Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

zabka

TERMIN W GRUDNIU

Polecane posty

Gość A czy...
będą nosić Waćpannę w lektyce??? :D :D :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Witajcie! No to wrocilismy! Ciesze sie, ze moglam poczytac - same bardzo powazne tematy! Wypoczywalismy dwa tygodnie z tego glowna czesc na wyspie Pag a dodatkowe piec dni na wyspie Rab gdzie pojechalismy juz w ciemno zeby poszukac sobie noclegow na miejscu. Wypoczelismy, pomoczylismy sie w wodzie, pozwiedzalismy obie wyspy w tym piekne majace ponad dwa tysiace lat miasto Rab na tejze wyspie. Zuza podczas podrozy (w jedna strone 14 godzin w druga 16) zachowywala sie wzorowo. Na miejscu juz bylo troche gorzej... to znaczy przez ostatnie pare dni kiedy juz obawialismy sie, ze wyjdziemy z siebie... Jak reka odjal po powrocie, nie, nie do domu ale do zlobka! Zuza zazywala kapieli chetnie do momentu wykopania na brzegu zwirowej jamy, ktora natychmiast zasiedlila. Od tego czasu nie byla juz mozliwa kapiel, nie bylo mozliwe siedzenie na kocu pod parasolem, nie bylo mozliwe plywanie w kolku dmuchanym, nie bylo mozliwe nic. Po przyjezdzie na Rab okazalo sie, ze jest to raj dla dzieci poniewaz plaze sa piaszczyste a woda siega max do kolan i to po dobrych dziesieciu minutach spaceru wglab morza. Zuza z ochota wziela z nami kapiel ale na drugi dzien znalazla kolejna jame tym razem blotnista (pod warstwa piasku znajduje sie okropne czarne blocko przypominajace borowine) od tego czasu siedziala w swojej czarnej jamie packajac sie na czarno od stop do glow. Koniec kapieli, koniec zabaw, koniec wszystkiego. Tylko czarne blocko. Wracalismy w okropnej ulewie, omijajac coraz to kolejne oznakowania wypadkow. Trzymalam sie kurczowo siedzenia, Zuza spala. Ogolnie jestesmy bardzo zadowoleni i podtrzymuje swoje dotychczasowe zdanie, ze do Chorwacji moge jezdzic co roku. Zwlaszcza do tego apartamentu, ktory mielismy wynajety na Pagu - warunki wysmienite, piekny zacieniony ogrodek ze wspaniale pachnacymi piniami i cyprysami, stacjonarny grill, miejsce do siedzenia i swietny kacik dla dzieci. Zdjecia przesle w weekend. p.s. Shalla - wzorem Twojej Babci niezwykle zdziwilam sie, ze moja placowka dalej stoi, nic sie nie zawalilo i wszyscy zyja :) A dzis juz caly dzien zdazylam spedzic z audytorem, ktory byl uprzejmy nawiedzic moj oddzial :) p.s. Mysh - dziekuje za zdjecia, jak zawsze wspaniale. Tez nie moge uwierzyc, ze Pola jest taka duza... Bardzo sie ostatnio zmienila, urosla, spowazniala... wyglada slicznie, zwlaszcza na zdjeciach z lala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wlaśnie. Właśnie w tym rzecz, że lektyki nie przewidzieli!!!! Żenujące, nieprawda? Tak, czy inaczej, myślę, że po roku obcowania z moim dzieckiem, nauczeni już doświadczeniem - zmienią te swoje procedury ;) Nie to, żeby mnie to wszystko strasznie bulwersowało, bo w moim dzieciństwie przywykłam raczej do bycia nazwiskiem wyłącznie, lub numerem na liście. Więc w sumie to zainteresowanie było dość.... zaskakujące, lecz miłe. Tylko pytanie, czy to nie zwykły pic na wodę. Takie babeczki odwiedzą 100 nowych uczniów i oczywiście zapamiętają, że Jaś nie lubi fasoli, Zosia lubi być nazywana okruszkiem, a Walduś ma fobię na punkcie czarnych kredek... Jakoś trudno mi w to uwierzyć. No nic, czas pokaże. To już jutro.... Psikulcu - zazdroszczę fantastycznego wypoczynku! Marzy mi się taka plaża i dwa tygodnie niezmąconego spokoju, które póki co odeszły ode mnie na bliżej nie określoną lecz daleką przyszłość. Może w marcu....? Teraz już nie mam czasu, ale po południu postaram się Wam opisać, jak zupełnie niewinnie i przez przypadek zostałam prasowym bohaterem :) :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No to szybko, bo mam chwilke. Otóż zajeżdżam parę dni temu do pracy, a tam..... straże pożarne, karetki pogotowia, policja, agentka Scully i agent Moulder i cholera wie kto jeszcze. No, nie - pomyślałam, znowu się spaliła firma, czy ja mam jeszcze miejsce pracy?????? Zaparkowałam gdzieś poza ogrodzoną liniami strefą, wmieszałam się w tłum ewakuowanych ludzi i dowiedziałam się co się stało. Ot pożar. Zdarza się w przyrodzie. Odczekaliśmy, aż strażacy skończą zwijać się ( bo trzeba tu dodać, że kiedy przyjechałam, to już było po wszystkim i wszyscy się już