Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość wergilius

Kolezanka z pracy

Polecane posty

Gość wergilius
Chce wyjsc z tego "z twarza", zeby mi nikt nie zarzucil wlasnie ze zachowalem sie jak szczeniak. Nie jestem jeszcze w stanie jej wybaczyc a tym bardziej wrocic. Przynajmniej na razie. Jej zachowanie jest w porzadku ? Przyjsc po rzeczy kiedy mnie nie ma ? Jezeli w ogole przyszla, prawdopodobniej zalatwila to przez moja mame. Ale ja mam grac Dzentelmena ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
Takie sytuacje są bardzo trudne emocjonalnie. Dlatego łatwiej przyjść po rzeczy, kiedy tej drugiej osoby nie ma i nie patrzy się na jej ból. Nie oceniam, czy to w porządku czy nie - ja to po prostu rozumiem. Był taki okres w moim życiu, kiedy tylko myśl, że nie jestem psychicznie w stanie "wyrzucić" męża z domu (a musiałabym, bo mieszkamy w domu moich rodziców) i patrzeć, jak zabiera rzeczy, jak się pakuje, jak tłumaczy dzieciom, dlaczego musi odejść... tylko ta myśl powstrzymywała mnie przed zakończeniem związku. Gdyby faktycznie do rozpadu związku doszło, to wolałabym, żeby mąż zrobił to (zabrał swoje rzeczy) pod moją nieobecność. Ale to ja byłabym tym, co odchodzi i krzywdzi. Ty byłeś po drugiej stronie, to Ciebie ktoś opuszczał, więc dla Ciebie to nie jest w porządku... ale z drugiej strony pomyśl - pewnie oszczędziła Ci tym sporo bólu. Kiedy to zrobić? W sensie, kiedy porozmawiać? To nie ma znaczenia. Ważniejsze jest "jak". A mam na myśli to, by to się stało bez ocen, bez krytyki, bez agresji... a za to z opanowaniem, z dystansem, z umiejętnością wyłączenia negatywnych emocji, z empatią, z chęcią zrozumienia, a przede wszystkim gotowością słuchania drugiej osoby. Słuchania, a nie tylko słyszenia. Warto wybrać neutralne miejsce, gdzie nikt Wam nie będzie przeszkadzał, a jednocześnie na tyle "nieosobiste" by się Wam nie kojarzyło z tym, co między Wami było. Lepiej, by było publiczne (potencjalna obecność osób trzecich poniekąd wymusi na Was opanowanie emocji), ale by zapewniało też spokój.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
Jeżeli Ci to pomoże, to potraktuj całą sprawę z podejściem "po prostu" - brzmi śmiesznie, ale pomaga. :) Powtarzaj to sobie, gdy zaczną Cię zjadać nerwy. "Po prostu zadzwonię", "po prostu powiem jej, że chciałbym się spotkać i porozmawiać". Na spotkaniu mów przede wszystkim używając komunikatu "ja" a nie komunikatu "ty". Mów o swoich uczuciach i intencjach, tak, by Cię dobrze rozumiano. Lepiej powiedzieć "było to dla mnie bardzo trudne, nie rozumiem, dlaczego to się stało" niż "skrzywdziłaś mnie, dlaczego mi to zrobiłaś"? Pierwsze zdanie nie budzi agresji, drugie niestety tak i odruchowo wywołuje zamknięcie. Jeżeli zależy Ci na prawdzie, szczerości, chcesz rzeczywiście zrozumieć przyczyny, a nie tylko "wygarnąć", to musisz unikać wszystkiego, co może wzbudzić agresję. Zamiast oskarżać - zadawaj pytania (bo w sumie przecież nic nie wiesz). Zamiast mówić "zdradziłaś mnie" zapytaj "co dokładnie się stało?". Zamiast mówić "nie spodziewałem się tego po Tobie! jak mogłaś?" powiedz "zupełnie mnie to zaskoczyło; chciałbym zrozumieć, dlaczego tak się stało". Wiem, że ten sposób rozmowy wydaje się sztuczny, ale to tylko pozory. Unikanie komunikatu "bo TY to i tamto", wyłączenie oskarżeń i szukania przyczyn w