Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Tomala76

Małżeństwo mi się sypie - czemu..?

Polecane posty

Gość taka sama123
Robi, slyszalam juz podobna historie. Mieszkasz za granica?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Robi 29
Tomala powiem ci tak nie ustępuj jej nigdy jak sobie cos pastonowisz to nawet jezeli to dla niej gupie npa ide na koncert metalowy i aqlbo idziesz ze mną albo ide sam .wiadomo ona fochy ale zrób to dla siebie bo ona z kolei cie pewne ciągała po sklepach czy jej kolezankach i powiedz dobrze ci było w takim towarzystwie bo mi nie i czułem sie zle z ludzmi z jej pracy to nie moje towarzystwo nie lubie zakłamania a tam jeden mezus sie mi kiedys przyznał ze zneca sie nad jedną kolezanką psychicznie ...aaa sorki ale tak sobie mysle patologia i to z dobrych domów ludzie echhh planuj zawsze cos i do tego dąz nawet jezeli bedzie to jej koztem bo kobiety lubią gdy cos sie dzieje nie lubią stagnacji czyli dom praca ty seks i tak az do roku wakacje ...musisz byc ze tak napisze cały czas inny dla niej wiem ze to głupio brzmi i nie dorzecznie ale sam byłem 8 lat w związku i wiem swoje tak jak po obserwacji innych związków facetem musisz byc i czasem odmówic i pomysl sobie tylko wtedy ze kobietea to nie pępek swiata dla faceta ani facet dla kobiety ,wiem ze są rózni ludzie al ja tu pisze o 99% społeczenstwa którzy sie bawią w związki gdy jest dobrze a jak zle to uciekają. Wiesz z tym nowym jej kochasiem miałem to samo z tym ze jakie on to jej prezenty nie kupował ,jak je słodził nawet powiedziała mi kiedys ze razym spali ale nie było seksu ..taaaa ,i podobały sie jej jego plecy takie delikane i och ach ..po jakims czasie ze po tyg był slub obiecany jej ..i ze jus jej kupuje suknie slubną na wesele które de fakto miało byc za 2 lata ;PPP wiele tego ale robiła to albo zeby mi dopiec albo po prostu jak ty ktos napisał bo była pod jego wpływem ,wisze jak to jest ktos nowy inny swiezy ciekawy..tylko ze u niej sie ta miłosc bardzo szybko skonczyła gdy ja po prostu z dnia na dzien przestałem sie do niej odzywac wczesniej robiłem tak jak ty biegałem jak ten piesek dla niej starałem sie ..kobiety tego nie doceniają musisz je olac ,wrwac kontakt dopiero je to rusza bo nie czują sie stabilne w nowym związku lub muszą go udawac co je strasznie meczy i douje na dłuzszą mete i wiem ze teraz tak ma kiedys ją spotkałem mina wygląd taki jak by była chora na jakąs smirtelną chorobe ale sama tego chciała ja nie jestem ideałem nigdy nie byłem ona tez i jezeli ja akceptowałem jej wady i ona moje i było oki to czasem sobie mysle to teraz musisz zyc z takim jakiego sobie obrałas i akceptowac jego do konca swych dnil lub czekac na nowego ksiecia z bajki ....co do złosliwosci wiesz po tym jak ja cały czas jej unikałem to jak to sie mówi ..."jak pies ogrodnika,sam nie weznie drugiemu nie da ' ;PPP wiec wydzwaniała ,pod dom przychodziła itp itd robiła mi na złosc kiedys sie spotkałem z jakąs dziewczyną jej kolezanka nas widziała i juz mi awanturę robiła hhahaha to było załosne ,gdy o nią walczyłem to i jej rodzinka mnie bluzgała i ona ...wiec sobie odpuściłem bo nikomu nigdy krzywdy nie wyrządziłem i byłem wierny i widac do dupy z takimi miłosciami które kochają cie do czasu gdy jestes im potrzebny a potem ":spieprzaj i nie marnuj mi zycia ";PPPPPPPPPPPPP teraz mnie to smieszy ale wtedy nie było mi tak wesoło przez miesiące nie mogłem spac ,ciągle te mysli ,wszedzie ona czułem sie winny analizowałem ale czym bardziej to robiłem widziałem cos czego nie dostrzegałem nigdy a co widzieli nasi dobrzy znajomi(których olała i poszukała nowych a oni nigdy