Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Lea99

Do samotnych - czy pogodzilyscie sie z tym, ze byc moze od konca zycia bedziecie

Polecane posty

Gość claud7
Tylko ze ja mam juz 30 lat i boje sie , ze juz nie bede miec innej relacji. Do tego jeszcze sie boje poznawac nowe osoby, bo z moim ex mialam czas sie oswoic przed zwiazkiem i go troche poznac (on wtedy byl w innym zwiazku). Co prawda to poznanie na niewiele sie stalo, bo w zwiazku ze mna okazal sie byc inny niz o nim myslaam. A jak wyobraze sobie ze poznaje nowego faceta, nie wiem z iloma byl wczesniej, nie wiem czy nie jest psychiczny, agresywny i ze pewnie oczekiwalby szybko deklaracji jakichs, to mi niedobrze...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość claud7
I czy jestem glupia jesli chce, zeby on do mnie wrocil? Oczywiscie nie narzucam sie mu, ale wewnetrznie chcialabym zeby zatesknil i wrocil. Chociaz pewnie ma juz inna. I taka byla jego milosc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
Nie jesteś głupia, jak każdy z nas - pragniesz miłości, to naturalne. I bardzo chcesz, żeby Twój były przejrzał, przestał sprowadzać waszą relację do wymiaru cielesnego, postawił na pierwszym miejscu Ciebie, nie swój popęd. On oczywiście może się zmienić - ale równie dobrze może pozostać przy swoim egoizmie. Pomyśl, czy masz na niego jeszcze jakiś wpływ. Bo jeśli nie masz - to czy warto czekać? Z nami często jest tak, że czekamy na coś, co nigdy nie nadchodzi. A najważniejsze pozostaje "niewidzialne dla oczu".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
"czekamy na coś co nigdy nie nadchodzi" jakie to smutne ale prawdziwe :-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Rekolekcje z tym ojcem to na pewno dobry wybór:) Też słyszałem o nim same dobre rzeczy. Działa w imię Boga, w ramach religii chrześcijańskiej. Chrześcijaństwo ma ugruntowanie w wielowiekowej tradycji duchowej, opartej na prawdzie, rozumie, moralności. Natomiast te wszystkie klimaty ezoteryczne - energie, karty tarota, ciała astralne itd. mogą być bardzo niebezpieczne. Pozdrawiam ciepło:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
przepraszam za off-topic, zbłądziłem tu przypadkiem, to jest odpowiedź na zupełnie inny temat i wątek:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ha ha :-D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość co sobote w Tesko
Cześć samotnicy ;) Musialem podzielić tę wiadkę na dwie części, bo system uznał to za spam. Co prawda mam dopiero 25 lat, ale nigdy nie byłem w związku z żadną dziewczyną i ta samotność mnie przeraża, niszczy mnie zupełnie od środka. To nie tak, że miałem kilka lasek, było fajnie i teraz nagle mi odbija, tylko po prostu nigdy nie miałem okazji do otrzymania albo dania nawet zwykłego buziaka czy trzymania dziewczyny za rękę. Uprzedzając pytania - nie mam kompleksów, prowadzę aktywny tryb życia, jestem po studiach technicznych, mam dużo wspaniałych znajomych rozsianych po całym świecie, mam pasje, hobby, cele na przyszłość, słowem wszystko to, co masa jakiś mądrych mniej lub bardziej psychologów mówi, żeby zwiększyć pewność siebie czy inne bzdety, ale im jestem starszy, tym odczuwam jedno - to wszystko można sobie wsadzić w dupsko, coraz częściej stwierdzam - po co to wszystko? Na co? Lubię aktywnie spędzać czas, ale dlaczego los mnie tak karze? W głębi serca czuję, że teraz jedynym, co potrzebuję jest ta druga osoba do wspólnego życia, tylko tego mi brakuje. Mam gdzieś, czy ma zgrabny tyłek czy fajny biust, mi chodzi o to, by spotkać po prostu swoją bratnią duszę, z którą mógłbym iść na koniec świata i z powrotem ;) Coraz częściej nawet wykonując swoje