zwijali). W końcu pozwolono wejść do budynku i zabrać swoje rzeczy. No to wystartowałam pierwsza, zanim się inni zwiedzieli, żeby jeszcze odbić kartę o sensownej porze. Umarłabym jednak z ciekawości gdybym nie zajrzała do budynku, który się palił, a powody miałam co najmniej dwa-oprócz ciekawości: po pierwsze musiałam idąc do biura przejść tuż obok, więc grzechem byłoby nie zajrzeć, a po drugie wewnątrz ogarniętego pożarem budynku spodziewałam się zastać bardzo drogi elektroniczny sprzęt służący do specyficznych pomiarów, który to sprzęt jest ciężki, więc często go tam zostawiamy. Byłam ciekawa czy przetrwał pożar, i czy w ogóle tam nieszczęśliwie był, czy może ktoś go zabrał wcześniej. No więc wdrapałam się po schodach, spojrzałam, że pożar nie był taki straszny, sprzęt stał sobie, tak jak się spodziewałam, nic się mu nie stało, nieco tylko strażacy go pomoczyli wodą. Wycofałam się więc grzecznie i ruszyłam po schodach do wyjścia. Tymczasem..... nadjechała właśnie prasa :) Pewnie się zorientowali, że przybyli za późno, więc pstryknęli biegiem cokolwiek, póki jeszcze jakiś ruch był koło budynku..... Następnego dnia.... kupuję poranną główną gazetę miasta i co widzę??? Wielkie zdjęcie budynku...schody... na schodach ja..... centralnie w środku zdjęcia i podpis: Bohaterska drużyna firmy uratowała budynek jeszcze przed przybyciem straży pożarnej. :D :D To tyle o poranku, pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Shalla, oto wlasnie kwintesencja dzialania srodkow masowego przekazu! Nie wazna zgodnosc z faktami, wazne, zeby na pierwszej stronie ladnie brzmialo i wygladalo :D Podczytywaczko, ja nie neguje wynikow Waszych obserwacji, wiekszosc rodzicow bylo za, ogromna wiekszosc nawet, ok, przyjelam to do wiadomosci. Co nie oznacza ze podzielam ten entuzjazm wiekszosci no i chcialam po prostu zwrocic uwage na fakt, ze mniejszosc chcac nie chcac musi sie dostosowac, WBREW SOBIE........ (ja wiem ze w zyciu tak juz jest ze czesto musimy robic cos, zgadzac sie na cos, na co nie ma ochoty, i bardzo dobrze, z pewnymi jednak wyjatkami, bo sa takie sfery, w ktorych nie powinnismy pozwalac sobie nic narzucic) Moja prywatna wolnosc moze polegac wlasnie na tym, ze podziekuje szkole za wysoko kontrolowany system edukacji i sama zastosuje moj wlasny, oparty na zupelnie innych przeslankach i, co wazne, wyplywajacy z mojego wlasnego sposobu postrzegania wychowania. A wracajac do kwestii wychowania dzieci na ludzi wolnych, to wydaje mi sie ze moje aspiracje sa mniej wiecej takie same jak niemal kazdej z Was! Shalla, niedawno pisala, ze tylko sniete ryby plyna z pradem i ze ona chcialaby zeby jej corka byla otwarta, ciekawa i nie szla slepo za stadem, Kuk juz jakis czas temu - ze chcialaby zeby Franio mial wlasne zdanie i potrafil go bronic (upraszaczajac bardzo, wybaczcie dziewczyny), i to jest to samo, tylko ja to nazywam wolnoscia mysli, bo co to jest wolnosc w tym przypadku, to taka mala niezaleznosc od grupy, to zdolnosc dogadywania sie zgrupa ale przy utrzymaniu wlasnego zdania i wlasnej odrebnosci. I wiecej jeszcze, kiedys, jak beda wieksze, zdolnosc opierania sie trendom, modom i tendencjom narzucanym nam przez mass media. Ale ja tu oczywiste rzeczy wypisuje :) No po prostu chcialabym zeby moje dzieci kochaly niezaleznosc i zeby poczuly jej sile :) Shalla, a te panie ze szkoly, nie robily notatek? :D To chyba faktycznie chodzily zeby sprawdzac stopien patologii, tylko polityczna poprawnosc nie pozwolila im tego tak nazwac :D Smieje sie oczywiscie :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Było strasznie. Nastusia była bardzo chętna i bohaterska do momentu przekroczenia progu szkoły.... Potem już płacz i kurczowe wrzepienie się w moja nogę. Wszystkie inne dzieci zachowywały się, jakby były uczniami od lat.... Myślałam, że mi serce pęknie. W końcu jakoś ją przekonałam i po 20 minutach została sama. Oczywiście, co było do przewidzenia, po wyjściu ze szkoły oznajmiła że było super, dzieci bardzo miłe, panie wspaniałe, miłe i dużo z nią rozmawiały itd. Ale mam niejasne wrażenie, że ten scenariusz jeszcze się powtórzy..... Co mnie zaskoczyło - powiedziałam nauczycielce, że od jutra to moja mama będzie regularnie przyjeżdżać z małą i ją odbierać, więc jeszcze jutro przyjedziemy razem, żeby mogli wszyscy poznać ją z twarzy. Na co ta nauczycielka mi odrzekła, że przecież była u nas z wizytą w domu i twarz mamy mojej doskonale pamięta.... Cóż, zazdroszczę fotograficznej pamięci. Tymczasem mama zapadła na migrenę, mnie się skończył urlop, a mąż nie może się wyrwać z pracy. I zaczęły się schody.