Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość przyszła abstynentka

alkoholizm

Polecane posty

Oczywiście ze masz inną sytuację od powyższych przykładów . Bo potajemnie. I chodzenie na grupy wsparcia lub inne formy, może być połaczone z anonimowością i trzymaniem tego w tajemnicy. Ale nawet gdybyś musiała komuś powiedzieć, to nie jest to wielki problem. ps: i chcąc trzymać w tajemnicy możesz wymyśleć pretekst. Tyle ze jakiś konkretny, związany np z braniem atybiotyków. :-) (znam takiego co ukrywa problem. Wspólnie z lekarzem wymyślił na jakie rzekomo dolegliwości \"bierze antybiotyki\" po których nie wolno pić) :-) Pozdrawiam :-) 🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wet wipes
JA tu nie chce nikogo oceniać, bo nie mam nawet takiego prawa ale na początek gratuluje tym ktorym sie udalo wyjsc z nalogu i trzymam kciuki za to ze do konca zycia nie napijecie sie ani kropli alku! ja mialam ciotke ktora byla alkoholiczka i to wile wiele lat. Zdarzaly jej sie cigi wielo miesieczne ale zdarzaly sie takze miesiace bez picia tylko dla tego ze trzeba bylo wrocic do pracy bo juz zaden lekarz nie chcial wypisac L-4. A ze miala prace odpiwiedzialna byla motornicza w tramwaju wiec w tych momentach chodzen ia do pracy naprawde nie wypijała ani kropelki. W koncu przyszedl moment kiedy ja zwolnili bo przecie po co taki pracownikm ktory przez 9 miesiecy w roku jest na zwolnieniu a 3 pracuje. I wtedy zaczelo sie totalne pijanstwo. Non stop, codziennie. Sama wychowywala 3 dzieci, i przez caly ten czas jedna corka wychowywala druga a ciotke nie interesowalo to ze dzieci nie maja co jesc, ze nie ma jej po calych dniach w domu, nic kompletnie totalna olewka. Dziesiatki wujkow przewijajcych sie przez ich dom. Nic nie potrafilo ciotki otrzezwic. NAwet to ze najstarsza corka 2 mieisace po ukonczeniu 18 lat wyjechala do Niemiec bez slowa, ze pracowala w burdelu i przez chyba 1,5 roku nie odezwala sie slowem. NAwet to nie sprawilo ze ciotka przestala pic.Kuzynka zostawila tylko kartke ze ma dosc takiego zycia z matka alkoholiczka i zajmowania sie dzicmi kiedy ona lata po miesci pijana i wyjezdza do Niemiec i ma jej nie szukac. Ciotka nawet nie probowala udawac ze sie tym zmartwila. Zawsze sie znalazl ktos kto postawil piwo, setke czy kupil pol litra i przyszedl do domu.i pewnie do dzis dnia bylo by tak gdyby nie to ze zdrowie naprawde zaczelo jej szwankowac. Przez pewnien czas byla trzezwaale w koncu przyszedl moment kiedy znow zaczela pic tym razme tylko piwo i wszystkin wokolo tlumaczyla ze ona nie jest alkoholoiczka bo pije tylko piwo a akoholicy to wodke pija. CVo z tego skoro ona tych piw wypijala po 8 dziennie, codziennie. I kilku latach picia tylko piwa przyszedl dzien kiedy zabolalo ja cos w okolicach zolądka. wystraszyla sie , pojechala do szpitala a tam lekarz jej powiedzial ze gdyby przyjechala pol godziny pozniej to juz by nie zyla. I wtedy przyszlo wreszcie otrzezwieni. zrozumiala ze stracila juz zdrowie, corke i pewnie jeszcze troche i straci zycie. I przestala pic. Z dnia na dzien. Mienly juz chyba z 4 lata a ciotka ani jednej kropelki piwa czy tez wodki sie nie napila. Taka moja troche dluga historia ale napisalam ja zebyscie zobaczyli jak wiele alkohol moze zniszczyc i naprawde nie zycze wam aby smierc musiala zajrzec wam w oczy abyscie zrozumieli ze tzreba przestac pic.I tak szczerze ta watpie zebyscie sobie poradzili sami, ja wiem ze to wstyd sie przyznac ale pomyslcie ze macie dla kogo zyc i co jest wazniejsze dla was alkohol czy rodzina??Pomyslcie co wasze dzieci przechodza, co czuja??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wet wipes