miejsce winnych spowoduje, że zamiast na próbie obrony i następowej agresji, która uniemożliwi porozumienie, Twoja była skupi się na tym, co czuje i myśli. Nie będzie mogła się bronić, bo nie będzie przed czym, więc nie będzie też tematów zastępczych, będzie musiała się zastanowić, co właściwie ma C***owiedzieć. I nie dawaj się sprowokować, nawet gdyby z drugiej strony padały oskarżenia i pretensje. Ona może w ten sposób próbować usprawiedliwić zdradę (np. "bo Ty mnie zaniedbywałeś" itp.) - nie pozwól, by włączył Ci się mechanizm agresji odwetowej ("jak ona może, przecież to ona mnie skrzywdziła"). Zamiast tego staraj się pogłębiać pytania, by zrozumieć, o co dokładnie jej chodzi. (np. "mówisz, że Cię zaniedbywałem, ale co dokładnie masz na myśli?"). I nie podsuwaj odpowiedzi. To ona ma Ci je dać, nie Ty sam sobie. A sam, odpowiadając na pytania, które ew pojawią się z drugiej strony, stosuj te same zasady. Unikaj agresji, mów o sobie (komunikat "ja") i staraj się być dobrze rozumiany. Tak, to nie pomyłka, staraj się by to, co mówisz, było zrozumiałe i jasne. Taki mały coaching :) Jeżeli chcesz, to podaj adres mailowy - napiszę Ci więcej, ale już nie tutaj. Trzymaj się i powodzenia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
Musiałam post podzielić na dwie części, bo mi portal marudził, że spamuję :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Na samym poczatku zdrowych i wesolych Swiat zycze. Nie da sie ukryc, Teja, jakie masz wyksztalcenie. Ja kiedys myslalem o resocjalizacji. Mam nowy problem ale o tym pozniej. U mnie na chwile obecna wyglada tak ze mi to juz jest obojetne. Tak sobie mysle, hipotetycznie, nawet gdybysmy znowu byli razem, to ciagle bylby zal i w chwilach uniesienia robilbym jej wyrzuty tak jak od niej nieraz slyszalem jak jej to ciezko zyc ze swiadomoscia ze nie jest moja pierwsza. Po co to ? Chyba ze jest jakis inny powod. Tez nad tym myslalem. Ze nie pojechalem z nimi na te wczasy ? Nie odwiozlem na lotnisko ? Nie chce mi sie w to wierzyc. No ale mozliwe jest wszystko. Wkurza mnie tez to ze od wlasnej matki nic sie nie dowiem, ale ona zawsze stala po "jej stronie". A ze ona nie "puscila" zadnego, najmniejszego sygnalu uwazasz za normalne ? Moze faktycznie nie chce mnie juz wiecej widziec ? Zastanawia mnie czy bylem taki slepy i nie widzialem ze sie cos "gotuje" czy to byl autentycznie piorun z jasnego nieba. Znajomi byli zdziwieni,nic nie podejrzewali, nic im nie podpadlo, ale wiadomo, oni nas widzieli tylko z "zewnatrz". Zadzwonie jutro, tzn. dzisiaj z zyczeniami, moze bedzie okazja/mozliwosc sie umowic. Zobaczymy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
A teraz o moim "nowym problemie". Wieczorem telefon z zyczeniami, na zakonczenie "Idziesz na Pasterke ?"......."Gdzie ?" Przyjezdzam z mama do kosciola a przed stoi............ Nie musze pisac. Podeszlem/ismy, przywitalem sie, przedstawilem mamie, mama ztaksowala ja, spojrzala na mnie wymownie i weszla sama. Po Pasterce zaproponowalem ze ja odwioze (nie moglem inaczej, mieszka na drugm koncu miasta) - przystala na to ochoczo. Zawiozlem mame do domu, jedziemy do niej a ona: "Moglibysmy chwilke porozmawiac ?" - O czym ? - Wiem co sobie myslisz ale zapewniam Cie, to nie jest tak. No i zaczela, wlasciwie to nie byla rozmowa a monolog (z jej strony). Bynajmniej nie chodzilo o sprawy "sercowe", predzej o jej sytuacje "osobista". Mam powody by jej wierzyc, bo przypomnialy mi sie dosc ironiczne "wypowiedzi" jej brata z sobotniej imprezy, no a juz najmocniejszym argumentem jest fakt ze ja przywozi i odwozi z pracy. Jestem zly na siebie, bo znowu przez moja "biernosc" zostaje wciagniety w historie w ktorych nie mam ochoty brac udzialu. Moglem nie mowic ze ide na Pasterke, pod kosciolem moglem tylko rzucic "czesc", moglem jej nie odwozic. Brak asertywnosci ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Jeszcze raz SERDECZNE DZIEKI _ TEJA !!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
Ja również zdrowych i wesołych świąt, a raczej tego, co z nich zostało :) Nie dziękuj, bo nie ma za co :) Jakoś tak już mam, że staram się pomagać ludziom. Ot, zboczenie ;) (żart) A poważnie, szkoda mi, kiedy patrzę jak rozwalają się naprawdę dobre związki, bo ludzie popełnili jakieś błędy i potem nie umieją o nich rozmawiać, ba, często sami siebie nie rozumieją. Błędy - ucząc - powinny nas budować, nie niszczyć. A narzędzie do tego budowania mamy we własnych rękach (do niszczenia niestety też). Powiem tak - pewnie między Wami było coś nie w porządku. Gdyby było wszystko OK, to raczej Twoja dziewczyna nie popełniłaby takiego błędu. Mogłeś nawet nie zauważyć, że coś nie gra, bo się nad tym nie zastanawiałeś. Ludzie w długoletnich związkach często padają ofiarą rutyny - i nie zauważają delikatnych zmian, które postępując latami rosną niepostrzeżenie do rozmiarów o wiele większych, niż można by się było spodziewać. Może to być wszystko. Np. brak zainteresowania, brak czułości, rutyna w seksie, czasami zwykła nuda... Czasem brak zaspokojenia jakichś potrzeb emocjonalnych, które na co dzień są spychane poza świadomość, ale jeżeli nagle gdzieś przypadkiem zostaną spełnione, to ich codzienny brak daje boleśnie o sobie znać. Przykładowo - załóżmy, że pewna kobieta pragnie być szarmancko traktowana, z atencją, tymczasem jej mężczyzna trochę to zaniedbał. Ona pogodziła się z tym, bo przecież jest zaradny, kocha, zarabia na dom, można mu ufać itp. Ale zdarza się, że kobieta wyjeżdża i nagle obok niej znajduje się inny mężczyzna, który okazuje jej, że mu się podoba, przynosi kwiaty, mówi komplementy, przy którym poczuła się nagle znów jak księżniczka. Jeżeli w związku - w tym stałym związku - coś jeszcze szwankuje (np. brakuje zainteresowania, brakuje czasu dla siebie), to takie chwilowe uniesienie, poczucie bycia kimś ważnym, mogą być przyczyną zdrady, bo traci się z oczu to, co w tym stałym związku było cenne. Bo zniknęło w rutynie. Dlatego o związek trzeba dbać.To slogan, ale prawdziwy. Dbać - to znaczy, interesować się tym, co czuje ta druga osoba. Czego pragnie. Co ją boli. Sprawiać niespodzianki, świadczące o tym, że dobrze się ją zna, że łączy Was intymność, niedostępna dla innych. Robić rzeczy nieszablonowe, które zaskakują i dają się zapamiętać, które można później wspominać. I dawać sygnały, że ta druga osoba jest ważna - na przykład puścić SMS "miłego dnia, kochanie", "pamiętaj, że Cię kocham", zostawić za wycieraczką w samochodzie liścik miłosny, zrobić kanapkę do łóżka... bez znaczenia, czy jest się razem lat 5 czy 25. Zaskakiwać. Rutyna zabija każdy związek, dlatego jeżeli między ludźmi są tylko komunikaty w rodzaju "jak będziesz w sklepie to kup mleko" to zdrada, przy sprzyjającej okazji i braku hamulców źle pojętej moralności, jest realnym zagrożeniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