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Shalla, cos lepiej? Jak kolejne dni Nastusi w szkole? Powiedz, czy to jest juz taka szkola hmm... jak to nazwac... "z prawdziwego zdarzenia"? Poprostu taka regularna szkola z ocenami, odpytywaniem i możliwością nie otrzymania promocji do nastepnej klasy? W ogole jak u Ciebie wyglada system szkolnictwa? Ile lat ma "podstawowka" jaka jest dalsza droga edukacji? Tak w ogole to w zyciu nie wpadlabym na to, ze nauczycielka bedzie pamietac twarz Twojej Mamy... Przepraszam za brak zdjec w Waszych skrzynkach, przepraszam za brak wpisow, za ich czestotliwosc - Zuza chora od czwartku. Wlasciwie to nie jest to specjalnie ciezka choroba. Tydzien przed moim urlopem zarazila sie ode mnie bo ja oczywiscie chodzilam chora do pracy. Kaszlala troszeczke i wlasciwie nic poza tym. W noc wyjazdu juz sie wystraszylam i pomyslalam, ze pierwsze co trzeba zrobic po przyjezdzie na miejsce to udac sie do pediatry. Juz bylo prawie dobrze jak po powrocie dolaczyl do tego katar i stan podgoraczkowy co rownalo sie lekarzem i nie chodzeniem do zlobka do dzis. Najgorszy ten kaszel, ktory raz jest mokry a raz suchy i lekarki same nie bardzo wiedza czy go hamowac i dawac leki wykrztusne. Do tego splywajacy do gardla w straszliwych ilosciach katar (pierwszy raz u wlasciwie niechorujacej Zuzy widze taki katar) powoduje krztuszenie sie i wymioty, i to niestety o takim nasileniu, ze brzydko mowiac jest przeglad posilkow od sniadania do kolacji. Do tego Zuza pozbawiona zabaw z dziecmi jest delikatnie mowiac bardzo absorbujaca... nic jej sie nie podoba, czytac ksiazeczke - nie, rysowac - nie, bawic sie klockami - nie, rozmawiac, wyglupiac, opowiadac, przytulac - nie!!! Chcialaby tylko non stop siedziec przed telewizorem i ogladac bajki a to niestety nie jest przez nas do zaakceptowania. Tak, ze ryk przez pol dnia. Uff... Mam nadzieje, ze sie nieco usprawiedliwilam. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Psikulcu, wstyd się może przyznać, ale ja nadal nie opanowałam zasad edukacji w GB. Wiem tylko tyle, że obowiązkowa edukacja kończy się w wieku 16 lat. I potem wolna wola. Teraz Nastusia chodzi do reception class a to jest coś jak nasza zerówka i w zasadzie działa tak samo. Jest nauka, jest zabawa, ale dużo tolerancji, więcej czasu na wzajemne zapoznanie, oswojenie się ze szkołą itd. Ale dzieci mają nieustanny kontakt, przynajmniej raz dziennie ze starszymi dziećmi - odwiedzają klasy o konkretnych profilach (biologia, historia, geografia itd), bibliotekę, a w sumie to chyba nadal jest więcej zabawy. Potem jest pierwsza klasa i tak dalej. W wieku 7 lat jest pierwszy egzamin z angielskiego i matematyki. A co potem???? Nie wiem..... Nie dotarłam jeszcze wiedzą tak głęboko... Nastusia dramatyzowała dzień pierwszy, histeryzowała na dzień drugi, trzeci poszedł z lekkim bólem, a czwartego wystrzeliła jak z procy. Mam nadzieję, że ten zachwyt szkołą jej się spodoba. Wczorajsze popołudnie po szkole spędziła ze swoimi koleżankami z podwórka zdaje się, że ekscytacja nową szkołą udzieliła się wszystkim - jej koleżanki z podwórka chodzą do innej szkoły, takiej, która jest niemal dosłownie pod naszymi oknami. Tak więc była wymiana wrażeń, pokazywanie sobie logo na mundurkach i ogólnie beczeć mi się chciało, że moje maleństwo zaczęło żyć "własnym życiem". A mamusia??????????????????????? :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Shalla, opis szkoły brzmi fantastycznie. Sama miałabym ochotę na coś takiego. Lepienie garnków, budowanie makiet zamków… ojej, ja z historii pamiętam ten koszmar uczenia się na pamięć dat i to, że zostałam przyłapana na ściąganiu ;) Mogłaś być w szkole i obejrzeć to wszystko? Wizyta pań – rzeczywiście zwala z nóg i każe się zastanowić, czy to nie jakiś sen… Cieszę się, że Nastka się zaaklimatyzowała. Shalla – ha, ha, ha i tak właśnie działa prasa. Francuska szkoła za murami brzmi okropnie. Względy bezpieczeństwa każą ludziom posunąć się tak daleko… czy aby nie za daleko… Mysh, wolność – czy możesz napisać, czym jest dla Ciebie wolność? To słowo dla każdego może oznaczać, co innego. No i już odpowiedź udzieliłaś :) Dzisiaj nie napiszę o moim kierunku wychowania, bo piszę w przelocie, a nie umiem jeszcze tego nazwać. Tak, właśnie o tym myślałam, że aby dziecko czymś zainteresować, trzeba zacząć się tym samemu interesować. Ja pogrążona w pracy zawodowej i obowiązkach stałam się nieźle wyjałowiona. Więc trzeba usiąść, poszukać tematów, poszukać sposobów przekazania wiedzy… Dzięki za zdjęcia. Arkusz jest w formie papierowej. Przy jakiejś najbliższej okazji zeskakuję i Ci podeślę. Wodny psikulcu – porozpieszczaj trochę tego biednego chorótka… jeżeli oglądanie daje jej ulgę, to pozwól… po wyzdrowieniu wszystko wróci do normy… To pewnie zmiana klimatu. Kiedyś po powrocie z urlopu w gorącym miejscu wprost do majowej, chłodnej i wilgotnej pogody też się rozchorowałam – poważnie, że aż antybiotyk był potrzebny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Fisa, filmiki tak ale nie od 6-tej rano do 7-mej wieczorem! Zwlaszcza, ze mam wsrod kolezanek przyklady "wychowania telewizyjnego". W ogole ten moj malec jest taki malo przytulaniowy. Ale jak zobaczy dzieci to o calym swiecie zapomina - i z tego sie ciesze!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witajcie, tak, szkołę miałam okazję obejrzeć i to kilkakrotnie, bardzo dokładnie, każdą klasę, każdą salę gimnastyczną, jadalnię itd. I zupełnie zapomniałam napisać o sali, która zrobiła na mnie kolosalne wrażenie - sala muzyczna. Osobiście nie jestem entuzjastką gry na czymkolwiek ( radzę sobie wyłącznie z fletem i trochę z pianinem ) ale ta sala..... Każdy zespół chyba marzy o tak wyposażonym "garażu". Jest wszystko - z pełną profesjonalną perkusją włącznie, gitarami elektrycznymi, organami, instrumentami klasycznym, mikrofonami, krótko mówiąc - robi wrażenie. Co się zaś tyczy bezpieczeństwa. Tu jest to inaczej rozwiązane. Szkoła nie jest otoczona murem nieprzebytym i spokojnie można obserwować jej teren cały dzień - choć jestem więcej niż pewna, że gapiąc się parę godzin ściągnęlibyśmy sobie na głowę patrol policji. Natomiast jest zamknięta i otwierana dokładnie co do minuty w chwilach przyjęcia i wypuszczenia dzieci. Z czego wypuszczenie wygląda tak, że rodzice kłębią się przy wejściu, wychodzi pani nauczycielka, rozgląda się po tłumie, jak wyszuka twarz rodzica to wraca do środka i wyprowadza dziecko bezpośrednio wskazując gdzie stoi rodzic. Potem rozgląda się za następnym rodzicem i wraca po następne dziecko. Nawet jeśli któreś wybiegnie za nią i wykrzykuje "mama, mama!" - to jest odprowadzone do środka i dopiero gdy pani osobiście zauważy tę mamę w tłumie wyprowadza do niej dziecko. Mnie się ten system bardzo podoba i czuję, że moje dziecko jest tam bezpieczne. Tyle o szkole, która PÓKI CO mnie zachwyca. Mysh, fantastyczne zdjęcia - jak zawsze. A Tobiaszek.... o rany, kawał chłopa już! Jeszcze do Psiukulca o wychowaniu telewizyjnym. Też jestem przeciwna i Nastusia miała dobrze ok 3 lat jak pierwszy raz zapoznała się z takim wynalazkiem jak bajki w TV. Natomiast teraz odkryłam nie bez zdziwienia, że jest mnóstwo niezwykle pożytecznych programów w tv ( na pewno w polskiej też ). Dlatego tutaj Nastusi nie zabraniam i ogląda kiedy tylko chce. I widzę, że wynosi z tego niemałą wiedzę. Tu są fantastycznie zorganizowane programy do nauki cyfr, liczenia, spostrzegawczości, rozwiązywania problemów, działania w grupie, nawet pisania, liter, piosenki itd. Widzę, że Anastazja podchwytuje z tego mnóstwo zwrotów, słówek, i uczy się nawet nie widząc, że się uczy. :) Oczywiście nie ogląda od rana do nocy, choć nie nakładam jej żadnych limitów. No, ale się rozpisałam...... P.S. Właśnie gapię się jak sroka w TV, bo pokazują w programie dla dzieci jak na szklanym stole można rozsypać kawę i malować palcem. Coś niesamowitego!!!! W życiu bym na to nie wpadła! Fenomenalne! spadam. pa!