Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość pewna trzydziecha

problem z koteczkiem - czyli jak sobie poradzic

Polecane posty

Gość pewna trzydziecha

Moze komus uda sie spojrzec z dystansu na moj problem, bo ja juz nie potrafie... Jestem po 30, po jednym nieudanym zwiazku z facetem, ktory byl dusza wszystkich towarzystw, w ktorych sie znalazl i obiektem sympatii wszystkich moich znajomych. Facet ow, gdy go poznalam, byl po studiach, mial problem z alkoholem, prace (z pensja nie przekraczajaca nigdy 1.000 zl netto), rodzicow z ktorymi sie klocil i o 5 lat wiecej, niz ja. Mimo wszystko dalam sie przekonac (a bardzo byl przekonywujacy), ze jest idealnym dla mnie partnerem i przez 6 lat, z ktorych polowe mieszkalismy razem, jego codzienne smsy z zapewnieniami o przywiazaniu i pragnieniu mnie, buziaczki rano i wieczorem oraz pare innych rzeczy utwierdzily mnie w mniemaniu, ze znalazlam recepte na idealny zwiazek. Niestety, okazalo sie, ze moj od poczatku czarujacy otoczenie partner tak oczarowal kilka pan, ze zaczal planowac z nimi wspolne zycie (z kilkoma naraz), wiec wyrzucilam go ze swojego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Po 2 latach samotnosci bliski kolega poznal mnie z kumplem, ktory sie mna zauroczyl. Nie bede szczegolowo tego opisywac, w kazdym razie zadne z nas tego nie planowalo, byl to przypadek. Ten kolega to mezczyzna, ktorego od poczatku zaklasyfikowalam jako nie pasujacego do mnie w zadnym razie. Po pierwsze, istniala miedzy nami wielka bariera wiedzy i wyksztalcenia (ja mgr, on bez matury, nie znal wielu pojec, ktore ja uwazalam za zwyczajne slownictwo przecietnego czlowieka, wydawal sie tez malo rozgarniety) i uczuc (ja zimna racjonalistka, on cieply, dobry). Mimo wszystko jednak dobrze mi sie z nim rozmawialo, choc nie byly to rozmowy do jakich przywyklam. Popelnilam (chyba?) blad, idac z nim do lozka, choc winna mu bylam szczerosc i powiedzialam, ze naszego zwiazku sobie nie wyobrazam. On zgodzil sie na moje warunki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co do tego kolegi - to jakie masz wyrzuty sumienia? Po dwóch latach samotności są spore braki do nadrobienia. Trafił Ci się ten - ok,nie przemyślałaś. Trudno, zdarza się!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
I tak minal sobie rok naszego nie-zwiazku, moj kochanek angazuje sie coraz bardziej, a ja doskonale wiem, ze chce we mnie nie tylko kochanki...choc nigdy o tym nie rozmawiamy. Nasza jedyna rozmowa skonczyla sie tym, ze zadeklarowal zrozumienie mojej niecheci do zwiazku, ale na razie, poki chce, pragnie zostac ze mna na takich warunkach, jakie moge zaoferowac. Probowalam go rzucic "dla jego wlasnego dobra", zeby czas poswiecony mi przeznaczyl na szukanie innej kobiety. Ale nie chcial. Blagal mnie prawie na kolanach z placzem, by wrocic do tego co bylo... Sorry, ze to takie dlugie. Moze jednak komus uda sie przebrnac... to dla mnie bardzo wazne :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Dziewczyny... to nie koniec problemu :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
powiedziałaś mu, jak to wygląda z twojej strony, więc jesteś w porządku. Tylko się dziwię trochę, że tak długo jesteś w stanie sypiać z facetem, którego nie kochasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Otoz przez ten rok przewartosciowalam sobie co nieco w glowce... i zauwazylam, ze moj nowy, jesli mozna go tak nazwac, ale nazwijmy dla ulatwienia, facet, wcale nie jest tak nieporadny i niezorganizowany, jak myslalam. Czasem przeraza mnie jego nieumiejetnosc przewidywania, czasem zaskakuje zaradnosc. Za kazdym razem, kiedy z nim rozmawiam, bola mnie zeby od jego bledow jezykowych, ale zauwazam tez, ze: - na polityce zna sie lepiej, niz ja - czyta ksiazki (czego nie moge powiedziec o wielu kolegach z wyzszym wyksztalceniem) - sa dziedziny, w ktorych to nie ja jego, ale on mnie potrafi zaskoczyc - ma dobre serce - moi znajomi go lubia - jest dzentlemenem - swietnie gotuje - zawsze utrzymuje czystosc w domu - potrafi ciezko pracowac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość słowem dorastasz
