Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Polecane posty

6 minut temu, słoneczko1988 napisał:

Robiłam wszystko standard do ivf, wszystko ok. Receptywność endonometrium ok. Mam hasimoto, wszystko pod kontolą endokrynologa. Immunologia robiłam subpopulacje limfocytow, antykoagulant tocznia, białko c i s, wit.B12 w surowicy, homocysteina w surowicy, przeciwciała anty b2 glikoproteinie igG i IgM, przeciwciała anty kardiolipinia IgG i IgM , . Wyszło białko c nisko i białko s podwyższone.  2 transfery , beta 0. Teraz 3 i puste jajo.

Coś dostałaś na te białka? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, słoneczko1988 napisał:

Neoparin 0.4

Faktycznie sporo masz porobione. No ale jak po noeparinie ruszyła w końcu beta to chyba dobry kierunek. Ja po pustym jaju nie robiłam zednych dodatkowych badań. Dopiero jak beta przy 3 kolejnych transferach nie drgnęła, a następnie przy czwartym była ciąża biochemiczna to zaczęłam grzebać w immunologii. Ale robiłam zupełnie inne badania bo mutacje genów na trombofilie, krzywe cukrzycowe, i cytokiny oraz kariotyp, ale to ostatnie to raczej mało potrz vne. Wiem że można też zbadać kiry. Jednak mi 2 lekarzy powiedziało że puste jajo płodowe to nie immunologia tylko błąd na poziomie podziałów komórek. I raczej nie ma na to badań. Chyba że te genetyczne zarodków są w stanie to wykryć. Ale tego nie wiem. A jakie jest zdanie twojego lekarza? Czy mówił coś o przyczynach jego zdaniem, czy narazie skupił się na doraźnym ogarnięciu tematu a ma wnioski przyjdzie czas jak emocje opadną?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
45 minut temu, Aja napisał:

Ale super. Cieszę się bardzo. Półtora tygodnia minie szybciusienko. Był już dziś zarodek? Czy pęcherzyk żółtkowy?

Pecherzyk... no mam nadzieje ze minie szybko bo jakos nadal nie wierze... teraz odwlekam entuzjazm do czasu "niech chociaz serce zacznie bic"

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Aja napisał:

Faktycznie sporo masz porobione. No ale jak po noeparinie ruszyła w końcu beta to chyba dobry kierunek. Ja po pustym jaju nie robiłam zednych dodatkowych badań. Dopiero jak beta przy 3 kolejnych transferach nie drgnęła, a następnie przy czwartym była ciąża biochemiczna to zaczęłam grzebać w immunologii. Ale robiłam zupełnie inne badania bo mutacje genów na trombofilie, krzywe cukrzycowe, i cytokiny oraz kariotyp, ale to ostatnie to raczej mało potrz vne. Wiem że można też zbadać kiry. Jednak mi 2 lekarzy powiedziało że puste jajo płodowe to nie immunologia tylko błąd na poziomie podziałów komórek. I raczej nie ma na to badań. Chyba że te genetyczne zarodków są w stanie to wykryć. Ale tego nie wiem. A jakie jest zdanie twojego lekarza? Czy mówił coś o przyczynach jego zdaniem, czy narazie skupił się na doraźnym ogarnięciu tematu a ma wnioski przyjdzie czas jak emocje opadną?

Dzisiaj nie miałam siły się wypytywać, beczeć mi się chciało a nie lubię robić scen ,więc chciałam szybko wyjść.  Swoje muszę wybeczeć i wziąść się w garść.  Kariotypy wyszły nam ok. Trochę się cykam kasa nam się skończyła,  mam ostatnie 2 mrozaki. Jak się nie uda to będę miała problem z kasą na kolejną całą procedurę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, Magdaa napisał:

Pecherzyk... no mam nadzieje ze minie szybko bo jakos nadal nie wierze... teraz odwlekam entuzjazm do czasu "niech chociaz serce zacznie bic"

Pęcherzyk na ten czas jest ok. Szybko zleci te półtora tygodnia 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, Magdaa napisał:

Pecherzyk... no mam nadzieje ze minie szybko bo jakos nadal nie wierze... teraz odwlekam entuzjazm do czasu "niech chociaz serce zacznie bic"

A potem do przenatalnych, do końca 1 trymestru itd... aż do porodu. Łatwo nie jest. Ale jest pięknie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, słoneczko1988 napisał:

Dzisiaj nie miałam siły się wypytywać, beczeć mi się chciało a nie lubię robić scen ,więc chciałam szybko wyjść.  Swoje muszę wybeczeć i wziąść się w garść.  Kariotypy wyszły nam ok. Trochę się cykam kasa nam się skończyła,  mam ostatnie 2 mrozaki. Jak się nie uda to będę miała problem z kasą na kolejną całą procedurę. 

To jest straszne że właśnie o kasie trzeba niestety myśleć w takich chwilach. Na dofinansowanie nie masz szans?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Aja napisał:

To jest straszne że właśnie o kasie trzeba niestety myśleć w takich chwilach. Na dofinansowanie nie masz szans?