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wzywana niejednokrotnie (głównie przez myszkę) "do raportu" w końcu się zebrałam i coś skrobne ... oczywiście nie ustosunkuję się do niczego bo nie podołam (nie pisalam jakieś pół roku ??? a może rok ??) przede wszystkim dziękuję pamiętającym za cudne zdjęcia !! Dzieci są niesamowicie duże i zmienione ! czy moja też sie tak zmienia .. niemożliwe :P on wciąz przecież taka sama .. tylko wychudła nieco .. wyciągnęła sie do góry ... hehehe człowiek sam nie zauważa zmian w swoim dziecku - nie tak, jak to widzi u dzieci cudzych :)) U nas sporo zmian ... w maju zmieniliśmy adres zamieszkania - miasto te samo - tylko mieszkanko powiększone o 3 "niezbędny" pokój (który teraz jest składzikiem hehehe) i wreszcie mamy garaż :)))) ogródek przydomowy też jest - więc jest super :) Amelia początkowo nie mogła przeboleć przeprowadzki - tam miała przyjaciółkę, koleżanki - tu dzieci w jej wieku nie ma :( póki co od czasu do czasu zainteresują się nią dzieci sąsiadów - 12 latka i jej 9letni brat My nie pozwalamy wychodzić jej samej poza teren naszego ogródka czy zagrodzonego przyblokowego podwórka (maleńkie podwóreczko - pomieści może 5 samochodów + przejście) Uważam, że na bieganie po ulicach jest stanowczo za wcześnie (a nasza ulica jest ulicą domków jednorodzinnych z raptem 3 jednoklatkowymi blokami - więc o przydomowym placu zabaw można pomarzyć) Mój mąż stracił pracę - póki co jest na etapie poszukiwań Ja niedługo parę godzin w tyg będę prowadzić logopedię (oprócz normalnej pracy z grupą) - już sie boję yhhh Amelka wciąż chodzi do przedszkola - jestem przeciwna tej dziwnej kompletnie nieprzygotowanej reformie ! straszne jest to, co chcą zrobić naszym dzieciom .. skutki bezmyslnego wprowadzania zmian odczuwam dzien w dzien w pracy zawodowej Moja maola będzie szła do szkoły jako 7latka (no w sumie będzie miała 6lat i 9 m-cy) i ani dnia wcześniej :) no chyba że wcześniej do zerówki - nie do klasy 1 na 1 raz chyba starczy ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj Elffiku! Kopę lat, rzeczywiście. Wspaniale, że macie wreszcie wymarzony domek z ogródkiem, a mała szybko się przyzwyczai. Czasem starsze towarzystwo może być na Amelki bardziej inspirujące niż rówieśnicy, więc nie ma się chyba czym przejmować. Co do szkoły. Ja poszłam - i to do ZERÓWKI w wieku 5,5 roku, co oznacza, że pierwszą klasę też zaczęłam w podobnym wieku ok 6.5 roku jak Amelia. I nieskromnie zauważę, że chyba nie wyrosłam na skończonego debila...? Moi rodzice uznali, że podróże są bardziej kształcące niż przedszkole, czy zerówka, więc wlekli mnie w tym czasie po świecie i do dziś pochwalam ich decyzję, choć zapewne wiele osób się ze mną nie zgodzi. Jest i druga strona medalu zaczyna edukacji w 7-mym roku życia, ale o tym innym razem. Lecę poszukać wielkiej donicy na tulipany. Kupiłam chyba ze sto cebulek i kompletnie nie mam się kiedy tym zająć! Za tydzień Anastazja zaczyna szkołę w pełnym wymiarze godzin..... Mam nadzieję, że nie straci entuzjazmu.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Elffiku – witaj :) Trzymam kciuki za męża! I żeby Wam się dobrze mieszkało. Shalla – „radzę sobie wyłącznie z fletem i trochę z pianinem”. Co za skromność. To i tak pewnie sporo więcej niż przeciętna. Ja też radzę sobie trochę z pianinem – jednym palcem zagram „wlazł kotek na płotek” :P Opis tej szkoły zwala z nóg. Szkoda tylko, że obraz brytyjskiej młodzieży, każe się zastanowić nad tym czymś potrzebnym i w edukacji i w wychowaniu. Ten obraz, jaki mam w głowie to pijane nastolatki szlajające się do pub’u do pub’u. Czy słuszny obraz? Ja do telewizji czy do komputera, czyli do przesiadywania Stasia przed nimi podchodzę z chłodnym entuzjazmem, bo widzę i nie podoba mi się, to jak to wciąga. Ale wychodzę też z założenia, że kijem Wisły nie zawrócę. Jedyne co, to staram się limitować i kierować uwagę na co innego. Zawsze się to udaje, gdy mam czas, który mogę dziecku poświęcić. Gdy go nie mam i jestem zajęta domowymi obowiązkami komputer i telewizor stają się rozwiązaniem. Moje wychowanie nazwałabym jako liberalne, chociaż gdybyś ktoś zapytał, co przez to rozumiem, nie umiałabym precyzyjnie odpowiedzieć. Ważny jest dla mnie szacunek dla dziecka i traktowanie je poważnie. I Mysho podobnie chyba ja Ty, ważna jest dla mnie wolność. W naszym przypadku nazwałabym to niezależnością. Niezależnością od woli drugiej osoby. Drażnią mnie typowe relacje typu nauczyciel – uczeń, przełożony – podwładny, rodzic – dziecko, gdzie to ten pierwszy narzuca system nagród i kar i decyduje o poczuciu wartości tego drugiego. Na nas padł chyba jakiś urok, lub jak kto woli – nieszczęścia chodzą