Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Pomoc doraźna

Czy jesteś w związku, w którym partner molestuje Cię psychicznie? cz.3

Polecane posty

"ja nie mowie,ze jestem idealna,pare rzeczy w zwiazku z m. zrobilam zle; 1) Okazalo sie ,ze bywam czasem zazdrosna( ale to on komentowal kazda d..e na ulicy) 2) Czasem dopuszczalam sie drobnych przeinaczen rzeczywistosci( ale to dlatego ,ze on wpadal w szal o wszystko i nie dawal prawa do najmniejszego bledu) 3)Za malo pieniedzy oszczedzalam,kiedy mialam ich wiecej 4) Nie jestem taka kobieta,ktora cale dnie stoi przy garach, a wolnych chwilach wypieka ciasta....ale w moim domu codziennie byl i jest obiad,jest czysto i schludnie." Buszujaca...teraz to przeczytaj jeszcze raz. Czy naprawde ktos, kto nie piecze ciast, zasluguje na wyzwiska i pranie mozgu? Czy 'bywanie czasem zazdrosnym' (w calkowicie slusznym wypadku, kiedy Twoj facet oglada sie i komentuje kazda dupe!) znaczy, ze ktos moze Ci zabierac pieniadze i kontrolowac wszystko co robisz? Czy Twoj realny lek, sprawiajacy, ze o czyms mu nie powiesz czy przeinaczysz (bo wiesz, ze mozesz sie spodziewac krytyki, kolejnych wyzwisk, etc) - jest zly? hmm teraz kolejne pytanie z cyklu KOBIETA BYC (cykl sie zaczal mi od 'Dlaczego 'pelna rodzina' ma byc sprawa nadrzedna?') czy kobieta, ktora nie stoi przy kuchni, piekac wymyslne ciasteczka, albo taka, ktora w ogole nie gotuje, jest 'gorszej jakosci'? 'JESTEM KOCHANA TAKA JAKA JESTEM' 'JESTEM KOCHANA ZA TO, JAKA JESTEM' (nie za to, ze upiore, ugotuje, zaplace rachunki, trzasne striptis z przytupem)* strasznie mi to zabrzmialo, to Twoje 'nie do konca jestem idealna' z powyzsza wyliczanka, jako przeciwwaga? usprawiedliwienie? dla wyczynow takiego psychopaty... *niepotrzebne skreslic :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do buszujacej
twoj kochanek poniewiera twoim synem bo mu na to pozwalasz. taka z ciebie matka. seks wazniejszy niz syn.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jesienna Roza
Do Abssinthe - Nie uwazam, ze popelnilas bledy zyciowe, bo jestes czasem zazdrosna, czy wydajesz czasem za duzo pieniedzy, czy nie pieczesz ciast. W warunkach kiedy zyje sie w nienormalnym srodowisku czlowiek reaguje tak, aby w jakikolwiek sposob sie bronic, zeby jakos wytrwac, jak nie ma radosci zycia, to nie ma entuzjazmu, robi sie tylko to co juz trzeba niezbednie robic, a wiec: ugotowac ten obiad i posprzatac. Paulina - powtarzam sobie co napisalas: zeby zaakceptowac czasem swoj smutek. Ktos tu tez napisal, ze dyscyplina jest wazna. Tym psychopatom i sadystom zalezy na tym aby kobiete konsekwentnie ponizac, umniejszac jej zaslugi, bez przerwy krytykowac, szantazowac, ublizac, dokuczac, po prostu zatruwac zycie jak sie tylko da. Jak juz dobija takiego celu, ze kobieta o sobie ma jak najgorsze mniemanie sama, wtedy ona skamle o jego laski panskie, mysli, jakie to ona ma szczescie, ze on jeszcze chce z taka byc. Nie rozumiecie, ze to jest manipulacja??? Perfidna manipulacja, pranie mozgu. Oni sa tacy malutcy, sami maja potwornie niskie poczucie wlasnej wartosci, czuja sie gorsi, a nie znaja innej metody, zeby sie dowartosciowac, jak ta, zeby skopac te kobiete do jeszcze nizszego poziomu. Czy oni chodzili do tej samej szkoly, skoro ich jest tak duzo???? Nie rozumiem. Czy Maja tu jeszcze jest czy pojechala do Polski? Musze przeczytac poprzednie strony. Ja juz jestem dawno na etapie zrozumienia mechanizmow dzialania tych potworow, ale taka hiene jeszcze mam w domu. Ale to juz jest na innej zasadzie: na zasadzie sublokatorstwa, bo chalupa jest wspolna. Kwestia czasu - niewidzenie tej wstretnej mordy.......