przepraszam za literowki ale staralam sie szybko pisac zeby nie zapomniec co chce wam przekazac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość -buraczek
Przyszła Abstynentko, popłacz sobie, to przynosi ulgę, ale czasu już nie cofniesz. nie zadręczaj się, nie obwiniaj, potraktuj to jako chorobę, która Ci się przytrafiła. Nie oglądaj się do tyłu, patrz przed siebie. Masz przed sobą tyle lat życia, od Ciebie zależy, jak je teraz wykorzystasz. Ja ryczałam jak bóbr setki razy. Ale trzeba zacząć działać, już dziś. Powiedz mężowi o swoim problemie. Może to również wódka spowodowała, że coś między Wami się zepsuło. Nie ma sensu ukrywać, lepiej, żeby On wiedział, co się z Tobą dzieje.Może uda mu się bardziej zrozumieć pewne Wasze problemy. Szczerze mu powiedz, co czułaś, czujesz, czego teraz potrzebujesz. Pomocy z jego strony, wierz mi, we dwoje łatwiej. Co masz do stracenia w przypadku Waszego związku. A co do zyskania.Przemyśl. Bo względem życia- możesz stracić wszystko. Wiem, wiem, czujesz się, jakbyś obudziła się z palcem w nocniku ;) Ale popatrz, ile w życiu osiągnęłaś, masz dwoje wspaniałych dzieci. Nie ma sytuacji bez wyjścia, wyjście jest, trzeba tylko chcieć je znaleźć i przejść przez nie. Nie twierdzę, że będzie to łatwe.Za to kiedy przejrzysz na trzeźwe oczy i zobaczysz to, czego nie zauważałaś, kiedy wóda przesłaniała Ci cały świat, przekonasz się, że życie może być bardzo piękne. Trochę się trzeba tego na nowo nauczyć. Ale warto. Przy różnych okazjach mów, że bierzesz leki ,na żołądek np. możesz spokojnie powiedzieć też, że nie pijesz, bo źle się czujesz po wódce.Koniec, kropka. Zapijałaś problemy- małżeńskie, finansowe, ale one same się nie rozwiążą. Uciekałaś w wyimaginowany świat, on nie istnieje. Ja wierzę, że sobie poradzisz ze wszystkimi problemami. Tylko broda do góry.Pora na leczenie. Jeśli masz depresję, lecz ją. Odtruj się fachowo, niech i prywatnie, sama tego nie zrobisz. Dokładnie pamiętam, kiedy byłam na takim etapie, jak Ty teraz. Rzuciłam wódę z dnia na dzień. Nosiło mnie jak diabli, miałam dziesiątki przeróżnych objawów odstawiennych. Moja pierwsza wizyta u psychiatry. Moje pierwsze leczenie antydepresyjne. Krótkie, miesięczne, ale wystarczyło, żebym wróciła do świata żywych. Było cudownie. Az nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, tak bardzo nie mogłam uwierzyć, że aż z tego szczęścia.... zaczęłam pić (ze szczęścia też można). Nigdy potem , przy różnych przerwach nie było już tak dobrze. To jest chwila, której spierdolenia najbardziej w życiu żałuję. PA, robisz coś bardzo, bardzo niebezpiecznego, zaczynasz łączyć gorzałę z lekami. Albo jedno, albo drugie, albo w ogóle. Wpadniesz w uzależnienie skrzyżowane, alkoholowo-lekowe. Przerabiałam i to, kurewsko ciężko z takiej mieszanki wyjść. Już nie---->rzucaj butlę. Ja nie rozpirzyłam wprawdzie swojego małżeństwa, ale też nieźle zryłam psychikę swojemu dziecku. Mimo, że nie byłam (prawie) agresywna, awanturna.Teraz z mozołem staram się to wszystko naprawić. Ale jakież to trudne. Dziewczyny, trzymam Was za ręce, walczcie ❤️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Słuchajcie, nie wiem co powiedzieć. Normalnie, zatkało mnie. Wy macie dla mnie tyle życzliwości.....Obcy, anonimowi ludzie...A jesteście dla mnie większą podporą niż bliscy. Ale oni ,Ci ,,bliscy,, nie wiedzą tego co Wy wiecie. Dla mnie najdziwniejsze jest to ,że bliscy są ślepi. Bo jak mąż może nie zauważyć, że żona ,, pachnie,, alkoholem ? Że budzi się opuchnięta ? Że ma depresję, ze jej się nic nie chce.....