dla niej wilkiem nie byli )i wiesz co pomimo ze ja diamentem nie byłem to widziałem zawsze brak szacunku do mej osoby i w mysl tezy bo mi sie nalezy i musi tak byc !! widze ze twoje tez bo jej sie nalezało taki zycie i tyle konec kropka ty jestes na lodzi i jej to wisi co czujeszjak cierpisz ..powiem ci masz dla kogo zyc i rób dla niego wszystko a o niej tak jak ja zapomnisz predzej czy później tak jak ja choc wiesz zawsze bedziesz wspominac ją to normalne ale chyba bedziesz miec tak jak ja bedziesz widziec tylko tedobre chwile ja tylko takie pamiętam dawno jej wybaczyłem powiedziałem zeby była szczesliwa wiadomo ze zareagowała nerwami ale ja sie uśmiechnąłem i odeszłem szczesliwy ze to zrobiłem :))) Do takiej samej 123 nie mieszkam w POlsce i załuje bo miałem okazje wyjechac dawno temu :))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przeczytałam twoje posty na forum psychologicznym, jak większość czekałam na szczęśliwe zakończenie. Może nie jest ono dokladnie takie jakie chcialeś ale pomyśl zrobiłeś wszystko co mogleś aby było dobrze, więcej, się nie dało.Ja jestem na począ tku twojej drogi,mam 2 synów którzy są ze mną, mąż nie bardzo się nimi interesował a teraz to szkoda gadać.Bylismy razem 14 lat i teraz jestem już niepotrzebna. Mam okropny żal do siebie,że nie potrafię odejść z poniesioną głową,że proszę, żebrzę o uczucie którego nie ma. Najgorsza jest ta pustka wokół siebie, poczucie klęski i tego co dalej? Czas leczy rany tylko kiedy????

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Najgorsza jest bezsilność jak chcesz coś zrobić i nie możesz jak patrzysz że ktoś niszczy twoje życie a ty nie masz na to wpływu :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wszyscy ci radzą, daj spokój nie warto się zadręczać, zamij się czymś.Mam ochotę gryżć jak słyszę, weż się garść.Nie rozumieją że strata miłości, złudzeń też musi być okupiona żałobą.Takie przeżycia zmieniają wszystko, już inaczej patrzy się na siebie, życie a tym bardziej na nowy związek.Już zawsze będzie strach że to się może powtórzyć, więc na wszelki wypadek nie wolno zaufać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jarzębinka128 - "Najgorsza jest bezsilność jak chcesz coś zrobić i nie możesz jak patrzysz że ktoś niszczy twoje życie a ty nie masz na to wpływu" - dokładnie tak. Człowiek się czuje jakby przywiązali go do słupa i na jego oczach ktoś ćwiartował rodzinę. emu123 - nikt nie zrozumie jak długo i głęboko potrafi to siedzieć w człowieku póki sam tego nie doświadczy, dlatego wydaje im się że wzięcie się w garść wymaga tylko odrobiny większego wysiłku. Nic bardziej błędnego. Nie da się z tym nic zrobić, żałobę trzeba przejść, tak ja napisałaś. Tylko niektórzy są świadomi że odejście współmałżonka do kochanka jest zaraz drugie po śmierci na liście najgorszych przeżyć emocjonalnych i bardzo blisko tego. Robi 29 - dzięki, chyba wiem o co chodzi. I zgadzam się z tym. Poprzednio za dużo oddałem z siebie, a teraz muszę się budować na nowo. Nawet egoizmu muszę się uczyć bo zawsze wszystko robiłem przez pryzmat rodziny i jej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sowa puchata
