Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość potem co

życie jest do d...py!

Polecane posty

przynajmniej praca idzie mi calkiem calkiem ale i tu nawet nie do konca jestem doceniana zaslugi zgrania moja kolezanka i to mnie wkurza... za oknem wiosna... jade dzis do domu do miasta gdzie ptaki spiewaja moim jezykiem i kazda dziura na chodniku jest mi bliska...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
W tej chwili życie jest dla mnie czarne, trzymam się jeszcze dzięki nadziei, że może jednak On z tego wyjdzie, może... ale to jest tylko moja głupia nadzieja, która nikomu nie pomoże, niestety. Tacie na pewno nie. On niczego nie słyszy, niestety. Jest pogrążony w sztucznym, głębokim śnie, ma uszkodzony mózg, dużą częśc mózgu m.in. odpowiedzialną za swiadomość. Nie rozumiem - dlaczego akurat On? Taki zawsze wesoły, pogodny, lekarze mówili, że serce ma w niezłym stanie, że na operacje przychodzą tacy, którzy ledwo sie na nogach trzymają, ze wszystko będzie ok. Operacja miała mu poprawić jakośc życia. No to poprawiła :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
azazella Mogę tylko o jedno Ciebie prosić, byś przeczytała wielekrotnie moją wcześniejszą wypowiedź i jej przesłanie do Ciebie. Nie takie rzeczy widziałem w życiu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
I jeszcze jedno. Jeśli pójdziesz do swojego Taty z nastawieniem, że człowiek nie po to się rodził by umierać, ale by żyć. Człowiek nawet z ciężkim uszkodzeniem mózgu potrafi się odrodzić. Swoją Miłością i Ciepłem jakie w sobie nosisz, jesteś w stanie zdziałac cuda. Zaś swoim narzekaniem tylko utwierdzasz go, że już wcale nie musi walczyć. Patrz na niego, mów do niego. Mimo uszkodzenia mózgu On to usłyszy. Zauważysz to po Jego twarzy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tak wiele noszę miłości bo to skarb największy a im więcej daję tym więcej jej otrzymuję nie boję się kochać nie boję się mówić o Niej nie boję się krzyczeć o Niej ona daje początek wszystkiemu nie można jej zwyciężyć Ona jest niezniszczalna zawsze jest i na początku i na końcu swoją miłością zdziałam cuda cudem jest uśmiech na smutnej twarzy cudem jest gdy kochasz i widzisz co miłość przynosi miłość to nie ból bólem są myśli złe myśli, je zawsze trzeba zniszczyć bo one zadają śmierć one przynoszą zapomnienie zapomnienie o istnieniu tego cudu cudu miłości trzeba kochać kochać kochać.... miłość jest największym zwycięstwem oddana miłość wróci z jeszcze większą siłą i wtedy ona jest cudem nie mam już złych myśli mimo bólu życia kocham kocham kocham nie mam złych myśli

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
potem co marzyłam... marzę wciąż, choć wszystko wydaje się tylko być śnieniem kogoś innego. tępy wzrok, bez nadziei. choć może, pewnie nadzieja jest ciągle. to sen, zwykły sen szarego człowieka w którym jest już lato. w snach jest on. uśmiecha się. patrzę z zaciekawieniem. chcę. on wie, że chce. przecież wie... kilka słów. jak wtedy. zaczarować życie, zaczarować świat. czekam. to nic nie da. nie dziś. nie jutro. oddać świat za jeden uśmiech. przecież marzę, choć lepiej byłoby już nie... azazella oxyzepan, seroxat, xanax, cloranxen.. moja apteczka. codzienne wyposażenie. nie teraz. wtedy. gdy świat nie istniał. gdy skończył się któregoś dnia. gdy wołałam w niebo ‘dlaczego nie ja?, dlaczego on? on.. właśnie on?’