Skorzystałam ostatnio. Jakoś znajdę  😉

A jak u Ciebie? Jaki masz teraz plan na siebie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, słoneczko1988 napisał:

Skorzystałam ostatnio. Jakoś znajdę  😉

A jak u Ciebie? Jaki masz teraz plan na siebie?

Nie wiem skąd jesteś. Ale w Warszawie jak dostaniesz dofinansowanie to jest ono na 3 pełne procedury. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Aja napisał:

Rozumiem. Oczywiście warto zapytać lekarza o dodatkowe badania. Może ma jakieś pomysły i domysły co się u ciebie zadziało. Ale też myślę że musisz trochę ochłonąć i nie rzucać się od razu na wszystkie badania. Pierwszy transfer i od razu dodatnia beta to ogromny sukces. To znaczy że twój organizm jest w stanie zajść w ciążę. To już bardzo dużo. Na forum są dziewczyny które mimo 3-4 transferów nigdy pozytywnej bety jeszcze nie widziały. Więc na prawdę twoja sytuacja jest wbrew temu co teraz przeżywasz (wiem, bo mój pierwszy transfer też owocował ciąża która w 7 TC straciłam) jest pozytywnie wróżąca ma przyszłość. 

Mówi się też, nie wiem czy są na to jakieś badania, że jak organizm raz zaskoczył to potem w przeciągu najbliższych 2-3 cykli są największe szanse na kolejną ciążę i nie warto zbyt długo zwlekać. 

Nie namawiam cię do porzucenia myśli o dodatkowych badaniach, zwłaszcza jeśli cię na nie stać. Jednak do takiego spokojnego podejścia do sprawy. Nawet naturalne ciążę w ok. 50% kończą się tzw wczesnym poronieniem. Bardzo często na etapie tak wczesnym, że kobieta nawet nie wie że była w ciąży. Nam po in vitro wydaje się, że unas jest tego dużo więcej, bo my od początku wiemy, że zarodek jest w środku, a nieudany transfery traktujemy jak stratę. W warunkach naturalnych jeśli w kolejnym cyklu nie zaszlas w ciążę to nie zaszlas. Nie masz pojęcia czy pęcherzyk nie pękł, czy był postu, czy komorka była niedojrzała, czy może się nie zapłodniła, a może zatrzymała w podziałach lub niezagniezdxila. My po prostu więcej wiemy. Dlatego wydaje się tego więcej. 

Pogadaj na spokojnie z lekarzem, i zobaczymy co powie. Ale nie zdziwię się jak usłyszysz, że wszystko poszło dobrze, po prostu czasem się nie udaje, ale rokowania są świetne. 

Ja bym ewentualnie zwróciła uwagę na to plamienie. Jeśli byłaś ma cyklu naturalnym to może być problem z progesteronem, np niewydolność ciałka żółtego. W sumie ma sztucznym też, tylko wtedy raczej z dawką lub przyswajaniem. 

Tak czy inaczej trzymam kciuki. I wierzę że niedługo będziesz w ciąży. I to całe 9 miesięcy. 

19 dnia po transferze progersteon miałam 20.17 i dostałam dodatkowy 1 tabletka dziennie cykl był  sztuczny właśnie przez torbiele i guza na jajnikach bo przez nie nie było nic widać, masz rację na spokojnie pogadam z lekarzem zobaczymy co powie,co zaproponuje,mam nadzieję że i tym razem nie będziemy czekać długo na zarodki bo bywa z tym różnie 

Dziękuję Ci bardzo ❤❤❤

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, słoneczko1988 napisał:

Dzisiaj nie miałam siły się wypytywać, beczeć mi się chciało a nie lubię robić scen ,więc chciałam szybko wyjść.  Swoje muszę wybeczeć i wziąść się w garść.  Kariotypy wyszły nam ok. Trochę się cykam kasa nam się skończyła,  mam ostatnie 2 mrozaki. Jak się nie uda to będę miała problem z kasą na kolejną całą procedurę. 

Słoneczko bardzo mi przykro myślami jestem z Tobą 😔😔😔 bądź silna damy radę musimy

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, eve_34 napisał:

Mam pytanie, jak sprawdzają się wasi mężczyźni w całej tej procedurze invitro ?? Wspierają,pytają gotują itp. bo jutro mam punkcję i siedząc sama w domu, mąż jeszcze w pracy, tak sobie myślę że właściwie to jestem w tym zupełnie sama...całe te zastrzyki tabletki o określonej godzinie, zdrowe odżywianie a tu jeszcze trzeba go pracy, posprzątać itp. niby czasem spyta jak zastrzyk poszedł ( co za głupie pytanie 🤪) ale jego życie w ogóle się nie zmienilo, robi co chce i o ktorej chce itd. czy ktoś ma podobne odczucia ????

