Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Kuros

Nie mam pojęcia czy są tu matki dorosłych już dzieci ale jestem właśnie jednym z dorosłych dzieci i proszę o

Polecane posty

Gość Kuros

ocenę sytuacji rodzinnej. Zacznę od tego, że mam 22 lat. Moja matka 42 i ojciec 43. Od dziecka pamiętam w większości w domu kłótnie, niby okazywano mi miłość ale też wylewano na mnie wszystkie frustracje i problemy rodzinne. Ojciec były policjant ma dwie twarze, jedna miły, słodki, kochający tatuś i druga, agresywny, poje'bany, po policyjny świr. (szczególnie po alkoholu gdzie zdarzy mu się powiedzieć do mnie psiei je'bnąć). Z tym alko to jest tak, że każdy u nas nadużywa, mieszkamy w dużym, naprawdę pięknym domu, a to co się dzieje za jego ścianami to porażka. Ja jestem studentem ASP, nie w swoim rodzinnym mieście (całe szczęście bo nie musze mieszkać z rodzicami) i jestem na ich utrzymaniu ze względu na to, że nie dałbym rady bez ich pomocy finansowej na tych studiach. Zapier'dalałem cały rok, moja garderoba to z grubsza lumpy jak jest promocja za zeta, (co prawda przerabiam wg. uznania, bo szyje też ubrania) bo wg nich mi się nic innego nie należy. Na ogół nie powinienem tak narzekać, przecież mam co jeść, pić i jakieś skrawki ubrań też są ale mam siostrę 12 lat młodszą ode mnie. Traktują ją jak księżniczkę, wszystko zwalają na mnie, wyzywają od najgorszych od małego, czasem "niby" okazywali miłość. Teraz zabierają ją do Paryża, kupili jej nowy aparat, jeżdżą  z nią do kina i na zakupy, a ja jak mam tydzień wakacji (bo to dopiero mój pierwszy tydzień odpoczynku) to jestem wyzywany od nierobów i najgorszych. Zaplanowałem sobie wylot do Włoch na kilka dni ze znajomymi i na ogół sam na to łoże, bo to moja fanaberia, teraz sprzedaje droższe ciuchy które miałem, przed tym jak wyjade, co jest niedługo, a potem jak wróce idę do roboty. No ale kasa to kasa, najgorsze jest to znęcanie się psychiczne, czasem fizyczne. Moja matka ma bordera i jest fanatyczką sprzątania, cały dzien czepia się o nieistotne sprawy, nie wiem co moge do niej mówić, a czego nie bo może się na mnie wydrzeć i jeszcze je'bnać w łeb. Nawet nie mogę się odezwać jako dorosły człowiek. Ojciec sobie nic z tego nie robi, bo po co, potem drą jeszcze na siebie mordy, moja siostra płacze, ja jej musze tłumaczyć co się dzieje. Wracając do alko to ja dość często piję żeby tylko coś poczuć (nie moje a starych, mają tyle że nie widzą), teraz przez brak hajsu nigdzie nie wychodze, w domu sobie coś tam tworze ale nawet nie mogę namalować obrazów, które potem bym sprzedał, bo nie chcą mi kupić terpentyny. Mam jakieś stare to może sprzedam. Moi znajomi się widują, nikt na nich się nie wydziera,  a ja zamiast z kimś gadać piszę temat na kafe (chociaż każdy wie co się u mnie dzieje to i tak gó'wno możemy zrobić). Czuję się po prostu odrzucony, za szybko wypierany, niedoceniony (mimo tego, że co do mojej twórczości dostaje mnóstwo komplementów mam to w du'pie). Nie czuje żadnej radości i wszystko mi jedno. Nie wiem czy oni nie chcą tego widzieć, czy ja serio jestem taki beznadziejny... Żadna terapia mi nie pomogła ani leki od psychiatry. W sumie to żyję tylko dla babci, dziadka, siostry i kuzynki. O widzicie, chociaż dla nich mam po co. Im mniej wychodzę tym bardziej pogłębia się moja fobia społeczna, przy znajomych śmieszek i dusza towarzystwa, a  w samotności wrak człowieka. Myślę sobie czasem, że może związek by mi się przydał ale z nimi u mnie krucho i chyba ja też nie potrafię kochać. Zastanawiam się czy nie rzucić tych studiów w cholere, chociaż zawsze o nich marzyłem, i nie wyjechać do przyjaciela do Londynu. Może sobie tam znajdę swoją małą bohemę, zarobię na studia i jeszcze będą mnie starzy po dupie całować, ale fakt faktem 22 lata dla mnie to już trochę późno. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Hgf

