Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

zabka

TERMIN W GRUDNIU

Polecane posty

z innej beczki... kowboj nosi kowbojki, a szeryf oczywiscie \"szeryfki\" dobrej nocy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ech, gadać już się nie chce. Do kitu mi dziś. Chyba ja jestem etraz na dole rozwojowej emocjonalnej sinusoidy. Może ostatnie miesiące dały mi się we znaki, a może po prostu szukam winnych :( Jak tu się odbić od dna? Nawet nie podliczam tych złych rzeczy, bo przy ostatniej pewnie bym się powiesiła, więc skupiam się na dobrych. Lista przynajmniej jest krótka i łatwa do zapamiętania. Ech.... Spadam dziś z forum, zeby nie popsuć wszystkim humoru. Bez odbioru.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie, jeszcze coś musze napisać. Chce wrócić do tematu łańcuszków - bo mnie to gryzie. Ciekawa jestem czy ktoś kiedykolwiek się zastanowił, że jeśli każda z 20 osób która otrzyma ten łańcuszek roześle go do kolejnych 20 osób, a te znó do kolejnych 20 osób to....po 7-mej kolejce ten łańcuszek otrzymałoby już ponad 25 miliardów ludzi. Prosta matematyka. A chyba nas trochę mniej na świecie.... A skoro ten łańcuszek krąży rzekomo od lat 60-tych to.... na miłość boską każda osoba na świecie z dziećmi w kołysce włącznie powinna go już otrzymać kilka milionów razy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A czy wiecie po co są te łańcuszki? Osoba, która go nadała ma możliwość śledzenia, do kogo jest rozsyłany i ma informację o adresach e-mail. Za każdy adres e-mail „firma spamerska” płaci pieniądze. Te adresy trafiają do bazy danych i potem osoby te otrzymują spamy. A nadawca kasę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj pszczola. Zgladaj czesciej! A ja mysle ze patrzac na dzieci trzeba miec swiadomosc w jak szczegolnym momencie zycia sie znajduja. Bez wzgledu na to czy przyszla faza buntu dwu, trzy, czy czterolatka. Shalla przy calej radosci ze znow jestescie razem mysle ze przeprowadzka to dla Nastusi ogromny stres. Nowi ludzie, nowe miejsca, nowy jezyk. Owszem mowi sie ze dzieci maja niesamowita zdolnosc adaptacji, ale na to tez potrzebuja czasu. Pamietasz scene jak kiedys opisala Kuk? O tym jak poszla odebrac Frania z przedszkola a on dostal napadu histerii? Ja mialam cos takiego przez kilka razy w domu po powrocie z przedszkola. Olek wrzeszczal, plakal, rzucal czym popadnie i patrzac na niego mialam wrazenie ze oszalal. Na szczescie w dniu w ktorym mial pierwszy taki atak akurat mielismy wizyte u pediatry wiec jej opowiedzialam o tym incydencie i dowiedzialam sie ze powinnam sie cieszyc ze tak sie zachowuje!!!! Okazuje sie ze stres skumulowany w przedszkolu (zle poczatki, obawy, halas, nowe twarze, nowe reguly itd) Olek przychodzi wyladowac w miejscu gdzie czuje sie bezpieczny i kochany. Moglby sprobowac to zrobic w przedszkolu i prawdopodobnie nie dostalby przyzwolenia na takie odreagowanie, co tylko by ten stres nasilalo. Przychodzil do domu i wyrzucal z siebie wszystko. I to trwalo czasami godzine!!!!!!!!!!! A ja tylko bylam w poblizu, przytulalam i czeklam az pusci wszystko. Do tej pory mial ok 5-6 takich atakow.Druga rzecza ktora u niego zaobserwowalam to ze ciezko sobie radzi ze sprzecznymi uczuciami. Kiedy przyjechala moja przyjaciolka( ktora on uwielbia) nasilily mu sie te momenty kryzysowe. Z jednej strony byl szczesliwy ze ona jest, z drugiej zazdrosny ze jej poswiecam czas, z jednej strony cieszyl sie ze idzie sie bawic z dziecmi do przedskola z drugiej zazdrosny ze mama i ciocia gdzies ida bez niego. Moglabym tak wyliczac.... I po powrocie z przedszkola potrafil plakalc godzine ze on nie chce cioci a potem jak juz wyplakal caly stres to do poznej nocy nie schodzil jej z kolan! Sorry ze Cie tak zameczam szczegolami, ale chce Ci pokazac ze cokolwiek Nastusia robi moze byc odreagowaniem na nadmiar bodzcow jakie skumulowala w sobie ostatnio. Przyznam ze fakt ze moja przyjaciolka jest pedagogiem specjalnym z 10 letnim doswiadczeniem byl dla mnie ogromna podopra. My temat Olka walkowalysmy godzinami, ona pewne rzeczy tlumaczyla mi jak krowie na miedzy. Najwazniejsze ze nabralam po tym wszystkim przekonania ze to co sie z nim dzialo jest NAJNORMALNIEJSZA RZECZA pod sloncem. A na samym poczatku budzilo sie we mnie przerazenie ze Olek zamienia sie w rozdartego bachorka. Przezylismy ten okres wlasnie dzieki temu ze dalam mu przyzwolenie na to zeby wyrzucl z siebie wszystko co go boli, dajac mu potwierdzenie ze ma prawo czuc to co czuje. Kiedy dziecko boli zab lub gardelko to robimy co w naszej mocy zeby mu ulzyc, a gdy go boli dusza to co? Czesto wtedy rodzice jeszcze pogarszaja sytuacje mowiac: przestan plakac, nic ci sie nie dzieje. To ze psychiczny bol jest trudniejszyc do zlokalizowoania to nie znaczy ze mniej boli. Ps Nie mam bladego pojecia dlaczego ostatnio kazdy moj post wysyla sie dwa razy. Zapewniam ze wciskam tylko raz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Karenko, dobrze ze o tym wszystkim napisalas... Przynajmniej starajmy sie zakladac ze dziecko nie wpada w histerie zeby nam zrobic na zlosc, ale wlasnie dlatego ze sobie z czyms nie radzi... Mysle ze i my funkcjonujemy podobnie i czasami z przedawkowania (stresu, towarzystwa, napiecia, katastrof) robimy sie nieznosne, troche jak dzieci, tyle tylko nie wpadamy w histerie, ale stajemy sie drazliwe, kasliwe, zle, nie sadzicie? Ja np. po trzech dniach i nocach, a wlasciwie czterech dniach i trzech nocach z dwoma urwisami i jedna diablica, dzisiaj chodze jak bomba zegarowa, bo jestem po prostu zmeczona. Najpierw zmobilizowalam wszystkie sily i wszystko chodzilo jak w zegarku przez te dni, ale dzisiaj w jakis sposob za to place. W kazdym razie najwazniejsze ze chlopcy byli przeszczesliwi :) i Pola tez :) Shalla, Kuk, koniec juz tych katastrof ! Pszczola, dawno Cie nie bylo! Co u Ciebie ?!