Tomalo - wiem, ze mam szczęście, ze dziecko zostało ze mną - uwierz jednak, że eks nawet przez moment nie brał pod uwagę choćby próby walki o dziecko - odszedł do kobiety dzieciatej, szybciutko dorobili się własnego potomka - gdzie tam miejsce jeszcze dla mojego Bąka ;) ja ze swojej strony staram się, żeby dziecko czuło z ojcem więź, ale... to nie ja głównie powinnam o to zabiegać... a nie starałam się nawet o ograniczenie praw eksowi, zgodziłam sie na proponowane przez niego terminy spotkań, alimenty - jakieś... niegodne wydawało mi się użeranie o takie rzeczy ja sie dowiedziałam o sprawie od osób trzecich - najpierw zaprzeczył, potem oświadczył, ze owszem, cos tam jest, "ale niewinne" (haha), potem, że na rodzinie mu zależy, że coś go zaślepiło... a kiedy usiłowałam jeszcze dojść do ładu z tym wszystkim - spakował się i się wyprowadził, prosto do niej... i też nie chciał powiedzieć, gdzie mieszka - "nie czuł się upoważniony podawać ten adres" - haha - ale dziecko chciał tam zabierać... zabrakło zwykłej uczciwości co tu dużo mówić, po jego odejsciu robiłam test ciążowy, bo się o drugie dziecko staralismy - szczyt hipokryzji, hm? też nie mogłam uwierzyć, jaki okrutny potrafił być także, Tomalo - rozumiem Cię naprawdę, współczuję, bo jak przypomnę sobie siebie samą z tamtego okresu, kiedy to wszystko takie świeże było, to aż mi żal samej siebie :p głupio brzmi, ale tak czuję

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jak czytam
te żałosne posty w stylu: "Nie oceniajcie żony", to mi się nóż w kieszeni otwiera... Po pierwsze krzywda się jej nie dzieje. Jeżeli ktoś jest dorosły i odpowiedzialny za swoje czyny musi się liczyć również z tym, że zostanie przez pryzmat swoich czynów osądzony. Jak? To już Wasza sprawa, jak relatywizujecie słowa Tomali. Autor wylewa swoje słuszne zresztą żale i ma do tego święte prawo. Został zraniony, w dotkliwy sposób i żadne tłumaczenia o zakochaniu tego nie zmienią. Zakochać się można w życiu kilku razy, ale odpowiedzialność za dom i rodzinę to zupełnie inne sprawa. Człowiek odpowiedzialny nie ulega łatwo swoim emocjom, nie tłumaczy się nimi, a już na pewno nie krzywdzi innych. Tego nic nie usprawiedliwia, a tak postępują tylko emocjonalne zera. O mało nie poplułam monitora ze śmiechu, gdy przeczytałam o wyjątkowości każdego człowieka. Tak, oczywiście. Socjopaci, psychopaci, gwałciciele, pedofilie, tyrani i cała masa innego typu ludzi, jest wyjątkowa... Ale chyba inaczej. Takie truizmu nie czytała dawno i to z ust rzekomo doświadczonym kobiet. Otóż, nie każdy jest cudowny i wyjątkowy. Na szacunek innych trzeba sobie zasłużyć. Szukanie dobra w każdym człowieku, jakie to piękne i jakie infantylne. Bo nie w każdym ono jest i nie każdy zasługuje na to, by nazwać go człowiekiem. Nie należy innych krzywdzić, ale na pewno przesada w drugą stronę nikomu nie służy. Sprawy należy nazywać po imieniu, bo brak jasnych granic i wartości, to krok donikąd. Gdy ktoś świadomie krzywdzi innych, dąży po trupach do celu nie zasługuje na usprawiedliwienie, a pieprzenie o dwóch stronach medalu uważam za groteskowe. To tak jakby zgwałconą kobietę, oskarżać o to, że kusym strojem sprowokowała gwałt. Otóż drogie Panie, czasem tylko jedna strona jest winna, naprawdę tylko jedna. I powinna być przygotowana, że za swoje czyny będzie osądzona. To się nazywa odpowiedzialność, gdy ktoś jest w stanie odpowiedzieć za swoje czyny. Ona może niszczyć rodzinę i już byłego męża, a on nie miałby prawa zwyczajnie, tak po ludzku nazwać rzeczy po imieniu? A prawda jest taka, że osoba tak postępująca, jest zerem, moralnym i emocjonalnym zerem, pasożytem, kimś bez godności i honoru. I czy się sprawy mają tak, czy inaczej, osoba tak postępująca powinna być przygotowana na potępienie przez innych. Jeżeli tego brakuje, to jest to tylko zielone światełko dla innych, którzy tylko czekają by komuś dokopać. W końcu i tak są wyjątkowi, z gruntu dobrzy, nie muszą się starać o szacunek, mogą krzywdzić innych, a i tak spotka ich tylko "wkurwienie" innych, a sprawa rozejdzie się po kościach... Tak, brawo. Szkoda tylko, że Ci, którzy ciężką