Biedny jesteś, nie doświadczyłes bezwarunkowej miłości i niestety będziesz musiał wiele nad soba peacowac aby nie powielic schematow rodzinnych, ale najwazniejsze zdawac sobie z tego sprawe a potem walczyc o lepszy dom dla siebie i swoich dzieci.

Zwiazek by sie przydal z dziewczyna ktora pokaze Ci co to miłość, wyrozymialosc, szacunek. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nie
1 godzinę temu, Gość Hgf napisał:

Biedny jesteś, nie doświadczyłes bezwarunkowej miłości i niestety będziesz musiał wiele nad soba peacowac aby nie powielic schematow rodzinnych, ale najwazniejsze zdawac sobie z tego sprawe a potem walczyc o lepszy dom dla siebie i swoich dzieci.

Zwiazek by sie przydal z dziewczyna ktora pokaze Ci co to miłość, wyrozymialosc, szacunek. 

Zgadzam się 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ina

Ja jestem matka doroslych dzieci, duzo starszych od ciebie.  Ale z tresci postu nie wynika dla mnie, dlaczego akturat zwracasz sie do matek doroslych dzieci. Jezeli chodzi o twoja historie, to uwazam, ze jako dorosly czlowiek, ktory nie mieszka juz z rodzicami (przynajmniej nie na codzien) wszystkie swoje mysli i sens zycia koncentrujesz na rodzicach. Dlaczego? Masz swoje zycie,  w czasie studiow musza ciebie utrzymywac, to ich obowiazek a nie laska. Najwyzszy czas odciac pepowine i przestac sie "mazgaic". Opinia osob, ktore same maja problemy z wlasnym zyciem, czyli twoi rodzice, nie powinna miec dla ciebie zadnego juz znaczenia. Zastanow sie nad jednym: kiedy byles dzieckiem, nie miales wplywu na ksztaltowanie wlasnego zycia, byles "na pastie losu", czyli rodzicow. Teraz mozesz sam decydowac i kszaltowac wlasna przyszlosc oraz stosunki z rodzicami. Nie zawsze jest latwo zrzucic "stara skore", ale uzaleniem sie na rodzicow i nad niesprawiedliwoscia sobie nie pomozesz. Musisz aktywnie przestac byc "ofiara" i zmienic to, nad czym ubolewasz. Nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Gość Kuros napisał:

Zastanawiam się czy nie rzucić tych studiów w cholere, chociaż zawsze o nich marzyłem, i nie wyjechać do przyjaciela do Londynu.

Może dlatego że jesteś gejem i oni to podejrzewają?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gosc
2 godziny temu, Gość Kuros napisał:

ocenę sytuacji rodzinnej. Zacznę od tego, że mam 22 lat. Moja matka 42 i ojciec 43. Od dziecka pamiętam w większości w domu kłótnie, niby okazywano mi miłość ale też wylewano na mnie wszystkie frustracje i problemy rodzinne. Ojciec były policjant ma dwie twarze, jedna miły, słodki, kochający tatuś i druga, agresywny, poje'bany, po policyjny świr. (szczególnie po alkoholu gdzie zdarzy mu się powiedzieć do mnie psiei je'bnąć). Z tym alko to jest tak, że każdy u nas nadużywa, mieszkamy w dużym, naprawdę pięknym domu, a to co się dzieje za jego ścianami to porażka. Ja jestem studentem ASP, nie w swoim rodzinnym mieście (całe szczęście bo nie musze mieszkać z rodzicami) i jestem na ich utrzymaniu ze względu na to, że nie dałbym rady bez ich pomocy finansowej na tych studiach. Zapier'dalałem cały rok, moja garderoba to z grubsza lumpy jak jest promocja za zeta, (co prawda przerabiam wg. uznania, bo szyje też ubrania) bo wg nich mi się nic innego nie należy. Na ogół nie powinienem tak narzekać, przecież mam co jeść, pić i jakieś skrawki ubrań też są ale mam siostrę 12 lat młodszą ode mnie. Traktują ją jak księżniczkę, wszystko zwalają na mnie, wyzywają od najgorszych od małego, czasem "niby" okazywali miłość. Teraz zabierają ją do Paryża, kupili jej nowy aparat, jeżdżą  z nią do kina i na zakupy, a ja jak mam tydzień wakacji (bo to dopiero mój pierwszy tydzień odpoczynku) to jestem wyzywany od nierobów i najgorszych. Zaplanowałem sobie wylot do Włoch na kilka dni ze znajomymi i na ogół sam na to łoże, bo to moja fanaberia, teraz sprzedaje droższe ciuchy które miałem, przed tym jak wyjade, co jest niedługo, a potem jak wróce idę do roboty. No ale kasa to kasa, najgorsze jest to znęcanie się psychiczne, czasem fizyczne. Moja matka ma bordera i jest fanatyczką sprzątania, cały dzien czepia się o nieistotne sprawy, nie wiem co moge do niej mówić, a czego nie bo może się na mnie wydrzeć i jeszcze je'bnać w łeb. Nawet nie mogę się odezwać jako dorosły człowiek. Ojciec sobie nic z tego nie robi, bo po co, potem drą jeszcze na siebie mordy, moja siostra płacze, ja jej musze tłumaczyć co się dzieje. Wracając do alko to ja dość często piję żeby tylko coś poczuć (nie moje a starych, mają tyle że nie widzą), teraz przez brak hajsu nigdzie nie wychodze, w domu sobie coś tam tworze ale nawet nie mogę namalować obrazów, które potem bym sprzedał, bo nie chcą mi kupić terpentyny. Mam jakieś stare to może sprzedam. Moi znajomi się widują, nikt na nich się nie wydziera,  a ja zamiast z kimś gadać piszę temat na kafe (chociaż każdy wie co się u mnie dzieje to i tak gó'wno możemy zrobić). Czuję się po prostu odrzucony, za szybko wypierany, niedoceniony (mimo tego, że co do mojej twórczości dostaje mnóstwo komplementów mam to w du'pie). Nie czuje żadnej radości i wszystko mi jedno. Nie wiem czy oni nie chcą tego widzieć, czy ja serio jestem taki beznadziejny... Żadna terapia mi nie pomogła ani leki od psychiatry. W sumie to żyję tylko dla babci, dziadka, siostry i kuzynki. O widzicie, chociaż dla nich mam po co. Im mniej wychodzę tym bardziej pogłębia się moja fobia społeczna, przy znajomych śmieszek i dusza towarzystwa, a  w samotności wrak człowieka. Myślę sobie czasem, że może związek by mi się przydał ale z nimi u mnie krucho i chyba ja też nie potrafię kochać. Zastanawiam się czy nie rzucić tych studiów w cholere, chociaż zawsze o nich marzyłem, i nie wyjechać do przyjaciela do Londynu. Może sobie tam znajdę swoją małą bohemę, zarobię na studia i jeszcze będą mnie starzy po dupie całować, ale fakt faktem 22 lata dla mnie to już trochę późno. 

Ty masz chyba 13 lat, bo dorosły facet takimi bzdetami nie żyje.W twoim wieku twoi rodzice mieli już rodzinę, dziecko i brali się z barami za życie, a ty smarkacz i obesranie/c, idź odrob lekcje 0/10

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
10 minut temu, Gość Gosc napisał:

Ty masz chyba 13 lat, bo dorosły facet takimi bzdetami nie żyje.W twoim wieku twoi rodzice mieli już rodzinę, dziecko i brali się z barami za życie, a ty smarkacz i obesranie/c, idź odrob lekcje 0/10

Po prostu jestem niezaradnym życiowo milenialsem XD Fakt faktem ochłonąłem troche ale mam w sobie dużo niezałatwionych spraw przez co może tak emocjonalnie reaguje na pewne sytuacje. Chce załatwić żeby w rodzinie było w miare normalnie poukładane i tu nie chodzi o kase, a o to czy dalej będzie ona dysfunkcyjna czy też nie. Mnie od dziecka traktowano jak psa przy tym trzymając na uwięzi i to wcale nie pomaga w żadnej z sytuacji