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A w ogole to wpadlam tutaj, zeby napisac nie na temat jak zwykle. Wlasnie dzisiaj rano bylam na targu i zagladalam na stoiska z odzieza uzywana i po raz kolejny przezylam rozczarowanie, bo wlasciwie mozna znalezc tam glownie ciuchy francuskich supermarketowych marek z supermarketowych sieciowek czyli nic nadzwyczajnego w sumie (czyli ciuchy, ktore moge miec nowe za niecale 10 Euro, wiec nie widze sensu kupowania ich uzywanych za 2 Euro). Myslalam wtedy o tym, co napisala Karenka, ze ona kupuje uzywane rzeczy marki Timberland, ktora uwielbiam! za kilka Euro. Karenko, jak ja Ci tego zazdroszcze! Czy chodzisz na via Sagno? Pamietam ze kiedy mieszkalam w Rzymie bylam tam kilkakrotnie i zawsze wracalam do domu z jakas wspaniala zdobycza! Eh, czy ja tam wreszcie kiedys wroce ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Karen ka - im więcej piszesz tym lepiej! Ale powiem Ci, że mam mieszane odczucia. Z jednej strony pocieszyła mnie opinia Twojej zaufanej ekspertki, a z drugiej..... nie wiem jak to ujać. Nie chcę podważać autorytetu fachowca, ani tym bardziej krytykować. Tylko chcę powiedzieć, że jakoś wszystko we mnie krzyczy, ze to nie do końca jest tak. Ja też byłam dzieckiem i to nie aniołkiem, a jednak nie rzucałam się po podłodze, nie odreagowywałam swoich stresów waląc czym popadnie po całym pokoju, nie przeżywałam swoich frustracji dostając histerii. A stresów miałam nie mało. Jeszcze więcej miała ich moja mama w dzieciństwie i również z tego co wiem nie urządzała scen z piekła rodem w domu dlatego, że uważała to miejsce za bezpieczne....gdzie może sobie odreagować.... Cenię rozwój nauki i tego ile uwagi się teraz poświęca etapom rozwojowym dzieci i próbie ich zrozumienia. ALE.... no właśnie.... zastanawiałyście się nad poprzednimi pokoleniami czasem? NIejednokrotnie nasi rodzice rodzili się w schoranach - podczas bobmardowania. Jaki ładunek stresu przynisoły te dzieci ze sobą na swiat? I co? Rzucały się po dywanach w domu? Kopały, gryzły, dostawały ataków furii? A przecież nie wszyscy rodzice wychowywali swoje dzieci przy pomocy pasa..... Jaki popełniamy błąd, którego nie popełniali nasi rodzice i dziadkowie?? Gdzie tkwi przyczyna? Ani mój tata ani mama nie byli nigdy bici, czy srogo karani, a jednak z opowieści babć wiem, że takie zachowanie jak Anastazji ( czy dzieciaków z programu super niania ) doprowadziłoby moich dzieków do ataku serca. W ogóle niewyobrażalne! I obeszło się bez mądrych psychologów dzielących włos na czworo i oboje moi rodzice wyrości na normalnych i zrównoważonych ludzi bez blizn na psychice.... Czas po święcony dzieciom odgrywa rolę? Być może. A ile czasu poświęcano naszym rodzicom? Na wsi dzieci do dziś praktycznie chowają się same - w obejściu. W Warszawie nie było lepiej. To były czasy kiedy po wojnie odbudowywano to miasto. Ludzie w pracy i w czynie społecznym od świtu do nocy pracowali przy budowach. Przedszkola otwarte były nawet do 20:00 ( wiem, bo moja mama nieraz siedziała tak długo - bo dziadek odbudowywał Warszawę, a babcia zasówała na x-etatów żeby było co do gara włożyć ). Więc pytam gdzie nasze pokolenie popełnia błąd?????? Człowiek od pierwszych dni ciąży czyta o rozowu i potrzebach dziecka, potem nieba chce mu uchylić, rzuca pracę, żeby być z maleństwem, potem pożera koeljne mądre książki, zeby jak najlepiej odpowiedzieć na zapotrzebowania rosnącego człowieka. I co??? Chucha i dmucha, użala sie nad każdym siniaczkiem. I do czego to prowadzi? Rośnie cała rzesza nadwrażliców, którzy w wieku 20 lat już potrzebują psychologa, bo 30% z nich ma już za sobą próby samobójcze.... Powiedzcie mi do słuchu, bo chyba prawdę sama zaliczam depresję. Zaczynam wątpić w cały ten sens nowej nauki :( Wszystko prowadzi tylko ku gorszemu. A porzytku z tego nie widzę. :( Niech mi ktoś napisze, że pisze głupoty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziewczyny, no co taki pomór? Przesyłam Wam zaraz na skrzynkę sceny z końca świata. Wczoraj Anastazja pięknie posprzątała pokój i w ogóle była zadziwiająco grzeczna. Aż się bałam pochwalić. Wieczorem żadnego płaczu, marudzenia, pobiegła się bawić do siebie. Ale czas mija, a tu cisza taka.... W końcu o 19:00 nie wytrzymałam i poszłam sprawdzić co tak cicho??? No to wysyłam Wam dwa zdjęcia, które wszystko tłumaczą. ściskam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ten temat jest tak szeroki, ze mam od poczatku swiadomosc ze co by tu nie napisac bedzie tylko jednym malym zdaniem w ogromnej dyskusji. Shalla naprawde uwazasz ze nasze pokolenie popelnia blad? To wlasnie w dzisiejszych czasach przychodznie pekaja w szwach od doroslych dzieci alkoholikow. Jesli tamto pokolenie bylo takie zdrowe to dlaczego teraz ich dzieci szukaja pomocy zeby odczarowac dziecinstwo? Zadaje sobie pytanie dlaczego wsrod mojego pokolenia (trzydziestoparolatkow) jest tak duzo rozwodow? Czyzyby wszyscy zle wybierali? A moze nie dostali wlasnie w domach przykladu na to jak wygladaja zdrowe relacje w malzenstwie? Jesli tamto pokolenie bylo takie zdrowe to na kim rozwinela sie galaz maedycyny-psychoneuroimminologia, ktora tak dobitnie pokazuje nam jak somatyzujemy stres, ktory pozniej wraca w postaci przewleklych chorob? Itd itd.. Dopoki twoje rozwaznia dotycza tylko Twojej rodziny to trudno mi sie wypowiedziec jak to sie dzialo, ze Twojej babci i mamie udawalo sie osiagnac takie wywchowacze rezultaty bez kar i bicia. Jesli jednak juz uzywasz okreslania „pokolenie” to pozwol ze ja napisze kilka refleksji z innego podworka. Moj ojciec wychowal sie w rodzinie gdzie bylo 6 rodzenstwa i ogromna gospodarka. Bylo tyle pracy ze owszem nie bylo czasu na placze i skupianie uwagi na sobie. Ale myslisz ze to dobrze??? Moj ojciec wspominajac dziecinstwo mowil ze nie bylo co sie rozczulac bo nie bylo nikogo kto mialby czas tego sluchac. Ja uwazam ze wielu ludzi ma tendencje do idealizowania wlasnego dziecinstwa lub oceniania go z pozycji dosroslego czlowieka chlodnym okiem. W ten sposob moze Twoja mama rozumie ze babcia nie mogla inaczej postepowac bo groziloby im to smiercia glodowa, ale gdybys mogla poczuc emocje tej 5-letniej dziewczynki to nie byloby tam nic na temat zrozumienia okolicznosci w jakich przyszlo jej zyc, a jednynie tesknota za rodzicami ktorych prawie nigdy nie widzi. Mysle ze po 12 godz w przedszkolu nikt nie mialby juz sily na jakokolwiek ekspersje zlosci. A z rozmow z doroslymi wiem ze wystarczylo jedno porzadne lanie w dziecinstwie zeby sama obietnica kolejnego lania „przywrocic dziecko do porzadku”. Ja na wychowanie dzieci patrze tez juz innym okiem odkad mieszkam we Wloszech. To jak dwie rozne planety. Tutaj uchodze za sroga mame, czesto Olka strofuje w imie przestrzegania norm,a dla ludzi tu jest to niezrozumiale. Przyklad z wczoraj. Jestesmy w windzie i rozmawiam z jedna pania a Olek zacyzna spiewac. Z takim natezeniem ze nie slysze wlsaneych mysli. I mowie mu zeby poczekal chwilke i pospiewa sobiew domu. Moja rozmowczyni wydawla sie byc zdziwiona i mowi: ale dlaczego go pani strofuje, on sobie tylko spiewa. A ja jestem zdania ze dziecku nie wolno wszystko i wszedzie. Daleka jestem od rozczulania sie i przyklaskiwania kazdemu jego pomyslowi, ale tez troche tych lyknietych pigulek wiedzy z psychologii pozwala sie zpalac mojemu swiatlku ostrzegawczemu gdy mam zrobic cos glupiego. Historia z ostatnich wakacji. Moj wujek (ktory ma bardzo spokojnego wnuka z gatunku tych gdzie go postawisz tam