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Buszująca:) czekałam na takie słowa od Ciebie i się doczekałam:): "strasznie sie wzburzylam jak to wszystko pisze" i "ALE DOSC.ZASLUGUJE NA NORMALNE ZYCIE. Chce wyplakac swoje,przecierpiec i znowu z radoscia przezywac kazdy dzien.Jestem na to gotowa." Czytam to właśnie i cieszę się bo o to chodziło! Żebyś się wkurzyła, tak porządnie, wypisała i najnormalniej wściekła! Yes, yes, yes, o to chodzi. Potem już jest z górki..potem już będziesz wiedziała co robić. Każda kolejna decyzja będzie konsekwencją tej świadomości, którą tutaj dziś wywaliłaś z siebie. Taka zmiana w Tobie zrodzi po prostu decyzje, jedna decyzja wywołuje określone skutki a potem kolejna itd. Aż do wolności. Pięknie! Jestem z Tobą, ściskam Cię najmocniej i leć Kochanie do przodu, już teraz się nie zatrzymuj!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość oooonnnnaaaaa
Witam wszystkie kobietki 🌻 rzadko się tu wypowiadam, bo nie mam o czym za bardzo pisać, ale staram się Was regularnie podczytywać, teraz dawno nie zaglądałam i sporą lekturę miałam do przerobienia ;-) Chciałam tylko wtrącić swoje trzy grosze do dyskusji o samotności. Tak, kiedyś panicznie się jej bałam, pamiętam taką sytuację, z początku związku, ze pokłóciliśmy się, nie pamiętam o co i on wyszedł z domu. A ja ryczałam w kółko powtarzając, że mnie zostawi, a ja nie chcę zostać sama.A mógł mnie wtedy w cholere zostawić, ale nie, wrócił. I bardzo długo czułam ten strach przed samotnością, prawie fizyczny ból. I mimo tych wszystkich złych rzeczy, które się między nami wydarzyły, momentem przełomowym była zmiana pracy przez niego - teraz miał być w domu tylko w weekendy. I jak zmienił tą pracę, stopniowo zaczęłam się uczyć żyć bez niego na co dzień. Za to z utęsknieniem czekałam na weekend, z nadzieją, ze skoro się tyle dni nie widzimy to te weekendy będą jak w bajce. A tu zonk, bo nie były. Ale ja dalej bałam się zostać sama, bo przecież mamy malutką córeczkę, bo pieniądze, bo to, bo tamto. Aż w końcu coś we mnie pękło, w końcu dotarło, że jak on jest w domu to ja nawet nie wiem co mam ze soba zrobić, zeby panu dogodzić. Normalnie siedziałam jak na szpilkach. I tak sobie rozmyślałam, jakby to było, gdyby go nie było. No i kurcze, fajnie by było ;-) Od prawie trzech miesiecy jest super, nie licząc kilku niedziel, gdy przyjechał obiecywać zmiany, ale nie ze mną już te numery kotku :-) Jeszcze a propo sexu - ktoś napisał, ze są dobrzy w te klocki, bo muszą jakoś odreagować, coś w tym jest. Bo w łóżku było nam bajecznie, nie przeszkadzało mi, że najpierw się kłócilismy, a potem godziliśmy. Wtedy byłam tak chora, że nie widziałam, że nie tak powinno być. A jak klapki spadły z oczu to pozostało tylko obrzydzenie i tak od stycznia tego roku jak już to z musu i zero przyjemności. A kiedyś tez myślałam, że tylko z nim i że żaden inny pod tym względem go nie zastąpi. Teraz już tak nie myślę, i co jeszcze - nie myślę również, że to była miłość mojego zycia, a baaardzo długo tak myślałam i podobnie jak piglet źle się czułam ze świadomością, ze nie stworzyłam normalnej rodziny. Ale w końcu uzmysłowiłam sobie, że ja zrobiłam wszystko, a nawet za dużo żeby się udało. "To nie moja wina" powtarzam sobie jak mantrę. Przepraszam dziewczynki, ze tak się rozpisałam, chciałam tylko powiedzieć, ze jestem szczęśliwa, że już nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałam i tak się zastanawiam, czy wszystko ze mną w porządku, że tak "gładko"przez to przechodzę? Ale moze lepiej nie wywoływać wilka z lasu ;-) Aha, w niedzielę tatuś przyjeżdża po córeczkę i wiecie co zrobiłam? Żeby nie siedzieć w domu i rozmyślać, umówiłam się na randkę :-) Facet strasznie wesoły, więc nudzić się nie będę ;-) A podbudować poczucie wartości też się przyda ;-) Zresztą powoli się to udaje, coraz więcej się śmieję i więcej o siebie dbam ;-) Fryzjer już zaliczony ;-) Pa pa, ostatnie Wasze wpisy jeszcze więcej mi uświadomiły i ciężko jest patrzeć, jak niektóre z nas jeszcze się zastanawiają, bo "kochają". Ale na każdą z nas