parami. Niedość, że pracy nie mogę znaleźć, zjada nas kredyt, to do tego popsuł się najpierw jeden, teraz drugi samochód. Ten pierwszy na trasie w połowie drogi do Augustowa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Fisa, masz absolutnie właściwe odczucia. Brytyjska młodzież przyprawia mnie o dreszcze, ale.... ale problem ten pojawia się po szkole podstawowej. Edukacja najmłodszych, mam tu na mysli wychowanie w kulturze - jest na najwyższym poziomie. Od początku mnie to zachwycało i nadal zachwyca - w sklepie, na ulicy, na podwórku: proszę, dziękuję, przepraszam, dzień dobry i do widzenia. Dopóki na zaczną mieć naście.... nie wiem jak to się dzieje, ale połowa z nich, tych fajnych kulturalnych dzieciaczków ewoluuje w jakieś rozpite kreatury. Mam trochę zdjęć, więc jutro może powysyłam - jest Nastusia pod szkołą i ja we własnej roztytej osobie, więc trochę zaktualizujecie sobie mój obraz, he he :) ściskam i lecę na kolejną wyżerkę. P.S. Nie wiem jak to się dzieje, że choć bardzo nie chcę ciągle z niezależnych ode mnie przyczyn późną nocą wyłażę z jakiejś restauracji. I pupsko rośnie.. Ale co tam. Trzymam się wersji, że za 3 lata koniec świata, więc nie ma co się udręczać drakońskimi dietami, czyż nie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
shalla - my nie mamy domku - pisalam o nowym mieszkaniu :) mieszkamy w bloku - jednak do kazdego mieszkania przynalezy ogrodek (tak nietypowo :) ) Poprzednio tez tak mielismy - tylko mieszkanie mniejsze Starsze towarzystwo w osobach dzieci sasiadow nie jest inspirujace - przynajmniej nie w ten sposob w jaki bym tego sobie zyczyla Dzieci te sa dziecmi zaniedbanymi, maja straszne slownictwo (ale nie przy Amelii poki co), odnosze wrazenie, ze nasza mala ma wiekszy zasob wiedzy o swiecie niz oni ... Teraz zaczelo sie rpzedszkola, basen i Amelia ma znacznie mniej czasu wolnego wiec brakow towarzystwa nie odczuwa juz tak bolesnie jak pocatkowo :) Poza tym poznala przemilego 6letniego synka w bliskim sasiedztwie i widac, ze dzieciaki nadaja w podobnym tonie a i rodzice wychowuja go w sposob zblizony do naszego (co jednak jest wazne) Mam wrazenie, ze nie do konca zostalam zrozumiana z edukacja 6latka :P ja jestem PRZECIWNA wysylania takich dzieci do 1 klasy Nie w naszych polskich nieprzygotowanych szkolach, nie z n-lami ktorzy sadzaja tak male dizeci w lawki na 40 minut, nie w 30osobowych klasach NIE NIE i NIE :) edukacja tak malych dzieci - oczywiscie -a le w PRZEDSZKOLU Amelka wszak rozpoczela edukacje w wieku 2,5 lat - bo tylez miala gdy rozpoczela nauke w przedszkolu :) zerowki przedszkolne jak dotad swietnie przygotowywaly dzieci do podjecia nauki - osmielam sie twierdzic,, iz lepiej niz te w szkolach Nie podejmuje sie dyskutowac nad sensem edukacji 5 czy 6latka w szkole w innych europejskich krajach bo nie mam pojecia jak to sie tam odbywa Jedno jest pewne - tamtejsze szkoly sa totalnie rozne od naszych i z pewnoscia lepiej przygotowane do pracy z takimi maluchami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Źle ze mną, bo czytam i nie rozumiem co czytam. Wybaczcie. Ja myślę, że system edukacji to jedno, ale i tak szkoła szkole nie równa. Właśnie wczoraj rozmawiałam z mamą i mężem na temat tutejszych szkół. Przedszkole, do którego wcześniej chodziła Nastusia było częścią szkoły podstawowej. Takiej samej, jak tak, do której chodzi teraz. Ale między tymi dwoma szkołami jest nie różnica, a PRZEPAŚĆ. Szkoły mają tu wybór prowadzenia własnego programu, więc w pierwszej kolejności już różnica jest w poziomie nauczania. A do tego dochodzi cała seria nieszczęść: poprzednia szkoła była w innej dzielnicy, że tak powiem.... biedniejszej. Rodzice... w większości tacy, których nie chciałabym spotkać wieczorem na ulicy, słownictwo bez komentarza, dzieciaki usmarkane, niezadbane, brudne często. Fakt, że panie przedszkolanki były wspaniałe, a mnie pozwalano na co tylko chciałam sprawił, że właśnie tamto przedszkole wybrałam. Ale od początku wiedziałam, że szkoła odpada. NIGDY. Nie uważam się za Paris Hilton, ale przynajmniej mam zęby z przodu, czego nie dało się powiedzieć o wielu rodzicach przyprowadzających tam dzieci. Co tu więcej pisać. Myślę, że warto dołożyć wszelkich starań, poświęcić czas i znaleźć dla dziecka szkołę, która odpowiada naszym oczekiwaniom. Chcę