. gdy w głowie była tylko jedna myśl, jak zakończyć to życie. tępa ezgystencja. tygodnie spędzona w łóżku. bez nadziei. psychiatra, psycholog, terapeuta. bez szans. bo gdy umiera ktoś najbliższy twemu sercu to nic nie jest w stanie pomóc. tym bardziej, że on.... nawet dziś słowa trudno przechodzą... nawet na kartce.. gdzieś tam. i wtedy usłyszałam od niej, że mi nie pomoże. że nie potrafi, że nikt mi nie pomoże, bo sama tej pomocy nie chcę. odeszła. zostałam sama. tego dnia wstałam z łóżka. ze łzami w oczach. z wściekłością, jakiej nigdy we mnie nie było do tej pory. krzyczałam, tłukłam w ściany, pięści krwawiły ale tłukłam dalej. dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że muszę.. że nie mogę się poddać, że przez mój ból cierpią inni. nic nigdy tak nie bolało jak ta świadomość i wychodzenie z tego stanu. wracanie do życia. nic już nie będzie takie jak kiedyś, ale tamto pozostanie we mnie na zawsze. niezwykłe szczęście którym zostałam obdarzona. przez krótką chwilę tylko. ale było. to najdroższe, najbliższe. pozostanie na zawsze. nie pomożesz łzami. pomożesz uśmiechem... aniablue wypocznij... to pomaga..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przeklęta... \" i wtedy usłyszałam od niej, że mi nie pomoże. że nie potrafi, że nikt mi nie pomoże, bo sama tej pomocy nie chcę.\" To cytat z Twojej wypowiedzi. Tak jest w istocie. Nikt nie pomoże komuś kto tej pomocy nie chce. żyjemy w iluzji nasze życie jest iluzją stworzoną przez nas odrzucamy wszelką pomoc z miłością pomcną włącznie nim cokolwiek powstanie musi się urodzić nim zachorujesz pierw jest myśl myśl o chorobie nas otacza iluzja życia chorego umysłu jest chorobą największym przekleństwem jest słowo NIE nim posługujemy się najczęściej ono dodaje nam sił byśmy chorowali ono jest mottem życia w iluzji zamieniam słowo na TAK słowo to oddane z miłością tworzy \"że i dusza zdrowieje\" słowo \"nie\" powinno być skreślone i ... jest zaprzeczeniem wszystkiego z życiem włącznie pozbywam się tego słowa i jest mi lżej zamieniam je na miłość miłość daje mi siłę miłość dodaje mi odwagi miłość sprawia że żyję przestaję żyć w iluzji bólu i śmierci śmierć też nie istnieje jest MIŁOŚĆ nieprzyjmowanie Jej do siebie zabija

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość myszka 33
Żyć mi się nie chce...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
potem co miłość jest ulotna, bardzo ulotna. nie zawsze jest. czasami jej nie ma. pozostaje ta, co jest w nas. ale ona nie wystarcza. nie zawsze. gdy człowiek jest bez szans na szczęście. gdy zwyczajnie się wie. czasami zamiast wiary jest wiedza. zagmatwałam. ja tylko pragnę. tak bardzo pragnę. kochać. dać siebie całą. tak do końca.. marzenia nie do spełnienia.. a moze mimo wszystko warto żyć? miotam się pomiędzy samą sobą..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
maalutka... skoro życie jest iluzją to i śmierć jest iluzją \"żyję więc jestem\" ja żyję, więc i śmierć jest jeszcze dla mnie iluzją:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przeklęta... Masz rację, \" pozostaje ta, co jest w nas.\" Nie powiedziałem nigdzie, by trzymać TO CO JEST W NAS. Ja wiem, że im bardziej kocham tym bardziej jestem kochany. Swoich uczuć nie zachowuję dla siebie. Po co mi one. Lepiej oddać to uczucie komuś kto tego pragnie, kto będzie się przez to czuł lepiej i będzie się czuł kochany. Oddaje Ci więc swoje. I zaręczam, poczułem się w tym momencie znacznie lepiej. Wiem, niektórzy się dziwią, że po takich przejściach, ktotre są już za mną, zachowuję taką pogodę ducha. Wiem też, że mój optymizm udziela się innym, tym którzy nie zamykają się w sobie i którzy twierdzą, że warto chociażby dla tego żyć, by kochać innych. TO CO ODDAJĘ zawsze wraca i dla tego warto kochać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
