Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

barbunia

Ślub i wesele - co poszło nie tak?

Polecane posty

Witam wszystkich. W najbliższą sobotę wychodzę za mąż i chyba jak każda panna młoda obawiam się, że coś pójdzie nie tak. Możecie się podzielić tym, co Was spotkało w tym wyjątkowym dniu a czego nie chciałyście?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja wiem że
u koleżanki mama nie dojechała na ślub z powodu korków na mieście (to byl piątek po południu, pół miasta jest rozkopane bo robią nowe drogi i oczywiście większa cześć autek była w ruchu, jak to w weekend), poza tym sukienkę koleżanka miala za długą, musiala jakoś sobie poprawiać gdzieś na stronie, zakładać pod gumkę w okolicy pasa, bo jak tańczyła to po niej deptała. Inna kumpela miała sukienkę na gorsecie bez ramiaczek, odebrala 2 tyg. przed ślubem i schudła dużo. sukienka się jej zsuwała i ona musiala ją ciągle podciągać. Poza tym - buty miala nierozchodzone i ją cisnęły, w pewnym momencie tańczyła na bosaka. Ja jeszcze swojego ślubu ani przyjęcia weselnego nie miałam (mam w grudniu), to nie wiem, co jeszcze może póść nie tak...mam nadzieję, że niewiele...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość goscwesln
najwazniejsze, to dobrze sprawdzic lokal, bo nawet spisanie umowy nie gwarantuje ze wszystko zostanie wykonane. oto przyklad ku przestrodze: Problemy zaczęły się już przy obiedzie. Na rosół goście zostali zmuszeni czekać całą godzinę. Po zjedzeniu rosołu obsługa zabrała się do roznoszenia drugiego dania. Najpierw na półmiskach przyniesiono ziemniaki dając jeden półmisek na ok. 15-20 osób. Jeżeli ktoś już dostał ziemniaki musiał czekać następne 15-20 minut na przyniesienie mięsa. Była to pieczeń pokrojona w plasterki. Kelner dając tace jednemu z gości do reki rzucił hasło: „Państwo młodzi życzyli sobie, aby każdy wziął 2 kawałki” po takim tekście osobom, które to słyszały odebrało apetyt. Doczekawszy się na pieczeń, nie można było ustalić, czy ma się już te przepisowe dwa kawałki, czy tez nie, ponieważ pieczeń „troszkę” się rozpadła i przypominała gulasz. Skompletowawszy ziemniaki i mięso (sałatkę nie wszyscy zdążyli) zabrano się do jedzenia. Jakież było zdziwienie, kiedy większość ludzi skończyła posiłek, pojawiła się kelnerka z sosem do mięsa!!! (Dodam ze wydawanie obiadu trwało od 17:15 do ok. 20:00) Czas na deser. Bardzo powoli zaczęły pojawiać się szarlotki. Ktoś tam zapytał się o kawę, a kelnerka na to: „zaraz sprawdzę” i po chwili: „tak, kawa i herbata bez ograniczeń“ - krzyknęła na całą salę i zniknęła. Dopiero po jakimś czasie zebrano zamówienia. Niestety w większości przypadków zamiast zamawianej kawy z ekspresu podano kawę rozpuszczalna o co najmniej wątpliwej jakości. Na nieszczęście nie wszystkie osoby z obsługi wiedziały o tym ze: „tak, kawa i herbata bez ograniczeń” i żądały zapłaty za przyniesioną kawę. Dopiero po naleganiach gości ok. 20tej obsługa przyniosła alkohol składowany w magazynie tejże restauracji – tylko wódkę, na wino, które stało razem z wódką udało się doprosić dopiero kolo 21:00 O godz. 23:00 rodzice państwa młodych zapytali się, kiedy będzie następne danie ( W umowie był obiad, żur staropolski, pierś z kurczaka po królewski i kurczak z ryżem i ananasem). Obsługa na to, że przygotowali barszcz czerwony, ale nie był zamawiany, i jak będzie zapłacony to podadzą. A to był dopiero początek…. I kto uwierzy, ze to wszystko dzialo się 06/10/2007 w centrum Tarnowa w trzygwiazdkowej restauracji „U Jana”

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1) pan młody się spóźnił 30 min w stosunku do planu i robiliśmy zdjęcia w biegu, 2) ciotki zaczeły mi truć d... tuż przed mszą i nie zdążyłam się porządnie ogarnąć - nie daj się wciągnąć w rozmowy przed ślubem, zdążysz potem! 3) fotograf cykał w kościele fotki z jednego ujęcia, mam z 50 identycznych zdjęć, dobrze zawczasu dogadać takie szczegóły... 4) klasycznie ktoś mi nadepnął na podpięty tren i urwał pętelkę, warto mieć agrafkę albo igłę z nitką. Więcej grzechów nie pamiętam. Gdzieś tu już jest taki topic ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość linaaaa
Ostrzegm uczciwie, jeżeli ktoś ma suknięz trenem to jedna agrafka nie wystarczy. Warto pieć ich cały komplet i igłę oraz nici. Bardzo się przydadzą :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ffjfj
gosc - no twoje opowiadanie o serwowaniu dania na raty wymiata!!! no i zobaczcie - niby porażka ale za to jaka anegdota ciekawa!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już mężatka...