pracują w swoim życiu przez taki relatywizm moralny dostają po dupie najbardziej, bo ten zły nie poniesie żadnych konsekwencji w imię źle rozumianej sprawiedliwości i chorego obiektywizmu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jak czytam Rozumiem że pijesz do mnie z tą wyjątkowością każdego człowieka.Tylko musisz wziąć pod uwagę że była żona Tomali nie jest pedofilem, gwałcicielem,mordercą itd., itp. bo to jest inna bajka.Ona po prostu Go zdradziła, niech pierwszy żuci kamień ten co jest bez winy.Miliony ludzi na świecie zdradzają i miliony są zdradzane (może nawet Ty tylko o tym nie wiesz) i co większa część ludności jest zerem.Ona jest zwykłym człowiekiem, ze słabą wolą ale jednak.Jest czyjąś córką, jest matką i nie piszcie że tylko dlatego że zdradziła nie nadaje się na matkę.Zdradziła, odeszła-koniec bajki.Ile jest takich żon, mężów że zdradzają a potem kładą się do małżeńskiego łóżka i mówią partnerowi który nic nawet nie podejrzewa że go kochają, to jest dopiero eksces :O.Takie są realia niestety a życie to nie bajka :dawno, dawno temu...........i żyli długo i szczęśliwie :O A poza tym moim skromnym zdaniem bardzo rzadko tak jest że tylko jedna strona jest winna, mniej lub więcej ale przeważnie wina leży po obu stronach (są oczywiście wyjątki od reguły jak wszędzie). A co do gwałtów o których wspomniałaś to faktycznie trzeba wziąć pod uwagę że niektóre panie jakby mogły to by wyszły na ulicę w stringach, oczywiście to nie powód żeby je gwałcić (zgadzam się jak najbardziej) ale ponoć okazja czyni złodzieja i znowu są dwie strony medalu. Teraz to dopiero będę zlinczowana!!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sowa puchata
faktycznie, jak czytam - pojechałaś trochę po bandzie z tymi pedofilami itd. :D ale zasadniczo się zgadzam - jakiekolwiek decyzje się podejmuje, trzeba nie tylko zdawać sobie sprawę z możliwych konsekwencji, ale też umieć je przyjąć, a nie zwalać winę na drugą osobę; nikt nie bronił załatwić sprawy uczciwie: źle Ci w związku/małżeństwie? odejdź i wtedy droga wolna a nie zdradzać, kłamać, oszukiwać i jeszcze potem się śmiać z tego w twarz ja po odejściu eksa przeszłam także etap samoobwiniania - ale w końcu zrozumiałam, że nie ja jestem odpowiedzialna za jego postępowanie, a tylko on sam - bo ON WYBRAŁ, żeby zdradzić, on mi i dziecku życie przemeblował, ja tylko mogłam bezradnie patrzeć, jak cały nasz poukładany, bezpieczny mikroświat wali się w gruzy, i to ja musiałam go z mozołem, ogromnym kosztem odbudowywać Jarzębinko - wiesz, po trochu Ci zazdroszczę tego idealizmu, niewinności... ja zaufać nie potrafię już tak na 100% - zdrada strasznie potrafi przeorać psychikę, to, co się dzieje z człowiekiem zdradzonym, jest nie do odpracowania ja byłam taką nieświadomą niczego żoną, do której wracał mąż prosto od kochanki, kładł się do tego samego łózka, zapewniał i udowadniał, że kocha - to jaka w tym moja wina, że szedł do innej i zapewniał ją o tym samym? skoro podobno zakochał sie w niej - po co wracał do mnie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja chyba się źle wypowiadam bo wy opacznie rozumiecie moje posty, jak np. to że ja ją bronię (absolutnie nie).Jestem jak najbardziej przeciwna zdradzie i tego typu świństwom ale zaczęło się od tego aby jej nie nazywać zerem.Chodzi mi o to że jak byśmy każdego kto zrobił coś nieuczciwego nazwać zerem to (bez obrazy) ale baaaaardzo wielu ludzi musiałoby się tak przedstawiać.Ja też jestem zasady aby żyć tak żeby nie krzywdzić innych.Może trochę skoryguję moją wcześniejszą wypowiedź jeżeli już każdy tak ją dokładnie analizuje że każdy człowiek jest ważny