Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość kanapkowa

naprawdę u was codziennie?

Polecane posty

Gość gość
Takie kwestie najlepiej poruszać na początku związku,aby później się nie rozczarować. My zanim zamieszkaliśmy razem,dużo ROZMAWIALIŚMY -tak na luzie i szczerze. Czego nie lubimy,jak wygląda nasz dzień.. Po 2latach zamieszkaliśmy razem (najpierw na wynajętym pokoju) i przyglądałam się jak to funkcjonuje. Oboje chodziliśmy do pracy w podobnych porach 8-16 lub 10-18. Obiady jedliśmy rzadko..po pracy szliśmy na zakupy lub spacer.Każdy z nas coś jadł w pracy(-coś co kupiło ,na co przyszła ochota i sobie zrobił sam np.bułkę z wędliną i pomidorem lub sałatkę) Czasem jedliśmy obiadokolacje -wspólne zrobioną ale często w weekendy.A latem grill po pracy ;) Po 4latach zaszłam w ciąże i kupiliśmy mieszkanie,po urodzeniu dziecka,zmieniło się tylko to ,że gotuje zupki dla córki (my z mężem nie przepadamy :D za takimi) mam czas ,robię to ja w tygodniu.A mąż w weekend.Mąż robi sobie obiadokolacje 4-6razy w tygodniu i nie marudzi :D robi to co potrafi a jak nie potrafi zawsze służę pomocą :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A z takim"trudnym" facetem ,który twierdzi,że GOTOWANIE I SPRZĄTANIE WSPÓLNEGO DOMU to nie jest jego obowiązek-tylko żony,partnerki... po prostu bym się rozstała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
autorka pisała, że się rozstaje i wcale się nie dziwię :/ u mnie też to tak wygląda. mieszkam w małym miasteczku i większość mężów koleżanek jest takich jak opisujecie - takich do obsługi. kobieta jest od tego a fecet od tamtego. śmieszne jest to ze u bas spore bezrobocie i dużo facetow w domu siedzi a i tak nic nie robią. mnie długo zajęło wyjście za mąż bo właśnie na takich trafiałam. nie chodziło o gotowanie ale o to żebym nie musiała robić wszystkiego sama jak kobiety w mojej rodzinie i moje znajome. i tak się uparlam. autorka pisze o gotowaniu ale to w zasadzie jest to samo :/ mój mąż jest wspaniałym mężczyzną który taki po prostu już był. oczywiście trochę o tym rozmawialiśmy, trochę podgladalismy się jak to jest u nas w domu (nie mieszkalismy przed ślubem razem) ale jakichś sztywnych reguł nie było. i jest super. tylko... w pracy u męża i często przez męska część mojej rodziny mąż jest wyśmiewany i uważany za "pantofla" np. mój ojciec często mu dogryza a teściowa moja kiedyś mi powiedziala ze "zniewiescilam" jej syna i mu ubralam sukienke. ze przeze mnie jest posmiewiskiem całego miasteczka. i powiem wam ze to chyba jest najgorsze. na mnie tez psy wieszaja. mąż czasem idbiera córkę z przeszkola (oboje pracujemy) i np. tak zupełnie bez przyczyny chociażby z tego powodu usłyszałam od znajomych kobiet że ja to kariery robię zamiast dziecku być matką (a ich dzieci również ojców posiadają). ludzie potrafią być okropni. a za bycie "innym" często trzeba zapłacić :/ myślimy czasem o wyprowadzce :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dziś W małych miejscowościach i miasteczkach niestety wyznawany jest kult męża :D nie przejmuj się! Żyjcie tak abyście byli szczęśliwi.W głębi serca,każda z tych plotkujących bab ci zazdrości...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie tylko w małych miejscowościach ale dokładnie tam gdzie kobiety sobie na takie coś pozwalają również. autorko rozumiem cie dobrze. po prostu trafiłaś na buca. gdyby mój mąż był taki to bym już leciała składać papiery o rozwód. takich rzeczy powinni uczyć i uświadamiać narzeczonych na naukach przedmalzenskich a nie zdziwienie i odwrotu nie ma :/ i nie gadajcie bzdur. ja tam swojego męża w ogóle nie musiałam uświadamiać ani żadnych strategicznych rozmów nie było. każdy człowiek powinien mieć na tyle empatii wobec drugiego człowieka żeby nie siedzieć z założonymi rękami i nie patrzeć jak druga połówka zasuwa z racji jakich wymyślonych powodów wyższych. i nie zgadzam się z tym że to ma być normowane czasem pracy, zarobkami, płcią, czy tym kto więcej czasu jest w domu. oczywiście jestem za tym żeby się dogadać w kwestii kto czego robi więcej czy częściej ale związek i dom to 2 osoby. to nie usługiwanie komuś ani hotel z pełną obsługą. jeżeli ktoś tego nie ogarnia to się zwyczajnie do związku nie nadaje. u nas zajmujemy się wszystkim razem po trochu. wynika to z komunikacji co akurat trzeba zrobić. gotujemy zwykle razem bo dla obojga i szczerze mówiąc ja również nie wyobrazam sobie stać przy garach dzień w dzien i wszystko inne robic ze świadomością ze maz siedzi za sciana czyta gazete. mój mąż tez nie bardzo potrafi gotowac ale przychodzi kroi, obiera, trze, miesza i to jest bardzo fajne. cokolwiek nie powiem (czasem fakt - sam nie zauważy) to nie dyskutuje tylko robi. czasem w ogole nic nie robimy albo jedno z nas zasuwa bardziej gdy to drugie nie może (choroba, nadgodziny, wyjazd) i na zmianę tak. przez lata związku wypracowalismy sobie co kto robi bo bardziej lubi albo mu to wychodzi lepiej ale zawsze staramy się sobie pomagać a nie siedzimy i patrzymy się na siebie czy aby dokładnie zrobione. czesto jest np tak ze maz odkurza a ja w tym czasie ogarniam łazienkę. ja gotuję, mąż sprzata kuchnie albo sprzatamy razem. porzadki przedświąteczne zawsze robimy razem. nie wyobrażam sobie ze mogloby być inaczej. po prostu nie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×