przyjdzie czas ❤️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Buszująca, piszesz: ja nie mowie,ze jestem idealna,pare rzeczy w zwiazku z m. zrobilam zle - NIKT NIE JEST IDEALNY NA NASZYM ZIEMSKIM PADOLE A NAWET W KOSMOSIE:) 1) Okazalo sie ,ze bywam czasem zazdrosna( ale to on komentowal kazda d..e na ulicy) - ZAZDROŚĆ JEST W KAŻDYM CZŁOWIEKU, ZAAKCEPTUJ JĄ W SOBIE 2) Czasem dopuszczalam sie drobnych przeinaczen rzeczywistosci( ale to dlatego ,ze on wpadal w szal o wszystko i nie dawal prawa do najmniejszego bledu) - KAŻDY CZŁOWIEK KŁAMIE, W MNIEJSZYM LUB WIĘKSZYM STOPNIU, PO TO ŻEBY UCHRONIĆ BLISKICH ALBO SIEBIE. BRONIŁAŚ SIĘ JAK MOGŁAŚ I DOBRZE:) MASZ WOLĘ PRZETRWANIA I TO SIĘ LICZY. 3)Za malo pieniedzy oszczedzalam,kiedy mialam ich wiecej - CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHA SIEBIE SPRAWIA SAM SOBIE PRZYJEMNOŚCI. 4) Nie jestem taka kobieta,ktora cale dnie stoi przy garach, a wolnych chwilach wypieka ciasta....ale w moim domu codziennie byl i jest obiad,jest czysto i schludnie - TO CO WYMIENIŁAŚ JAKO WADY, TO DLA MNIE STEREOTYP KOBIETY Z TAMTYCH LAT:) NIGDZIE NIE MA TAKICH ZASAD, ZE KOBIETA POWINNA SIĘ NP. SPEŁNIAĆ JAKO GOSPODYNI DOMOWA. NO CHYBA, ŻE MA TAKĄ WOLĘ. NIE TRZEBA SIĘ ZANADTO POŚWIĘCAĆ, BO MOŹe NIKT TEGO NIE DOCENI A MOŻE JESZCZE SIĘ PRZYCZEPI, ŻE ZUPA BYŁA ZA SŁONA. OFIARNOŚĆ TEŻ MA SWOJE GRANICE! ps. skoro codziennie gotujesz obiad, to przecież stoisz przy garach:) i jeszcze w międzyczasie sprzątasz, "bo jest czysto i schludnie":) Dbaj o siebie Maleńka:) bądź dla siebie łaskawsza, bo kto jak nie Ty sama?:) jak widzisz prawie wszystko można obrócić w zaletę, jak się tylko uzyska inną (zdrową) perspektywę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jesienna Roza
Mialam sprzatac, a zasiedzialam sie czytajac ostatnie 20 stron przylepiona do ekranu. Do: Ooooonnnnaaa - gratuluje Ci i ciesze sie razem z Toba. Kazda odejdzie w swoim czasie, nie ma innego wyjscia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oooonnnnaaaaa piszesz: i podobnie jak piglet źle się czułam ze świadomością, ze nie stworzyłam normalnej rodziny. Ale w końcu uzmysłowiłam sobie, że ja zrobiłam wszystko, a nawet za dużo żeby się udało. "To nie moja wina" Pewnie, że nie Twoja. Do tańca trzeba dwojga. Rodzina to relacja, a relację muszą tworzyć co najmniej 2 osoby. Więc choćby jedna osoba tańczyła na suficie, a druga osoba nic z siebie nie dawała, to nie ma możliwości, aby tę relację utrzymać. pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oooonnnnaaaaa piszesz: i podobnie jak piglet źle się czułam ze świadomością, ze nie stworzyłam normalnej rodziny. Ale w końcu uzmysłowiłam sobie, że ja zrobiłam wszystko, a nawet za dużo żeby się udało. "To nie moja wina" Pewnie, że nie Twoja. Do tańca trzeba dwojga. Rodzina to relacja, a relację muszą tworzyć co najmniej 2 osoby. Więc choćby jedna osoba tańczyła na suficie, a druga osoba nic z siebie nie dawała, to nie ma możliwości, aby tę relację utrzymać. pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oooonnnnaaaaa piszesz: i podobnie jak piglet źle się czułam ze świadomością, ze nie stworzyłam normalnej rodziny. Ale w końcu uzmysłowiłam sobie, że ja zrobiłam wszystko, a nawet za dużo żeby się udało. "To nie moja wina" Pewnie, że nie Twoja. Do tańca trzeba dwojga. Rodzina to relacja, a relację muszą tworzyć co najmniej 2 osoby. Więc choćby jedna osoba tańczyła na suficie, a druga osoba nic z siebie nie dawała, to nie ma możliwości, aby tę relację utrzymać. pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość co jest........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jesienna Roza
Nikt nie pisze jak uplynelo spotkanie w Krakowie. Maja tez zamilkla.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dziekuje ze jestescie