Że albo by spała, albo nie śpi po nocach.................. Temat rzeka..... Dziękuję,że jesteście.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość -buraczek
PA----ja bym od razu załapała, o co biega, bo alkoholik alkoholika rozpozna na kilometr. Twój mąż najprawdopodobniej nie dostrzega problemu, jak mój przez kilka lat, po prostu widzi , że jest coś nie tak, nie rozumie dlaczego, moze to sobie różnie interpretować, gubiąc się w domysłach. Być może się martwi, ale nie wie , co z tym fantem zrobić. Sama pisałaś, ze nie umiecie się dogadać. Można się dogadać, jeśli się rozmawia szczerze , spokojnie, bez obwiniania się nawzajem. Bo ty..., przez ciebie..., ty jesteś...itp, TAK CZĘSTO ZACZYNAJA SIĘ ROZMOWY. Zamiast tak warto zaczynać od JA....czuję, myślę, robię, chciałabym....ponieważ... Ludziom anonimowym, z dobrą wolą,zwłaszcza z tym samym problemem ,łatwiej jest zrozumieć drugą osobę, bo mają do sprawy dystans. Tak byś miała na grupach wsparcia, terapiach.Pomyśl. Nie powiesz do końca całej najboleśniejszej prawdy o sobie osobie :) Ci bliskiej uczuciowo, bo będziesz się obawiała, że ją zranisz, załamiesz, że Cię nie zrozumie, że Cię źle oceni, że się do Ciebie zniechęci, przestanie Cię kochać lub szanować. Na to trzeba czasu i przygotowania. Ale podstawoweą prawdę można wyznać już. no dobra, idę gotować grochówę :) 🌼

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
No to smacznego ! A ja idę pomyśleć. Mam o czym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Wet wipes, zapomniałam podziękować Ci ,za to co napisałaś. Dzięki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Dziewczyny, słyszałyście a moze stosowałyście preparat kudzu ? Polecono mi to na topiku o odtruciu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość juz nie
no ,ja juz nie bede piła ,wczoraj najgorszy dzien był ,nosiło mnie jak cholera i trzesło, myslałam ze do nocnego sie wybiore, ale przetrwałam ,ta gorzała to taka przyjaciołka fałszywa jest otacza cie powolutku, zjawia sie jak jestes smutna i jak masz radosne dni ,jak masz cos do roboty tez sie pojawia i pauera dodaje i potem niepostrzezenie nie mozesz bez niej sie obejsc ,ja po wszywce tez mowiłam ze sie lecze na zoładek i jestem na lekach ,zaskoczyłam trudno ,nie bede płakac, bo nie ma po co trzeba wziasc sie ostro za siebie przyszła -masz duzo do stracenia ,trzymaj sie ,a moze zrób tak jak ja, zamówiłam wizyte do domu jak nikogo nie było i po kłopocie nikt nie wiedział a mózg człowieka jest tak dziwnie zbudowany,, ze nawet na drugi dzien juz mnie nie ciaglo do okowitki buraczek -potrafisz trzymac na duchu wiec pisz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość juz nie
mm odszedł widocznie nie byłam go warta i nie chciało mu sie o rodzine walczyc ,ale nie jest zle, nowy partner, nowe zycie ,jest ok razem ze mna to przechodzi BEDZIE DOBRZE👄

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