go znajdziesz) patrzy na biegajacego i spiewajcego po podworku Olka i mowi: Poczekaj, poczekaj, jutro przyjezdza twoj ojciec to on cie ustawi. Ustawi? W czym? Dleczego? Jak? Zwiazac zakneblowac, wrzucic do piwnicy? W Polsce wielu ludzi ciagle wychowywuje dzieci w mysl zasady: nie podskakuj, cicho badz, nie popisuj sie itd.. A potem kiedy je wypychyja w swiat to chca zeby umialy sobie radzic, byly przebojowe, umialy innym powiedziec do sluchu itd. Ale skoro w dziecinstwie nie dawano im prawa glosu, to skad maja miec te umiejetnosc zawalczenia o siebie? A jesli dzieci sa odbiciem nas samych? Im bardziej my jestesmy zestresowani tym one rowniez? Ja wiem ze nie ma latwych odpowiedzi na wsyzstkie pytania na temat dzieci. Tez zadaje sobie pytanie gdzie jest granica miedzy okazowyaniem milosci a rozpieszczaniem. Gdzie jest granica miedzy wymaganiami a tlamszeniem dziecka. Sama sie tego ucze. Jednego jestem pewna szacunek do rodzica zudowany na strachu mnie nie interesuje. Mam jeszcze milion przemyslen na ten temat, ale nie bede naduzywac waszej cierpliwosci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Karen ko - wcaale nie nadużywasz! Twoje przemyślenia sa dla mnie bardzo cenne, bo ja sama ginę w gąszczu własnych myśli :( To co teraz napisałaś zabrzmiało dla mnie bardzo przekonująco i chyba właśnie tego potrzebowałam. Pisz proszę, jeśli jeszcze coś uznasz za ważne. Potrzebuję teraz tego jak trawa deszczu. Gubię się we własnych medotach wychowawczych, pewnie robię sie przez to niekonsekwenta i sypia się błędy i..... Moja rodzina zarzuca mi, że jestem w wielu momentach niepotrzenie zbyt surowa, a wielu innych zbyt pobłażliwa. I pewnie maja rację :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Shalla, nosiłam się z zamiarem napisania czegoś na Twój ostatni rozpaczliwy post, ale nie miałam spokojnej dłuższej chwili..aż weszłam dzis i widze, ze Karen ka za mnie wszystko napisała:) I to o wiele ładniej, niz ja bym to ujęła:D Dodam tylko, ze rozumiem, o co Ci chodziło w Twoich wątpliwościach dot. pochylania sie nad dziecmi-jestem zdania, ze przesada w każdą stronę jest szkodliwa, ale pamiętam b. dobrze nie tak dawne swoje dojrzewanie, gdy emocje mną targające doprowadzały mnie do rozpaczy, nie umiałam nad nimi zapanować, pojawiały się kiedy chciały, a ja byłam wobec nich bezsilna. I kiedy Tobiasz doprowadza mnie do szału swoimi histeriami, przypominam sobie, jak się wtedy czułam, i to mi pomaga nie zabic go, tylko się nad nim pochylic, i jako osobie bardziej zrównoważonej, mimo wszystko:P, pomóc przejśc ten trudny czas. Dziewczyny, które macie więcej niż jedno dziecko, nurtuje mnie od dłuższego czasu mój stosunek do Tobiasza. Kocham go nad życie, ale Lena jest na I miejscu. Od samego poczatku. Przypisuję to częściowo jej bezbronności małego niemowlęcia, trudnej historii poprzedniej ciąży (Traktuję Lenę trochę jak cud), ale i tak boje się, ze krzywdzę Bączka...Czy Wy tez miałyście takie rózne odczucia wobec dzieci? Czy to przechodzi?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Karenko! Dziekuje za to co napisalas. Podpisuje sie pod tym od a do z. Chcialabym do tego dodac, ze "dawniej" czesto nie traktowano dziecka jako malego czlowieka. My z Tata Zuzy staramy sie szanowac nasze dziecko pamietac o tym, ze jest czlowieczkiem i "mala pania" jak zwyklismy mowic. Dawniej pokutowal mit, ze dziecko ma nie miec swojego zdania, nie ma praw i ma sluchac (slynne powiedzenie: "dzieci i ryby glosu nie maja"...) a jak to osiagnac zacytuje swoja rusycystke, ktora na temat wychowania dzieci mowila - "kazda metoda jest dobra byle bylaby skuteczna". Bardzo trafnie ujelas to, ze wiele osob idealizuje swoje dziecinstwo. Mam na ten temat takie przemyslenie. Wyobrazcie sobie, ze na naszej klasie bardzo obszernie i plodnie funkcjonuje forum mojej szkoly podstawowej. Ile razy mysle o podstawowce przychodzi mi na mysl to, ze 99% uczacych tam nauczycieli powinno byc odsunietych od pracy pedagoga. Bicie uczniow, wyszydzanie, publiczne kompromitowanie i poruszanie wsydliwych spraw osobistych, psychiczne dreczenie i wysmiewanie... I co? Czytam kolejne watki jacy to wspaniali ludzie uczyli moje pokolenie, jakie to cudowne wspomnienia maja ze szkoly, ile to wyniesli dzieki wspanialym nauczycielom. Pojedyncze wypowiedzi osob, ktore przypominaja jak wygladala rzeczywistosc sa natychmiast torpedowane w wulgarny i ponizajacy sposob. Czy ci ludzie maja ciezka skleroze czy wlasnie idealizuja swoje dziecinstwo w sposob porazajacy? Poza tym Shalla, piszesz, ze nie wszyscy ludzie bili swoje dzieci. Hm..., z moich doswiadczen, rozmow ze znajomimi, wspomnien z dziecinstwa i szkoly podstawowej mam calkiem inne "dane". Owszem zdazylo mi sie poznac pare takich "przypadkow" co w tamtych czasach niepomiernie mnie dziwilo... Ale przeciez nam nie chodzi o to zeby poddawac nasze dzieci surowej tresurze lecz madrze i z sercem wychowywac. Obawiam sie, ze niedlugo ja tez bede w desperacji bo jak juz sie Wam kilka razy skarzylam - Zuza to zlosnik pierwszej kategorii. Karenko, co do podejscia dzieci we Wloszech pamietam jak opowiadalyscie mi z Kuk na naszym pierwszym spotkaniu jak rozni sie od tego z czym mamy do czynienia w Polsce a bedac na wakacjach w Turcji poznalam na wlasnej skorze to wpaniale uczucie - traktowanie kazdego dziecka jako skarb i dobro narodowe. Ech... z innej beczki. Pewnie czesc z Waszych maluchow ma za soba choroby wieku dzieciecego. Zuza rano miala pare krostek - plaskich czerwonych. Jak wrocilam z pracy ok. 18.30 miala juz drugie tyle - kilkanascie. Nie drapie ich, jakby nie zauwaza. Pewnie odwiedzimy lekarza ale powiedzcie z doswiadczenia - co to moze byc? Ospa chyba nie bo nie ma pecherzykow. Na odre, swinke i rozyczke byla szczepiona... Co pozostaje? Moze jakies uczulenie ale raczej na to nie wyglada bo jest pare na buzi, jedna na nozce, pare na raczce. Plecy i brzuszek czyste. Macie jakis pomysl?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pati78