przez to wszystko powiedzieć, że tu też nie każda szkoła jest oh ach, a poziom znakomitej większości jest... żenujący. No, ale to nie tajemnica. Każdy to wie. Z tego co jednak wiem z obserwacji własnych i zasłyszanych od znajomych w tych pierwszych klasach zaczynających się od 4-go roku życia nie ma mowy o siedzeniu w ławkach przez 40 minut. Nawet te starsze klasy są wiecznie w ruchu. Trochę siedzenia przy ławce, potem rajd po mapach, przewodnich, na podłodze, na dworze itd. No tyle, bo zmykam do pracy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Oj dziewczyny, za dużo piszecie. Nie nadążam czytać. :) Może Was zachęcę do jakiejś wypowiedzi...? Zaraz wyślę Wam kilka zdjęć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hej! Dziewczyny dziekuje pieknie za wszystkie zdjecia (chociaz ciagle licze na wiecej!) Przepraszam jesli nie robilam tego przez maila kazdorazowo ale przez te 3 miesiace kontakt z netem mialam ograniczony. Mysh Wasze zdjecia jak zwykle piekne a wiez o ktorej pisalas widac golym okiem na zdjeciach. Shalla Nastka sliczna, coraz sliczniejsza.. Psikulcu wciaz czekam na obiecane zdjecia z Chorwacji! Jak Zuza? Przeziebienie przeszlo? Dziewczyny wlasnie Was zasypalam zdjeciami z wakacji. Niech one sluza za komentarz do tego co robilismy ostatnie 3 miesiace. fisa nie wiem czy twoj adres to nie byl przypadkiem adres firmowy dlatego nie wiedzilam czy na niego wysylac. Daj mi znac czy to adres prywatny. Zycze ci serdecznie zebys swoj nowy adres firmowy miala jak najszybciej :) Wrocilismy 3 dni temu i jeszcze nie potrafie wskoczyc na stare tory. Olek chodzi juz 3 dzien do przedszkola bez przesadnego entuzjazmu, ale ma nowa nauczycielke i widze ze ona bardzo mu przypadla do gustu. Na mnie zrobila wyjatkowo pozytywne wrazenie. Dzis rano jak zwykle Olek nie chcial wejsc do sali wiec ona na poczekaniu wymyslila zabawe w ktorej dzieci unisono wolalay Alessandro, Alessandro... Blad, bo Olek nie cierpi byc w centrum uwagi i ona natychmiast to wylapala i zachecila dzieci do tego zeby udawaly ze ich nie ma lub spia i wszystkie dzieciaki polozyly glowy na lawkach i zamknely oczy i dopiero wtedy gdy zadne spojrzenie sie na nim nie koncentrowalo wszedl do klasy. W sumie nic a efekt byl natychmiastowy. Do wczoraj probowalismy ogranac dom, dokupujac kolejna szafke na moje ksiazki i filmy. ;) I mam mieszane uczucia co do jakosci mebli z Ikei. Od lat kupujemy je tam ze wzgledu na niski koszt, ale te ktore maja juz 5 lat sa w lepszym stanie niz te dokupione ostatnio. A te montowane wczoraj rozpadaly sie w rekach juz w chwili montazu. czyzby tylko pech czy tez Ikea zaczela oszczedzac kosztem jakosci? Nie mam zadnych wiadomosci od Kuk oprocz tej ze zdzwonila do mnie... Ania. Wiele nie porozmawialysmy ;) ;) Bylam wtedy w biegu wiec oddzwaniajac do Kuk porozmawialysmy 10 sekund. Musze pedzic. Pa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Halo, jest tam kto? Puk Puk. Kuk, Ty nadal na wakacjach? Nikii, wróciłaś do Polski i przepadłaś dla świata???? Karen Ka - ja ogólnie nie przepadam za IKEĄ, choć wiele rzeczy ma naprawdę praktycznych, tak więc nie mam doświadczeń z jej składaniem, ale słyszałam już podobne opinie. Może to wynik recesji? Może oni też zwalniają pracowników, a cierpi na tym jakość produktu? Jak tak patrzę po swojej firmie, to tylko smutek mnie ogarnia. Zwolnili mnóstwo ludzi, okroili czas, nie chcą inwestować w naprawę rozkalibrowanego sprzętu i jeszcze mają czelność negocjować podwyższenie cen u naszych klientów. Za co pytam? Za ten coraz gorszy produkt?????? Może jednak napiszecie jak tam jesień u Was? U nas póki co spadło parę liści, jest troszkę chłodniej, choć popołudnia nadal niemal czerwcowe. Ale ja kocham jesień. Nie wiem dlaczego, ale o tej porze roku jestem szczęśliwa bez względu na wszystko. Tak po prostu. I bez powodu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Karenko zdjęcia nie doszły, więc pewnie był to jakiś stary adres mailowy. Ja też uważam, że jakość mebli Ikea pozostawia wiele do życzenia. Więc raczej tam nie kupujemy, chyba że jest coś, czego ze względu na pomysł i funkcjonalność gdzie indziej dostać nie można. Od dwóch tygodni mam paskudny, duszący kaszel. Nie mam siły, ani ochoty nic robić. Najgorsze, że nie chce mi się iść do lekarza i liczę na domowe metody, do których stosowania jednak brak mi konsekwencji. A ja kocham jesień tylko wtedy, gdy jest to taka typowa polska złota jesień.