i wyjątkowy : pisząc to nawet nie pomyślałam o pedofilach, mordercach itd. to mała poprawka CI nie są ważni i wyjątkowi (ja mówiłam o zwykłych przeciętnych osobach). Sowo puchata pytasz jaka jest Twoja wina w tym że Cię oszukiwał ŻADNA.Mi raczej chodziło o to jak małżeństwo zaczyna się oddalać od siebie, nawet przykład Twojego męża, wydaje mi się że najpierw przestał Ciebie kochać a dopiero się zauroczył tamtą bo gdyby Cię kochał to nie odszedłby do innej (sorki że robię wywód na temat Twojego życia).Każdy ma inne zdanie i swoje poglądy moje są akurat takie że zawsze są dwie strony medalu.Chciałabym swoją teorię poprzeć faktami z własnego życia uczuciowego ale z jasnych względów nie zrobię tego na forum publicznym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sowa puchata
Jarzębinko - oczywiście, ze gdyby mnie kochał, to nie odszedłby do innej... tylko widzisz, po tym wszystkim zwątpiłam, że on kiedykolwiek mnie kochał, że to kiedykolwiek wyszło u niego poza zwyczajne zauroczenie... a napisałam, ze zakochał się w tamtej "podobno", bo... już po kilku miesiącach chciał ją zostawić - on odszedł, bo był był pewien, że może wrócić w każdej chwili... tylko jakimś trafem ona w ciążę zaszła akurat... i z tego, co wiem, ją też oszukuje... a oddalanie się od siebie - wybacz, ale niczego takiego nie zauważyłam - było jak zawsze... kto wie, gdyby nie "życzliwi" i ich informacje, gdybym nie przyparła eksa (już nie męża, ok?) do muru - to, powtórzę, kto wie, jak by się to skończyło? wiesz - w sądzie powiedział, ze przecież nie kochał mnie już od X lat (!) - sędzia zapytała, czemu mnie o tym fakcie nie poinformował i utrzymywał w błogiej nieświadomości - nie miał na tyle nawet przyzwoitosci, żeby się zarumienić, kiedy mówił "a nie wiem" ;) tylko się cieszyć, że ktoś zadał sobie trud i oczy mi otworzył... bo dla mnie podstawa to lojalność, zaufanie i wierność, a najwyraźniej nie widziałam, z kim żyję... też sie zastanawiałam, czy on się tak pod jej wpływem zachowuje, czy zawsze taki był, tylko ja ślepa byłam - i do dzisiaj nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie i wiesz co, Jarzębinko - ja eksa długo starałam się (właśnie tak jak Ty to robisz z byłą żoną Tomali) traktować ze zrozumieniem, nie myśleć o nim jak najgorzej, ot, pobłądził, zamroczyło go, amoku dostał - ale SIĘ NIE DAŁO - on swoim nie tyle odejściem, ale całym późniejszym zachowaniem, słowami, postępowaniem (książkę mogłabym napisać) sprawił, ze zaczęłam nim gardzić, ze zaczął on budzić we mnie niesmak i dzisiaj myslę o nim faktycznie, ze jest zerem i wiesz - uważam, że mam do tego prawo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blablabla ....
Tomala - nie przeczytałam całego topiku więc może już o tym pisałeś ale może warto to podkreślić walcz o dziecko. Walcz o prawo do opieki nad nim! Wykaż w sądzie, że kochanek żony nie interesuje się swoim włąsnym dzieckiem, a żona zaniedbuje syna. No sorry, ale teraz już bym poszła na noże. Jestem kobietą i być może powinnam czuć jakąś solidarność z inną kobietą ale nie czuje. i wiesz co uważam? Że babom we łbach się powywracało. Wmawiają sobie jakie to biedne i nieszczęśliwe są a nie dostrzegają, że obok siebie mają wspaniałych mężów. Nie potrafią docenić tego co mają na co dzień! Ba! Nie potrafią nawet dostrzec, że na co dzień mają fajnego faceta obok. Faceta, który też coś czuje, ma złe dni, ma dobre dni etc. A skąd wiem? Bo poznałam co znaczy o mały włos nie stracić wszystkiego, poznałam co znaczy czekać latami na odzyskanie zwykłego dnia codziennego z moim mężczyzną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blablabla ....