No to się pomądrzyłam :) (mądry Polak po szkodzie ;) ) a teraz do rzeczy. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Szczera, do bólu. Bez agresji. Bez ocen. Możecie sobie na początku to ustalić i potem się tego trzymać, przypominając sobie te zasady w razie potrzeby w trakcie. Bez założeń, co się dalej stanie (nie myślcie o tym teraz). Nie musicie mieć dalekich celów, zresztą może nawet nierealne byłoby ich określenie (Wasze emocje i spojrzenie może się diametralnie zmienić w wyniku spotkania). Na razie załóżcie sobie wyjaśnienie w miarę możliwości niektórych wydarzeń, poszukanie przyczyn, jakie do nich doprowadziły. Podkreślam - PRZYCZYN, nie winnych. Zapewnijcie się wzajemnie o dyskrecji i zaufaniu. Musicie się czuć bezpiecznie podczas tej rozmowy, szczególnie Twoja "była", gdyż to od niej przede wszystkim ta rozmowa będzie wymagała szczerości i odwagi, by się być może przyznać do czegoś, do czego może nie umie się przyznać sama przed sobą. Zapewnijcie sobie czas i spokój (jeżeli dacie sobie na tę rozmowę 10 minut, to efekt będzie mizerny). Mam wielką nadzieję, że uda się Wam porozmawiać i że coś się podczas tej rozmowy wyjaśni. Co do ew. "nowego początku" - piszesz, że byłby z Twojej strony żal, że nie umiałbyś jej tego nie wypominać itp. Uwierz, że można na samym sobie "wymusić" zmianę myślenia. Wystarczy mieć cel nadrzędny. A często samo zrozumienie sytuacji sprawia, że pretensje mijają, a żal udaje się oswoić. Nasze emocje zmieniają się pod wpływem wiedzy. Dlatego teraz jest moim zdaniem zbyt wcześnie, byś mógł powiedzieć, czy będziesz w stanie wybaczyć, wrócić itp... Sygnału mogła nie dawać, jeżeli sądzi, że nie chcesz jej znać. A co do "nowego problemu". Myślę, że to nie jest brak asertywności, tylko fakt, że chyba nie bardzo wiesz, czego chcesz. Tak sobie myślę, mogę się mylić. Widzę to tak, że z jednej strony nie chcesz jej odepchnąć. Z drugiej chyba nie bardzo wiesz, czy chcesz pogłębiać tę relację. Jeżeli nie wiesz, co robić, to daj sobie chwilę czasu. Wiedza przyjdzie sama. Próba "wciągnięcia Cię" w jej osobiste sprawy może być podjęta w celu nawiązania głębszej relacji. A może chodzi o coś innego. O co? Trudno mi domniemywać, ale z reguły, jeżeli ludzie zaczynają zwierzać się osobom teoretycznie dość dalekim, to są najczęściej jakieś głębsze powody i motywacje. Może faktycznie się jej podobasz? Może ją pociągasz? Może próbuje nawiązać bliższą relację, oczekując wzajemności i tym samym bliższych informacji? Może dla kogoś? Musisz to sam spróbować ocenić. Daj znać, jak sprawy się potoczyły. PS. "Psychologiem" i "coachem" (w cudzysłowiu, bo tzw. tytułów nie posiadam) jestem z zamiłowania i własnego doświadczenia :) Z wykształcenia jestem kimś zupełnie innym.. tak to już się dziwnie w tym życiu układa... :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dobrze się was czyta :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Teja, tyle wysilku, tyle pisania a ja wcale nie jestem taka pewna, ze ona bedzie chciala z nim w ogole rozmawiac. Znam to wszystko o czym piszesz z psychologicznych ksiazek. Piekna teoria, szkoda tylko, ze nie jestesmy robotami bo