Czesc dziewczyny:DDDDDDDDDDDDD łojezu nie wiem od czego zacząć:P Tak dawno mnie tu nie bylo, nawet hasła nie pamietam. Jakos tak sie stało, że zabrakło czasu na forum, za każdym razem kiedy dostaje fotki z Waszymi robaczkami obiecuje sobie że zajrze, i nic z tego nie wychodzi. Wpadłam tylko Was gorąco pozdrowić, podziekowac za przysyłane zdjęcia, pogratulować nowych pociech i ucałować mooooooooocno:) U nas dobrze, bez rewolucji, bez tragedii właściwie bez zmian. Tylko starsi (niekoniecznie mądrzejsi;)) i bardziej zapracowani. Właściwie nie wydarzyło sie nic godnego opisania (może tez stad wziela sie cisza po mojej stronie i brak aktywności na forum. Nie wiem czy macie te same adresy, podesłałabym jakieś zdjęcia. Asia nadal jedynaczka i jakos nam sie nie pali;) Jest wpaniała, mądra i megaa upaaarta. Zwłaszcza rano, przy wyborze ubranka:D Jak to baba;) Nie mam nawet czasu poczytać co u Was słychac ale mam nadzieje, ze wszytko ok:D Jeszcze raz moc usciskow Wasza Pat PS btw powinnam na wstpie - pamiętacie mnie jeszce?:)))))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pati oczywiscie ze Cie pamietam. Ostatnie zdjecia Asi jakie mam to z pierwszych urodzin ;) Psikulcu nie mam pojecia co to moze byc, wysypka kojarzy mi sie jeszcze z trzydniowka, ale nic nie pisalas o tym ze Zuza miala wysoka goraczke w poprzednich dniach. Moze to rzeczywiscie jakies uczulenie. Wprowadziliscie jakies nowowsci kosmetyczne lub zywnosciowe? Pszczola ja w Twoim dylemacie nic Ci nie pomoge, bo nie mam bladego pojecia. Shalla dzieki za zdjecia. Super! A wracjac jeszcze do poprzedniej dyskusji, dorzuce jeszcze dwa slowa o tym jak odbierane sa dzieci w Polsce i w innych krajach i tu przytocze fragment jednej z moich ulubionych ksiazek. Dla mnie to jest ksiazka-mlotek. Lubie po nia siegac bo zawsze dostane w glowe jakas nowoscia, ktora sprawi ze zaczynam myslec, myslec i obserwowac siebie w dzialaniu. (po otwarciu tej dyskusji wczoraj znow ja przeczytalam cala) Jest w formie wywiadu „Uwazam ze nalezy zmienic cala nasza aulture spoleczna zwiazana z wychowywaniem dzieci w kierunku wiekszego uwzglednienia ich naturalnych potrzeb. Tu znow powolam sie na moje amerykanskie obserwacje. Otoz tam swiat wokol jest duzo bardziej przyjazny rodzicom niz u nas, w Polsce, choc pozornie to u nas panuja kult rodzicielstwa i Matki Polki. Tylko jesli nie daj Boze w polskim sklepie dziecko zrzuci jakis sloik, to natychmiast ktos z obslugi zruga Matke Polke i kaze zaplacic za straty. A w USA nie ma o tym mowy. W analogicznej sytuacji przyjdzie ktos z obslugi, bez slowa popsprzata i przetawi sloiki. Taki incydent uznawany jest za niedopatrzenie ze strony sklepu, po prostu nie mozna ustawiac tlukacych sie rzeczy w zasiegu reki dwulatka. U nas panuje jakas schizofrenia spoleczna wokol wychowywania dzieci. Z jednej strony wszyscy kochaja dzieci i oddaliby im, co maja najlepszego, ale jak nie daj Boze dziecko rozplacze sie w sklepie lub restauracji, to zewszad sypia sie karcace spojrzenia i uwagi ”Niechce pani je wreszcie uspokoi! Niech pani cos zrobi z tym dzieckiem!” I ci biedni przerazenie rodzice z napiecia i bezradnosci zaczynaja lac te swoje dzieci albo ograniczac do minimum wyjscie pomiedzy ludzi. A wlasciwie dlaczego? (.....) Male dziecko nie moze nie biegac, nie skakac, nie halasowac, nie dotykac. Oczywiscoe jesli jest bez konca strofowane to w koncu zamrze. Ale zostaje w ten sposob zahamowana na reszte zycia. Potem nawet w trakcie dlugiej i trudnej terapii nie udaje sie do konca „odhamowac” takiego czlowieka. Jego sponatnicznosc, naturalna radosc, witalnosc zostaly bardzo wczesnie zduszone.” Uwielbiam te ksiazke, bo za kazdym razem mi przypomina ze nie ma nic gorszego jak wychowac sobie „grzeczne dziecko”. I tego sie trzymam. Jest roznica miedzy dobrze wychowanym dzieckiem a „grzecznym” dzieckiem. To drugie ma nie sprawiac klopotow rodzicom. Dziewczyny za cztery godziny przylatuje moja mama!!!!! Na 3 tygodnie!!!! Moja aktywnosc moze troszke zamrzec, tym bardziej ze w piatek jedziemy na tydz do tesciow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pati oczywiscie ze Cie pamietam. Ostatnie zdjecia Asi jakie mam to z pierwszych urodzin ;) Psikulcu nie mam pojecia co to moze byc, wysypka kojarzy mi sie jeszcze z trzydniowka, ale nic nie pisalas o tym ze Zuza miala wysoka goraczke w poprzednich dniach. Moze to rzeczywiscie jakies uczulenie. Wprowadziliscie jakies nowowsci kosmetyczne lub zywnosciowe? Pszczola ja w Twoim dylemacie nic Ci nie pomoge, bo nie mam bladego pojecia. Shalla dzieki za zdjecia. Super! A wracjac jeszcze do poprzedniej dyskusji, dorzuce jeszcze dwa slowa o tym jak odbierane sa dzieci w Polsce i w innych krajach i tu przytocze fragment jednej z moich ulubionych ksiazek. Dla mnie to jest ksiazka-mlotek. Lubie po nia siegac bo zawsze dostane w glowe jakas nowoscia, ktora sprawi ze zaczynam myslec, myslec i obserwowac siebie w dzialaniu. (po otwarciu tej dyskusji wczoraj znow ja przeczytalam cala) Jest w formie wywiadu „Uwazam ze nalezy zmienic cala nasza aulture spoleczna zwiazana z wychowywaniem dzieci w kierunku wiekszego uwzglednienia ich naturalnych potrzeb. Tu znow powolam sie na moje amerykanskie obserwacje. Otoz tam swiat wokol jest duzo bardziej przyjazny rodzicom niz u nas, w Polsce, choc pozornie to u nas panuja kult rodzicielstwa i Matki Polki. Tylko jesli nie daj Boze w polskim sklepie dziecko zrzuci jakis sloik, to natychmiast ktos z obslugi zruga Matke Polke i kaze zaplacic za straty. A w USA nie ma o tym mowy. W analogicznej sytuacji przyjdzie ktos z obslugi, bez slowa popsprzata i przetawi sloiki. Taki incydent uznawany jest za niedopatrzenie ze strony sklepu, po prostu nie mozna ustawiac tlukacych sie rzeczy w zasiegu reki dwulatka. U nas panuje jakas schizofrenia spoleczna wokol wychowywania dzieci. Z jednej strony wszyscy kochaja dzieci i oddaliby im, co maja najlepszego, ale jak nie daj Boze dziecko rozplacze sie w sklepie lub restauracji, to zewszad sypia sie karcace spojrzenia i uwagi ”Niechce pani je wreszcie uspokoi! Niech pani cos zrobi z tym dzieckiem!” I ci biedni przerazenie rodzice z napiecia i bezradnosci zaczynaja lac te swoje dzieci albo ograniczac do minimum wyjscie pomiedzy ludzi. A wlasciwie dlaczego? (.....) Male dziecko nie moze nie biegac, nie skakac, nie halasowac, nie dotykac. Oczywiscoe jesli jest bez konca strofowane to w koncu zamrze. Ale zostaje w ten sposob zahamowana na reszte zycia. Potem nawet w trakcie dlugiej i trudnej terapii nie udaje sie do konca „odhamowac” takiego czlowieka. Jego sponatnicznosc, naturalna radosc, witalnosc zostaly bardzo wczesnie zduszone.” Uwielbiam te ksiazke, bo za kazdym razem mi przypomina ze nie ma nic gorszego jak wychowac sobie „grzeczne dziecko”. I tego sie trzymam. Jest roznica miedzy dobrze wychowanym dzieckiem a „grzecznym” dzieckiem. To drugie ma nie sprawiac klopotow rodzicom. Dziewczyny za cztery godziny przylatuje moja mama!!!!! Na 3 tygodnie!!!! Moja aktywnosc moze troszke zamrzec, tym bardziej ze w piatek jedziemy na tydz do tesciow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pewnie wywołam burze, albo na pewno krzywo popatrzycie na moje stanowisko, bo w końcu nie jestem autorytetem w tej dziedzinie, jednakże..... książka-młot, a przynajmniej przykłąd z niej, podziałał mi lekko na nerwy :) Moim skromnym zdaniem