ksenofaryna nic nie zrobisz, ponoć wystarczy tylko zamknąć się na wszystko i nic nie czuć. tylko problem już jest jak to zrobić. nie da się. nikt nie pytał nas o zgodę na to życie. ktoś już gdzieś wybrał wszystko za nas. pozostaje się przyzwyczaić tylko. nic mądrzejszego nie udało mi się wymyślić. potem co... widzisz, ja sama nie mam co zrobić z tym swoim uczuciem. tak bardzo pragnęłam je komuś ofiarować. dać wszystko co mam. ale nie znajdę już nikogo kto by je chciał... i w tym jest problem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ksenofaryna... Tajemnica tego \"co jest w nas\" polega na tym, że dajesz nie oczekując nic w zamian. Wraca do nas niespodziewanie. Właśnie wtedy, gdy najmniej tego oczekujemy. Doświadczyłem tego niedawno. Odeszło, ale wspomnienie pozostało i jakże piękne. Tytuł topik właśnie powstał z tego powodu.Optymistą jestem nadal. Kocham nadal, nie oczekując nic. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wróci, i skąd. Wróci i tego jestem absolutnie pewien. Choć nie wiem jeszcze w jakiej formie. Trochę to zagmatwane, ale chyba zrozumiałe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czy to znaczy, że wystarczy nastawić się na nadawnie, a zapomnieć o odbiorze?... Czy to jest właśnie recepta na szczęście?... Czyli w momencie, gdy już nie będę chciała uczucia i zapomnę o \"podliczaniu\" tego, jak dużo już dałam i porównywaniu tego z tym, co dostaję, to nagle poczuję się wolna i szczęśliwa, kochana kosmiczną miłością wszechświata?... I osiągnę swoistą nirwanę?... Bardzo piękna i wzniosła teoria. Za głupia na nią jestem, niestety.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
po co mam nosić miłość w sobie to piękne uczucie więc oddaję je tobie może ci się przyda ale czy ty zechcesz je przyjąc ja nie daję na siłę choć mam jej wiele siła jest dla mnie miłość dla ciebie jeśli ją przyjmiesz oddaj ją innym tym którzy na nią oczekują takich jest wiele ONA zacznie krążyć i wróci wróci do ciebie ale wróci jej więcej i więcej bedziesz dawać nie trzymaj tego nie zamykaj w sobie bo to co najpiękniejsze jest jest w tobie na to wszyscy czekamy wszyscy ci co mamy troski a nikt nas nie kocha bo miłości nie dajemy nie chcemy się nią dzielić oddaje więc tobie podziel się ze mną też nie chowaj tylko dla siebie jest mi lżej bo oddaję trochę siebie nie oczekując nic w zamian no..... może tylko miłości

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rybka zwana wandą... Piękny nick, podoba mi się:) Pisaliśmy prawie jednocześnie, wiec znasz odpowiedź. Poruszyłaś ten temat z filozoficznego punktu widzenia i podoba mi się ten styl. Końcowa Twoja samoocena jednak nie pasuje do wypowiedzi jaką przytoczyłaś wyżej. Uśmiechnij się :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
oddam Ci wszystko co mam weź tak po prostu rozbierz z uczucia pozostaw nagą i wolną znowu silną... lecz czy powrócić może? w to już nie wierzę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przekleta, potem co --> :-) Mam wrażenie, że trochę przeczycie sami sobie. Piszecie, że należy nastawić się tylko na dawanie, nie myśleć o tym, co możecie zyskać - dając... Piękne i wzniosłe. Ale na końcu Waszych wypowiedzi zawsze pojawia się wątek odbioru - że to, co daliście, powróciło/ma powrócić. Ergo - gdzieś podświadomie potrzeba otrzymania jest pierwotną przyczyną dawania. Bo nawet, jeśli się o tym nie mówi i próbuje się to wyrzucić \"z myśli i serca\", to gdzieś w ciemnym kącie umysłu wciąż mieszka nadzieja, że... też dostaniecie. Przekora? A może to po prostu odrzucenie potrzeby bycia kochanym, a nie tylko kochania? Tylko skąd takie zaprzeczenie tej podstawowej potrzebie? Ależ mącę... ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
