Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Gość dozgonny

dla Ciebie wszystko II

Polecane posty

Gość Asia
2 minuty temu, dozgonny napisał:

Ten ból był jednak nie do zniesienia. Nie sądziłem, że to tak druzgocące uczucie. Stałem nad przepaścią...
I tak, owszem... często poddaje krytyce świat, który mnie otacza jak i sam siebie. Wydaje mi się, że świat mógłby być lepszy, tak samo i ja. Nie mniej jednak trudno pewne rzeczy zmienić. Zwłaszcza moje negatywne nastawienie. Po tym co zaszło zaszyłem się w mroku własnych myśli.

Nawet idealizm może być niszczący, jeśli nie potrafimy zachowywać proporcji i odpowiedniego dystansu do rzeczywistości. Choć jest to wyrażeniem pustym, bo jeśli to część Twojej osobowości, to być może po prostu musisz z nią żyć. 

Natomiast świat bez miłości jest całkowicie pozbawiony treści. Jesteśmy stworzeni do tego, by kochać. To jedyna "rzecz", która szarej codzienności potrafi nadać inny smak. Dlaczego z niej rezygnujesz?

Wrażliwość czy nawet jakiś rodzaj neurotyzmu Cię nie przekreśla. Jest nawet odwrotnie - możliwe, że potrafisz kochać nawet intensywniej niż większość. 

Druga strona medalu, że i bardziej cierpieć... o czym się chyba przekonałeś.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Gość Asia napisał:

Nawet idealizm może być niszczący, jeśli nie potrafimy zachowywać proporcji i odpowiedniego dystansu do rzeczywistości. Choć jest to wyrażeniem pustym, bo jeśli to część Twojej osobowości, to być może po prostu musisz z nią żyć. 

Natomiast świat bez miłości jest całkowicie pozbawiony treści. Jesteśmy stworzeni do tego, by kochać. To jedyna "rzecz", która szarej codzienności potrafi nadać inny smak. Dlaczego z niej rezygnujesz?

Wrażliwość czy nawet jakiś rodzaj neurotyzmu Cię nie przekreśla. Jest nawet odwrotnie - możliwe, że potrafisz kochać nawet intensywniej niż większość. 

Druga strona medalu, że i bardziej cierpieć... o czym się chyba przekonałeś.

 

 

Właśnie przez ostatnie lata uczę dystansować się do tego wszystkiego... różnie jednak mi to wychodzi. Ogarnia mnie raczej swego rodzaju rezygnacja, bezsilność.... depresja. Czuję, że życie jest poza moją kontrolą i nic już się nie stanie. Na szczęście znalazłem sobie odskocznie, która pozwala mi przetrwać i na chwilę uciec. Każda jednak ucieczka prędzej czy później wiąże się z powrotem do szarej rzeczywistości, która powoli wyniszcza. Gdybym jeszcze był w stanie znaleźć sobie pracę, która sprawiała by mi satysfakcję, życie było by "lżejsze". I tak, muszę z tym żyć, czyli sam z sobą, ze swoimi myślami. Czasami tak sobie myślę, że związek z perspektywy czasu mógłby dla mnie stać się kolejną przeszkodą... tylko do czego? Czego pragnę? Kim jestem? Po co żyję? Życie stało się poczekalnią na to co nieuniknione. To jak praca, w której trzeba odwalić swoje 8 godzin... z tym małym wyjątkiem, że nikt nie wie co będzie potem. 
Pytasz o to dlaczego rezygnuję. Patrząc na swoje doświadczenia odpowiedzi są dość proste i prozaiczne. Drugi raz nie zniosę takiej dawki emocji. Ponadto jestem jak liść na wietrze, nie planuję tego gdzie lecę. Wierzę w zrządzenie losu. Większość tych co kalkuluje marnie kończy. Dla mnie porażka jest zbyt bolesna. Wnioskuje również, że z tym bagażem nie był bym dobrym "partnerem", a skoro tak to jak mógłbym to komuś uczynić? Zwłaszcza osobie którą kocham. Dla wszystkich będzie lepiej jak zostanę sam. Znam małżeństwo, żona zdradzała męża, a na rodzinnych spotkaniach wyśmiewała jego męskość. Oczekiwania i rzeczywistość często nie idzie ze sobą w parze. Aktualny stan rzeczy byłby dla niemal każdej osoby wielkim rozczarowaniem. To co pokazuje na zewnątrz to tylko pozory. Wewnątrz jestem... zły na siebie, na ludzi, na wszystko co mnie otacza, nawet na ewentualnego Boga stwórcę. Gdyby nagle ktoś oznajmił, że jutro w Ziemię uderzy kometa i wszyscy zginiemy... poczuł bym ogromną ulgę. To nie jest zdrowe podejście. Jak zatem mógłbym myśleć o założeniu rodziny? Aktualnie myśląc o dzieciach przychodzi mi na myśl tylko i wyłącznie cierpienie. Świat jest okrutny i nie chciał bym skazywać niewinne istoty, które bym kochał na cierpienie i się temu przyglądać. To co nazywamy rzeczywistością jest tak naprawdę chorą karykaturą, irracjonalną patologią, a wręcz zbiorową schizofrenią. Pomijam już sam fakt jak trudno trafić na normalną osobę, którą zapewne sam nie jestem. Otacza nas sztuczność, pozory... i szereg kłamstw. Nie potrafię się w tym odnaleźć.
Neurotyczność... fakt, to chyba trafna diagnoza. Nie... nie zrobię tego nikomu. Już nie... tak samo jak nie zrobię tego sam sobie. 