czynności, które lubię albo spotykając się ze znajomymi myślę praktycznie tylko o mojej samotności i braku tej jednej, pierwszej i jedynej ukochanej osobie. Od kilku lat modlę się do Boga, od roku do św. Józefa i św. Rity ale po prostu jest jakby jeszcze gorzej. Przeraża mnie poczucie straconego czasu a wiem, że będzie jeszcze gorzej, bo pewne sprawy należy robić w okreslonym wieku a nie że stary pryk po 30tce czy 40tce dopiero lata za pierwszą kobitą. Nie ukrywam - bardzo chciałbym, aby moja ukochana była dziewicą, przynajmniej czułbym takie poczucie sprawiedliwości no i mógłbym doświadczyć bycia "tym pierwszym", co zbyt wielu facetów doświadcza, nie doceniając tego. Przepraszam, że tak o tym wspomniałem, ale dla mnie to akurat też istotne (proszę nie brać mnie za typa, który myśli tylko o seksie, ale nie ma co ukrywać, jest to przecież jakaś część składowa związku). Niemniej im więcej myślę o sferze uczuć albo seksu, tym bardziej przeraża mnie stracony czas i ta ciągła samotność, to się chyba nigdy nie zmieni ;( Ja wiem, że trafić na idealną, wymarzoną partnerkę to jest raczej nierealne, ale gdzieś w człowieku jest ten płomyk nadziei, że do wszystkiego co robię wkładam całe serce, by osiągać perfekcję, to może i ta ukochana osoba też będzie perfekcyjna ;(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość co sobotę w Tesko2
cz.2 Sporo ludzi wypowiadało się, że też nigdy nie mieli nikogo i żyli nadzieją na zmianę tej sytuacji, niestety sam znam kilka osób po 50tce, które nigdy nie były w związku i są same i przeraża mnie wizja takiego samego życia ;( Nie mówię, że jestem smutny bo nie założę rodziny, czy nie będę mieć dzieci - to mnie tak nie martwi, przeraża mnie natomiast wizja braku tej bratniej duszyczki, z którą mógłbym z miłością iść przez życie nawet jako para bezdzietna, ale mógłbym kochać i być kochanym, tylko tego mi brakuje ;( W gronie znajomych nikt nawet nie widzi, że mnie trapi takie zmartwienie, bo jestem osobą energiczną, radosną, zawsze skorą do pomocy, ale obok tego, ukryte we mnie jest przerażenie i paniczny wręcz smutek z bycia samotnym. Zwłaszcza teraz wiosną, gdy na ulicy widać masę radosnych ludzi trzymających się za ręce. Obojętnie, czy to osoby starsze, czy jeszcze nawet w wieku szkolnym, taki widok to dla mnie jak cios nożem w serce i aż w gardle mnie ściska z tej samotności. Pewnie masa tu ateistów albo ludzi, którzy mnie wyśmieją, ale ci, którzy wierzą - błagam Was o modlitwę za mnie, chyba tylko to jest w stanie mi pomóc ;( Osiągnąłem jak na swój wiek naprawdę dużo, władam kilkoma językami, na koncie mam masę certyfikatów, dyplomów, kursów, konkursy naukowe i sportowe z miejscami na podium na szczeblu wojewódzkim czy nawet krajowym, ostatnio odkryłem nowe hobby, w planach kilka bardzo poważnych rzeczy, a nie mam tego, co inni tak łatwo osiągają - moje życie z każdym dniem pozbawia mnie chęci do wstania z łóżka i cieszenia się całą resztą tego, co może byłoby marzeniem innych a ja osiągnąłem to bez większego trudu, ale gdybym mógł cofnąć czas, to oddałbym wiele za te stracone lata, które mogłem przeżyć w miłości. Od zawsze wiedziałem, że to drugi człowiek i miłość jest tą najważniejszą wartością, ale dlaczego muszę się o tym przekonywać na własnej skórze i z każdym dniem coraz mniej cieszyć się z życia? Dlaczego mnie także musiało spotkać to przeklęte życie w samotności i stracenie najlepszych lat życia bez szans na poprawę sytuacji w przeciągu X lat? Wyjdę chyba na największego płaczka w tym temacie, ale dla mnie ta samotność to dramat i chyba nic z tym nie zrobię, ta bezsilność mnie przeraża. Życzę Wam wszystkim samotnym z całego serca, abyście