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
42 minuty temu, Gość ina napisał:

Ja jestem matka doroslych dzieci, duzo starszych od ciebie.  Ale z tresci postu nie wynika dla mnie, dlaczego akturat zwracasz sie do matek doroslych dzieci. Jezeli chodzi o twoja historie, to uwazam, ze jako dorosly czlowiek, ktory nie mieszka juz z rodzicami (przynajmniej nie na codzien) wszystkie swoje mysli i sens zycia koncentrujesz na rodzicach. Dlaczego? Masz swoje zycie,  w czasie studiow musza ciebie utrzymywac, to ich obowiazek a nie laska. Najwyzszy czas odciac pepowine i przestac sie "mazgaic". Opinia osob, ktore same maja problemy z wlasnym zyciem, czyli twoi rodzice, nie powinna miec dla ciebie zadnego juz znaczenia. Zastanow sie nad jednym: kiedy byles dzieckiem, nie miales wplywu na ksztaltowanie wlasnego zycia, byles "na pastie losu", czyli rodzicow. Teraz mozesz sam decydowac i kszaltowac wlasna przyszlosc oraz stosunki z rodzicami. Nie zawsze jest latwo zrzucic "stara skore", ale uzaleniem sie na rodzicow i nad niesprawiedliwoscia sobie nie pomozesz. Musisz aktywnie przestac byc "ofiara" i zmienic to, nad czym ubolewasz. Nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Powodzenia.

Dziękuję za obiektywny komentarz 🙂 Jak sobie już to wszystko przemyśle to zawsze wychodzi na to co właśnie wysnułaś. No trudno trzeba nad sobą pracować

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
36 minut temu, Lampka napisał:

Może dlatego że jesteś gejem i oni to podejrzewają?

Ale węszysz haha, oni myślą, że nie mam czasu na związki i ich nie chce, a to że z kobietami mi się nigdy nie układało to wina mojego charakteru. Chociaż mogą dopuszczać to stwierdzenie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Gość Kuros napisał:

Ale węszysz haha, oni myślą, że nie mam czasu na związki i ich nie chce, a to że z kobietami mi się nigdy nie układało to wina mojego charakteru. Chociaż mogą dopuszczać to stwierdzenie. 

Jeśli jesteś atrakcyjny to masz szansę u facetów.To jesteś bi czy hetero?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
Przed chwilą, Lampka napisał:

Jeśli jesteś atrakcyjny to masz szansę u facetów.To jesteś bi czy hetero?

Jestem pedałem, po prostu próbowałem z kobietami i słaba sprawa. Stwierdzę, ale ostatnio nie mam chęci na wszelkie romanse, jakiś rok, dwa lata temu chodziłem się bawić do miejsc publicznych, nawet do klubów gejowskich, a teraz wolę chyba wypić sam czy z grupką znajomych. Co prawda gadam z jednym gościem z Warszawy, jakieś tam zajawki się pojawiają, na ogół jest bardzo spoko ale boję się angażować, bo mój ostatni 'romans' z kolesiem skończył się wych'ujaniem mnie. Powodzenie mam i w klubach dużo atencji ale co mi po tym. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Prowadzisz ciekawe życie to dlaczego narzekasz na rodziców,czego od nich oczekujesz? Ułóż sobie życie z jakimś kolesiem,zamieszkajcie razem ,może idź do pracy przejdź na studia zaoczne i ciesz się życiem.Szukaj starszego gościa,bo młodym chłopakom nie w głowie stałe związki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lop

Cos tu nie gra. Nie daja ci na terpentyne? terpentyna to grosze ,zwlaszca w porownaniu z farbami, plótnami, jestem plastykiem, to wiem.Jesli popijasz, to za jedna mala kolejke kupisz terpentyne. Utrzymuja cie, wiec masz za co mieszkac i co jesc , jak piszesz. Jestes dorosly, mieszkasz osobno.Wyjkorzystaj to, zeby skonczyc studia.Za granica tak latwo na studia nie zarobisz, pomijajac, ze jako plastyk pracy raczej nie znajdziesz, bo to nawet dla najzdoelniejszych trudno i i tak bedziesz musial zyc z innego zawodu. Trauma z dziecinstwa to jedno, ale ty jestes juz dorosly i pzred toba nowa rodzina, ktora bedzie taka, jak ty zechcesz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
3 minuty temu, Lampka napisał:

Prowadzisz ciekawe życie to dlaczego narzekasz na rodziców,czego od nich oczekujesz? Ułóż sobie życie z jakimś kolesiem,zamieszkajcie razem ,może idź do pracy przejdź na studia zaoczne i ciesz się życiem.Szukaj starszego gościa,bo młodym chłopakom nie w głowie stałe związki.

Zawsze się przejmowałem tym co dzieje się w domu, często też przez to, że nie tylko ja słucham darcia mordy ale także moja siostra, dla której jestem autorytetem. Widzę wszystkie błędy wychowawcze moich 'starych' i to jak bez sensu niszczą sobie i innym życie. No ale fakt faktem czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Z tego ciekawego życia nic mnie nie zachwyca w tym sęk. Może faktycznie to jest myśl, muszę się całkowicie stać niezależnym od nich i jakoś samo się ułoży. Podkręcę sobie poczucie własnej wartości.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gosc
37 minut temu, Gość Kuros napisał:

Po prostu jestem niezaradnym życiowo milenialsem XD Fakt faktem ochłonąłem troche ale mam w sobie dużo niezałatwionych spraw przez co może tak emocjonalnie reaguje na pewne sytuacje. Chce załatwić żeby w rodzinie było w miare normalnie poukładane i tu nie chodzi o kase, a o to czy dalej będzie ona dysfunkcyjna czy też nie. Mnie od dziecka traktowano jak psa przy tym trzymając na uwięzi i to wcale nie pomaga w żadnej z sytuacji

Złej tanecznicy to i rąbek spódnicy przeszkadza, a zazdrość o młodsza siostrę, to żenada, stary dzidziuś z ciebie.Nic nie jest wina rodziców, ideałów nie ma nigdzie, są tylko dzieci kochające rodziców i śliwki robaczywki, mogli w końcu w oknie życia cię zostawić, a nie wszyscy co tak zrobili są źli. Chroń boże przed takim synkiem!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia

Uzalasz się nad sobą zamiast działać. Jesteś dorosły idź do pracy. Twoja siostra jest niepełnoletnia wiev jej wszystko funduja. 

Ja w domu miałam patologie i biedę. Sama zmagam się od 15lat z alkoholizmem i bulimia ale nie płacze nad sobą tylko działam. Skupiam się na sobie nie na innych. Tobie też to radze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros

 

lop

Pół litra za 25zł to jak na flaszke, zdaję sobie z tego sprawę. Moją główną specjalizacją nie jest malarstwo i rysunek, a projektowanie ubioru więc jakoś może sobie pożyje tym bardziej, że uczelnia daje ogromne możliwości. Wiem, że w uk jest niesamowicie drogo na semestr i jako taki młodziak w jakiejś beznadziejnej pracy sobie na nie nie zarobie mimo tego, że tam w większości pracuje się na studiach samodzielnie. Rodziny też z pewnością nie żałożę chyba, że będą to trzy psy. (tak dokładnie trzy psy)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
6 minut temu, Gość Gosc napisał:

Złej tanecznicy to i rąbek spódnicy przeszkadza, a zazdrość o młodsza siostrę, to żenada, stary dzidziuś z ciebie.Nic nie jest wina rodziców, ideałów nie ma nigdzie, są tylko dzieci kochające rodziców i śliwki robaczywki, mogli w końcu w oknie życia cię zostawić, a nie wszyscy co tak zrobili są źli. Chroń boże przed takim synkiem!