Swoją drogą trafne i niezwykle treściwe uwagi. Nie spodziewałem się, że można tutaj spotkać kogoś takiego jak Ty. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia

Przypominasz mi przyjaciela, którego niedawno straciłam (nie, nie zakładam, że jesteś nim). Niemniej, to, że się nad Tobą zatrzymałam... przeze mnie też przemawia pewien sentyment. 

Wydaje mi się to smutne - to, że osoby wrażliwe, inteligentne i, było nie było, pewnie dużo bardziej wartościowe od tej przysłowiowej "masy" giną gdzieś w tłumie i oddają ten świat bez walki - tym, którzy czynią go dokładnie takim, jaki opisujesz. Brakiem empatii, fundamentalnej wiedzy i świadomości siebie, autorefleksji... uprawianiem samosądów nad każdym, kto się tej masie bezmyślnych klonów wymyka. 

Swoją drogą, czy bycie "innym" w świecie, który jest tak okropny... może być czymś złym? 

Rozumiem Twój strach przed cierpieniem i nie mam zamiaru Cię na siłę "nawracać". Jeśli ryzyko jego powtórzenia przeraża Cię bardziej niż ten marazm i pustka... każdy ma prawo żyć dokładnie tak, jak sobie wybrał. 

Nawet jeśli bardzo mi Ciebie szkoda. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia
5 minut temu, dozgonny napisał:

Nie przeraża... tylko wiem jakie mogą być tego konsekwencje.
 

Życzę Ci zatem, żeby Cię Twoja racjonalność jeszcze kiedyś pozytywnie rozczarowała. I żeby owe "konsekwencje" obróciła w niebyt. 

I żeby to, co dla Ciebie dobre, czymkolwiek to jest... znalazło Cię samo. I już zawsze znajdowało.  

Miło było z Tobą porozmawiać. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Gość Yia napisał:

Dozgonny- ty jesteś księdzem?

Gdyby tak było, byłbym najgorszym Kapłanem w dziejach Kościoła. 😉 
Nie, nie jestem. Nie rozumiem dlaczego po raz kolejny zresztą pada takie podejrzenie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Gość Asia napisał:

Życzę Ci zatem, żeby Cię Twoja racjonalność jeszcze kiedyś pozytywnie rozczarowała. I żeby owe "konsekwencje" obróciła w niebyt. 

I żeby to, co dla Ciebie dobre, czymkolwiek to jest... znalazło Cię samo. I już zawsze znajdowało.  

Miło było z Tobą porozmawiać. 

 

Takim ludziom jak ja raczej się to nie przytrafia.
I ja dziękuję za rozmowę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Górol
21 minut temu, dozgonny napisał:

Nie prz eraża... tylko wiem jakie mogą być tego konsekwencje.
 

Jakie bolesne ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Górol
1 minutę temu, Gość Górol napisał:

Jakie bolesne ?

😕

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Górol

Dla Ciebie wszystko gruszki na wierzbie albo śliwki co tam kto woli 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
2 minuty temu, Gość Górol napisał:

Dla Ciebie wszystko gruszki na wierzbie albo śliwki co tam kto woli 

Słuszna uwaga 😁

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Listopadowa

Po przeczytaniu jego wypowiedzi i twojej  Yia aluzji też zastanawiam się nad tym czy on nie jest księdzem. Jest tam gdzie jest nieszczęśliwy,kocha kobietę ale coś go za gardlo trzyma że nie może nie ma odwagi boi się konsekwencji,boi się ryzyka żeby być w związku z tą kobietą, jest według mnie egoistą bo mówi że myśli nie chcę krzywdzić , ale on ją krzywdzi bo ta kobieta kocha i cierpi odrzucenie,a on tak sobie wmawia, że dla jej dobra .....ale skazuje ją na samotność, pustkę i cierpienie ,ci myśli że ona popłacze i zapomni bo tak według niego będzie najlepiej .Jak ty możesz skazywać kobietę która kocha której zależy na tobie na takie tortury. Tak odejdzie że spuszczoną głową,smutna, opuszczona z depresją, ale zawsze będzie wracać ,tak będzie,bo jeśli kocha i wie że jesteś to zawsze będzie szukać twoich oczu. A rób sobie co chcesz,jak masz siłę i sumienie ją skrzywdzić na całe życie. Ja wiem jedno. Miłości się nie odrzuca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lll