bysmy to wszystko tak wlasnie rozegrali. Ale emocji nigdy sie nie da calkowicie wylaczyc. Dlaczego, bo jestesmy emocjonalnymi istotami, zwanymi ludzmi. Odwrocmy sytuacje, przeciez to ona odeszla, a nie on - to po siedmiu latach bycia razem powinna mu powiedziec ciutek wiecej, nie uwazasz? Chocby z szacunku dla tych wspolnych lat. Autorze, daj sobie spokoj, jesli spontanicznie nie zadales jej zadnych dodatkowych pytan a ona sama nie widziala potrzeby czy koniecznosci, zeby ci jej decyzje wyjasnic, to to nie ma dalszego sensu. Zrobisz z siebie skrajnego desperate. Zajmij sie soba, z tej maki chleba juz nie bedzie. Szkoda czasu. Kiedys tam dojda do ciebie jakies przecieki i sie dowiesz co bylo grane. Przykre tylko, ze nie bedzie to pochodzilo od niej. Jesli nawet jest w tobie jakas wina i ona nie czula sie pod koniec z toba szczesliwa to jesli bylbys dla niej wazny i wiazalaby z toba przyszlosc to powinna ci o tym powiedziec i starac sie szukac jakiegos rozwiazania a nie podkulic uszy po sobie i "uciec". O tym tez pisza w psychologicznych ksiazkach. Teja (sic!) Trzymaj sie chlopaku!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Zadzwonilem. Odebrala mama. Zlozylem zyczenia, ona mi tez. Pytam: - Moglbym poprosic ...... ? - Nie. Nie ma jej. - A kiedy wroci ? - Nie wiem. - A czy moglbym poprosic .... (ojca) ? - Tak. Prosze. Tez zlozylem zyczenia, bla, bla, bla, bla, i koniec. Czesc. Czesc. O zwiazek trzeba walczyc a nie tylko dbac. Krytycznym momentem jest chwila w ktorej wydaje sie ze juz nic sie nie zmieni, ze tak bedzie juz zawsze. Nic bardziej mylnego. Niech moja historia bedzie przestroga dla innych. Czesc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
ypsilanta - tylko widzisz, moje życie jakoś pokazuje coś zupełnie innego. I z tej, jak to nazwałaś, desperacji, dzisiaj jestem w szczęśliwym związku, który leżał już w gruzach. A mogłam iść inną drogą. Tyle, że ktoś mnie "desperacko" zatrzymał. A ja schowałam emocje do kieszeni. Dużo mogłabym napisać z własnych doświadczeń, ale chyba nie ma sensu. Żeby zrobić, trzeba robić. Tyle w temacie. Vergilius - przeczytaj zdanie, które napisałeś: "O zwiazek trzeba walczyc a nie tylko dbac. Krytycznym momentem jest chwila w ktorej wydaje sie ze juz nic sie nie zmieni, ze tak bedzie juz zawsze. Nic bardziej mylnego." Życzę Ci świątecznie szczęścia, cokolwiek miałoby to dla Ciebie oznaczać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zadzwonilem. Odebrala mama. Zlozylem zyczenia, ona mi tez. Pytam: - Moglbym poprosic ...... ? - Nie. Nie ma jej. - A kiedy wroci ? - Nie wiem. ooo Desperacja do kwadratu. Bylo wyslac kartke jak ci tak zalezalo na zlozeniu zyczen swiatecznych. Mysle, ze byla w domu. Nawet nie raczyli c**** 7 wspolnych latach z ich corka powiedziec: -wyszla do kolezanki, wroci wieczorem (jako przyklad) Tymczasem uslyszales "nie ma, nie wiemy kiedy wroci", jakby w morde dal. A co do twojego zdania: "O zwiazek trzeba walczyc a nie tylko dbac" Zgadza sie, ale trzeba to robic caly czas, a nie jak nam sie chalupa spalila. p.s. zastanawia mnie tez dlaczego zadzwoniles na jej numer domowy a nie na komorke. zmienila numer czy obawiales sie, ze jak zobaczy ze to ty, to nie odbierze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