Anna ,popłakałam się ,,,, ja jestem niewidzialna.Nie jestem nic w stanie więcej napisać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ja wpadam dziś tylko na chwilę, bo jadę na ulop - sama i z nadzieją że będzie udany :-) Pozdrawiam Was serdecznie i dla Was wszystkich łan letnich kwiatów 🌻🌻🌻 🌻🌻🌻 🌻🌻🌻 🌻🌻🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość magdamigawka
i jak zwykle ta sama śpiewka. 11 rocznica slubu i co i nic!!! Można się głosniej odezwać lub powiedzieć co sie czuję i co i znowu winna i znowu wymyslam bo bo jak zwyklę krzycze bo jak zwykle jestem zdenerwowana. Nie ważne ze zap... sama caly miesiąc rodzina rozkręcanie firmy dom fredki... nie ma mowy o depresji i o anemi i braku sił nie ja nie moge ja mam być silna i uległa nie mam prawa bo jak zwykle coś se ubzdurałam i nie mam racji tylko ja ja ja ja tak tylko ja? ciekawe kiedy i gdzie samotność, brak zainteresowania zmęczenie i brak rozwiązania na brak kasy.. mam se radzić i się wiecznie uśmiechać jak sie interesuje to to niema ochoty to jest zmęczony. porozmawiać owszem by usłyszeć ze coś źle zrobiłam ale nie no w sumie jestem wspaniała dbam o rodzinę ... nie mam już sił ryczeć mi sie chce i najlepiej znowu bym uciekła daleko jak najdalej by być sama i nie martwic sie zenie zauważam go pomyśleć o sobie i dzieciach .. Nie ucieknę bo bo wróciłam i obiecałam że złe dni wytrzymam stary zgorzkniały 30latek he he czuję sie do niczego brak optymizmu brak chęci osiągania czego kolwiek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość piglet28
Aweb, Zgadzam sie z Toba co do tego, ze lepiej wychowac dziecko bez drugiego rodzica anizeli w pelnej rodzinie ale nienormalnej- dysfunkcyjnej; gdzie czesto sa klotnie wyzwiska, placz i krzyk.. Zdaje sobie sprawe jaka krzywda grozi malej kiedy bedzie wychowywana w takim domu jak to sie moze negatywnie odbic na jej rozwoju emocjonalnym i jakie wzorce z takiego domu wyniesie..to trzyma mnie najbardziej przy mojej decyzji o odejsciu.. Buszujaca, Jednak u mnie wciaz sa te chore uczucia; szukanie winy w sobie, usprawiedliwianie go, zal.. bo Jak czytam wasze historie to wiekszosc M byla naprawde psycholami robili wam z niczego jazdy.. u mnie tak nie bylo; on zazwyczaj byl ugodowy, cieply i kochajacy, tylko jak dochodzilo do roznicy zdan albo gdy sie o cos czepialam - to dochodzilo do klotni podczas, ktorych on dostawal swoich wybuchow zlosci, wtedy wymyslal i zarzucal mi paranoidalne rzeczy.. i rowniez tak sentymentalnie robiac z siebie ofiare przez lata naszego zwiazku wpajal mi poczucie zalu, winy, odpowiedzialnosci za jego zle zachowania bo spowodowane byly moimi zlymi zachowaniami..ze go ignoruje, odpycham, nie jestem mila taka bylam/tak robilam ale znowu powodami tego byly slyszane od niego bolesne slowa, jego nieumiejetnosc w zadbaniu o nas praca, i jego paranodalne jazdy; zazdrosc, nerwowosc nie tylko w stosunku do mnie ale i innych ludzi..a ja chce go na sile bronic i usprawiedliwiac..:( znowu wczoraj byla jazda, straszyl mnie ze jak nie przyznam sie do tego, ze go nie kochalam, wykorzystalam a na urlopie chcialam zdradzic jak mu nie powiem prawdy to zadzwoni na policje zeby sciagnac tu mala, wie dobrze czym moze manipulowac, po czym kilkakronie znowu w swojej zlosci i bolu mi naublizal, zarzucal straszne rzeczy, nie wytrzymalam i to ja zadzwonialam zeby zglosic jego wyzywanie sie psych na mna.. po czym przyjechal, zupelnie spokojny widzac chyba, ze starchy i grozby na mnie nie dzialaja zaczal znowu mne rozwalac tym, ze jego swiat sie zalamal, ze nie potrafi zyc bez nas, ze nigdy nie pogodzi sie z tym bolem.nie potrfailam go wygonic wyrzucic bo po prostu bylo mi go zal, jako czlowieka, ktorego tak mocno kochalam, ktory jest chory i nic ze swojej choroby nie rozumie..i tak siedzielismy i kilka godzin rozmawialismy najgorsze jest to ,ze ja wiem, ze u niego to nie jest aktorstwo/gra , ze on tego nie udaje ale