już nie---trzymam kciuki. Myślałam już o tym,żeby zaszyć się. Ale czy to wyleczy psyche ? Póki co najlepszą psychoterapią jest dla mnie pisanie z Wami. Wiem ,że nie zastąpi to terapii, ale lepsze to niż nic. I pomaga. Bo dziś pierwszy raz od dawna nie myślę cały dzień o alkoholu. Tzn myślę, ale nie na tyle aby napić się. Oby tak zostało do wieczora. Bo dla mnie właśnie wieczory były i są najgorsze. I nie pomagała żadna alternatywa. Potrafiłam pójść na basen albo siłownię, kupując wcześniej,, małpkę,,, żebym miłą co wypić jak wrócę do domu. Niezła sportsmenka ze mnie :) Ale wtedy przynajmniej coś robiłam dla siebie, oprócz popijania. A od jakiś dwóch lat ( łącznie pięć picia ) siedzę w tym cholernym dole i nie mogę się z niego wydostać. Ale chcę, bardzo chcę. Jak bardzo okaże się. Piszcie do mnie dziewczyny (i nie tylko, chłopaki też mile widziane :) jak najwięcej, to pomaga !!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość -buraczek
Czołem :) Własnie zadzwoniła do mnie psiapsióła, z którą razem pracowałam i zapowiedziała się na jutro z wizytą. Musi pogadać. Z góry wiem o czym. Psiapsióła też jest alkoholiczką, od dwóch lat starajacą się nie pić, ale widać zaskoczyła. Razem zaczynałyśmy ten sport, jeszcze na studiach (razem mieszkałyśmy w akademiku nawet) ostro potrafiłyśmy zaimprezować. Znacznie później, kiedy ja już byłam dokładnie zniewolona przez wódę i miałam ostrą fazę picia, ona biedna nie wiedziała, co i jak mi powiedzieć, że widać, co chlam. Kiedy role się odwróciły, ja się jakoś zaczęłam odbijać od dna, a ona zaczęła ciąg, zareagowałam ostro, choć mi przez jakiś czas skutecznie umykała, załatwiała zwolnienia, albo nie przychodziła na lewo (co musiałam skrzętnie ukrywać przed szefową)nawiewała z domu. Dupnęłyśmy ją z koleżanką po powrocie ze zwolnienia, sponiewieraną, skacowaną, z odorkiem alkoholu nieodlegle sożywanego. Pod jakimś pretekstem zwolniłam ja i siebie z pracy i zawieźliśmy delikwentkę :) do koleżanki, co by pogadać. Koleżanka zapodała kawkę i zaczęłam : -Marysia (przykładowo), masz problem, jesteś alkoholiczką.(prz -Nie jestem. -Jesteś, wieziemy cię do Ixowa na leczenie. -Nie jadę, nie mam żadnego problemu, trochę popiłam i już przestałam -Nie przestałaś, bo czuć od ciebie alkohol.... I tu zaczęłam dwugodzinny prawie monolog, w którym czarno na białym udowodniłam jej, że jest w dość zaawansowanej fazie. Na początku próbowała się bronić, ale moje argumenty były nie do pobicia. Sposób picia, sposób myślenia, sposób usprawiedliwiania się, system samooszukiwania siebie i otoczenia, który stworzyła, pozawalane sprawy domowe i zawodowe, wycofanie się z zycia jakiegokolwiek (piła z kochasiem), szumek i oburzenie środowiska (no, tu skłamałam, ale później to wyprostowałam). Uderzałam w intymne miejsca, poruszałam czułe struny. To mogło boleć. Mówiłam zdecydowanie, ale z życzliwością , nie oceniając, ale z chęcią pomocy.Druga koleżanka rozdziawiała usta, bo równo waliłam prawdę między oczy .Z boku mogło się to wydawać mało subtelne, ale tak musiałam. Przyznała mi rację, we wszystkim, ale poprosiła, żebyśmy jej dały jeszcze tydzień czasu, na okres próby. Dałyśmy ;) Myślałam, że straciłam przyjaciółkę. Jednak nie, przeciwnie. Z czasem przyznała mi się, że była w szoku, że jeszcze tego dnia była umówiona z koleżanką z pobliskiej miejscowości. Taką, u której zamiast dzień dobry, jest butelka