jak najszybciej znaleźli drugą połówkę! Zostaje tylko modlitwa, ale jak modlę się o siebie i kilku moich znajomych o związki, tak od kilku lat nic zupełnie się nie zmienia, czyżby taki miał być nasz zasmarkany los samotników? Niemniej niech żywi nie tracą nadziei i mimo totalnej bezskuteczności modlitw, proszę Was o modlitwę za mnie a także innych uczestników tej dyskusji, niech chociaż jednemu samotnikowi (albo singlowi, jak to dumnie określają media) się uda to już będzie sukces. Pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość co sobotę w Tesko3
PS. Nawiązując do tytułu tego wątku: Nie, nie pogodziłem się z możliwością życia w samotności przez całe życie a z każdym dniem wzrasta we mnie żal i smutek straconych dni i lat. Serce aż kipi z niewysłowionego żalu i nawet ze zwykłej ludzkiej zazdrości. Niestety ale jak widzę, że moi znajomi: niektórzy straszni cholerycy, paskudne charaktery, złośliwi, często jakieś ciamajdy, niedojdy życiowe mają partnerów/partnerki (często po kilka i w tym partnerki seksualne) to w człowieku budzi się taki smutek, że sam nie wiem jak to opisać a własna przyszłość jawi się jako pustka. Nawet zazdroszczę samotnym matkom, które wychowują swe pociechy bez męża - one mają swoje pociechy i mają kogo kochać, chociaż ich los też nie rozpieszcza. Jedyne pocieszenie, jakie znajduję to przeżycie swoich dni w sposób może taki trochę odmienny od ogółu, jednak oprócz tego nie widzę żadnego sensu. Czasami myślę o śmierci i że może ukoiłoby to moje smutki? Może ta samotność i własna cholerna "czystość", której nie cierpię ma być czymś szczególnym po śmierci? Aha, no i strasznie boję się tego, że ciągła samotność i powracające myśli o samotności w końcu za kilka lat sprawią, że z tych wszystkich moich planów i marzeń jedyną rzeczą, o której będę myśleć będzie wydostanie się z kaftana i wyjście z psychiatryka ewentualnie zażycie odpowiedniej ilości leków czy innych prochów. Boję się, że w końcu doprowadzi to do jakiegoś sfiksowania i poważnego uszczerbku na psychice a to byłoby już ostatecznym ciosem w moje w sumie smutne życie. Najbardziej brakuje mi tej wiedzy, co mnie czeka w przyszłości. Jeżeli wiedziałbym, że w końcu pokocham jakąś kobietę, łatwiej byłoby mi czekać. Wiedząc, że nikogo nie poznam, może łatwiej byłoby mi żyć? Ta tęsknota i nadzieja wyniszczają mnie totalnie, bo tkwią w niepewności i niewiedzy. Czasami chciałbym móc wyciąć w sobie tę część mózgu czy duszy, która odpowiada za pragnienie miłości, bo wtedy mógłbym skupić się na swoich zajęciach, tylko czy taki człowiek bez uczuć - prawie robot, ma rację bytu? Jaki jest wtedy sens istnienia takiego kogoś? Jak wyciąć w sobie potrzebę seksualności? Potrzebę bliskości nie tylko cielesnej ale i takiej zwykłej więzi serc? Może powiało trochę pesymizmem, ale cóż, nieco starsi samotnicy pewnie mają takie same przemyślenia, tylko jak z tym walczyć i w pełni cieszyć się życiem będąc ciągle sam? Ja wiem, że jest wolontariat, że można pomagać innym, że jest wiele rzeczy do zrobienia, które mogą zagłuszyć samotność, ale dla mnie to nie jest lekarstwo, bo mam masę zajęć i mam jak wypełnić swój czas, ale mimo tego każdy dzień przepełniony jest samotnością i pustką. Mimo wszystko bardzo boję się braku zajęcia, bo wtedy człowiekowi chyba najbardziej odwala, a zdaję sobie sprawę, że moje hobby i pasje też nie będą wieczne i w końcu uznam, że nic więcej w danym temacie nie osiągnę, a ile można wymyślać sobie zajęć na siłę? Przestaje to byc wtedy radością a staje się zniewoleniem własnego siebie, uciekając ciągle od nudy, braku zajęcia i braku miłości ;( Samotnicy, jak radzicie sobie z własnym