na prawde na swoj chory sposob my jestesmy jego calym swiatem i wiem, ze ogromnie cierpi.. najwiekszym szczesciem byloby dla niego bycie z nami tylko bedac z nami, mimo staran i tak doprowadza do klotni, problemow itd kolejna rzecz to po tym jak mu powiedzialam ze moj pomysl na wyjazd na urlop byl przede wszystkim po to, zeby on sie zdenerwowal , zaczal mi ublizac itd i to by mi pomoglo w odejsciu od niego..wiem, ze to chore ale ostatni rok juz nie mieszkalismy razem a toczylam dzien w dzien ze soba walke; odejsc-nie odejsc i nie umialam podjac podecyzji...tylko, ze mowiac mu to uewnilam go, ze nie chcialam go zdradzic, ze nie jestem taka i odebral to pewnie w sposob, ze ma kolejna szanse, zeby jeszcze probowac.. straszne to jest, nie dosc ze musze borykac sie ze swoim bolem rozstania, to jeszcze dzwigam jakby odpowiedzilalnosc za jego bol..wiem, ze sama ja sobie narzucam ale nie umiem go zignorowac, nie umiem go znienawidzic nie mam powodu do nienawisci, a byloby latwiej ... dziewczyny, jakie znacie pozycje na temat toksycznych zwiazkow? Przeczytalam Kobiety ktore kochaja za mocno i jak radzic sobie z przemoca emocjonalna ale obie pozycje mnie rozczarowaly: nie dowiedzilam sie niczego nowego z zadnej z ksiazki, nie przekonaly mnie jakos nie wzmocnily nic nie daly w sensie jakiegos wsparcia, pomocy, wskazowek itp , wrecz jakby nie dotyczyly mojego problemu; nie pasuje do zadnego przypadku opisanego przez Robin Norwood czy Susan Eliot, ktore wszytskie sa jak dla mnie takie dobitne, takie oczywiste na istnienie nienormalnosci, potwornosci, dysfunkcji w zwiazku (alkoholizm, przemoc, zdrady, uzaleznienia od narkotykow, brak szacunku, czulosci, zainterseowania a duzo przemocy, kontroli, ponizania ze strony partnera... Dla siebie potrzebuje czegos odnoszacego sie do b lightowego/b sentymentalnego toksycznego zwiazku, gdzie partner niekoniecznie byl zawsze katem i tyranem ale czesto ofiara swoim zachowaniem, slowami, rozczulanie sie na soba - wzbudzal we mnie zal, wyrzuty sumienia, potworny smutek..przy czym b czesto bym zieplym, wrazliwym, uczuciowym partenerem... Co myslicie o Koniec wspouzaleznienia ? Milego weekend

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do piglet
twoj m wzbudza w tobie takie same uczucia jak twoj ojczym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość piglet28
do piglet, krotko i na temat napisalas/es , ale szczerze to pewnie masz troche racji; mam tendencje do litowania sie ,tlumaczenia, wybaczania ludziom..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jesienna Roza
MagdaMigawka - bledem naszym jest to, ze myslimy, ze to co oni mowia jest racjonalne, my chcemy zyc normalnie z normalnymi ludzmi, co w przypadku tych akurat jest niemozliwe. Nie przyjmujemy tego do wiadomosci, dziwimy sie, jak mozna tak sie zachowywac, w taki sposob do nas odnosic. Nie rozumiemy, ze to jest manipulacja z ich strony. Piglet - to dotyczy wszystkich. W wiekszosci przypadkow oni sa tacy wlasnie mieszani - raz spokojni, romantyczni, mili, weseli, przyjemni, pamietajacy, a nagle wredni, paskudni, gnebiacy, okrutni. Dlatego wiekszosc kobiet z takimi siedzi, czasami dlugie lata, bo pamietaja te dobre chwile. To Ciebie tez dotyczy i Twoj zwiazek. Zalezy tylko czy ktos wytrzymuje taka hustawke a raczej mlyn diabelski. Usprawiedliwianie to nasza domena, bo chcemy za wszelka cene utrzymac ten zwiazek i mamy nadzieje, ze sie poprawi. Ale sie nie poprawi, bo ten facet nie potrafi inaczej zyc. A my mu przyzwalamy na takie traktowanie. On wie, ze wybaczymy i zrozumiemy. Zrobi nas tak, ze bedziemy sie czuc winne. Czysta manipulacja. Chore to i straszne!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JaEwka
Witajcie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JaEwka