na stole. Czuła się tak rąbnięta w przyłbicę, że miała natychmiast ochotę się napić. Szła już na pociąg....ale zawróciła. Trzyma się, zdarzają się jej rzadkie i krótkie wpadki. Przychodzi do mnie jak do spowiedzi, ja z nią też mogę pogadać , wywalamy z siebie cały nagromadzony w środku brudek, ona wie o mnie wszystko, ja o niej też. Po prostu wspieramy się, w innych sprawach również.. I ona i ja jesteśmy osobami, których już nic nie jest w stanie zgorszyć :P ;) Ot, tak mi się przypomniało.... Wiecie co? Nauczyłam się olewać czyjeś opinie o mnie. Niech sobie mówią, mnie to rybka :classic_cool: Ja jestem dla siebie najważniejszą osobą. Choć tak naprawdę, to moje chłopaki ;) też nie--->"...zaskoczyłam trudno ,nie bede płakac, bo nie ma po co trzeba wziasc sie ostro za siebie." Dobrze prawisz, tak trzymać. Przyszła Abstynentko----> nawet o tym nie myśl ! ;) Pamiętajcie, że o Was myślę i ściskam pazury ❤️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jenać alkohol

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
-buraczku, chciałabym mieć taką przyjaciółkę jak Ty . Wczoraj próbowałam sobie wmówić,że jestem silniejsza od wódy,że stać mnie na to, żeby kulturalnie, jak normalny człek wypić drinka, jednego, oglądając TV. Nie jestem jednak kulturalnym człekiem, wypiłam cztery. Sukces, bo TYLKO cztery, a nie opróżniłam butelki do dna. PORAŻKA bo w ogóle wypiłam, bo aż cztery. Więc co pozostaje. Zero.Zero drinka, zero lampki winka, zero piwa .Zero. Po po jednym jest następny. I potem następny.....Itd, itp.... A dziś kac, ale przede wszystkim MORALNY . Kim ja jestem ? Co ze mną się stało ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość -buraczek
Przyszła abstynenteczko---nie ma takiego pojęcia, jak "KULTURALNIE PIJĄCY ALKOHOLIK". Zakoduj to sobie raz i na zawsze !!!!!! Za to możesz i będziesz kulturalnym niepijącym alkoholikiem. Chociaż, jak już wyrwiesz się z tego bagna, unikaj takiego określania siebie i powtarzania na okrągło -jestem alkoholiczką.Po to, zeby nie wytatuowac sobie na i psychice tego hasła, jak bumerang przywracającego wspomnienia, złe i bolesne. Żyj normalnie, bez przyklejania sobie etykiety. Oczywiście w chwilach , gdy będziesz chciała się " pocieszć", natychmiast wyciągnij z zakamarków niepamięci te stracone lata i do czego "pocieszycielka "Cię doprowadziła. Alkoholik w okresie długiej abstynencji wypiera ze wspomnień te straszne chwile...i tu kolejna pułapka. Zapomina, bo chce zapomnieć, jakie piekło zgotowała mu gorzała. I sobie myśli tak jak Ty, wypiję kulturalnie jedno piwko. I zaczyna się maraton pod prąd, pieskiem po rzece wódy. Ja tak miałam, inni tak mają też. Norma. W trakcie swojego ostatniego pobytu na oddziale, zaobserwowałam, że większość odtruwających się, to stali bywalcy i niemal wszyscy znają się jak łyse konie. Niektórzy wracają już po miesiącu od wyjścia. Niektórzy po pełnych terapiach, z padaczką, z delirkami. Niektórzy po kilku próbach samobójczych, niektórzy bez kontaktu. Jeden rzucił się na lakier do paznokci i pewnie gdyby go chłopaki nie powstrzymali, wydoiłby go. Inny namolnie chciał pożyczyć ode mnie dezodorant, żeby "odświeżyć" jamę ustną. PA, jesteś u wejścia do prawdziwego piekła, widzę, że nienajgorzej jeszcze znosisz to wszystko. A że spróbowałaś się "kulturalnie" napić, pewnie jeszcze nie raz będziesz chciała sprawdzić i udowodnić sobie, że