na moim weselu (25.08.07r.) też nie było , bynajmniej dla mnie do śmiechu. zaraz po obiedzie, a musiał być syty, zapchały się wszystkie toalety!! sale sami wynajeliśmy, zatem mój ojciec miał ciekawą pracę przy przepychaniu sedesów!!! byłam przerażona,że moi goście w sukniach i garniturach będą musieli chodzić w krzaczki za potrzebą!!! na szczęście tato szybko uwinął się z problemem! po kilku godzinach zgasło światło! mi odechciało się żyć!! goście myśleli, że to takie efekty specjalne, zrobił się odpowiedni klimat, paliły się świece a oni śpiewali nam sto lat!! i tak 3 razy nie było prądu! gdy juz wszystko uspokoiło się stwierdziałam,że nie warto przejmować się pierdołami! wypiłam z gośćmi troszeczkę wódeczki i już nic mi nie przeszkadzało! moja koleżanka stwierdziła dość trafnie,że zawsze pamięta się takie wesela, na którym coś się dzieje! jest co wspominać! zatem niczym się nie przejmuj, baw się dobrze, w końcu to Twój wielki dzień! pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zatem rozpoczynamy wyliczanie: 1) Moja siostra - świadkowa złapała panę (gumę) w samochodzie i ledwo zdążyła przyjechać. Przebrać miała się na miejscu - no i zonk, w samochodzie zostawiła szpilki, a w adidasach to nie za bardzo... Wcisnęła się w końcu w moje buty, które miałam na poprawiny, ale rozklekotała mi je całkowicie... Dodam, że jej małżonek i dzieci też wystąpiły w adidaskach :) 2) Z wrażenia zapomniałam po uroczystości zabrać z kościoła moją wiązankę- przypomniał mi o tym dopiero kamerzysta (już po dostojnym Marszu Mendelsona...). 3) Zespól za szybko puścił nasz pierwszy otwór i nie zdążyliśmy sie ustawić- musiała być powtórka... Hmmm jak sobie przypomnę resztę to dopiszę, ale generalnie ja wspominam te wpadki z wielkim sentymentem i łezką w oku ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja miałam parę w piątek przedslubny : -od rana wzięłam się za robienie wizytówek ( jestem optymistką , więc myślałam , ze 2-3 godzinki mi starczą ... robiłam je do wieczora :( i byłam w związku z tym nabuzowana na wszystko i na wszystkich, w rezultacie pokłóciłam się z mamą , narzeczonym i świadkową :( :( - w związku z pkt.1 nie poszlismy do spowiedzi w piateki w sobotę rano na gwałt szukaliśmy mszy w okolicznych kosciołach żeby się wyspowiadać . - narzeczony o 2.00 w nocy w piątek ( !!! ) przypomnial sobie że nie odebrał spodni od krawcowej ... ( na szczęście w sobotę była w zakładzie ) Pierwsza \"wpadka\" w kościele , ale oprócz mojej mamy nikt nie zwrócił na to uwagi :) - po skończonej mszy za szybko wstaliśmy z klęczników ( zanim jeszcze ksiądz nie wszedł do zachrystii ) Reszta wieczoru i nocy już była w porządku , no nie licząc perypeti z trenem ... ale to się zdarza często - więc każda panna młoda powinna być czujna . Ja tez tak myślałam ( miałam igły, agrafki ) Nic mi się nic urywało , ale praez prawie godzinę nikt nie potrafił mi prawidłwo podpiąć tego trenu . Miałam bardzo obszerny tren z mnóstwem pętelek do podpięcia , po pół godzinie miałam ochotę zdjąć suknię i sama go upiąc ... No ale jakoś tam poszło :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Monia.kami - poważnie? :D Ja ni cholery nie mogłam znaleźć tej swojej pętelki (szukałam ze złej strony, bez komentarzy) i w rezultacie ciągle trzymałam tren w