Czytam Was od dwoch lat. Widzę , jak się zmieniacie, jak obrastacie w siłę. Współczuję Wam i dopinguję decyzjom waszym. Cieszę się,że Wam się udaje. Jesteście dzieczęta wspaniałe. Ja jestem jedna z was. Juz przebudzoną ze snu, już świadoma tego,że żyję w patologii z chorym człowiekiem. Podjęłam decyzję o odejściu. Droga daleka przede mną. Bardzo się boję, ale już dłużj nie mogę tak życ- szkoda mi życia. Moj psychol ma postać Piotrusia Pana. Totalnie nieodpowiedzilanego i okrutnego czlowieka. Pozornie- milego, symapatycznego. Nie wyzywa, nie dręczy, ale....krzywdzi innymi czynami. Za mna 20 lat malżenstwa. 20 lat kłamstw, oszustw, podwojnego życia męża, przemocy ekonimicznej i psychicznej. A wszystko to pod przykrywką- : Jaki ja jestem biedny, ile ty ode mnie wymagasz, jaka ty jestes bezduszna" itp. Ciagły jego brak pracy, pozyczanie pieniędzy, długi, komornik, wierzyciele. Wreszcie- wyrok w zawieszeniu za oszustwo finansowe. Wykorzystywanie ludzi- i tych bliskich, i obcych. W międzyczasie- praca w zagraniczej korporacji- praca w egzotycznych meijscach swiata- Meksyk, Brazylia, Indie. Bo moj małż- to zdolny, wyksztalcony czlowiek. Czuję się jak zbity , sponiewierany pies:( Choc mam w sobie siłę, to jestem już zmęczona toksykiem i bronieniem się przed nim. Bo gdy się do mnie tylko zblizy, a ja na to pozwolę, mając nadzieję, ze moze zrozumial, moze się zmieni, to od razu dostaję od niego kopa. I znow się kulę iz astanawiam, czemu tym razem uwierzylam. Dzis juz w nic nie wierzę. Złozylam pozew o alimenty. W koejce czeka ten o separację. Czeka mnie dluga droga. Boję się,ze zabraknie mi sił. Jestem sponiewierana psychicznie i ekonomicznie. Musialam się Wam wyżalić. POtzrebna mi będzie sila, ktora w was jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ewka- trzymam kciuki, ja tez zaczynałam od alimentow, teraz mam juz wszystko za sobą. Uda sie Tobie na pewno- trzymam kciuki 🌼 wszystjkie te uczucia jakie w Was siedza są czyms zupełnie normqlnym- kazda z pewnoscia to przerobiła.Uczucioa typu żal, rozczarowanie, miłośc, poniżanie, chwila radości-z naciskiem na chwila- potem znowu poczucie zawiedzenia, nadzieja-wieczna zresztą, brak sił az w koncu zaczynamy sie zastanawiac czy kocham czy nienawidzę. I jak pomyslicie, to te uczucia towazysz a Wam na co dzień od x lat. Teraz z perspektywy czasu mogę smiało powiedzieć, ze to stracony czas, odebranie sobie wielu lat zycia w imię poniozania, molestowania, oszukiwania, wykozystywania a w zamian dostawałam uśmiech od czasu do czasu ktory i tak nie był szczery.I wtedy znowu sie łudziłam, ze bedzie pięknie, normalnie.Tylko, ze z kazdym dniem było coraz mniej tej normalności a coraz wiecej chorych emocji. Czas kiedy wraca sie z pracy do domu nie dlatego, ze sie tęskni, ale dlatego, ze trzeba, bo tam czekaja dzieci, z uczuciem scisku żołądka bo nie wiem co mnie dzisiaj czeka, co znowu źle zrobiłam. Potem obwianianie siebie. Najpierw za to , ze jestem zła żona- bo tak mi wmaewial, za to, ze mam wredny charakter itd. Potem juz winiłam sie za to, ze godzę sie na takie traktowanie. Ale niestety kazda z nas te etapy musi przejśc by zrozumiec i pokochac siebie. Bo nam odebrano mozliwość kochania siebie a kazano kochac jego i tylko jego.On na pierwszym miejscu, reszta na końcu.Nawet dzieci- to oczywiście ich punkt widzenia. Ale dobrze, ze wiekszośc z nas w pewnym momencie rozumie ten chory schemat, ze wreszcie zauwaza , że to sie nigdy nie zmieni, dociera do nas, ze dla tych paru miłych chwil, ktore toksycy potrafia nam zafundowac w przypływie ich dobrej woli, nie warto sie tak poswiecac.Bo zycie mamy przezyc wg własnego uznania a nie ich widzimisie. To nasze zycie i nikt nie ma prawa nam zabierac tego co osiągamy, nikt nie ma prawa wymagac pełnego poswiecenia dla drygiej osoby. Bo kązdy jkest kowalem własnego losu. Nalezty wiec zrozumiec, ze my nie przezyjemy za nich zycia, mamy swoje i musimy zrobić wszystko, by było