się da. Czasem może się udać, ale nie licz na to, że będziesz tak mogła eksperymentować miło przez całe życie. W tej chwili Twój cały organizm przystosował się do funkcjonowania na gazie. Zupełnie jak z samochodem- od zejścia z taśmy jeździ na benzynie, z czasem przerabiamy go na gazowy, bo np taniej i na benzynie nie pociągnie niestety już. Trzeba by znów go przerobić na pierworodne paliwo. Jeśli znów go przestawisz na gaz, to znów na pierwszym paliwie nie pojedzie, do kolejnej przeróbki. Można tak przerabiać się do usranej śmierci. Ale za to płaci się frycowe. Bebechy biednego samochodzikuw końcu też padną . Ależ obrazowy opis ;) Po prostu mózg alkoholika adaptuje się do pracy na voltach, zachodzą stałe zmiany. Dlatego trzeźwy nawet przez 20 lat alkoholik , nie może napić się bezkarnie. PA-na terapię chodzą różni wspaniali ludzie, z takimi samymi, a i większymi biedami. Ludzie często znajdują tam prawdziwe przyjaźnie. Kim jesteś? Póki co pijacą alkoholiczką, która nie chce się utopić i zamierza zacząć płynąć do gałęzi. Ale na razie tylko próbuje, jeszcze nie zaczęła płynąć. Nikt Ci tej gałęzi do ręki nie poda, Skarbuniu, sama musisz do niej dodrałować.:) Da się, da, ale czas na start. Buziaki :)❤️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
No to start . Dziś. -buraczku, jesteś WIELKA , powinnaś założyć ośrodek terapeutyczny. Ja zapisuję się do Ciebie na terapię :) Jak udało się spotkanie z przyjaciółką ? Zazdroszczę jej , ze ma Ciebie, na wyciągnięcie ręki. Ze może przyjść do Ciebie i wypłakać się w rękaw. A Ty jej nie pogłaszczesz, nie pożałujesz tylko po raz kolejny nagadasz ile wlezie. Ja też tak chcę !!!! Ale dzięki , że mogę Cię mieć wirtualnie. Dzięki , ze jesteś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
I jeszcze jedno. powinnam wydrukować sobie Twoje wypowiedzi i wytapetować nimi ściany ! Trafiasz w samo sedno sprawy !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość -buraczek
Kochana Abtynentko. Nie pisałam, bo nie miałam dostępu do neta. Ciągle nie mam, ale dziś coś ruszyło, tzn strona otwiera się 10 minut, jakieś nieporozumienia na osiedlu jest kuż ze 20 osób podłączonych do jednego serwera), albo rzeczywiście tepsa nawala. Więc szybko napiszę, póki mam okazję. ;) Nie nadawałabym się na terapeutę, bo nie chciałabym zawiesić się w tym temacie do końca życia. Było, minęło. Koleżanka zapiwkowała przez trzy dni, ale my jesteśmy na takim stopniu wtajemniczenia, że nie musimy walić się po pysku. Ona wie. Strasznie jestem ciekawa, co u Ciebie, czy ruszyłaś z posad. Nic nie piszesz, szkoda. Pisz , zawaliłaś sprawę tymczasem lub może akurat nie, pisz, ja doczytam. Buziole ❤️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
-buraczku, przepraszam, że nie odzywałam się, ale niewiele miałam do powiedzenia. Czyli wiadomo. ... Postanowiłam, że napiszę do Ciebie, jak minimum tydzień będę ,, czysta,,, zeby móc się pochwalić. Ale muszę napisać dziś bo już dłuzej nie dam rady. Nie piję od czwartku, ale ponieważ ostatni drink był o 2 w nocy ze środy na czwartek, więc można powiedzieć , że dopiero piątek był pierwszym naprawdę czystym dniem Powiesz, wielkie mi halo , drugi dzień, co to jest. Racja, to jest nic.Ale i tak jestem dumna z tej odrobiny. Napisałam powyżej, ze dłużej nie dam rady , ale nie do końca chodzi tu o alkohol. Tak strasznie mi źle, bo moje małzenstwo