ręku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no cos ty u Jana a wyglada na porzadna restauracje:)) naszczescie wybralam ladny lokal za tarnowem i z dobra opinia mam nadzieje ze takich wpadek z jedzeniem nie bedzie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nicktaki ---- grunt to sobie nie posuć wieczoru, nawet dzierżąc w dłoni tren :) Słyszałm jakiś czas temu historie o pannie młodej ktora nie miala podpięcia przy trenie - ale ze swojego własnego wyboru - gdyż jak sama twierdziła popsuloby to urok całej sukni . W rezultacie , przez częsc nocy była nafuczona a potem ostentacyjnie urżnęła ten tren nożem ! Ale tak jak juz dziewczyny pisały wyżej , ja tam każdą chwilę i slubu i wesela wspominam bardzo miło , pomimo jakichś tam małych \" niedogodności \" .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość linaaaa
A mnie kwiaciarka nie zrobiła koszy dla rodziców :/ Zołza jedna próbowała wmówić mojemu mężowi (który odbierał kwiaty) że ich wcale nie zamawiałam. Ryczałam cały przedślubny poranek! Ale później za to juz byłam tak wyluzowana ze hej :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak..trzeba uważać na kwiaciarki.mojej kuzynce zrobiła wiązanke ze zwiędłych i starych róż.pomijam ze kolor był zupełnie inny niż zamawiała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dajcie spokoj z tym topikiem. Po co straszycie inne panny młode? zadnych tu konkretnych rad nie widzę, tylko samo strasznie....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hahahah ale jaja :D :D moi rodzice w niedzielę są zaproszeni na wesele własnie do JANA w tarnowie hahahah powiem im żeby sie w domu porządnie najedli w takim razie :classic_cool: :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość z tymi spodniami najlepsze
:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zegarynka 82
- ja zamawiałam 2 identyczne bukiety z rączką a zrobił mi 1 w rozku długim i ciezkim, ze złoto-pogrzebowymi kokardami wpietymi jak to zobaczyłam byłam wsciekła mialam jechac go odwieźć...z tym ze strasznie padało a ja byłam juz w fryzurze i makijazu ...powypinałam połowe z tego bukietiu ozdób i przebolałam -jak jechalismy do koscioła okropnie padało ja na koncu orszaku samochodowego no i odkleił nam sie stroik z róz zywych i musielismy sie zatrzymac aby go sciagac ze srodka drogi...w konsekfencji przyjechałam sama pod kosciół bo inni tego nie zauwazyli i jechali dalej nie mowiac o młodym który musiał czekac na mnie pod kosciołem ...... bo gosice przed ulewa pobiegli do koscioła :-) - pozniej woda z gąbki w bukiecie wylała mi sie na sukienke i powstrały zacieki widoczne tylko dla mnie ale były:-( - kieliszki z ktorych mielismy pic na weselu powiazane wstazkiami pieknie ozdobione kelnerzy dali nam do stłuczenia przy wejściu :-) a ja mówię "to nie te na kamerze";-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość tyyylusia
1). 2 gosci sie pobiło na podwórku, na szczęscie my młodzi tego nie widzieliśmy. 2.) dzieciaki popsuły windę która była w budynku i musieliśmy ponosić koszty i było zamieszanie w trakcie wesela 3.) Kuzynka przyszła z ze swoim nowym chłopakiem, który rozmawiając podczas wesela na podwórku przez komórkę (moja mama podsłuchała :-)) powiedział do kolegi " wiesz co na tym weselu sa same K..wy :p Nieżle co!! A dodam ze wesele nie było gdzies na wiosce tylko w fajnej restauracji- poprostu chyba wódki za duzo :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość juz zona