Nie wierzę mu. Ściemniacz kolejny. Dozgonny hahaha idź spać dziecko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość

Bo ten facet to tak gada jak ksiądz o wszystkim i o niczym ,do spania ludziska bo północ,nara

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KSC
1 minutę temu, Gość gość napisał:

Dozgonny i Asia pasujecie do siebie. 

dwie mameje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nikt Cię nie zadziobie

Tak to czarny ,wstydzi się  przyznać,chłopie nic na ślę, wystap i żyj. Co złego w miłości jest. Miłość to sens życia. A to co teraz robisz to marność, nie ma z Ciebie pociechy ani pożytku.  A jak się mylę to olej to,co pisze,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ani

moze on z innej epoki, ale to i tak niczego nie tłumaczy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość GOŚĆ

Albo to jedna i ta sama osoba to często na kafe ,ktoś pisze i sobie odpowiada,taki rodzaj psychoterapii 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Asia
Przed chwilą, Gość Asia napisał:

myślałam że jest mądzrezjszy, myliłam się

Jedna uwaga - żeby się pode mnie skutecznie podszyć, wypadałoby przede wszystkim nie ranić języka polskiego. Tak więc 99% ewentualnych prób, wobec poziomu tutaj prezentowanego,  i tak spełznie na niczym. 🙂

Pozdrawiam i znikam. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość M...@

Dozgonny, jesteś lekarzem?

10 godzin temu, dozgonny napisał:

Nie przeraża... tylko wiem jakie mogą być tego konsekwencje.
 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Susel
15 godzin temu, dozgonny napisał:

Ten ból był jednak nie do zniesienia. Nie sądziłem, że to tak druzgocące uczucie. Stałem nad przepaścią...
I tak, owszem... często poddaje krytyce świat, który mnie otacza jak i sam siebie. Wydaje mi się, że świat mógłby być lepszy, tak samo i ja. Nie mniej jednak trudno pewne rzeczy zmienić. Zwłaszcza moje negatywne nastawienie. Po tym co zaszło zaszyłem się w mroku własnych myśli.

A co takiego zaszło ??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Gość KSC napisał:

dwie mameje

KSC - Kiepska Symulacja Człowieka? 😋

11 godzin temu, Gość Asia napisał:

Jedna uwaga - żeby się pode mnie skutecznie podszyć, wypadałoby przede wszystkim nie ranić języka polskiego. Tak więc 99% ewentualnych prób, wobec poziomu tutaj prezentowanego,  i tak spełznie na niczym. 🙂

Pozdrawiam i znikam. 

Nawet bez tego sprostowania wiedziałem. 😉

2 godziny temu, Gość M...@ napisał:

Dozgonny, jesteś lekarzem?

 

Gdybym był lekarzem i mógł zapewnić Tobie dostatnie życie, a Ty mogła byś się mną pochwalić rodzinie i zazdrosnym koleżankom, to czy zyskał bym w Twoich oczach i mógł liczyć na zainteresowanie z Twojej strony? 🤪

Ok. Teraz tak na serio. Nie rozumiem sensu tego pytania. Nie mniej jednak odpowiem. Nie, nie jestem lekarzem. Może to i lepiej. W dzisiejszym świecie korporacje farmaceutyczne są nastawione bardziej na zysk niż na dobro pacjenta. Z mojego punktu widzenia i z moim podejściem nie wyobrażam sobie każdego dnia mieć do czynienia z osobami przewlekle chorymi, czasami nawet śmiertelnie i przepisywać im nieskuteczne terapie, leki itp. Za bardzo by mnie to bolało, że nie mogę skutecznie im pomagać, zwłaszcza dzieciom.

28 minut temu, Gość Susel napisał:

A co takiego zaszło ??

Bezradność zaszła... wszechogarniająca i nieunikniona. Nie ma nic cenniejszego i ważniejszego na świecie niż osoba którą się kocha. Chcesz stanąć na głowie dla tej jednej konkretnej osoby, nawet gdyby wiązało się to z oddaniem życia. Gdy stopniowo uświadamiasz sobie jednak, że tracisz to co okazało się tak bezcenne i nic nie możesz na to poradzić nagle tracisz grunt pod nogami i zaczynasz spadać w dół... zatracasz siebie i pogrążasz się w rozpaczy, która przejmuje Twoje myśli, słowa i czyny aby ostatecznie zniszczyć jasną stronę twojego życia. Umierasz od wewnątrz i następuje kres pewnej naiwnej epoki. Stajesz się chodzącą skorupą. Czasami pustą (pozbawioną sensu istnienia), czasami pełną (goryczy), czasami twardą (nie do zdobycia), czasami delikatną (łatwo zranić), ale tylko skorupą, która wyczekuje na cud lub na kres swoich dni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Gość Asia napisał:

Przypominasz mi przyjaciela, którego niedawno straciłam (nie, nie zakładam, że jesteś nim). Niemniej, to, że się nad Tobą zatrzymałam... przeze mnie też przemawia pewien sentyment. 