szczesliwe. I co najwazniejsze- dzieci, ktore musza miec poczucie bezpieczenstwa!!! Cholera- zrozumcie to, ze zycie z takimi rodzicami jak my jestesmy- jest dla nich tak samo chore jak ich tatusiowie.. To my dajemy przykład i wzorce dzieciom, Jaki wiec wzorzec wyniosą z tajkiego domu? otóz dziewczynki poszukaja partnera, ktory zjebie im zycie, bo będa miały faceta takiego chorego jak ich tata a one same, nioe znajac innego typu rodzinu, będa to uznawały za zupełnie normalne, wiec latami będa tkwiły nieszczesliwe w chorym zwiazku, przekazując ten model swoim dzieciom.I spirala sie nakreca. Jesli chodzi o chlopców- biorąc przykład z tatusia będa traktowac kobietki jak........ same wiecie jak jestescie traktowane. Wiec kurwa mac dziewczyny!! Wezcie sie w garsc i ratujcie dzieci swoje.Uchroncie je przed tym złem!! I nie patrzcie na siebie- bo bede sama, bo mnie nikt nie kocha, bo.... i tysiace innych powiodów. Tatuś Waszzycgh dzieci sie nie zmieni-NIGDY, nie ma co sie łudzić, ale Wy mozecie zmienic Wasze zycie i uchronic dzieciaki przed tym chorym przykładem rodziny!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość magdamigawka
Nie mam tyle odwagi! Ostatnio jakodeszłam tokosztowało mnie to ostrą depresją. A Chłopcy moi traktowali mnie tak jak bym zniszczyła im swiat... A tego niezniosę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość magdamigawka
dzisiaj mi napisał że wogólępozwolił i wrócić a mógł powiedziećspierdajal!!!! i tak sie skończyłaa rozmowa o tymze potrzebuję ciepła...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
aweb piękne słowa piszesz:)! Może tylko z jednym się nie zgadzam: "Bo nam odebrano mozliwość kochania siebie a kazano kochac jego i tylko jego.On na pierwszym miejscu, reszta na końcu." Trzeba zrozumieć, że nikt obcy nam tego prawa nie odebrał, on tez nie. Te prawa odebrałyśmy sobie same. To my same ustalamy sobie te priorytety, czy ja i dzieci jesteśmy na pierwszym miejscu, a nie oni. Człowiek, który kocha siebie, nie stawia innych na piedestale a właśnie siebie a dzieci tym tropem potrafią wyciągnąć dla siebie dobre wnioski. I nie można niestety ich obwiniać o sytuację, jeśli już to tylko po to aby wyciągnąć z tego naukę na przyszłość. Dlatego trzeba i należy walczyć o siebie, popracować nad swoimi pokrzywionymi emocjami, wniknąć w swoją duszę i spróbować zrozumieć, dlaczego się na to zgadzałyśmy, skoro to nie było dla nas dobre. I im wcześniej tę naukę się rozpocznie, tym lepiej. Najłatwiej się jest nad sobą użalać, najtrudniej zacząć pracować. Najłatwiej wynajdować sobie usprawiedliwienia typu dzieci a najtrudniej porozmawiać z samym sobą, czy to aby na pewno jest dla dzieci i dla mnie najlepsze. Użalanie się nad sobą jest po prostu WYBOREM. Wyborem nr 2 jest to, że można zacząć żyć na własnych warunkach. Ale skoro się ktoś uprze, że woli taką drogę, to pretensje może mieć tylko do siebie (nie do m i całej reszty swiata). Wybór nr 2 daje również szansę na przerwanie koła zaprzeczeń, czy też tej toksycznej liny, która łączy dysfunkcyjne pokolenia. Ta lina może zostać przerwana na naszych dzieciach i dzięki temu one i dalsze pokolenia mają szansę żyć zdrowo. I jeszcze jedno: Żeby dzielić się z kimś szczęściem (być z kimś szczęśliwym w związku), trzeba najpierw samemu być szczęśliwym, czyli trzeba wiedzieć co dla nas najlepsze, odpowiedzieć sobie na to pytanie: czego chcę?, kim jestem?, co jest dla mnie najważniejsze?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