Rybko nie przeczę sama sobie. jestem paskudną pesymistką, choć bardziej wynika to z tego, że i tak wiem, że nie czeka mnie nic dobrego już - czyli miłość. tych uczuć jest we mnie nadmiar. niewykorzystanych, męczących, gryzących od środka. choć chciałabym te uczucia nie wrócą do mnie, bez znaczenia jak wiele mogłabym ich jeszcze dać. lecz nie ma komu. nie ma po co. nie ma nic. jestem zaplątana sama w sobie. pewnie kręcę. mało zrozumiane. tylko to wszystko co czuję, i co jest mną. ksenofaryna co ja będę więcej pisać. a może odpuścić sobie? sama bym chciała. proste słowa, ale gorzej z czynami. a kafe uzależnia. otwierasz sie. bo tu można. bo co właściwie szkodzi. każdy potrzebuje łez i wyrzucenia z siebie wszystkiego. choćby tylko tu. a bułe z serem też bym zjadła... ehh się rozmarzyłam :D na bułkę z serem :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rybka zwana Wandą... Nie jestem nastawiony na \"branie\". Wraca miłość, nie mam na to wpływu. Miłości się nie odtrąca, miłość się przyjmuje. Nie mam tu na myśli miłości fizycznej. \"Gdyby tak usiąść nad brzegiem wielkiej tafli wody i jednostajnym ruchem \"odgarniać\" wodę wówczas tworzymy falę. Fala się oddala i odbijając się od drugiego brzegu wraca do nas. Wraca wielkia, niż na początku wytworzyliśmy, może nawet nas zalać.\" Do tej fali \"przypnij\" sobie to co dajemy, dajemy ciągle i ONO wraca. Nie wiesz kiedy, bo nie wiesz jak daleko jest do drugiego brzegu. Gdy tylko raz \"ruszysz ręką\" nie doczekasz się powrotu. Do tej fali też można przyrównać nasze złe myśli. Pomyśl co się stanie jak wrócą, bo wrócą na pewno!!! przeklęta... Trochę to zabrzmiała sarkastycznie. :( Wyszło na to, że dajesz bo ja tak chcę? To Ty musisz chcieć, nie ja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przekleta --> ależ ja Cię doskonale rozumiem. Ja jestem przypadek pokroju Kseni, podobne sytuacje, tylko więcej niedopowiedzeń. I wiem, jak wypala uczucie, która ma się w środku, ba, które nawet się daje. Wg >potem co< po takim \"daniu\" powinien w nas zagościć spokój - może i tak, ale tylko wtedy, jeśli właśnie nie jest się nastawionym na odbiór. A my wciąż jesteśmy. I dlatego boli. Wypala. Niszczy. I wydaje nam się, że jak już się od tych uczuć odetniemy, to będzie spokojniej - guzik prawda, bo to wciąż w nas jest. Możemy starać się o tym nie myśleć, ale podświadomie mamy żal, że nam się nie udaje. Są pretensje, różnego rodzaju. No i koronna myśl: mnie się po prostu już nigdy nic nie uda, wiem to na pewno - w sensie, że nikt mnie nie pokocha. Co oznacza, że jednak wciąż te uczucia się w nas kłębią. I mimo, iż nie chcemy tego pożaru, to wciąż podsycamy własne ognisko wewnętrzne, myśląc o tym, co nie jest nam dane. Teraz to dopiero zagmatwałam... :-0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
