? No w tym wypadku akurat się z tobą zgadzam. Facet który nie wie czego chce oznacza typa który nie ma gdzie jaj wypróżnić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak nie ma?? Jak ma! Wystarczy zagwizdać i już się zlatują puste dziunie, tępe dzidy i inne puchary przechodnie. Słyszał ktoś żeby dzieciaty rozwodnik nie miał gdzie jaj opróźnić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Czy dzieciaty rozwodnik nie ma prawa ułożyć sobie życia ?Ma wzdychać do was byłych żon .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dzieciaty rozwodnik zazwyczaj nie ma chęci, ani nie czuje potrzeby układać sobie życia. On już ma dziecko/dzieci, byłą żonę, byłą teściową... On już nie chce wiele. On potrzebuje tylko od czasu do czasu opróżnić sobie jajka. Tylko tyle...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dokładnie! nie spotkałam jeszcze dzieciatego rozwodnika, który marzy o kolejnych ślubach, żonach, dzieciach jedyne czego szukają to odskoczni od obowiązków i młodej dziury

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś Czy dzieciaty rozwodnik nie ma prawa ułożyć sobie życia ?Ma wzdychać do was byłych żon . xxx zazwyczaj życie stara mu się ułożyć panienka, która postanowiła zrobić z niego kawalera i nie przyjmuje do wiadomości, że on ma dzieci i kupę zobowiązań z nimi związanych dlatego później wychodzą takie jaja jak na stronach tego wątku

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale każdy ojciec z radością spełnia obowiązki wobec własnych dzieci. Ale!!... Jajka to są jajka - nie lubią zastojów. A jak pauka nie jest w użyciu to się robi stulejka. Więc... panna nie panna, dziewica nie dziewica, potwór nie potwór. Byle miała otwór - byle spuścić z krzyża :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jakoś tak zamilkło - czyżby niektóre "damy" (vide: żyjemy jak damy, a jak nie damy to jest ciężko...) poczuły się wydymane za damo i bez perspektyw na zwrot "nakładów w aktywnościach pasywnych"?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie zamilkly, ponizej pewnego poziomu po prostu nie prowadzi sie dyskusji. Tym bardziej z ludzmi, ktorzy caly sens zycia sprowadzaja do czynnosci fizjologicznych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
zmilkły bo wreszcie do nich dotarło w jak żałosnej sytuacji znalazły się na własne życzenie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
PATOLOGIA.leczcie się ludzie, co wam w domach rodzinnych robili, że takie durnoty wypisujecie, zazdrosne byłe żonki/ byłe lale co? a facet po co z wami sypiał? tak szczerze? po to by opróżnić jaja, i posłużyłyście za inkubator, bo chciał pan mieć dziecko, a po tym jak dziecko mu dałyście kopnął w dupę. albo miał nadzieję, że po za nadstawianiem dupy, coś z was będzie i jakiś związek da się ułożyć, ale niestety nie. i poszedł układać sobie życie z inną ładniejszą, zgrabniejszą zadbaną kobietą, która poza byciem inkubatorem i spermołapaczem9tak jak wy) ma coś w głowie, dlatego nie daje sobie robić dziecka od razu. A się zabezpiecza. Prawda boli? lepiej się z nią pogódźcie wywłoki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
o! odezwała się du/podajka dzieciatego rozwodnika

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tępe dzidy, pojmijcie, raz a dobrze, jak was facet nie chciał, mimo, ze słowa o zabezpieczeniu nie mówiłyście, dawałyście kiedy chciał i jak chciał, bo z nadzieją nadstawiałyście tyłka, byleby tylko złapać na dziecko, to nawet jak dziecko się pojawiło w d***e was miał. I dlatego odszedł. Bo bzykać byle pustaka można, ale życia sobie z nim marnować nie warto. Tylko dlatego odchodzi! Ta druga gdyby była tak tępa jak wy, w ciągu miesiąca złapałaby na dziecko, tak jak wy tępe idiotki. Nawet karta przetargowa- bo tak traktujecie dzieci wywłoki- wam nie pomoże! chociaż niejedna idiotka taka jak wy, wróciłaby nawet gdyby w ciąży zostawił nie? puste, nieszanujące się dzidy z was.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
hahaha! lalu mam normalnego faceta, i aż mnie ściska jak czytam wasze wypociny byłe sponiewierane żonki, inkubatory i spermołapaczki. Nawet ze wzgl na dziecko facet was nie chciał! a wy obrażacie normalne kobiety, do których poszedł. Takie jest życie! Znajdźcie sobie kogoś, zamiast pluć jadem do kobiet. To was facet nie chciał! A z nią był! idiotki!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×