Jest tylko jedno małe ale... Wszystkie zdrady przestają być ważne, gdy zdarzy się coś strasznego, coś co wywraca życie do góry nogami. Byłam zdradzana, chciałam odejść i gdy miałam już spakowaną walizkę zdarzył się wypadek. I co? Tej lafiryndzie nie starczyło siły charakteru by zostać. Zniknęła jak dym. Kto został? Ja. 4 długie lata walczyłam, podnosiłam na duchu, pielęgnowałam i utrzymywałam nas oboje z mojej pensji. Dzisiaj jesteśmy znowu razem. Dzisiaj mąż dziękuje mi za każdy dzień jaki może ze mną spędzić. Ale musiało zdarzyć się nieszczęście byśmy oboje zrozumieli co jest ważne w życiu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Robi 29
No wrescie Tomala zrozumiałeś ;))) przerabiałem dokładnie to samo wiec wiem o czym pisze sam do tego dojdziesz z czasem wazne jest to dziecko a ją olej bo to jest zero tak jak tu piszą ,i musz sie z tym zgodzic jestesmy dorosli i jezeli mamy naprawde fajnego goscia lub kobiete przy boku to po kiego wała to psuc bo mi sie znudziło ..k... człowiek to nie zabawka w widze ze teraz tak to wygląda wiec po co sie zenic po co zakładac rodzine (uff dobrze ze jestem starym kawalerem ;P)))) wiesz sam sie tego boje i jak ktos tu tez napisał takie cos ..zdrada niszczy i ryje w człowieku psychike i tego nikt nie uleczy nawet najlepszy psycholog jedynie co to moze ci pomóc jezeli masz słaba osobowosc ..ja sam do tego doszłem bez nikogo ale mam raczje silny charakter choc nie powiem tak jak mnie nic nigdy nie zachwiało psychicznie tak ta wiadomosc ze ktos mi tak bliski zwierzałem sie ze wszystkiego nawet moja matka nie wiedziałą połowy rzeczy co wiedziała moja luba bo jej ufałem bo wiedziałem ze tak trzeba ze jaj moge ..to chyba własnie rozwala w człowieku wszystko ..te zdarzenie echhh

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zawsze tak jest że najbardziej ranią nas ci których kochamy i ufamy im. Ale mimo wszystko staram się nie wrzucać wszystkich do jednego worka.Przecież są partnerzy którzy kochają i są wierni. Robi myślę,że ból kiedyś minie a ty będziesz chciał mieć kogoś obok siebie. Ja daję sobie czas, wiem że zrobiłam wszystko co mogłam, teraz mam żałobę po związku.Powoli staram się wracać do życia,nie dam nikomu satysfakcji że mnie złamał!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ale nie odróżniasz jarzębinko
nieuczciwego ściągania na teście od nieuczciwego zdradzania, porzucenia rodziny i poniżania? Uważasz, że brak miłości tłumaczy takie postępowanie? To gratuluję samopoczucia. Człowiek dorosły, to człowiek odpowiedzialny. Rodzina, małżeństwo to nie tylko motylki w brzuchu, to deklaracja odpowiedzialności, pomocy aż do śmierci składającego przysięgi. To obowiązek i nawet jak zauroczenie mija, to nie mija przysięga. Wybacz, sorry, ale w życiu trzeba patrzeć dalej niż na koniec własnego. To powinno cechować pięciolatka, ale nie dorosłego człowieka. Jakby owa Pani się naprawdę męczyła, to po co tkwiła w takim związku? Ano tkwiła, bo ją utrzymywał i był na dobry w chwili, gdy lepsze kąsek się nie trafił. Fajnie, że dopatrzyłaś się tam wielkiej miłości, ale wielka miłość nie na ruinach życia Tomali brzmi raczej groteskowo. Po tym czasie, to ona co najwyżej jest zauroczona w swoim gachu, tudzież w jego pieniądzach. Takie zachowanie, rozbijanie rodziny, granie dzieckiem zasługuje na potępienie i już. Bo jeżeli nie, to jakie świętości nam pozostały? I to dla czego? Dla zauroczenia? Pieniędzy? Tak, na pewno warto sięgnąć do jej wnętrza, znajdzie się tam 10 kg mułu... Co do gwałtu. Nie widziałam dziewczyn chodzących w samych stringach po ulicy, ale abstrahując od tego. Nawet jeśli kobieta byłaby chętna, nikt, ale to nikt nie ma prawa jej