Rybka nie nagmatwałaś. dawać - pragnę. z całego serca. oczyścić sie. a może usunąć to wszystko z siebie. tylko zawsze właśnie gdzieś są te nadzieje, marzenia, sny, może całkiem mimowlone, bo wpływu czasami na nie mieć nie można. kłębią się w głowie bezwolnie, przychodzą we śnie. i nadzieja. ona ciągle jest. jak marzenia. tego nie możemy się wyzbyć. bo wtedy nie byłoby nas. bez nadziei nie byłoby już życia. bo nadzieja zawsze umiera ostatnia... ale mimo wszystko jednocześnie ta świadomość. tępa i przerażająca. że już nigdy nic. potem co w tym nie było sarkazmu. daję, bo chciałabym dać. pisałam. pragnienie... to jedno. móc dać wszystko.. komuś kto tego zapragnie. zwyczajnie, po prostu..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ksenia - no, bo skoro na poprzednią nie było odzewu... to juz tylko to pozostało. Czekam z nią do wiosny/lata. Drzewa się odpowiednio wzmocnią po zimie... :-0 Przekleta --> a skąd wiesz, że już nigdy nic? Możesz tak mówić tylko, jeśli świadomie nie chcesz już nigdy kochać i być kochaną. Wtedy możesz się zamknąć w sobie i wypalić. W przeciwnym wypadku - nie wiesz, co i kiedy się stanie. Po prostu. Nie można przewidzieć przyszłości, chyba, że się świadomie steruje wydarzeniami. Czysta logika. A podatek, o którym mówiłaś, też mi grozi. Mam nadzieję, że nie będą go wyznaczać również wstecz (normalnie to nie działa, ale tu nic nie jest normalne), bo mi już minęło nieco lat od 25 urodzin i mogłabym się nie wypłacić... :-0 ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
Rybka nie strasz mnie, że ten podatek jeszcze wstecz wyznaczą, bo 25 to już też mi stuknęło i nawet już zapomniałam kiedy ;) ale coś dzisiaj brat mówił że romuś giertych coś walczył znowu z tym podatkiem, więc kto ich tam wie. jak pis będzie chciał nadal wspólpracy z lpr to pewnie go wprowadzą dla świętego spokoju. a szlag by ich wszystkich...... niech jeszcze wprowadzą podatek od za wielkich tyłków to tez się zakwalifikuje. albo może od razu dla świętego spokoju wszystko im oddam i wyjadę na pustynie wielbłądy paść wiesz, czasami się wie, co się stanie. takie dziwne uczucie jakieś. zresztą patrząc obiektywnie stara i niajaka baba ze mnie. i czego taka się może spodziewać. realność. i tyle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Już właśnie chciałam proponować, żeby może z góry od razu cała pensja była przesyłana do budżetu państwa i niech ono rozdziela, co się komu należy według własnego uznania. A dla niezamężnych, nieżonatych i bezdzietnych najlepiej byłoby stworzyć karne obozy pracy i w ogóle pozbawić jakichkolwiek praw społecznych te jednostki społecznie wykolejone i bezużyteczne. Powinnam była zostać politykiem. PiSssss... :classic_cool: :-P Przekleta - ciekawe, co Ty postrzegasz jako \"obiektywność\" :-D Hmm, czyli coś Ci się tam wydaje, że tak będzie, ale nie jesteś tego pewna i nie zamierzasz robić wszystkiego, żeby to wypełnić? Ufff... to może jeszcze nie wszystko stracone... :-P Kochana, \"obiektywnie\" to ja też jestem stara, byle jaka, włosy mi siwieją i wypadają, i na dodatek jestem genetycznie obciążona samotnością. Mam się wieszać już teraz-zaraz czy dopiero, gdy znajdę odpowiedni gałąź, jak w stopce? ;-) :-P Postaraj się nie \"programować\" na zło. Wtedy może po prostu nie przyjdzie, jeśli nie będziesz wyciągać w górę ręki, krzycząc: \"Tu jestem! Wybierze mnie!\" No, to se pogadałam. ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przekleta