życiem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Po ślubie mojej piątej koleżanki ze szkolnej ławy, popadłam w głęboką depresję. Dlaczego to akurat ja zawsze muszę być sama? Czyżby coś było ze mną nie tak? Na szczęście szybko odegnałam złe myśli i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Polacy nigdy mnie szczególnie nie pociągali więc postanowiłam dać ponieść się przygodzie i założyłam konto na portalu e-polishwife.com , gdzie łatwo i szybko można nawiązać zagraniczne znajomości. W taki właśnie sposób poznała Antonia. Na początku nie byłam przekonana, ale to dobre biuro, ma dużo ofert, pakiety vipowskie, umawiają na spotkania. Zaryzykowałam i nie żałuję! Dziś mieszkamy z moim mężem w Barcelonie i właśnie oczekujemy drugiego dziecka. Dziewczyny, nie traćcie nadziei! Na każdą z Was czeka miłość, tylko niekiedy trzeba na nią trochę dłużej poczekać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
do gościa z Tesco: jestem o ponad 10 lat starszy od Ciebie i również jak wielu tu obecnych trawi mnie wieloletnia samotność. Dawno odkryłem, że w samotności życie traci smak. Sukcesy zawodowe, aktywność społeczna, rozrywka, sztuka -nie dają radości, jeśli nie można ich przeżywać z kimś najbliższym. I wcale nie jest tak, że cierpienie uszlachetnia. Przeciwnie - ból samotności wyzwala szereg złych uczuć - zazdrość, gorycz, frustrację. Bóg, modlitwa, wiara? Ok. Możliwe, że coś w tym jest. Ale dla mnie w odpowiedziach wierzących tkwiła zawsze pewna nieuczciwość. Bo jeśli się o coś modlisz i to się spełnia - to mówią: widzisz, Bóg jest i działa, skoro Cię wysłuchał. A jeżeli się modlisz i nic się nie zmienia, mówią: widocznie się źle modlisz, albo spełnienie twej prośby nie jest dla Ciebie dobre. Więc jak? Bóg wysłuchuje modlitw, ale tylko na własnych warunkach - sobie znanych, a przed nami zakrytych? Skoro nie znamy więc zasad, nie wiemy nic o kryteriach - to możemy się modlić i wierzyć całe życie, a i tak będziemy nieszczęśliwi. Tak naprawdę nie ma reguły. W sensie metafizycznym nie wiemy właściwie nic. Ani po co zostaliśmy rzuceni w ten świat, ani co było tego przyczyną (Bóg, ślepy los, ewolucja?), ani co się z nami stanie po śmierci. Jedno jest pewne - że wszystko w nas domaga się miłości, nasza istota ciąży ku zrozumieniu, czułości, akceptacji. W naszą naturę jest wpisany brak, jakaś niepełność, pustka. Dlatego pragniemy zespolenia, które ten deficyt mogłoby zniwelować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bardzo fajna czterdziestka
" W naszą naturę jest wpisany brak, jakaś niepełność, pustka. Dlatego pragniemy zespolenia, które ten deficyt mogłoby zniwelować." Wg mnie przeceniacie możliwości waszej ewentualnej miłości. Człowiek żyje z brakiem, i albo się z tym godzi, albo szuka znieczulaczy w miłości, majątku, zakupach, sztuce... Jak już kogoś spotkacie, to tylko na początku będzie euforia, potem znowu zaczniecie zastanawiać się w czym szukać szczęścia, niwelowania pustki itp bla bla (tak, jestem cyniczna, ale nie dlatego że wielka miłość jakoś mnie omija - mimo ze byłam z kilkoma mężczyznami)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