W sumie mogli zostawic albo wyje'bac na tory

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kościiości

No cóż. Wyprowadź się z domu na dobre. Ale do tego musisz mieć jakąś pracę, jak znasz się na grafice komp. to szukaj zleceń, dasz radę się z tego utrzymać w wakacje. A jak sie nie znasz? To się poznaj. ASP są w dużych miastach rozejrzyj sie za pracą dla grafika studenta(są takie). Im szybciej zaczniesz pracować tym lepiej, za moich czasów na ASP krzywo się patrzyło na studentów, którrzy pracują i studiują dziennie, nie wiem jak teraz- ale miej to w dupie jeśli im się to nie podoba. Wszyscy którzy zaczęliśmy pracę w czasie studiów dziś żyjemy jak pączki w maśle. Szkoda życia i czasu na siedzenie w domu chłonięcie toksycznej atmosfery. Czujesz ją teraz tak mocno, bo po prostu odwykłeś od niej.

Ja wróciłam po pierwszym roku na wakacje do domu. Pierwszy i ostatni raz. Po prostu odwykłam w ciągu roku od tej całej patologii życia domowego.
Od mającej manię czystości matki, która przymykała oko na zdrady ojca. Ale mnie chciała kontrolować aż do bólu(np. kazała mi wracać w to lato do domu o 21... pytałam się czemu tak wcześnie, tym bardziej że, wcześniej, w liceum, nie było problemu żebym została na osiemnastce u znajomych do 2-3, a wtym, konkretnym przypadku, chciałam zostać do 24. Odpowiedź brzmiała- bo tak. Grzebanie w telefonie, ciuchach. Standard w tamto lato.)
Od ojca alkoholika w białych rękawiczkach(bo nigdy publicznie nie narobił siary, pił tylko w domu przed telewizorem i wszczynał kłótnie z matką). Od wiecznie kłocących sie starych. Serio, kiedyś przez rok kłócili się codziennie. NIe było nawet jednego dnia przerwy. Marzyłam o ich rozwodzie jako dziecko takie 10 letnie. Ale oni chyba byli uzależnieni od siebie i tych swoich kłótni. Są ze sobą do dzisiaj. Dalej co niedzielę, zgrywają w kościele wzorcowe małżeństwo.

Po prostu zauważyłam, że lepiej mi sie żyje w pokoju w akademiku jedząc na obiad warzywa na patelnię, niż w tym dużym domu z ogrodem i codziennym dwudaniowym obiadem(mama jest perfekcyjną panią domu). Od tamtego czasu nie zaliczyłam w domu dłuższego pobytu niż pięć dni ciurkiem. A do trzech dni jest nawet miło.

Twoi i moi rodzice- przesiąknęli już tym swoim gnojem do reszty. Oni nawet już nie widzą, że coś jest nie tak.
Jak sie matka kiedyś żaliła na ojca i zaproponowałam jej rozwód, to o mało mnie nie spoliczkowała, tak się wściekła. Trochę mi jej szkoda, bo to w sumie fajna i inteligentna babka jest, a trochę nie, bo jej nie było szkoda mnie jak się szarpali między sobą przez lata. Byłam jak misiek koterski w tej scenie z dnia świra- jak konrad wyzywa się ze swoją byłą żoną.

Mówię Ci, wytrzymaj jeszcze to lato, ale nie wracaj już więcej na tak długo do domu. Będzie ciężko, ale warto 🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuros
8 minut temu, Gość Kościiości napisał:

No cóż. Wyprowadź się z domu na dobre. Ale do tego musisz mieć jakąś pracę, jak znasz się na grafice komp. to szukaj zleceń, dasz radę się z tego utrzymać w wakacje. A jak sie nie znasz? To się poznaj. ASP są w dużych miastach rozejrzyj sie za pracą dla grafika studenta(są takie). Im szybciej zaczniesz pracować tym lepiej, za moich czasów na ASP krzywo się patrzyło na studentów, którrzy pracują i studiują dziennie, nie wiem jak teraz- ale miej to w dupie jeśli im się to nie podoba. Wszyscy którzy zaczęliśmy pracę w czasie studiów dziś żyjemy jak pączki w maśle. Szkoda życia i czasu na siedzenie w domu chłonięcie toksycznej atmosfery. Czujesz ją teraz tak mocno, bo po prostu odwykłeś od niej.