jest ogromna różnica między niehamowaniem dziecka, dostrzaganiem jego potrzeb i traktowaniem po ludzku, a.... totalnym rozpuszczeniem i przywalaniem na dziekie zachowania w imie wolności gatunku i nie deptania małej rozwijającej się torzsamości. No trudno. Może ja jestem niereformowana, i mnie należy ustawić do pionu pasem. Ale niestety mam kompletnie odmienne zdanie. Choćby ten przykłąd z układaniem słoików powyżej zasięgu rączek 2-latka. A w domu co? Też chowamy wszystko na najwyższe półki? Jak długo? Jak dziecko ma się przyzwyczaić do życia w społeczeństwie, jeśli wszystko co \"przeszkadza\" jest usuwane pola z jego zasięgu? W jakim wieku w takim razie pokazujemu dziecku prawdziwy świat? Ten, gdzie są słoiki na które trzeba uważać, sąsiedzi, którzy nie musza lubić hałasów, miejsca, w których należy jeść sztućcami i bez wariacji przy stole? Jak ma 7 lat? 10? No i nie lubię skrajności. Karcące spojrzenie w restauracji jeszcze nikogo nie zabiło, natomiast może uprzytomnić niektórym radosnym rodzicom, że nie są sami i byłoby miło, gdyby zwrócili uwagę, że znajdują się w miejsuc publicznym, gdzie WYPADAŁOBY się zachowywać kulturalnie. Czy to oznacza, że wszyscy ci rodzice muszą lać z bezradności te dzieci lub też ograniczać wyjścia z dziećmi? Moim zdaniem nie. Ale jeśli nie przyzwyczaimy małych dzieci do tego, że należy zachowywać się przyzwoicie ( w domu przy stole i w restauracji tym bardziej ) to niedłgo nie będzie wstyd wyjść tylko z takim dzieciem do zoo.... Pamiętam jak Myshka opisała Ich wizytę w dobrej restauracji z małym jeszcze Jasiem. Jak był grzeczny, jak się zachowywał, jak jadł zupkę łyżką, że serce rosło i zostało do dostrzeżone i docenione przez kelnerkę ( chyba ). Czy był stłamszony, zbity, skatowany, zastraszony, zachukany, ze zdeptaną osobowością? Chyba raczej nie.... Być może w tej samej restauracji bywają na codzień dzieciaczki \"wolnego chowu\", po których wizycie stół wygląda jak chlew, ale...przecież to tylko dziecko. Kelner ma się uśmiechać i każdego klienta jakoś przełknąć. Więc przełyka.... Cytujesz Karen ko z tej ksiązki takie słowa : \"Male dziecko nie moze nie biegac, nie skakac, nie halasowac, nie dotykac. Oczywiscoe jesli jest bez konca strofowane to w koncu zamrze. Ale zostaje w ten sposob zahamowana na reszte zycia. Potem nawet w trakcie dlugiej i trudnej terapii nie udaje sie do konca „odhamowac” takiego czlowieka\" - ja się z tymi słowami całkowicie zgadzam. Pytanie kto jeszcze tak dzieci chowa????????? I czy naprawdę na tym nam zależy??? Chyba nie. Skąd ten skrajny przykład wziął autor??? Zależy nam na tym ( przynajmniej mnie ), żeby wychowywać szczesliwe dziecko, ale znające obowiązujące normy zachowań, umiejące żyć w społeczeństwie, takie, za które nie będzie mi wstyd. Czy przez to moje dziecko zamrze tak, że żadna terapia w przyszłości go nie otworzy??? To chyba więcje niż mocna przesada.... Jak najbardziej sprzeciwiam się chowaniu w stylu \"dzieci i ryby głosu nie mają\", ale wydaje mi się, ze współczesna psychologia dziecięca przegina totalnie w drugą stronę. A gdzie ten cholerny złoty środek???????????????????????????????????????? szukam i szukam..... znalazł ktos? :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Shalla nie do konca mnie zrozumialas. W tym przykladzie nie bylo nigdzie mowy o dziecku ktore skacze, spiewa i tanczy na stole w restauracji. Byla mowa o dziecku ktore sie rozplacze. (np ze zmeczenia) i uwierz mi ze wiekszosc ludzi w Polsce nie ma dla takich sytuacji wyrozumialosci!!!!!! Chcesz przykladu z mojego zycia??? Na lotnisku (Olek mial 7 miesiecy!!!) stalismy 40 min w kolejce do kontroli przy bramakch. Dlugi zawijas w ktorym ciezko manewrowac wozkiem, jest duszno i Olek zostal tego dnia obudzony o 5 rano i co najgorsze jest pora karmienia NIEMOWLECIA i on zaczyna plakac. Nikt mnie w kolejce nie przpuscil, oprocz stojacych przede mna Wlochow a zewszad karcace spojrzenia chcialy mnie wbic w posadzke. A jedna pani nagle mowi na caly glos: \"ale rozpuszczony bachor\" O takich sytuacjach mowie! Kiedy ludzi nie staraja sie wykorzystac jednej szarej komorki zeby zadac sobie pytanie, czego to dziecko potrzebuje. Skrajna sytuacja bo dotyczaca niemowlaka, ale kiedy Olek byl starszy notorycznie spiewal w sklepach. We Wloszech slyszal od kasjerek: \"co ty tak nam pieknie spiewasz? A Polsce? \"Co sie drzesz? O co ci chodzi?!\" Czyli co? Dziecko ma siedziec cicho w miejscu publicznym ,ale jesli w tej samej kolejce 5 ososb nawiija glosno przez swoje telefony komorkowe to jest OK, tak? Ja wiem ze zboczylam z tematu, ale z Twoaj interpretacja tekstu tez sie nie zgodze. A ja mysle ze w przypadku naprawde malych dzieci jesli siedza one gdzies spokojnie to wiekszy w tym udzial ma temperament niz wychowanie. A ja jestem przekonana ze jednak znajomosc faz rozwojowych u dzieci pozwala nam nie wymagac za duzo. Nam sie czesto wydaje ze dziecko juz cos powinno robic bo przeciez rozumie co do niego mowimy, a jesli tego nie robi to dwod na jego czupurnosc, krnabrnosc lub w ogole nie umiemy zinterpretowac jego odmowy wspolpracy. Wezmy ostatni przyklad z wymiany informacji pomiedzy Kuk a Elffikiem, o powtarzaniu glosek. Elffik uswiadomila nas ze oczekiwanie czegos takiego od 4 latka jest nieporozumieniem. A ile jest takich matek, ktore dojda do wniosku ze dziecko zlosliwie nie che im odpowiadac na pytania, a nie beda mialy pojecia ze dziecko NIE JEST DO TEGO GOTOWE??? I taka niegotowosc moze objawaic na wielu plaszczyznach. A przyklad ze skakaniem, bieganiem itd byl nawiazeniem do tego czego zyczylby sobie wujek od mojego dziecka. On na kazdym kroku chcialby sprawic zeby Olek stal w miejscu i najlepiej nie oddychal zbyt glosno.I jestem pewna ze gdyby Olek byl jego wnukiem udaloby mu sie to osiagnac, pytanie jakiem kosztem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A jeszcze wracjac do zlotego srodka i konkretnie do zwalania rzeczy z polek ;) Sytuacja z poniedzialku. Olek od piatku choruje i siedzi w domu. Znam go i wiem ze przypomina mysliwskiego psa, jesli w ciagu dnia sie nie wybiega ( domu nie ma sznas) to energia go rozsadza. A co dopiero po trzech dniach. Po wizycie u pediatry wstepujemy do apteki po leki. Apteka rozmiary ma imponujace i Olek zaczyna biegac. Za lada sa tylko leki a na wyciagniecie reki klientow wszystkie inne towary. Prosilam go o stanie w miejscu, ale bezskutecznie. Z jednej strony rozumiem jego potrzebe ruchu z drugiej wiem ze od 3-latka moge wymagac posluszenstwa w takiej sytuacji. Tym razem nie posluchal. Biegajac stracil cos z drogeryjnej polki. Poszlam , pozbieralam, przeprosilam za zamieszanie, ale gdyby gdyby stukl perfumy to bym za nie