Dlatego napisałem "mogłoby" - tryb przypuszczający, hipotetyczny oraz "zniwelować" czyli zmniejszyć, a nie zlikwidować, znieść. Bo oczywiście masz rację, że to niedokończenie, ten brak są nieusuwalne i zawsze będziemy tęsknić za trwałym szczęściem, którego nie ma. Są tylko chwile "szczęścia", ulotne momenty, a i one często okazują się złudą. Na wszelkie sposoby próbujemy zakleić tę metafizyczną dziurę, z którą wszyscy się urodziliśmy. Niemniej jednak większość tych starań jest zorientowana na miłość, szukanie miłości. Mądrzy ludzie przypominają, że najpierw trzeba pokochać siebie, by móc dawać i przyjmować miłość od innych. Ci, którzy wierzą w Boga powtarzają, że to On jest miłością i nie potrzeba nam żadnej innej. To pewnie prawda, ale dopóki jesteśmy zmysłowi, potrzebujemy potwierdzenia siebie w czyimś dotyku, spojrzeniu, myśli. W obecności ludzkiej, a nie abstrakcyjnej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja również modlę się za wszystkich samotnych i skrzywdzonych proszę o modlitwę bym spotkała kogoś kto sprawi że już nigdy nie będę samotna :-( bardzo proszę :-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
Teoretycznie, jeśli się modlimy, to zbliżamy się do źródła miłości, z którego powinniśmy czerpać - siły witalne, duchowe, radość, pocieszenie, pokój. Dlaczego więc tak się nie dzieje? Dlaczego modląc się i żyjąc wiarą - pozostajemy w perspektywie braku i tęsknoty. Niby zwracamy się do Boga, a jednak na pierwszym miejscu stawiamy człowieka. Człowieka, który by nas pokochał i którego my byśmy pokochali. Ja również kiedyś starałem się wierzyć i modlić. Ale jeśli celem tej wiary nie jest Stwórca - źródło miłości, tylko jego stworzenie - to taka wiara nie jest autentyczna. W istocie zależy nam nie tyle na Bogu, ile na naszym wyobrażeniu szczęścia. A to wyobrażenie wiąże się z naturalnymi elementami życia - małżeństwem, rodziną, domem, zdrowiem, dobrobytem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie rozumiem, taki mądry , inteligentny mężczyzna samotny :-( nie mogę tego pojąc , czytam od dawna Twoje wypowiedzi i mogę tylko pomarzyć o takim chłopaku :-( dobrze że mogę chociaż "Cie poczytać " pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
napisałam oczywiście do gościa36 .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
Dziękuję za tak miłe słowa:) Wprawdzie nie jestem jakoś szczególnie mądry czy inteligentny, ale zawsze przyjemnie takie rzeczy o sobie przeczytać:) Też nie rozumiem, dlaczego jesteśmy samotni, skoro każdy z nas posiada unikatową wartość (w tym sensie, że każdy jest niepowtarzalny, nie ma dwóch identycznych egzemplarzy człowieka). Już choćby z tej racji - nikt nie powinien być sam. Z drugiej strony - nic nie obiecano. Stoimy na peronie, choć nie mamy pewności czy pociąg kiedykolwiek nadjedzie. Czekamy, kręcąc się w kółko, "błądząc od nadziei do nadziei". Ostatnio zaczynam myśleć, że może już tak zostanie - że nic się nie rozwiąże ani nie wyjaśni. Że pozostanę w pytaniu "dlaczego?", na które nikt nigdy nie odpowie. Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
no nie i jeszcze skromny ... :-) pozdrawiam cieplutko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość z Tesco
Gość36, korzystajc z anonimowości internetu, mogę zadać Ci może trochę nietypowe pytanie? Zmagamy się z samotności, jednak jesteś ode mnie starszy i chciałbym zapytać, czy w wieku np. 25 lat miałeś taką wielką nadzieję, że wszystko jednak się ułoży i że znajdziesz drugą połówkę? Jeżeli tak, to kiedy ta nadzieja wygasła jeżeli wygasła w ogóle? Mnie ta samotność męczy i czuje, że nie jestem przeznaczony do życia w samotności, chociaż na ogół nie otaczam się milionem znajomych i wolę wyselekcjonowane grono, ale od tego roku czuję w sercu ogromne napięcie i wyczekiwanie, jakby faktycznie moja samotność miała się już niebawem skończyć. Czy też doświadczyłeś czegoś takiego? Wiem, że moja nadzieja i tak zniknie w obliczu braku zmian, ale chciałbym się zapytać jak to było u innych ;) Inna kwestia i może wścibskie pytaie, ale gość36, czy miałeś wcześniej jakieś partnerki i uprawiałeś seks? Ja nawet nie trzymałem żadnej dziewczyny za rękę, i wiem, że im jestem starszy, tym bardziej