i zaczynasz dostrzegać rzeczy istotne... :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Nazywam go "koteczkiem", bo ma syndrom kota dachowca. Zdaje sie, ze w jego ponad trzydziestoletnim zyciu zadna kobieta, nie traktowala go dobrze... Ja, jako osoba, ktora do 30 miala jednego partnera, jestem dziwadlem, on... jest dziwadlem do kwadratu, do szescianu. Wspominalam Wam, ze on jest bardziej uczuciowy, niz ja? On zachowuje sie jak kot, ktorego ktos zabral przemarznietego z dworu i teraz caly czas lasi sie do ciebie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teatree
Niektóre kobiety są żałosne. Mają dobrego, kochającego, oddanego, normalnego faceta, a marzą o rycerzu w lśniącej zbroi. Jak się takowy pojawi wybierają owego rycerzyka. Rycerz okazuje się przebraną świnią, a normalnego faceta podprowadza im mądra kobieta, która potrafi docenić jego zalety.End of story.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Tak. Nie kocham go, tak mi sie wydaje. Nie wiem, czy zwyczajnie nie potrafie juz nikomu zaufac (bo tez i nikogo nie szukam i nie potrafie odnalezc w sobie potrzeby, by posiadac wiecej niz mam - czyli chocby mieszkac z kims, przeciwnie, ciesze sie, ze wracam do pustego domu pobyc sama ze soba), czy to ta jedna jego cecha tak mi diabelnie przeszkadza. Nie kocham wiec, ale zalezy mi na nim i nie chce go skrzywdzic. Z drugiej strony zabrnelam juz tak daleko, ze odchodzac teraz, choc nie nazywam tego zwiazkiem, na pewno go zranię - a obawiam sie okreslania go mianem mojego chlopaka, czy proby zamieszkania z nim, poniewaz wydaje mi sie, ze jesliby nam nie wyszlo, bardzo by to przezyl... paradoks, prawda? Poza tym wydaje mi sie nieuczciwe budowanie zwiazku z kims, kogo nie kochasz... z drugiej strony milosc nie zawsze przychodzi od razu, czasem mija, a tak naprawde nieuczciwym jest udawanie, ze kochasz, gdy nie kochasz, albo kochasz innego...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Z gory zakladam, ze ten zwiazek jest skazany na smierc, choc jeszcze go nie ma i choc moj poprzedni uwazalam za idealny, a rozpadl sie z hukiem... poza tym mam straszny metlik w glowie co do tego, jak powinnam postapic i niesmak do siebie :o Bo gdybym naprawde szczelnie zamknela sie w swojej skorupie, wszystko by sie nie zdarzylo... nie dalabym nadziei po to, by, byc moze, ja odebrac...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość massala
jestes wyprana z uczuc zwykła szmata zostaw tego czlowieka moze znajdzie dobra, kochajacą kobiete a swoja droga tak sie podniecasz tym ze on bez matury a ty wielka pani mgr ....wiesz co zalosna jestes..a twoj styl pisania i snucia tej opowiesci dziwnej tresci przypomina wypociny 15 latki amen nie odpisuj bo nie zagladam tu wiecej nie lubie zalosnych ludzi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość słowem dorastasz
A skąd wiesz, że nie kochasz? Miłość to nie tzw/ "motylki w brzuchu". :O Wyobraź sobie, że on odchodzi do innej, zostajesz sama. Jesteś pewna, że nie poczułabyś się, jakby porzucił Cię ktoś, kogo kochasz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiesz, Starowicz kiedyś powiedział, ze w Polsce około 1/3 kobiet wychodzi za maż z tzw. rozsądku. zastanów się, czy chcesz być jedną z nich. wg mnie lepsza samotność niż wiązanie się z kimś bez miłości. tym bardziej, ze Ty nie masz - ze tak to ujmę - parcia na ślub, dzieci itd. Moze nawet lepiej spotkać miłość życia później, niż zupełnie świadomie sobie blokować drogę do spotkania kogoś, kto wyzwoli te wszystkie najdalej sięgające emocje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Lusko, ja