przeżywa chyba największy kryzys. Nie umiem sobie z tym poradzić. Nie chcę rozmawiać z mężem o moim problemie, bo musiałabym obwinić jego właśnie o to , ze pośrednio , ale stał się przyczyną mojego alkoholizmu. Bo po każdej kłotni jedynym ukojeniem była dla mnie wóda. A teraz kłótnie są na porządku dziennym, więc i popijać powinnam zgodnie z r[tradycją. A tego nie chcę. Nie wiem co mam robić, nie mam dokad pójść. Najchętniej wsiadłabym w pociag i pojechała w siną dal. Ale wtedy jego byłoby na wierzchu. Mógłby zarzucić mi , że porzuciłam rodzinę. A tego nie mogę zrobić. Nie chcę stracić dzieci. Ale jego też już nie chcę. Nigdy nie byliśmy dobrym małżeństwem, ale to co dziej się teraz przekracza wszelki granice. Nienawiść zionie !!!!! Nie chcę już z nim być. Nie mogę. Ani na niego patrzeć, ani z nim przebywać. A to wszystko co się dzieje potęguje myśl, żeby się napić. Ale co z tego , zę się napiję ? Jutro problemy nie znikną... Co mam robić ? Nie wiem...Jestem na największym życiowym zakręcie....Czy ja mam jeszcze szansę na normalne życie ? On jest typem osoby, która lubi wyśmiewać się z innych, jest samolubny, nie widzi, nie dostrzega potrzeb innych. Nigdy nie okazywał czułości, jest zimny. A ja jestem z zupełnie innej gliny. Potrzebuję ciepła, przytulenia, miłego gestu. Rety, rozpisałam się , zupełnie nie na temat. a na temat jeszcze raz podkreślę- drugi dzień nie piję ! trzymaj kciuki za mnie i odezwij się !!!!!!!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja się odezwę :( Moim zdaniem powinnas się leczyc :( nie walcz z tym sama, potrzebujesz grupy wsparcia, w wiele osób zawsze raźniej! Potrzebujesz przyjaciół, którzy mają ten sam ogormny problem. jestem DDA i wiem, że większą krzywdą było dla mnie jak ojciec pił i zawsze marzyłam o tym, żeby zniknął raz na zawsze. Moje marzenia się spełniły i czuję ogromną ulgę. Więc jeśli chcesz, by Twoje dzieci nie myślały tak jak ja, potrzebujesz terapii, nie jednorazowej, ale nawet kilkuletniej :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Dzięki oszustko za odzew ( masz interesujący nick ). Wiem ,ze potrzebuję pomocy, wiem, że muszę iść na terapię. Ale... Zawsze jest jakieś ale... Może ,mam nadzieję,przyjdzie taki dzień, zdobędę się na to. Na zebranie sił, zeby pójść, powiedzieć : jestem alkoholiczką, potrzebuję pomocy !!!! Na razie robię to tu, anonimowo. I cieszę się, ze ktokolwiek się do mnie odzywa. Ale nie myśl,ze oczekuję pocieszenia. Raczej kopniaka w tyłek pt : nie lituj się nad sobą, podnieś się, idź, walcz o siebie, dla siebie. Ja też jestem DDA, pamiętam co wtedy czułam. Z tą różnicą, ze moi rodzice pili przy mnie, były imprezy , czasem od rana do nocy i na odwrót. Moje dzieci natomiast nigdy nie widziały mnie pijącej. Bo ja jestem taki ukryty alkoholik........ Tak czy inaczej dzięki za odzew.:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ale przecież wiesz, że nie ma na co czekać. Sił Ci nie przybędzie od siedzenia i rozmyślania, kiedy znów to zrobisz :( (?) ważne jest tu i teraz, ja wiem, to jest tak jak z dietą, zacznę od jutra, bo dziś już zjadłam czekolady itd. i jutro będę miała więcej siły, a wiesz, że jest to samo. Wiem, że chcesz się leczyć, ale to Ciebie niszczy, nie czekaj tylko walcz :) 🌻 Bardzo Cię podziwiam, że się starasz i chcesz przestać, bo wielu alkoholików mówi: daj mi spokój Tobie krzywdy nie robię, albo : co Cię to obchodzi, ja tak lubię i nie widzą sensu w życiu bez % Dla Ciebie nie powinno być żadnego ALE, myślę, że Twój mąż powinien od Ciebie usłyszeć to co Ci leży na sercu i zacząć chodzić z Tobą na terapię. BĘDZIE ŁATWIEJ. Jesteś mi obca, ale szczerze życzę żeby Ci się udało. Daję Ci mega kopa w dupę i namawiam do terapii od jutra! p.s. tak naprawdę nie kłamię :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kinggga