zgwałcić. Okazja może czyni złodzieja, ale jeżeli pokusa czyni gwałciciela to radzę nie wychodzić z domu. I pojechać do ośrodka, gdzie po takich wydarzeniach dochodzą do siebie ofiary gwałtu i powiedzieć im prosto w twarz, to co napisałaś mnie. Zobaczymy, co Ci powiedzą... Jak na osobę będącą ślepą orędowniczką sprawiedliwości wyraziłaś się bardzo nieodpowiedzialnie, pokazując ile znaczą Twoje słowa... Są ludzie, którzy naprawdę nie zasłużyli na co co ich spotkało. Idąc Twoim tokiem rozumowania, należy współczuć Hitlerowi zakompleksienia i nieciekawego dzieciństwa. Tylko, czy to go tłumaczy? Jest wiele osób, które w życiu przeżyły piekło, a nie wpadły na pomysł robienia z ludzi mydła. Nie każdy jest z gruntu dobry, nie każdego czyny da się wytłumaczyć. Można by się pokusić o takie stwierdzenie, gdyby żona Tomali była samodzielna, postanowiła odejść od niego z braku miłości, ale nie utrudniała kontaktów z synem, dbała by przede wszystkim o dobro dziecka i szukała swojego szczęścia, miłości będąc wolną kobietą, to nikt nie miałby prawa jej obrażać. Ale nie mamy do czynienia z taką sytuacją, a z sytuacją zgoła inną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przelotnie
Bardzo słusznie. Też tak uważam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Robi 29
Emu123 wiesz jest taka osoba z którą chciałbym moze i byc tylko ze cos zawaliłem i w sumie olałem tą nawet nie zaczetą znajomosc (wciąz o niej mysle mmm ładna dziewczyna i miła była:)) poznałem ją pracującw jej firmie )bo ..była wtedy moja eks w mym zyciu a raczej była i był ten drugi i wielki zal do niej i złosc na niego ..ale teraz bedąc samemu tak tez mysle ze trzeba troszke poczekac nie odrazu sie pakowac w czyjes zycie bo najpierw siebie trzeba wyleczyc nie krzywdząc tym inych z innej strony jako nie czuje tego by kogos miec chyba jednak mi to na razie pozostanie ,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj Robi! Masz rację nie powinno się od razu wchodzić w nowy związek, tylko akurat wtedy potrzeba bycia z kimś kto pozwoli nam zapomnieć jest najsilniejsza. Nie wiem ile czasu minęlo u ciebie ale sam piszesz że myślisz o niej i jaka jest fajna. Więc powiem tak dosadnie rusz tyłek i zrób coś z tym! Chcesz się póżniej zastanawiać co by było gdyby..? Może warto poznać ją bliżej, może ty też zrobiłeś na niej wrażenie i ona też o tobie myśli tak ciepło. Pewnie, że to nie jest łatwo ale strachu,że cos nie wyjdzie chyba nie pozbędziemy się nigdy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ale nie odróżniasz... - cóż, znów w samo sedno. Brawo, zgadzam się. Piszesz w ostatnim akapicie że mogło by to wyglądać inaczej. Właśnie zastanawiam się czemu nie wyglądało. Nawet już po wszystkim, kiedy już wszystkiego się dowiedziałem, rozmawiając z nią powiedziałem że nadal możemy się rozstać w cywilizowany sposób, nie raniąc się dodatkowo i chroniąc przede wszystkim uczucia naszego synka. Patrzyła na mnie tylko wtedy takim szklistym wzrokiem, zero emocji na zewnątrz. Nie odpowiedziała nic. A od następnego dnia dalej szła droga destrukcji, szkalowania, kłamstw i robienia świństw tylko po to żeby mieć świadomość że boli mnie bardziej. Podobno to się tłumaczy przerzuceniem winy. Żeby nie czuć się winna za to co robi stwarza sytuacje odgryzania się na mnie za wyimaginowane krzywdy które ją spotkały, tylko po to żeby poczuć że jednak dobrze robi bo ja "zły strasznie byłem". I przyznam że teraz strasznie, ale to strasznie chcę żeby ona przeżyła kiedyś coś podobnego. Może to okrutne ale marzę o chwili kiedy uśmiechnę się jej w jej zapłakana twarz. Śni mi się to po nocach. Zemsta losu, tego oczekuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość przelotnie