się cofam w relacjach damsko-męskich i ciężej będzie mi się pogodzić z tym, że jeżeli w końcu znajdę dziewczynę, to może ona nie być taką jędrną i energiczną nastolatką, w dodatku dziewicą na pewno nie będzie, więc jeżeli już będę w związku, to raczej ta druga osoba będzie oziębła i pozbawiona energii i chęci do jakiś igraszek, bo ona na pewno takie rzeczy już przeżyła i nie będzie to dla niej coś ekscytującego. A na przykład dopiero teraz zazdroszczę tym wszystkim gimbusom, których można było kiedyś zobaczyć liżących się z koleżankami 24/7 i kipiących nergią. Ja tego pewnie nigdy już nie doświadczę, bo nie będę w stanie wyzwolić płomiennych uczuć u siebie i drugiej osoby. Zresztą - pytanie do czytelniczek w przedziale wiekowym 20-40 - czy poznając nowego partnera albo będąc w stałym związku macie czas i ochotę na spędzenie np. całego weekendu w łóżku całując się godzinami z partnerem? Może to strasznie infantylne, ale gdzieś chęć do przeżycia czegoś takiego w człowieku drzemie a im lat przybywa tym mniejsze szanse na coś, co powinno się doświadczać po raz pierwszy w okolicach 18-20 roku życia. Bardzo żałuję zmarnowanych w samotności lat, nie przeraża mnie nawet wizja całego życia samemu ale po prostu straszna rozpacz bierze mnie na myśl o tym, że straciłem najlepsze lata w samotności. A niech tylko w miejscu publicznym pojawi się para trzymająca się za ręce albo całująca się - w gardle ściska z żalu. Nie potrafię pogodzić się z samotnością i z zazdrością a niestety coraz mniej czynności sprawia mi radość, bo ciągle jestem smutny, że jestem sam. Jak się z tego wyleczyć? Błagam doradźcie coś. Sporo rzeczy robię nie dla przyjemności, tylko po to, żeby zabić czas więc mija się to już z celem, jestem coraz bardziej zmęczony i przygnieciony samotnością, a przecież mam dopiero 25 lat! Chciałbym przeżyć dziką i gorącą miłość, znaleźć bratnią duszę, żeby można było spędzać mile czas i czuć się komfortowo w towarzystwie najkochańszej osoby, chciałbym przeżyć namiętny seks bez żadnych ograniczeń, spędzać czas z partnerką w sposób kreatywny poza domem i w domu, ale także przeznaczać wolne dni na figle w łóżku przez cały dzień, po prostu kipi we mnie energia i marzenia, ale wiem, że rzeczywistość, nawet będąc w związku, będzie jak spotkanie rozpędzonego tira z betonową ścianą. Więc czasami nie wiem, czy lepiej żyć w samotności ze swoimi jakimiś wyobrażeniami i marzeniami, czy być w związku, gdzie dziewczyna jest oporna, bierna i niechętna do wszystkiego - nie mówię tylko o seksie ale i innych rzeczach. Oczywiście gdzieś na dnie serca jest nadzieja, że spotkam od razu tę idealnie dopasowaną dziewczynę, ale raczej ta nadzieja z każdym dniem słabnie. Pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
Do Gościa z Tesco: Powiem tak - chciałbym mieć Twoje 25 lat, bo to wiek po prostu optymalny. Pełnia sił witalnych i duchowych. Sam środek młodości. Ale rozumiem Cię, w Twoim wieku - też miałem podobne odczucia. Można być biologicznie młodym i mieć stare serce - to znaczy boleśnie odczuwać ciężar mijania czasu, nieodwracalność, bezpowrotność. Samotność i cierpienie nas postarzają, nadzieja i powodzenie - sprawiają, że stajemy się młodzi niezależnie od przeżytych lat. Bo młodość - to bardziej stan ducha, niż biologia. Jeśli chodzi o te "intymne pytania":) U mnie wszystko układało się pięknie tak do ok. 23-24 roku życia (znajomi, imprezy, partnerki itd.). Potem zapadłem na dziwną chorobę, która wykluczyła mnie z relacji społecznych, skazała na izolację. Do dziś nie rozumiem, dlaczego tak się stało. Po skończeniu 30-tki zacząłem mozolny proces powrotu do normalności i można powiedzieć, że w dużej