tez mam pewne potrzeby, ktore domagaja sie zaspokojenia. Moja alternatywa jest celibat do konca dni, poniewaz nie wiem, czy wciaz umiem kochac. Poza tym, jak wspomnialam, jestem dziwadlem - potrafie oddzielic sex od milosci. A to nie jest bezuczuciowy sex, tylko sex z kims, kogo lubie i cenie. Teatree, uwazasz wiec, ze aby zwiazek byl udany, wystarczy, ze jedna strona kocha, jedna jest zafascynowana? Poza tym, zle mnie oceniasz. Napisalam przeciez, ze cenie tego mezczyzne. A gdyby jego zalety docenila inna... coz, czasem mysle, ze to byloby rozwiazanie. On bylby szczesliwy, a ja bez wyrzutow sumienia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość słowem dorastasz
Cóź, jeśli chcesz, to tkwij w wytworzonym na bazie oper mydlanych przeświadczeniu, że miłość to uderzenie hormonów do głowy. Na bazie złudzeń co do natury rzeczywistości ciężko jednak coś osiągnąć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"tkwij w wytworzonym na bazie oper mydlanych przeświadczeniu, że miłość to uderzenie hormonów do głowy" Wiesz, teraz kobiety zwykle jakoś sobie radzą z rzeczywistością nawet bez mężczyzny u boku, więc na pierwszy plan wysuwają się potrzeby intelektualno-emocjonalne. nie widzę w tym niczego dziwnego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przebrnelam przez te opowiesci.Dla mnie to po 1)zwiazujesz sie nie z tymi co powinnas 2)masz cholerne mniemanie o sobie 3)mylisz litosc z rozsadkiem 4)facet ma pecha trafiajac na zimna rybe Poza tym miescisz sie w tej 1/3 o ktorej pisala osoba wyzej. Jesli wolno radzic, to zostaw faceta bo widocznie nie odbiera wlasciwie empatii, ktora mu serwujesz, biorac ja za mgliste przeksztacenie jej w milosc.Pozdrawiam i zycze podjecia wlasciwej decyzji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Naprawde przykre jest to, co niektorzy pisza. Jestem wyprana z uczuc zwykla szmata? Jesli nie mam uczuc, to dlaczego mnie boli, ze nie potrafie komus dac wiecej, niz oczekuje? Dlaczego mam wyrzuty sumienia? On, ten mezczyzna, mowi, ze wlasciwie wiecej nie potrzebuje, ze nigdy nie mial nawet tego, co mu teraz daje, choc byly deklaracje i slowa o milosci. W ktorym miejscu pusze, ze podniecam sie swoim wyksztalceniem? Napisalam, ze ono nas rozni (a rozni - i to bardzo), ale nie zauwazylam u siebie zadnego tonu wyzszosci. Nie przeklinam, nikogo nie obrazam, nie pisze teraz opowiadania na konkurs, tylko staram sie w miare skladnie i prawdziwie przelac to, co mi sie klebi w glowie. Potrzebuje rady, a nie oceny stylu czy ortografii. Kim jestes Ty, Massalo, ze pod pomaranczowym nickiem tak mnie obrazasz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"Napisalam, ze ono nas rozni (a rozni - i to bardzo" Pewna dalekowschodnia mądrość uczy, ze jeżeli miałbyś wybrać między zauroczeniem typu burząca się krew (nie pamiętam dokładnie jak to było ujęte) a osobą, z którą masz o czym rozmawiać, wybierz tę drugą. W przeciwnym razie na starość zostaniesz z niczym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Poza tym, czy dajmy na to za 10-15 lat, będziesz w stanie okazać mu wystarczający szacunek, mimo, ze na każdym kroku będzie Cie raziła ta różnica w poziomie intelektualno-mentalnym?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewna trzydziecha
Nie "mam parcia na slub", na pewno mam pewien deficyt w sferze uczuc, jak juz pisalam, niewiele za mna zwiazkow (owszem, z tym, ze zle wybieram partnerow, zgodze sie - ale gdyby na to byla jakas regulka, chyba zylibysmy w b. szczesliwym spoleczenstwie), nie potrafie i nie lubie flirtowac, jestem dosc niesmiala i troche "dzika". Nie wiem, czym jest milosc? Prosze bardzo, zgoda. A Ty wiesz? Mozesz mi powiedziec? I jeszcze - w czym przejawia sie moje "dobre mniemanie o sobie"? Powinnam miec zle?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×