Tomala, tak myślę sobie że na twoim miejscu pisałabym coś w formie listów do synka. Z datami, już od teraz, w chwilach ważnych dla ciebie, dla niego, mimo tego, że się z nim akurat spotkałeś - przelej swoje myśli i uczucia na papier. On dzisiaj nie jest w stanie ocenić sytuacji w jakiej się znalazł, twoja była może go urabiać jak tylko chce szkalując ciebie i robiąc z ciebie wrednego, nic nie wartego ojca... może to robić i pewnie to robi, niestety.... Twoje relacje z synkiem mogą się przez to nie układać tak jak byś tego oczekiwał, bo będziesz tym złym tatusiem... Ale myślę że ofiarowując mu takie listy kiedyś, gdy podrośnie, otworzy mu to oczy na na wiele spraw i wówczas , gdy naprawdę będzie potrzebował w swoim życiu ojca jak każdy nastolatek, odnajdziecie się...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie wiem jak sie to robi?obserwuje..i gdy widze ze jemu zalezy tak jak mi wtedy oddaje sie cala..mysle ze trzeba by zmienic zupelnie siebie co raczej nie mozliwe,problem tkwi w zlym dobraniu sie i tyle! Tomala kiedys probowalam nie byc dobra czyli nie bylam soba..niezbyt sie z tym czulam wiec szukalam dalej.Szukac na sile nie mozna,samo tez sie nie znajdzie..chociaz..?w tej chwili musi wyjsc gorycz jaka masz w sobie i ulzyj sobie jak tylko sie da my posluchamy..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kameliamigawa
Tomala, bardzo ci współczuję, podziwiam za walkę o twoje małżeństwo, dla mnie z tego co piszesz mógłbyś być bohaterem( pewnie dla wielu czytelników tego forum jesteś), jednak domyślam się że wiele rzeczy opisujesz subiektywnie i masz do tego prawo, szkoda jednak że nigdy nie poznamy stanowiska, zdania twojej byłej żony. Pozdrawiam i życzę miłej nocy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kameliamigawa - mogę Ci dać do niej namiary ale wątpię żeby chciała porozmawiać na ten temat. Myślisz że jakby miała naprawdę poważne argumenty przeciwko związkowi ze mną to wymyślała by w sądzie nieistniejące fakty żeby próbować usprawiedliwić posiadanie kochanka i zajście w ciążę za moimi plecami? Jak myślisz? Jakie jej stanowisko, jakiekolwiek by nie było, mogło by ją usprawiedliwić choć trochę? Bo ciekaw jestem. Wczoraj na moje pytanie czemu nie mogę się z nią dogadać normalnie w sprawie dziecka i rzeczy z nim związanych tylko zawsze szuka konfliktu, ona odpisała: "Weź się idź wyżal specjaliście, mnie twoje żale g... obchodzą." Daj mi obiektywna odpowiedź czemu ona nie potrafi inaczej? Dam Ci ją - bo jej przypominam swoją obecnością o tym co zrobiła, a ona chciała by to wyprzeć i oddać się błogiemu życiu z nowym partnerem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość maliboo.
"Podobno to się tłumaczy przerzuceniem winy. Żeby nie czuć się winna za to co robi stwarza sytuacje odgryzania się na mnie za wyimaginowane krzywdy które ją spotkały, tylko po to żeby poczuć że jednak dobrze robi bo ja "zły strasznie byłem". Podejrzewam, ze wlasnie taki mechanizm mozna przypisac jej zachowaniu. Nikt nie lubi czuc sie winny (pomijam psychopatow) i kazdy raczej stara sie zachowac twarz przed samym soba, ludzie lubia miec poczucie ze sa ok, zeby miec dobry obraz samego siebie, a w jej wypadku to jest trudne, bo mocno namieszala i przynajmniej podswiadomie wyczuwa, ze jest za co sie obwiniac. Prawdopodobnie ta jawna niechec do Ciebie jest tak naprawde przekierunkowana niechecia do samej siebie. Mozliwosc uczepienia sie prawdziwych lub wyimaginowanych twoich bledow i potkniec jest jak "plaster chlodzacy" na jej jatrzace sie poczucie winy.Taki mechanizm obronny. Prymitywny zreszta, ale powszechny wsrod ludzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×