na moim weselu sie pobili i to była porażka... ale tego nikt niestety nie jest w stanie przewidziec...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1) Fryzjerka okropnie mnie uczesała - mimo 2 czesań próbnych. 2) Świadkowa utknęła w korku i ledwo na ślub zdążyła. 3) Plany uległy z tej okazji zmianie i wezwałam moją mamę, by pomogła mi ubrać suknię i wpiąć welon. Mama nie była na taką ewentualność przygotowana, nim dojechała to pojawił się fotograf, pan młody i świadek, a także rodzice pana młodego, przy których mama wdziewała mi na gwałt kieckę. 4) Ojciec musiał przejąć obowiązki mamy, ubrać dzieci, czym się tak zmęczył, że na koszuli pojawiły mu się sexi rąby pod pachami i trójkąciki na klacie i plecach, co na szczęście udało się fotografowi sprytnie zakamuflować. 5) Całą mszę mój bukiet trzymał pan młody, bo z przejęcia o nim zapomniałam. 6) O 19 mieliśmy iść cyknąć kilka fotek, ale świadek pojechał odwieźć prezenty i zniknął. Plener był robiony o zmroku (na szczęście ślicznie wyszedł, ale to zasługa fotografa). 7) O 22 zaplanowaliśmy pokaz sztucznych ogni, ale nikomu nie chciało się iść go oglądać. 8) Wodzirej zapodział płytę z naszym 1. tańcem, szyliśmy więc na gorąco do jakiejś nieznanej nam piosenki. 9) 2 wujków się upiło. Jeden od razu zasnął na stole, a drugi niestety robił grandy. No i to chyba tyle. Na szczęście restauracja wywiązała się super, a te wszystkie wpadki tylko dodały uroku :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość po jakimś czasie to
sie pewnie z tego można śmiać, ale w momencie w którym sie to dzieje to pewnie niejedna panna młoda ma ochote płakać, zwłaszcza te, które nie potrafia miec dystansu do całej tej zabawy i strasznie im zależy żeby wszystko wypadło idealnie!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja się tak naprawdę stresowałam tylko tą kiecką, a raczej tym, że teściowie przyjechali na błogosławieństwo, a ja jej dalej nie mam na sobie :) W ogóle połowy tych punktów w dniu ślubu nie zauważyłam (np. okropnej fryzury - dopiero na zdjęciach ujrzałam ją z tej gorszej perspektywy, czy tego że mąż trzymał moją wiązankę). Ale ogólnie było super :) Mogłabym ten dzień w kółko przeżywać :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ja już po wszystkim :) Ślub miałam w tę sobotę i prawie wszystko wyszło super, mimo że miałam takie obawy :) No ale nie byłam do końca zadowolona z makijażu (ja mówiłam swoje, ale makijażystka miała swoją wizję), wiązankę ślubną zamiast w kolorze ecru dostałam w zielonkawym, jak wstawałam z klęcznika na początku mszy to sobie obcasem zadarłam welon i nie umiałam go odczepić, aż mi mąż musiał pomagać, zresztą użerałam się cały czas z tym welonem, bo moja pierwsza drużka miała to gdzieś i w ogóle mi nie pomagała. A oprócz tego wszystko wyszło idealnie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli chcemy mieć pewność że wesele pójdzie po naszej myśli warto znaleźć ludzi którzy się na tym znają. Ja bardzo długo chciałam zorganizować je po swojemu ale moja siostra poleciła mi ludzi z Wesela z Naturą w Poznaniu - mogę ich jak najbardziej polecić : )

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×