No to Wiesz jak sie czulem. To byl tylko skrot - skrot moich mysli. Przeanalizowalem kazde slowo, kazdy dzwiek w tle. Nie ma sensu. Uwazam, ze zrobilem wszystko co sie nalezalo. Decyzje podjela ona. Wina ? Zawsze mowilem ze do zwiazku nalezy dwoch wiec wine tez trzeba na dwoch podzielic. I nie bede sie tego wypieral - choc nigdy nie myslalem ze kiedys bedzie sie to rowniez mnie tyczyc. Tak, musiala zmienic komorke bo jest nieuchwytna (to wiem od mamy) i zablokowala/zlikwidowala konta na portalach. Wczoraj wlasnie spotkalem dziewczyne "brata" i pytala sie mnie o to samo. Twierdzi, ze nawet "zaszla do niej kilka razy, ale jej nigdy nie bylo", - Co sie z nia dzieje ? - Nie wiem - Zapadla sie pod ziemie, czy co ? - NIE WIEM - Oh, przepraszam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To juz wrecz zaczyna byc intrygujace, ale tak jak juz pisalam, czas, czas, czas...i bedziesz wiedzial wiecej. A tak szczerze, to jest gorzej niz myslalam. To juz teraz wiesz dlaczego zabrala swoje rzeczy pod twoja nieobecnosc. Ona cie nawet widziec nie chce, ze o rozmowie nie wspomne. I wszystko co jest w jej mocy - robi - aby sie od ciebie odciac. Swiadcza o tym jej strategiczne posuniecia. Musial nastapic w jej sercu jakis mega przelom, ze tak drastycznie zaciera swoje slady. Ale nic nie dzieje sie bez przyczyny. Nie rob nic wiecej, uszanuj jej wole. Ona chce zaczac zycie od nowa i bez ciebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Marchewka_
By życie miało sens czasem warto poświęcić się dla miłości i walczyć o nią wytrwale, czasem nie można wygrać, ale nigdy nie wolno się poddawać każdy dzień jest dniem łez i zwątpienia, ale i pobudzenia szczypty wiary w siebie. Ratowanie związku nie jest zadaniem łatwym, często wymaga rozwagi i próby obiektywnego spojrzenia na całe dotychczasowe relacje. Ciężko jest tego dokonać, gdyż w związek z reguły jesteśmy zaangażowani całym sercem – ale warto podjąć próbę, aby potem nie wyrzucać sobie, że zamiast działać, nic się nie robiło. Mam nadzieje że dasz radę temu wyzwaniu i będziesz walczył by wasz związek przetrwał czego ci życzę. Podsyłam tobie pewien film jeżeli tu jeszcze zajrzysz,, warty jest tego by go obejrzeć i wyciągnąć wnioski z niego że czasem nie warto jest się poddawać. http://en.gloria.tv/?media=179874

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Ten topic ma inny tytul (problem). Dzisiaj zadzwonila, tak jak bylem tego pewny - przywitalem ja po imieniu nie patrzac kto dzwoni, ze nie daje sobie rady w pracy. Jest sens sie w to pakowac ? Czy dwoje ludzi po "przejsciach" powinno w ten sposob szukac ukojenia ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Przepraszam. Nie sypiam po nocach i wydawalo mi sie ze to jeszcze piatek. Sorry.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przepraszam. Nie sypiam po nocach i wydawalo mi sie ze to jeszcze piatek. ooo Dezorientacja w czasie jest zdecydowanie lepsza od schizo. ------ Jest sens sie w to pakowac ? Czy dwoje ludzi po "przejsciach" powinno w ten sposob szukac ukojenia ? ooo Na ogol to sensu nie ma, acz zdarzaja sie wyjatki, nie sprobujesz, nie bedziesz wiedzial. Ale nie zaczynaj jesli nie jestes pewien, ze chcesz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Teja