nie zaplacila. Na takiej wysokosci moga sobie ustawiac zasypki, oliwki i kremy a nie perfumy! Przy czym daleka byla od przyklaskiwanie mu. Ostrzeglam ze jesli NATYCHMIAST sie nie uspokoi to w domu nie obejrzy do jutra rana zadnej bajki. Olek nie posluchal. A kiedy w domu sie okazlo ze dobranocki nie bedzie wyl przez 30 min. I taki placz splywa po mnie jak po kaczce. Ja mu dalam wybor a on go dokonal. I to dla mnie jest zloty srodek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kareno ko - moze nie zrozumiałam, bo nie sądziąłam że masz na myśli niemowlęta. To jest zupełnie inna sytuacja i tu chyba jesteśmy jednego zdania. Twój wujek to.... no, sama wiesz kto. Po prostu skrajność. Ale ludzie nie dzielą sie chyba tylko na tych co rozpuszczają dzieci ponad wszelką miare i tych, którym przeszkadza gdy dziecko za głośno oddycha, prawda? Przykład z apteki - postąpiłaś dokładnie tak, jak ja bym postąpiła. :) Czyli pomimo przytoczonych przykładów jednak zareagowałaś z dezaprobatą na zachowanie Olka. A przecież według książki-młota, powinnaś się rozczulić nad nim, że biedactwo nie miał gdzie się wyżyć i oh, co za pech, że w tej głupiej aptece nie było dla niego nic godengo uwagi. Przynajmniej ja tak zrozumiałam przesałanie tej książki. Sama zauważyłaś - co innego terror, a co innego rozsądne wychowanie. Nie trzeba zaraz popadać w skrajność totalnie bezstresowego wychowania. I co do śpiewa w sklepie. Śpiew śpiewowi nie równy. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek miała coś przeciwko dziecięcym śpiewankom w sklepie, ale niektórzy rodzice naprawdę słyszą słowiczy śpiew wtedy, gdy ich dzieciąta naprawdę się wydzierają. A w sklepie może go stać np ja z migreną czwarty dzień i wtedy.... mam mord w oczach, a nie tylko karcące spojrzenie :) :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Caly czas mysle o tej naszej wymianie zdan. A ja jestem przekonana ze jednak czesto myli sie pojecia zywiolowosci, duzej ruchliwosci z pojeciem: nieusluchany, niegrzeczny. I odwrotnie dziecko spokojne z natury, niezbyt ruchliwe uwazane czesto jest wlasnie za grzeczne.Uwazam to za niesprawiedliwe. I uwierz mi ze te pojecia myla nie tylko osoby w wieku mojego wujka,ale tez te w moim wieku. Pamietam jakw zeszlym roku rozmawialam z moja kuzynka zalac sie ze czasami nie nadazam za Olkiem, ze jego fizyczna ekspresja momentami wywoluje u mnie zadyszke.I jak mnie pocieszyla? "Wiem co masz na mysli. Ja na szczescie nie mam tego problemu bo dzieki Bogu moje dziecko jest grzeczne" Rece mi opadaja w takich sytuacjach. Rozumiem, ze Olek jest"genetycznie" niegrzeczny bo lubi ruch. ;) :P :P PS Ksiazka ta aboslutnie nie pochwala bezstresowego wychowania. Twierdzi ze cos takiego dziecku szkodzi. Pedagogika kar jest rownie wazna jak pedagogika nagrod. Istota polega na proporcji i adekwatnym ich wykorzystaniu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pati, to cholernie mile ze wpadlas. Ja prosze o zdjecia !!!!!!!!!!!!!! wiecej teraz nie dam rady........ dobrej nocy, Dziewczyny

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No i jestem jeszcze na chwilke, choc to bardzo nierozsadne z mojej strony... Dziewczyny, dzieki za te dyskusje, Karenko, dziekuje szczegolnie Tobie za to co napisalas, bo uswiadomilam sobie pare rzeczy. Moje podejscie teoretycznie pokrywa sie z Twoim, ale w praktyce wyglada to czasami troszke inaczej, NIESTETY. Ja nie wyobrazam sobie sytuacji, rowniez NIESTETY, w ktorej Jasiek tlucze cos w sklepie/aptece/czyims domu (precyzuje: w czyims domu nie wyobrazam sobie ze Jasiek tlucze cos co stoi na polce, natomiast jesli stlucze szklanke, w ktorej podano mu wode, jemu czy innym obecnym osobom, to jest zupelnie inna sprawa, moze sie zdarzyc). No wiec nie wyobrazam sobie i kiedy jestesmy w takiej np. aptece, gdzie nisko stoja specyfiki w tluczacych sie buteleczkach, wywieram na Jasku taka presje, ze on nie biega, a jesli zdarza sie ze zadna presja nie pomaga, wychodze, zeby zapobiec nieszczesciu. Nie potrafie powiedziec czy strach przed tym, ze moje dziecko narozrabia i spowoduje straty, bierze sie z polskiego wychowania czy moze raczej z francuskiego savoir vivre (\"nie narzucaj towarzystwa Twoich dzieci niewinnym obywatelom\" ;) ) Nie wiem... mam jakas blokade chyba, czy idee fixe, ze w momencie kiedy wchodze z Jaskiem do sklepu, musze brac za niego pelna odpowiedzialnosc. Czasami zastanawiam sie czy ja Jaska w ten sposob nie pozbawiam spontanicznosci, czy nie wymagam od niego za duzo, np. ciaglego przewidywania skutkow wlasnych zachowan, ciaglego bycia madrym. I zdarza mi sie patrzec z sympatycznym zdziwieniem na beztroskie mamy nie zwracajace uwagi na ich pociechy, ktore wlasnie wyciagaja z polek sklepowych co im wpadnie w rece. Shalla, wizja Jaska siedzacego grzecznie przy restauracyjnym stole leciutko sie zdeaktualizowala, to znaczy teraz w momencie kiedy Jasiek ma przed soba cos interesujacego na talerzu, siedzi i grzecznie je, ale zanim to sie przed nim znajdzie i pozniej kiedy juz zaspokoi pierwszy glod, po prostu wedruje po restauracji (nierzadko z kawalkiem chleba w rece) i gdyby mogl wlazlby za kontuar z kasa czy prosto do kuchni, podczas gdy ja zdzieram glos napominajac go co chwila, ze przeszkadza w pracy kelnerce, ktora i bez jego wedrowek ledwie przeciska sie miedzy stolami ze swoimi piecioma talerzami. Dosc powiedziec ze przy wyborze restauracji niebagatelna role odgrywa obecnosc placu zabaw badz innych atrakcji dla dzieci, a restauracji o pewnym standarcie tu we Francji unikamy absolutnie. Co ciekawe we Wloszech nie czujemy takiego przymusu, jakbysmy czuli ze tam przyzwolenie na uciazliwa obecnosc malych dzieci wsrod wykrochmalonych snieznobialych obrusow i armi szklanek jest duzo wieksze. To rowniez dlatego tak lubie jezdzic do Wloch :p Pomimo to ja z trudem znosze widok Jaska wedrujacego po restauracji z kawalkiem chleba w dloni (Jasiek uwielbia chleb) i kruszacego na swiezo odkurzone dywany. . Karenko, podaj mi koniecznie namiary tej cytowanej przez Ciebie ksiazki. Byc moze prosilam o to juz nie raz, byc moze juz je podawalas na moja prosbe, przepraszam ze zawracam glowe, zapisuje sobie tego typu informacje gdzies, gdzie mam na pewno je odnalezc w odpowiednim momencie, a potem wsiakaja gdzies jak kamfora. Jak same widzicie, ja potrzebuje tego mlotka. A z Pola to chyba w ogole do zadnej restauracji nie pojde juz,:D;) bo ona jest zlosnica i kropka, i nie ma z nia negocjacji, nie ma kompromisow, Pola albo ma to co chce albo ooooostro protestuje. Do tej pory miala co chciala :p W domu moge z nia pertraktowac, ale jak to bedzie w miejscach publicznych? Ona nie ma jeszcze roku, a potrafi