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do szału doprowadza mnie pogoda, gdzie świt jest polskim październikiem, zimno, przenikliwy chłód atakuje przez każde okrycie, a od 11:00 temperatury tak idą w górę, że żeby wsiąść do nieklimatyzowanego samochodu ok 14:00 trzeba się rozebrać prawie ze wszystkiego. To jest nie do zniesienia. W samochodzie wożę małą szafę na okoliczność każdej zmiany pogody..... Uwielbiam jesień, a nie lubię mieć w niej przerywnika w środku dnia w postaci upalnego lata. Czy ktoś ma wieści od Kuk? Wyobrażam sobie, że teraz przy trójeczce wygospodarowanie czasu na internet graniczy z cudem. Wczoraj Nastusia miała swoją pierwszą lekcję W-Fu.... Przy jej aktywności byłam pewna, że to ją zachwyci. Tymczasem.... była głęboko rozczarowana, że nie łazili po ścianach, nie zwisali z sufitu, nie skakali po linach i trampolinach oraz nie wspinali się na skałki.... No rzeczywiście......szkoda również, że nie fruwali....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Czy zauwazylyscie, ze kazda kolejna po "grudniowej" ciaza jest dlugo trzymana w tajemnicy? Przeciez to forum powstalo wlasnie z powodu ciazy zeby dzielic sie wszystkim co z tym zwiazane. A tu zanim ktos sie "przyzna" mijaja wieki. Aby przerwac ta tradycje przyznaje sie jako pierwsza - w niedziele zrobilam w domu test z ledwie widoczna druga kreska. Dzis odebralam wyniki beta hcg - podwyzszone. Na razie nie bylam u lekarza a jedynie konsultowalam sie telefonicznie wiec do czasu ostatecznego potwierdzenia na wizycie lekarskiej moge powiedziec, ze jestem "troche w ciazy". Trzymajcie kciuki Dziewczny zeby nie skonczylo sie tak jak ostatnim razem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Psikulcu!!! Cudownie, gratulacje!!! Mam szczęście złożyć Ci życzenia wspaniałej udanej ciąży jako pierwsza, jako że inni z rzadka tu zaglądają :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Psikulcu cudownie!! Trzymam kciuki zeby ta "troche ciaza" okazala sie ciaza na calego. Ja poki co nie mam sie czym pochwalic wiec milcze w tym temacie. Bardzo sie ciesze z Toba!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Psikulcu - kciukasy mocno zacisniete. A my walczymy z wirusami i bakteriami. Ja ciągle chyrchlam, a Stasiek ma zapalenie gardła (antybiotyk!). Mnie też zaczyna w gardle drapac i tylko patrzec jak z jednej choroby przejde do drugiej. A mialam plany ogrod zakladac... :( Kto ma do Kuk numer telefonu niechze sie zlituje, zadzwoni i zda tutaj w jej imieniu relacje, ze wszystko dobrze - dolaczam sie do tych zaniepokojonych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie ma litości na tym forum.... nic a nic! Znieczulica wręcz! A u nas złota polska jesień :) Wieczory i poranki już bardzo chłodne, a i południe już nie takie upalne. Mnie zaczęło coś drapać w gardle, więc noce spędzam przytulona do termofora. Ech.... A szanowny małżonek tylko dzwoni i mówi jak to upalnie u niego, jak się opala, jak się smaży na plaży, a ja co???? Szczękam zębami po nocach. A dziś dokonałam niebywałego odkrycia. Otóż zauważyłam, że męża samochód od 6 dni stał całkiem otwarty pod domem! Aż mnie ciarki przeszły.... Wracam do rozgrzewającego prasowania :) Może się któraś odezwie...? Taka nieśmiała sugestia....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wodny psikulec
Shalla, a gdzie to szanowny malzonek zazywa takich kapieli slonecznych? Nic nie pisalas, a moze przeoczylam? Co do otwartego samochodu to moj staly numer. I chodziaz do marketow jezdze naprawde nieczesto to na tych wielkich parkingach tez mi sie to zdaza. Rowniez na wiekszych parkinach moja bolaczka jest znalezienie samochodu. Dawno, dawno temu kiedy jeszcze alarm dzialal na pilota (odkad sie zepsul nie mialam zludzen, ze kiedykolwiek zostanie naprawiony) mialam taki sposob, ze chodzilam po parkingu i naciskalam guzik na pilocie sluchajac z ktorej strony bedzie slychac "pip, pip". Teraz to juz tylko szczescie :) Jest zimno, od poczatku tygodnia juz wiem na 100%, ze nie ma lata. Uwaga: bede biadolic. Juz chyba znacie mnie na tyle, ze wiece, ze bede biadolic do czasu az znowu nie zrobi sie cieplo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×