Wydaje mi się to smutne - to, że osoby wrażliwe, inteligentne i, było nie było, pewnie dużo bardziej wartościowe od tej przysłowiowej "masy" giną gdzieś w tłumie i oddają ten świat bez walki - tym, którzy czynią go dokładnie takim, jaki opisujesz. Brakiem empatii, fundamentalnej wiedzy i świadomości siebie, autorefleksji... uprawianiem samosądów nad każdym, kto się tej masie bezmyślnych klonów wymyka. 

Swoją drogą, czy bycie "innym" w świecie, który jest tak okropny... może być czymś złym? 

Rozumiem Twój strach przed cierpieniem i nie mam zamiaru Cię na siłę "nawracać". Jeśli ryzyko jego powtórzenia przeraża Cię bardziej niż ten marazm i pustka... każdy ma prawo żyć dokładnie tak, jak sobie wybrał. 

Nawet jeśli bardzo mi Ciebie szkoda. 

Chciałbym jeszcze nawiązać do Twoich słów o "nawracaniu". Tak się kiedyś zastanawiałem nad tym, bo szereg ludzi na siłę chciało mnie w jakimś tam stopniu przekonywać do swoich racji. Najśmieszniejsze jest to, że po 5 minutach się obrażali i wieszali na mnie psy bo nie chciałem się zmienić. Osoby mojego pokroju odrzucają wszelkie sugestie i tak zwane dobre rady. Nas (czyli mnie) przekonuje się do swoich racji lub do samego siebie poprzez obecność i wspólne relacje. To drobiazgi powodują, że człowiek zmienia zdanie, a nie mądre sentencje. To inni ludzie i ich zachowanie daje nam do myślenia. Słowa dziś są często podkreślane szeregiem argumentów bez pokrycia. Tylko postawa innego człowieka potrafi tutaj cokolwiek zdziałać. Twoja postawa Joanno mile mnie zaskoczyła i chciałbym za to podziękować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
2 minuty temu, dozgonny napisał:

Chciałbym jeszcze nawiązać do Twoich słów o "nawracaniu". Tak się kiedyś zastanawiałem nad tym, bo szereg ludzi na siłę chciało mnie w jakimś tam stopniu przekonywać do swoich racji. Najśmieszniejsze jest to, że po 5 minutach się obrażali i wieszali na mnie psy bo nie chciałem się zmienić. Osoby mojego pokroju odrzucają wszelkie sugestie i tak zwane dobre rady. Nas (czyli mnie) przekonuje się do swoich racji lub do samego siebie poprzez obecność i wspólne relacje. To drobiazgi powodują, że człowiek zmienia zdanie, a nie mądre sentencje. To inni ludzie i ich zachowanie daje nam do myślenia. Słowa dziś są często podkreślane szeregiem argumentów bez pokrycia. Tylko postawa innego człowieka potrafi tutaj cokolwiek zdziałać. Twoja postawa Joanno mile mnie zaskoczyła i chciałbym za to podziękować.

Chcesz zmienić innych? Zmień siebie a inni wokół tez się zmienią. Św. Serafim

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
26 minut temu, dozgonny napisał:

 

Bezradność zaszła... wszechogarniająca i nieunikniona. Nie ma nic cenniejszego i ważniejszego na świecie niż osoba którą się kocha. Chcesz stanąć na głowie dla tej jednej konkretnej osoby, nawet gdyby wiązało się to z oddaniem życia. Gdy stopniowo uświadamiasz sobie jednak, że tracisz to co okazało się tak bezcenne i nic nie możesz na to poradzić nagle tracisz grunt pod nogami i zaczynasz spadać w dół... zatracasz siebie i pogrążasz się w rozpaczy, która przejmuje Twoje myśli, słowa i czyny aby ostatecznie zniszczyć jasną stronę twojego życia. Umierasz od wewnątrz i następuje kres pewnej naiwnej epoki. Stajesz się chodzącą skorupą. Czasami pustą (pozbawioną sensu istnienia), czasami pełną (goryczy), czasami twardą (nie do zdobycia), czasami delikatną (łatwo zranić), ale tylko skorupą, która wyczekuje na cud lub na kres swoich dni.

Ale czemu bezradność, skoro też coś do ciebie czuła?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.


×