rzucac sie na podloge, wyginac, uciekac, drapac a nawet gryzc, wyobrazacie sobie? Czasami sie zastanawiam, skad w niej bierze sie az taka zlosc. I skad bede czerpac cierpliwosc :) Jej, ide, bo padam na pyszczek. Palce placza (od platanie a nie plakania :) ) mi sie na klawiaturze. Jesli pisze niekoherentnie, to wybaczcie, mam umysl lekko znieczulony zmeczeniem. Dzisiaj, po ciezkiej nocy (miedzy pierwsza a trzecia Pola nie spala, a o siodmej uslyszalam glos Jaska: \"mamo, jestem chory\" i zerwalam sie na rowne nogi\") mialam dosc ciezki dzien, Jasiek wymiotowal przez pierwsza czesc dnia, a Pola zloscila sie okropnie o kazda glupotke, do tego za oknem sciana deszczu. Mysle ze Pola przechodzi wlasnie jakis trudny etap rozwoju. Cos jej sie tam w lepetynce uklada i porzadkuje, skoczyla tez do przodu emocjonalnie i to sie odbija na nas wszystkich :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Podsumowując gorącą dyskusję chyba trzeba powiedzieć, że po prostu dzieci sa różne. :) Na jedne nie działa nawet klaps, a na inne wystarczy surowo spojrzeć. A jeszcze tylko jeden przykłąd tym razem z mojego powdórka. W mojej rodzince było kiedyś 3 braci ( teraz to już starsi faceci ). Dwóch pierwszych wychowywano bez pochylania się nad nimi. Bez bicia, ale z umiarkowaną uwagą. Rodzice byli zapracowani i nie mieli czasu każdemu \"nos podcierać\". Natomiast kiedy na swiat przyszedł trzeci syn... być może chcieli jemu zrekompensować to wszystko, czgeo nie mogli czy mieli czasu dać tym dwum pierwszym. Oczko w głowie rodziców, rozpieszczany przez rodziców, wujkow i ciotki. 50 lat później okazuje się, ze dwóch pierwszych wyrosło na normalnych mężczyzn, którzy założyli rodziny, są dobrymi iodpowiedzialnymi ojcami, lubiani w całej rodzinie. Ten trzeci.... wyrósł na życiową niedojdę i chyba do dziś nie dojrzał. Wieczny chłopczyk, który gotowy się rozpłąkać, kiedy coś nie idzie po jego myśli, gniewa się i obraża. O stosunkach rodzinnych lepiej w ogóle nie wspominać. Nie piszę tego ku przestrodze, ale żeby wyjaśnić moje stanowisko. Taki mam przykład w rodzinie i pewnie to wpływa silnie na moje zdanie na temat dzielenia włosa na czworo i dorabiania ideologii do nieposłuszeństwa u dzieci. Opinia opinią... a i tak chyba postępuję po włosku :D :D :D co widać po rozbestwieniu mojego dziecka. ha ha

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisalam wielka kobyle dwa dni temu - i mi ja zjadlo. Wczoraj napisalam druga - czesciowo odtwarzajaca te pierwsza a czesciowo w odpowiedzi na wasze posty - i tez mi ja zjadlo!!!!!!!!!! Grrrr! Dlatego nie bede juz nic odtwarzac, bo mnie zemdli :p Chcialam za to wyrazic swoja radosac z wizyty Pati! :):):):):) ❤️ i nadzieje, ze ty razem nie przepadnie na tak dlugo ;) Chcialam tez powiedziec, ze z ogromna uwaga przeczytalam Wasze wypowiedzi i wyznac, ze im dluzej \"praktykuje rodzicielstwo\" i im wiecej ksiazek czytam, tym czesciej nawiedzaja mnie watpliwosci w stylu tych Shalli ;) Ja takze mam w rodzinie kilka takich przypadkow. Sama jestem zreszta trzecim dzieckiem i wiem, ze cechy, ktorych w sobie nie lubie to czesto te wynikajace z nieco ulgowego traktowania w dziecinstwie. Wiem na przyklad, ze systematycznosc i rzetelnosc, to cechy, ktore dziecku trzeba pomoc wyksztalcic. Jesli ktos chowal sie w chaosie - tak jak ja ;) bedzie radosnie sklonny do improwizacji i pelen dobrych checi, ale raczej srednio produktywny, etc... Poza tym - nie dodam nic nowego do dyskusji, wiec ogranicze sie do stwierdzenia, ze sama rowniez, w kazdej minucie mego swiadomego rodzicielstwa poszukuje zlotego srodka. A teraz bede sie chwalic :) Tak jak wam pisalam, znalazlysmy wreszcie odpowiednia nauczycielke angielskiego dla dzieciakow. Okazalo sie, ze ta kobieta to skarb prawdziwy - kompetentna, zabawna i podoba sie dzieciom i rodzicom! Wczoraj odbyla sie pierwsza lekcja. Nie bylo mnie tam niestety, bo zajecia odbywaja sie o 16.15, ale otrzymalam trzy niezalezne relacje od naszej niani i dwoch obecnych mam. Poza achami i ochami na tenat nauczycielki i jej podejscia do dzieci, uslyszalam mase komplementow pod adresem Franai i ...Ani! Okazalo sie, ze poniewaz niania musiala towarzyszyc Frankowi, a Ania (sila rzeczy) Niani, rowniez moja mlodsza latorosl wlaczyla sie baaaardzo czynnie w lekcje! :) Franio ubawil wszystkich powaznym podejsciem do sprawy i stwierdzeniem, ze on chce sie nauczyc angielskiego, bo to uczyni go bogatszym czlowiekiem ;);););) a Ania zdumiewala ponoc uwaga i precyzja, z jaka \"powtarzala\" slowa wypowiadane przez nauczycielke, spiewala piosenki, etc... Naprawde zdumialy mnie i rzez jasne napelnily duma te relacje. Zwlaszcza, ze poza Franiem i Ania tylko dwie dziewczynki wlaczyly sie do nauki, podczas, gdy trzej pozostali chlopcy kompletnie nie potrafili usiedziec na miejscu i wlasciwie zajeli sie wlasnymi sprawami. Ja sama spodziewalam sie raczej, ze Franek ucieknie do kata (nowa grupa) i slowem nie odezwie sie przez pierwszy miesiac. Co do Ani - nie mialam absolutnie intencji wlaczania jej do grupy, ktora z zalozenia obejmowac miala dzieci w wieku od 2,5 do 4,5 roku zycia... Teraz mam wrazenie, ze zwazywszy, ze przynajmniej na poczatku Agnieszka towarzyszyc musi Franiowi, chyba nie mamy wyjscia... Nauczycielka stwierdzila, ze dziecko uczestniczy w zajeciach aktywnie i milosiernie zaproponowala, by placic za nia tylko 50% oplaty ;):):) No naprawde - przyznaje bez bicia - jestem dumna jak czerwony pomidor! :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak, tak, ja też miałam napisać, ale mnie jakoś wchłaniała dyskusja i nic nie pisałam. A chciałam napisąć, ze strasznie się cieszę z powrotu PATI i rządna jestem szczegółów Twojej Pati egzystencji, o zdjęciach nie wspominając!!! Kuk - tylko pogratulować! Masz prawo być dumna ! Teraz to już zazroszczę i grzecznych dzieci i niani i pani od angielskiego :D :D :D Ale dla równowagi teściowej nie zazdroszczę he hehe, choć moja niewiele lepsza :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Shalla - nie ludz sie! (Tak jak i ja sie nie ludze;)) Wczorajsze wzorcowe zachowanie moich dzieci to cos w rodzaju wybryku natury i moze sie wiecej nie powtorzyc ;) To z czego naprawde sie ciesze, to to, ze Franek nie uciekl wczoraj z krzykiem i ze z radoscia oczekuje kolejnego spotkania z Pania i z dziecmi - co naprawde zakrawa na cud! ;) Poza tym fajne jest to, ze dzieciaki z naszego \"bloku\" beda mialy szanse poznac sie blizej i moze zaprzyjaznic, a ich rodzice w konsekwencji tez ;) Juz ostrzymy sobie zeby na wspolne pikniki, wyprawy do teatru (jak ten ostatni) czy zwykle... podrzucanie sobie pociech popoludniami. Uwazam, ze jesli uda nam sie stworzyc cos takiego w dzisiejszych, anonimowych czasach, to bedzie naprawde fajna rzecz. :) Dla rownowagi napisze Wam, ze wczoraj wieczorem, po powrocie z lekcji, ktora odbywala sie w przerazliwie przegrzanym mieszkaniu sasiadow, Frankowy suchy kasze nagle dojrzal, a wieczorem doszla do niego jeszcze goraczka 38.8.... :(:(:( Wczoraj po raz kolejny nie poszlismy na basen (ku rozpaczy Frania) a dzis Franek nie poszedl do przedszkola. Nasz rejonowa Pani doktor od dwoch tygodni twierdzi, ze Franek ma alergie na kurz (na szczescie nie dalam mu na razie zapisanego przez nia Zyrtecu) a prywatny pediatra \"od zadan specjalnych\" jest na Wegrzech... Koniec koncow ustalilam z nim terapie przez telefon i trzymam kciuki, zeby temperatura nie skoczyla znowu dzis wieczorem, bo bede musiala zdecydowac sama czy dac mu antybiotyk :( I tak to wlasnie jest...