mierze mi się udało. Odzyskałem potencjał nawiązywania relacji, prowadzenia normalnego życia. Ale przez lata choroby straciłem prawie wszystkich znajomych i właściwie nie mam się o kogo zaczepić. Poznaję przypadkowych ludzi w przypadkowych miejscach (puby, dkf-y, imprezy kulturalne, Internet itd.) - ale nigdzie nie spotykam tej "jedynej". Jak któraś z dziewczyn tu napisała "nie zachodzą racjonalne przesłanki, żebym była sama". Otóż u mnie od paru lat już też nie zachodzą. A jednak pozostaję w tym stanie. Na Twoją korzyść przemawia wiek. Pomyśl, że masz jakieś 10-15 lat na znalezienie kobiety. Dziś ludzie późno zakładają rodziny, wiek społecznej młodości się wydłuża. Z tego, co mówisz - nie marnujesz okazji - nie siedzisz w domu, tylko szukasz. Prowadzisz aktywny, towarzyski tryb życia. Nie rezygnuj z tego. Pytasz mnie o nadzieję, czy ona wygasa. Uważam, że kiedy wygasa - umieramy, bo jak mówi znany aforyzm "nadzieja umiera ostatnia". Mając 36-40 lat nie czujesz się dużo inaczej niż w wieku 25. Pożądanie na pewno nie znika:) Nie martw się tak tym seksem. W życiu to nie wygląda jak na filmach porno. Nie trzeba znać wszystkich pozycji i technik. Wyuzdanie ma niewiele wspólnego z miłością. Jeśli seks wynika z miłości to liczą się: szacunek, czułość, akceptacja. To wystarczy:) Wiem, że łatwo tak mówić. Mi też od lat brakuje seksu. Każdy mężczyzna marzy o 17-20 letniej dziewicy:) Muzułmanie wierzą, że takie atrakcje czekają na nich w raju. Nie dziw, że z taką ochotą poświęcają się dla "idei":) Cokolwiek ktoś napisze czy powie - samotność będzie Ci ciążyć. Pamiętaj jednak, że związek nie rozwiąże wszystkich problemów. Nie idealizuj osoby, którą masz nadzieję spotkać. Szukaj źródła sensu nie tyle w drugim człowieku, ile we własnym wnętrzu. Spróbuj wędrówki w głąb siebie poprzez religię, literaturę, sztukę. Uważnie przeżywaj rzeczywistość, wsłuchuj się w siebie i świat. Postaraj się mądrze czekać, nie zaprzestając koniecznych działań. Te rady może Cię nie pocieszą, ale innych nie mam. Pozdrawiam serdecznie:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że nikt z was się nie pogodził z samotnością i w głębi serca liczy, że się los odmieni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tak, możliwe, xza cholerę się do tego sama przed sobą nie przyznam i równie CHOLERNIE mnie to wkurza bo rozum podpowiada ze sama pozostanę....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja sie pogodzilam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja też, nikt nawet mi znicz nie zapali,zresztą kto mnie pochowa........ państwo ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość Magda
Mogę Cię przytulić? Nie pisz tak.. Chcesz pogadać?:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość belllll
do gosc36: bardziej od samotnosci ciazy mi moje wyobrazenie, jaka "powinna byc milosc" i jaka ulge powinna mi ona przyniesc. No i oczywiscie to porownywanie sie z innymi, ze oni na pewno maja lepiej i sa szczesliwsi. I to jeststraszne. A kiedy bylam w zwiazku wcale nie bylo mi tak dobrze, mialam problemy i rozczarowania. Tyle ze czulam sie jak reszta spoleczenstwa, w sensie takim ze od niego nie odstawalam - w koncu bylam "zajeta". Teraz nie wiem, ktory stan jest dla mnie lepszy. Czasami mi teskno do mojego ex, ale wiem tez ze zwiazek mnie ograniczal i wpedzal w poczucie winy. No i teraz musze znowu "swiecic oczami", ze nikogo nie mam. A wiem ze moge juz sie w nikim nie zakochac i ze tamten byl ostatni. Moje serce i mozg sieszybko nie rozpalaja, mam juz 30 lat...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a nie masz rodziny?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×