Ja chodzę od trzech tygodni do terapeuty, jetem na xenoxsie i pomimo,ze chce mi się pic , jakoś sobie daję radę, najgorzej jest ni się pogodzić z myślą, ze już nigdy nie napiję się

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Kinga, dla mnie najtrudniejsze jest zgłosić się na terapię. Więc gratuluję Ci z całego serca, że udało Ci się .Ze zaczęłaś leczenie !!!!!!Jesteś wielka! -buraczku, oszustko--dziś czwarty dzień, jak nie piję. Wiem, to za mało. Trzeba nie myśleć o piciu. A jak, jak się zdenerwuję, to moja pierwsza myśl : napić się drinka !!!! Więc dla mnie naturalne jest, ze myślę, ze chcę się napić... Ale nie piję.... Wiem,że to początek mojej drogi. Zbieram siły,żeby pójść do AA. trzymajcie kciuki !!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no nareszcie! Bałam się. Cieszę się, że już czwarty dzień, to wbrew pozorom bardzo dużo. Nie męcz się z tym sama, pamiętaj, ze Cię podziwiam , że chcesz przestać i życzę pwoodzenia, oczywiście kopniak w dupę na dobry początek dnia ;) Właściwie czemu zwlekasz z pójściem do AA, czemu się boisz? Wyjdź na przeciw swej chorobie :) 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przyszła abstynentka
Oszustko, ja się boję w aptece poprosić o jakiś lek na wątrobę ... Czego się boję ? Nie wiem...Moze tego, jak ktoś mnie potraktuje, moze tych spojrzeń pan w rejestracji.... Na razie u mnie krucho z finansami, ale gdyby tak nie było to wolałabym na początek iść na terapię prywatną. Czułabym się wtedy bardziej anonimowa. Wiem ,że ktoś powie, pić się nie bałaś, nie wstydziłaś, a boisz sie leczyć ? Wiem ,ze ten ktoś ma rację. Wiesz co, oszustko, to nie jest takie proste. Przeczytaj moje wcześniejsze wypowiedzi. Pisałam ,że o moim alkoholizmie nie wie nikt. Ja w towarzystwie wręcz uchodzę za osobę mało pijącą. A mąż ? Nasze małzeństwo jest nieciekawe, nie chcę już więcej na ten temat pisać. Ale gdybym miała mojemu mężowi powiedzieć o swoim problemie, to musiałabym też powiedzieć, że to przez niego zaczęłam pić. Bo po części tak było. Nie chcę zrzucać całej winy na niego.... Ale zapijałam kłotnie,wyzwiska,wyśmiewanie się, brak czułości, różnice zdań..... Zmarnowałam tyle czasu......Zmarnowałam zdrowie..... Dość tego ! Chcę normalnie żyć ! Chcę budzić się rano i nie bać spojrzeć w lustro, żeby zobaczyć obrzękniętą od wódy twarz. Chcę odzyskać szacunek do siebie !!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czytałam już wcześniej cały topik. Ludzie są tylko ludźmi, tacy sami na terapii prywatnej, tacy sami na innej. Im szybciej w to uwierzysz będzie Ci łatwiej. Czytałam, że ukrywasz swój problem:( pozwól sobie normalnie żyć :( miej odwagę! Twój następny post ma być o tym, że się zgłosiłaś na leczenie. PROSZĘ PROSZĘ PROSZĘ. Przecież nikt Ciebie nie wyśmieje, nie odtrąci, proś o pomoc póki możesz, jeśli nie dla męża, to dla dzieci. Teraz jest ten czas, właśnie TERAZ!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×