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ja zginęłam ze swoimi rozterkami w gąszczu dyskusji złotosrodkowych:( Choć, przyznaję, nieładnie Was zapytałam, czy miałyście podobne doświadczenia, tak obcesowo...Ale mam nadzieję, ze zrozumiecie ten pęd z jakim tworzę posty, zanim znów kots czegos ode mnie będzie chciał. I teraz własnie znów mała chce jesc:) Pati, witaj, nie pamiętam Cię, ale chętnie poznam:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kuk, u Ciebie to prawdziwa sinusoida :( Dziewczyny dziś 3 godziny zostałam z córka znajomych i wykorzystałam ten czas, zeby ją podpytać o angielską szkołę ( ona uczy się tu już 3 lata ). Jestem załamana!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Poziom nauki i wymagań jest tak niski, ze nawet nie leży! Jest pod ziemią!!!!! 3 lata i dziecko nie widziało mapy na oczy, nie wie co to jest chomik, o bilogii nie słyszało, historia jest totalną abstrakcją. :( GDZIE JA PRZYJECHAŁAM???????????? Zadawane lekcje to np: 3 razy przepisać słowo \"lonly\" - nie żartuję. Jestem w szoku. Mało tego - ta mała chodzi do NAJLEPSZEJ w rankingu szkoły! Mam dreszcze i juz się szykuję do rzucenia pracy za dwa lata i uczenia Nastki w domu. No nie wyobrażam sobie, że po 3 latach nauki można mieć taki poziom wiedzy. Kogo te szkoły kształcą??? Nie jestem za wkuwanie Towstoya na pamięć, ale na miły Bóg! Toż to jest jakieś nieporozumienie! O lekcjach matematyki to już nic nie napiszę, żeby nie dostać zawału przy komputerze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
U nas zajecia w podgrupach a ja jestem wykluczona ;) ;) Pszczolko napisalam Ci to co wiem, czyli ze nic na ten temat nie wiem, bo Olek poki co jest jedynakiem.I moge Twoj problem rozwazac w kategoriach czysto teoretycznych. Psikulcu i co z Zuzia? Wyjasnila sie ta wysypka? Kuk to ja tez sie podlaczam do pekajacych z dumy ;) ;) Niedawno odbylo sie spotkanie rodzicow w przedszkolu na ktore wyslalam mojego meza i Olek byl jedynym dzieckiem ktore zostalo publicznie pochwalone przez nauczycielki. Uznaly ze tylko on w 25 osobowej grupe umie sie zachowac przy stole, jesc sztuccami, i poprosic o dokladke jesli ma ochote. Panie otwarcie powiedzialay ze poziom reszty je zalamal. Nie wiem na ile pedagogicznie poprawne sa tego typu sady, ale nie zmienia to faktu ze spuchlam z dumy i..... uroslam w oczach mojego meza. On wszytsko to co dotyczy Olka uwazal za oczywistosc a teraz w obliczu innych 24 mam ktore po spotakniu rzucily sie na niego z pytanie: Ale jak panstwo to robia?!? - uswiadomil sobie ze to praca jaka wlozylismy w jego wychowanie przynosi efekty. Ostatnio mial taka druga scene w sklepie, gdy stojac przy kasie zazyczyl sobie jakas czekoladke. Maz mu domowil i odkladajac ja na polke spadlo cale pudelko. Olek (bez jakiejkolwiek interwencji taty) wzial pudelko, poukladal w nim wszystkie czekoladki i odlozyl na miejsce. Ludzie w kolejce nie mogli wyjsc z podziwu. Jeden straszy pan stwierdzil ze jego wnuk przez odmowe kupienia slodyczy dostalby spazmow. Byl zdziwiony ze sa jeszcze dzieci ktore spokojnie przyjmuja odmowe rodzica. I oczywiscie pochwalil mojego meza a on zaslugi przyniosl mi na tacy ;) Mysh cytowana ksiazka to Eichelberger, Samson, Sosnowska \"Dobra milosc\" Cokolwiek, ktokolwiek chcialby cos dodac na temat autora jesli o mnie chodzi moze sobie darowac. Wiem cos sie wydarzylo, ale o ksiazce zdania NIGDY nie zmienie. Kuk ja zawsze po napisaniu posta klikam \"kopiuj\" prawym klawiszem myszy i nawet jak wetnie mi posta to wchodze jeszcze raz, wklejam i wysylam. Ten odruch uratowal mnie juz kilkadziesiat razy przed ponownym pisaniem :) :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
U nas zajecia w podgrupach a ja jestem wykluczona ;) ;) Pszczolko napisalam Ci to co wiem, czyli ze nic na ten temat nie wiem, bo Olek poki co jest jedynakiem.I moge Twoj problem rozwazac w kategoriach czysto teoretycznych. Psikulcu i co z Zuzia? Wyjasnila sie ta wysypka? Kuk to ja tez sie podlaczam do pekajacych z dumy ;) ;) Niedawno odbylo sie spotkanie rodzicow w przedszkolu na ktore wyslalam mojego meza i Olek byl jedynym dzieckiem ktore zostalo publicznie pochwalone przez nauczycielki. Uznaly ze tylko on w 25 osobowej grupe umie sie zachowac przy stole, jesc sztuccami, i poprosic o dokladke jesli ma ochote. Panie otwarcie powiedzialay ze poziom reszty je zalamal. Nie wiem na ile pedagogicznie poprawne sa tego typu sady, ale nie zmienia to faktu ze spuchlam z dumy i..... uroslam w oczach mojego meza. On wszytsko to co dotyczy Olka uwazal za oczywistosc a teraz w obliczu innych 24 mam ktore po spotakniu rzucily sie na niego z pytanie: Ale jak panstwo to robia?!? - uswiadomil sobie ze to praca jaka wlozylismy w jego wychowanie przynosi efekty. Ostatnio mial taka druga scene w sklepie, gdy stojac przy kasie zazyczyl sobie jakas czekoladke. Maz mu domowil i odkladajac ja na polke spadlo cale pudelko. Olek (bez jakiejkolwiek interwencji taty) wzial pudelko, poukladal w nim wszystkie czekoladki i odlozyl na miejsce. Ludzie w kolejce nie mogli wyjsc z podziwu. Jeden straszy pan stwierdzil ze jego wnuk przez odmowe kupienia slodyczy dostalby spazmow. Byl zdziwiony ze sa jeszcze dzieci ktore spokojnie przyjmuja odmowe rodzica. I oczywiscie pochwalil mojego meza a on zaslugi przyniosl mi na tacy ;) Mysh cytowana ksiazka to Eichelberger, Samson, Sosnowska \"Dobra milosc\" Cokolwiek, ktokolwiek chcialby cos dodac na temat autora jesli o mnie chodzi moze sobie darowac. Wiem cos sie wydarzylo, ale o ksiazce zdania NIGDY nie zmienie. Kuk ja zawsze po napisaniu posta klikam \"kopiuj\" prawym klawiszem myszy i nawet jak wetnie mi posta to wchodze jeszcze raz, wklejam i wysylam. Ten odruch uratowal mnie juz kilkadziesiat razy przed ponownym pisaniem :) :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×