Do ypsilanta. Zazdroszczę tej pewności, z jaką twierdzisz, że WIESZ jakie motywy kierowały ludźmi, których w ogóle nie znasz (a może znasz?) Skąd możesz wiedzieć, co kierowało tą dziewczyną i jej rodzicami? Może faktycznie nie wiedzą, dokąd poszła i kiedy wróci? A może się właśnie z nimi pokłóciła i nie mają ochoty gadać? A może po prostu nie wiedzą co powiedzieć, bo np. im głupio, że ich córka tak się zachowała wobec długoletniego partnera? (Ty wyglądasz na osobę, która zawsze wie, co powiedzieć, więc pewnie trudno Ci sobie wyobrazić taką sytuację, ale naprawdę często się ona zdarza). Dobra, koniec złośliwości. Ja do niczego już namawiać nie będę, ale desperacją to można nazwać podciąganie wszystkiego co tylko się da pod "ona Cię nie chce znać" - tak wygodniej, bo się można odciąć, nie szukając przyczyn (nawet jeżeli tylko w sobie). Tzw. mechanizmy obronne nam pomagają, ale niekoniecznie działają na naszą korzyść. I nikt mnie nie przekona, że jest coś pewnego, jeżeli sama osoba zainteresowana nie udzieli na powstające pytania odpowiedzi (lub wprost odmówi udzielenia odpowiedzi). Znam związki, które determinacja podniosła z wydawałoby się sytuacji beznadziejnych, znam też i ludzi, którzy się rozstali, a po latach wrócili do siebie, mówiąc, że żałują, że nie pogadali szczerze wcześniej, bo stracili kupę czasu. Oczywiście może być i tak, jak piszesz, że ona go nie chce znać itp. itd. - ale to jest tylko JEDNA Z KILKU OPCJI. Wergilius, teraz nie mam więcej czasu, ale potem podeślę C***arę linków do wartościowych publikacji, które może C***omogą podjąć decyzję, co dalej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
podczas waszej codziennej rozmowy wtrąć wątek o tym chłopaku i dowiesz się czy jest wolna.Wtedy będziesz już wiedział co masz robić. http://niesmiali.net.pl

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Nie musze nic wtracac. Dobrze wiem w jakiej ona jest sytuacji - "przegadalismy" przeciez pol nocy po pasterce. Gdybym byl pewny, ze sie nie bedzie "angazowac"......... eeeeh Czy powiedziec jej wprost ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
desperacją to można nazwać podciąganie wszystkiego co tylko się da pod "ona Cię nie chce znać" ooo A chce? Podaj mi wiec jedno jedynie zachowanie (jej, rodzicow, czy jej znajomych), ktore dawaloby mu taka nadzieje. Wszystko co tu do tej pory przeczytalam, potwierdza moja teze. Ma ja niby napasc po ciemku i zmusic do rozmowy czy wrecz powrotu. On nawet do niej zadzwonic nie moze bo ona mu ta mozliwosc odebrala. Czy ty naprawde czytasz wszystko co on pisze? Fajnie jak tobie sie udalo i to faktycznie sie zdarza ale masz chyba tendencje do podciagania wszystkiego pod twoj wspolny mianownik. A to juz jest glupota (sorry).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Czyli ma "klapki na oczach" ? Postanowilem sobie, ze jak znowu zadzwoni, a jutro zrobi to na pewno, to sie ja zapytam, czy nie poszlaby ze mna na Sylwestra. Wiem, ze juz ma "swoje" plany. Zobaczymy. Decyzje pozostawiam "losowi".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wergilius
Ze sie "zaangazowala" i nic po za tym nie widzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co ma niby widziec? Ze nie jestes jeszcze gotowy na zaden nowy zawiazek? Jesli tak, to daruj sobie z tym sylwestrem. Takie zachowania daja pusta nadzieje. Co innego jakas rozmowa w pracy a co innego osobiste zaproszenie na impreze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×