Ja wróciłam po pierwszym roku na wakacje do domu. Pierwszy i ostatni raz. Po prostu odwykłam w ciągu roku od tej całej patologii życia domowego.
Od mającej manię czystości matki, która przymykała oko na zdrady ojca. Ale mnie chciała kontrolować aż do bólu(np. kazała mi wracać w to lato do domu o 21... pytałam się czemu tak wcześnie, tym bardziej że, wcześniej, w liceum, nie było problemu żebym została na osiemnastce u znajomych do 2-3, a wtym, konkretnym przypadku, chciałam zostać do 24. Odpowiedź brzmiała- bo tak. Grzebanie w telefonie, ciuchach. Standard w tamto lato.)
Od ojca alkoholika w białych rękawiczkach(bo nigdy publicznie nie narobił siary, pił tylko w domu przed telewizorem i wszczynał kłótnie z matką). Od wiecznie kłocących sie starych. Serio, kiedyś przez rok kłócili się codziennie. NIe było nawet jednego dnia przerwy. Marzyłam o ich rozwodzie jako dziecko takie 10 letnie. Ale oni chyba byli uzależnieni od siebie i tych swoich kłótni. Są ze sobą do dzisiaj. Dalej co niedzielę, zgrywają w kościele wzorcowe małżeństwo.

Po prostu zauważyłam, że lepiej mi sie żyje w pokoju w akademiku jedząc na obiad warzywa na patelnię, niż w tym dużym domu z ogrodem i codziennym dwudaniowym obiadem(mama jest perfekcyjną panią domu). Od tamtego czasu nie zaliczyłam w domu dłuższego pobytu niż pięć dni ciurkiem. A do trzech dni jest nawet miło.

Twoi i moi rodzice- przesiąknęli już tym swoim gnojem do reszty. Oni nawet już nie widzą, że coś jest nie tak.
Jak sie matka kiedyś żaliła na ojca i zaproponowałam jej rozwód, to o mało mnie nie spoliczkowała, tak się wściekła. Trochę mi jej szkoda, bo to w sumie fajna i inteligentna babka jest, a trochę nie, bo jej nie było szkoda mnie jak się szarpali między sobą przez lata. Byłam jak misiek koterski w tej scenie z dnia świra- jak konrad wyzywa się ze swoją byłą żoną.

Mówię Ci, wytrzymaj jeszcze to lato, ale nie wracaj już więcej na tak długo do domu. Będzie ciężko, ale warto 🙂

Dzięki Ci bardzo za zrozumienie 🙂 i dziękuję również za motywację.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kościiości
29 minut temu, Gość Kuros napisał:

Dzięki Ci bardzo za zrozumienie 🙂 i dziękuję również za motywację.

Proszę bardzo. Powiem Ci więcej. Jak zaczniesz zarabiać pieniądze w zawodzie związanym ze studiami( w sumie grafika komp i tak ci się przyda do projektowania ubioru, projektowania tkanin, co tam sobie wymyślisz), to Twoi rodzice będą z Ciebie mega dumni. Dosłownie będą chodzić i opowiadać wszystkim znajomym jaki to ty zaradny i cudowny jesteś i będą sobie gratulowac sukcesów wychowawczych. Moi tak mają. W sumie jest to zabawne, bo to wszystko zaczęło się od tego, że potrzebowałam uciec od nich i ich destrukcyjnego wpływu na mój umysł.

Tego, że niby niczego mi nie brakowało pod względem materialnym, nie chodziłam głodna, miałam na lekcje, materiały, a jednak sabotowali moje działania, trochę podcinali mi skrzydła. Np. miesiąc przed egzaminami na ASP, jak szlifowałam swoje portfolio, to oni wtedy chatrali się jak psy. Zaczęli przeżywać kolejny kryzys małżeński. Atmosferę w domu dawało się kroić nożem. Mimowolnie bardzo mnie to stresowało. Źle spałam, nie jadłam, byłam obciążana wynurzeniami matki, a ojciec mnie wtedy w ogóle ignorował. Dostałam się, ale nie z tak wysoką notą jak planowałam. Poczułam się bardzo rozczarowana sama sobą. Winiłam siebie samą za to, że ostatecznie to poszło mi słabo. Więc na studiach dawałam z siebie 200%. Po przyjeździe na te pamiętne wakacje odkryłam, że nie mam siły nawet na krótkie szkicowanie. To oni wysysali ze mnie energię. 