piglet:) fajnie, że czytasz:) To część terapii i też to robię i to wyłącznie dla siebie:) Piszesz: "jakie znacie pozycje na temat toksycznych zwiazkow" Na topiku u Smutenki jest mnóstwo polecanych pozycji. Ja nie czytałam osobiscie, ale dziewczyny polecały "Toksyczne słowa". Ja natomiast skończyłam czytać drugą pozycję Pawlikowskiej pt. "W dżungli niepewności". http://www.latarnik.com.pl/W_dzungli_niepewnosci-68.html Polecam nie tylko dla dziewczyn, które mają problemy z jedzeniem, ale w szczególności dla tych, które mają problem z akceptacją swojego wyglądu. Kolejną moją lekturą będzie "w Dżungli życia". http://www.beatapawlikowska.com/books,list,24.html Bardzo mi te lektury pomagają, przede wszystkim walczyć z niską samooceną, która była niejako przyczyną złego traktowania mnie przez innych. Uważam, że z braku wartości siebie rodzą się problemy z relacjami ( w związkach), samotnością, strachem, poczuciem zagubienia oraz brakiem szacunku do siebie. Te lektury pozwalają mi spojrzeć na siebie z dystansu oraz z zupełnie innej perspektywy. I zdecydowanie bardziej wolę być Wojownikiem niż Leniwcem:) ( ściągnięte z lektur Pawlikowskiej). I już się nie zamienię miejscami, o nie! Niech mi tylko te piórka poodrastają hihi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
magdamigawka, piszesz: "Nie mam tyle odwagi! Ostatnio jak odeszłam to kosztowało mnie to ostrą depresją. A Chłopcy moi traktowali mnie tak jak bym zniszczyła im swiat..." ależ masz odwagę, tylko jeszcze o tym nie wiesz:) Depresja jest Twoim wyborem, czy nie lepiej skorzystać z terapii u psychologa? Jeśli nie dla siebie, to dla dzieci, które potrzebują zdrowej mamy. Wiesz dlaczego chłopcy tak potraktowali sprawę? bo Ty tak czujesz i nieświadomie im to przekazujesz, Gdybyś powiedziała im (i tak czuła), że to dla Waszego dobra, to oni prędzej czy później przyjęliby to do wiadomości.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
JaEwka piszesz: "Czeka mnie dluga droga. Boję się,ze zabraknie mi sił." długa droga ale prowadząca do celu:) to jest najważniejsze, Nie zabraknie Ci sił, przyjmij to do wiadomości, na własny użytek i dla własnego dobra, że masz niespożytą ilość sił w walce o swoje szczęście. Wysyłam Ci Dobrą Energię!:))) co ma być to będzie, nic innego. ale na pewno skończy się tak jak tego chcesz!:):)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
magdamigawka Nie masz siły? Jest aż tak źle? Posłuchajcie dziewczyny które doradzacie tak nie można mówić i tak się dołować. W związku są dwie strony prawda? Ja wiem z własnego doświadczenia że trzeba rozmawiać. Gdy to nie pomoże to nie ma się co rozczulać tylko rozstać i nie przedłużać tego. ale tak jak powiedziałam najpierw trzeba się rozeznać gdzie leży wina(błąd) a potem snuc domysły. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Paulinko- masz rację, ze to jest nasz wybór, moze żle sie wyraziłam ze słowem " kazano"- bardziej miałam na mysli to, ze przez zachowania m, jego ciagłe obrazanie, bo on nie jest w centrum uwagi, przestałysmy siebie kochac i szanowac, tylko po to by uszczesliwc jego. Napisałam specjalnie " tylko" bo po pierwsze- oni nie umieli nam tego okazać po 2- oni nie dali nam tego co potzrebujemy po 3- nie dali nam niczego pozytywnego sami zabeirali i wysysali z nas cała energię po 4- tylko oni chcieli byc panami sytuacji nie dajac nam mozliwosci wyboru- bo jesli wybor byl nie po ich mysli to juz gnój dlatego uwazam ze TYLKO. Bo w normalnym związku jest rzecza codzinna uszczesliwianie osobvy ktora sie kocha i z ktora idzie sie przez swiat. No tak, w normalnym a tutaj te wszystkie sa nienormlane. Wczoraj przeczytsłam takie słowa: NIE MA SZCZESCIA BEZ WOLNOSCI I ODWROETNIE. TYLKO CZLOWIEK WOLNY MOZE BYC SZCZESLIWY. A my w naszych układach nie jestesmy wolne, ale jak napisałać Paulinko, że to jest nasz wybór. To my na to pozwoliłysmy, czyli posrednio ponosimy tez winę za swoje nieszczescie. Wyjscie jest wiec jedno, zeby byc szczesliwa trzeba najpierw sie z chorych więzów wyzwolić. I ja tego doswiadczyłam , wiem wiec ze jest to mozliwe i przede wszystkim prawdziwe. Dlatego kobietki- dajcie sobie prawo do wolnosci i szczescia!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×