Rybka co do tych niepełnoprawnych członków społeczeństwa to ja już kiedyś słyszałam, jak pewien mądry polik sie wypowiadał, że osoba samotna nie jest pełnoprawną komórką społeczną. więc czym my u diabła jestesmy? harujemy, podatki uczciwie płacimy, korzystac z dobrodziejstw ich cholernych jak kasy chore to ja nawet nie korzystam bo bym się wykończyła szybciej niż oni by mnie przyjąć raczyli, za autostrady płacic muszę, dzieci z darmowej edukacji nie korzystają, bo ich nie ma, i ja mam im za to jeszcze karę płacić? że niby dyspozycyjna jestem i pracę innym zabieram? jasne, naróbmy sobie wszyscy po sześć dzieci, opiekujemy się nimi, idźmy do pracy, zarabiajmy uczciwie i co jeszcze się pytam? wg ich mądrych pomysłów to kobieta chyba zarobić na śmierć by się miała. a na dodatek markety jej zamkną w niedzielę. masz przecież kobieto czas w tygodniu po północy. tesco całą noc czynne. się wkurzyłam no :D z tą obiektywnością to jest tak, że ja lustro w domu mam :D a serio, to czasami ma się coś takiego, że się wie, że czegoś można a czegoś nie można się spodziewać. ale też nie mam zamiaru od razu iść i się wieszać. o co to nie, no chyba że mi taki podatek naliczą, że nic innego mi nie pozostanie. a co jeszcze. warunki środowiskowe sprzyjają brakowi perspektyw na lepszą przyszłość. gdzieś się tam zamotałam po drodze. coś spieprzyłam. nie mam za bardzo wyboru pozwolić sobie na coś lepszego. nie teraz bynajmniej. zresztą człowiek czasami nawet jeśli i by chciał to sił już nie ma. zwyczajnie na nic. na kolejne próby, starania się, walkę z wiatrakami. w końcu i tak wszystko diabli wezmą. chyba wierzę w to, że ktoś decyduje za nas. choćby i los. zbyt wiele przeszłam, by ciągle wierzyć w to, że walką i samozaparciem można góry przenosić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ale kochana, ja Ci nie każę walczyć! :-D Ja tylko mówię, że nie ma co kłaść głowy na pieńku i wołać \"kacie, chodź i czyń już swą powinność\". ;-) Chodzi mi tylko o to, że naprawdę NIE WIEMY, co się stanie. Może nam się tylko WYDWAĆ - a i to tylko na podstawie tego, co nam akurat własny (bardziej lub mnie chory) umysł podpowiada. Lustro nie jest obiektywne - no chyba, że masz takie zaczarowane, gadające. W przeciwnym razie nie ma mowy o obiektywizmie, bo nadal widzisz się w nim Ty swoimi oczami, a sorry - ale nie ma chyba gorszego krytyka nad własną osobę! :-P Nie walcz, nie wysilaj się. Po prostu sobie żyj. A co ma być - to i tak się wtedy stanie. :-) 😘 Pozdrawiam, wypaczona społecznie RzW :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ależ ja sobie żyje tylko :) i nawet całkiem dobrze. no może gdyby nie ostatnie dni, ale się znów rozgrzebywać nie będę. i na los się zdaje. i czekam sobie. czekam i czekam. teraz znów mi dobrze. bez żadnego powodu. zwyczajnie tak :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No i zaczyna być ciekawiej powiewa optymizmem od przeklętej :) RzW... Posłuchaj było tak: gonitwa za uczuciem, gdzież ono nie ma i dalej goniąc za czymś sam nie wiem za czym pogubiłem się zacząłem dawać nie oczekując nic i przyszło samo nieproszone ale piękne wzniosłe wymarzone wiele bym dał by ono trwało ale ale nadszedł ból może ONO powróci silniejsze? nie wiem nauczyłem się czegoś czasem boli jeszcze boli wspomnienie jest piękne nie zapomniałem i daję nadal być może przyjdzie nowe jak zbłądzony przechodzień jak pączek kwiatu i znowu się zacznie zacznie rozkwitać warto marzyć marzenie to modlitwa marzenie czyste ono się spełnia bywa że będzie inaczej wspomnienie tego co było daje obraz marzeniu marzeniu o innym; nowym zdarzeniu bo \"czy warto było, kochać na nowo\"? czy warto kochać to samo od nowa to już będzie inne z raną z rysą której nic nie przyćmi bardziej kochać i ono nie będzie nigdy bez rysy to samo ale nie to samo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×