 

Kilka lat później, wiele książek psychologicznych później, dużo alkoholu przelanego przez siebie później, jedną psychoterapię i cały ogrom pracy nad sobą napisałam do każdego z nich list. Wygarnęłam im tam wszystko, chciałam zetrzeć te głupie uśmiechy z ich twarzy, kiedy o mnie opowiadają. Żeby wiedzieli, że nie są tak cudowni za jakich się uważają. Wku/rwiali mnie tym niemożebnie. Tą swoją dumą, że jestem kolejnym znakiem, obok firmy, zadbanego trawnika,dwudaniowego obiadu i kościoła w niedziele, że są idealnymi ludźmi. Kolejnym medalem na ich piersi. W te listy poszła cała złość, przerażenie, osamotnienie dziecka, którym byłam. I żadnego z tych listów nie wysłałam tylko spaliłam. Uszło wtedy ze mnie dużo emocji. Szczerze powiedziawszy poczułam się zdrowsza.

 

Już mi po prostu przestało zależeć. W sumie to dzięki nim wypłynęłam na szerokie wody, chociaż nie mieli w tym tak pozytywnego udziału jakby chcieli mieć. Bawi mnie trochę ich koloryzowanie wspomnień. Ale widocznie tego potrzebują. Łagodzi im to dysonans poznawczy. Nawet lepiej. Ostatecznie sama zaczynam wierzyć, że nie było tak źle. A przy tak sporadycznych kontaktach jakie mamy możliwe, że się w tym utwierdzę. Po latach umiem z nimi normalnie pogadać o codziennych sprawach. W jakieś rozterki duchowe nie wchodzę z nimi, bo wiem, że wtedy ja musiałabym wysłuchiwać ich. A niedobrze mi się robi na samą myśl o tym.

W rodzinnym domu bywam rzadko i krótko, ale umiem ich zaprosić np. na jakąś wycieczkę. Zamawiam im wtedy tydzień pobytu, a sama z nimi spędzam dzień lub dwa. Coś zwiedzimy, pójdę z matką na zakupy, do restauracji, kina. Do swojego mieszkania zapraszam ich rzadko i nigdy w nim nie nocowali. Źle bym się z tym czuła. Matka pewnie zaczęłaby sprzątać, a ojciec komentować raz po raz brak telewizji. A jeszcze usłyszałabym, że sobie dogryzają albo kłócą, wtedy znowu poczułabym się jak dziecko, przy którym można przecież wszystko zrobić, no bo przecież nie rozumie(autentycznie, mój ojciec tak uważa, dlatego uważam, że ten facet nigdy nie dorósł do założenia rodziny). Trzymam w mieszkaniu dwa psy i dwie świnki morskie, oni nie lubią zwierząt w domu, więc sami się ode mnie ewakuują na widok psa zostawiającego sierść na ich ubraniach. To one chronią mnie przed zawłaszczeniem mojego terytorium 🙂
 

Ty też swoim nie daj się pognębić. Zobaczysz. Usamodzielnienie finansowe i wyprowadzka dają siłę w kontaktach z toksycznymi rodzicami jakiej sie po sobie nie spodziewałeś. Po prostu jest to niesamowity komfort jak ma się miejsce do którego po prostu możesz sobie pójść kiedy ktoś powie do ciebie 

6 godzin temu, Gość Kuros napisał:

psiei je'bnąć

Przyjeżdzaj na święta, ale wyjeżdżaj najlepiej już w drugi dzień świąt. Zobaczysz wszystko się ułoży. Siostrę jak podrośnie będziesz mógł zapraszać do siebie- jeśli się usamodzielnisz. Wierz mi, jeśli twoi rodzice są toksyczni, chamscy, przemocowi wobec Ciebie to wobec niej pewnie też. Tylko inaczej to mogą wyrażać. Ona pewnie z nimi też swój krzyż niesie. W najbliższym czasie musisz pomóc sam sobie, trochę egoistycznie, ale jeśli sam nie będziesz bezpieczny to nikomu ze swojego otoczenia nie udzielisz ani wsparcia ani pomocy.

A i nie baw się za szybko w związki. One tylko wszystko bardziej komplikują, ale masz 20 lat więc pewnie nie posłuchasz 🙂 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×