U mnie było tak, że to właściwie mój mąż namówił mnie na in vitro. Bardzo chce zostać tatą i bardzo angażuje się w cały proces. Jeździ ze mną na każdą wizytę, na którą może (bo w klinice nadal panuje reżim epidemiologiczny). Chciał mi robić zastrzyki ale to wolę robić sama. Jak był w pracy to dzwonił kilka razy dziennie pytając jak się czuje podczas stymulacji. Najbardziej by się cieszył jakbym wtedy tylko leżała na kanapie i nic nie robiła (zero gotowania, sprzątania itd). Wahania mojego nastroju znosił dzielnie. Teraz czekam niecałe 3 tygodnie na kolejne podejście i nie pozwolił mi wrócić do pracy żebym przypadkiem czegoś nie złapała więc siedzę na bezpłatnym urlopie. Ogólnie jest w tej sytuacji przekochany. Trochę się rozpisałam ale uważam że i jemu należy się pochwała 🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, słoneczko1988 napisał:

To skąd beta ?? Brałaś pregnyl albo coś??

Ja odstawiam dzisiaj leki i czekam na poronienie mam nadzieję, że jakoś łagodnie uda mi się to przejść.  Wiedziałam, że się tak skończy a jak tylko wyszłam z gabinetu to ciągle beczę. Jakoś muszę dać radę 

Słoneczko bardzo mi przykro. Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć 😞 przytulam cię mocno 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, słoneczko1988 napisał:

Aja , okres ma przyjść max do 10 dni. 2.08 ma dyżur w szpitalu i mam podejść na kontrolę co by się nie działo. 

Dziękuję, ci za wsparcie. Postaram się jakoś przez to przejść dużo czytałam histori innych kobiet wiem ,że różnie się przechodzi.  Jak coś klinikę i szpital mam blisko.

Mam 2 mrozaczki po które wrócę,  zastanawiam się czy robić jakieś badania dodatkowe. Jakbym miała kasę to napewno bym zrobiła,  a tak to myślę;(

Kochana bardzo mi przykro, jestem z Tobą:-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, słoneczko1988 napisał:

Właśnie robię w diagnostyce mam zaraz koło pracy , idę przed, a tam miałabym kawałek, ale dobrze wiedzieć.  Mam jeszcze kilka badań,  jest tam jakąś strona co można zrobić?

Jak masz więcej badań to się opłaca bo różnica w cenie jest duża 🙂 wpisz w necie laboratorium uck i tam na pewno znajdziesz. Jak nie to dzwoń do nich to Ci powiedzą i wycenia. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Aja napisał:

Nie wiem skąd jesteś. Ale w Warszawie jak dostaniesz dofinansowanie to jest ono na 3 pełne procedury. 

Z tymi 3 pełnymi procedurami to tak trochę zbyt pięknie powiedziane 😉 jestem z Wawy, łapię się oczywiście ale myślę że z min. 15 tys. już nam poleciało. Wizyty, leki, badania, dodatkowe badania, kriotransfery... 🤔 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Luna_ napisał:

Z tymi 3 pełnymi procedurami to tak trochę zbyt pięknie powiedziane 😉 jestem z Wawy, łapię się oczywiście ale myślę że z min. 15 tys. już nam poleciało. Wizyty, leki, badania, dodatkowe badania, kriotransfery... 🤔 

Moj wyliczyl ze przez jakies 3 lata (badania, inseminacje i dwa in vitro) wydalismy jakies 70 tys. - lapie sie na refundacje lekow ale nie ma zadnego dofinansowania - jestem z mniejszego miasta, robie wszystko w pobliskim wroclawiu ale tam na dotacje lapia sie tylko mieszkajacy w danym miescie...

nawet nie bylam swiadoma ze taka suma juz jest wydana, bylam zdumiona, ale w sumie tak to wygladalo, ze co jakis czas chwila przerwy na nazbieranie srodkow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Słoneczko tak mi przykro... 😞 od początku Twoich obaw trzymalam za Ciebie kciuki i bardzo liczylam na to ze jednak trafilas na leniuszka ktory potrzebuje czasu zeby sie ladnie pokazac na usg.. 😞 Teraz przezywasz ciężki czas bo jednak nadzieja była do samego końca.. obyś szybko sie pozbierała i wrocila po swoje mrożaczki. Życzę Ci bys chociaż przez to poronienie przeszła jak najłagodniej i bys mogla szybko zaleczyć rany.. ;* ;* 

Ja po moim czerwcowym transferze nadal nie moge sie pogodzić z faktem ze zrobiłam tak duzo a przyszło krwawienie w 3 dpt niewiadomo skad.. żaden lekarz nie jest w stanie mi powiesziec co sie stało, nikt nie zna odpowiedzi na pytanie "dlaczego".. 

To byl moj 3 transfer i glowa siadla totalnie,  na tyle, ze rozgladam sie za psychologiem. Ale przyjdzie czas ze wstane z kolan i powiem- dosyc tego, czas znow stoczyć tą nierowną walke o upragnione dziecko... 

Tobie tez Kochana zycze z całego serca bys szybko przeszla przez ten okropny czas i wrocila na matę z podniesioną glową pelną pozytywnych mysli ❤😘😘

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Słoneczko, jesteś piekielnie dzielna i silna osoba. Wszystkie tutaj jesteśmy z Tobą. Chciałabym napisać coś mądrzejszego, co może dac Ci jakaś otuchę czy pocieszyć, ale nie potrafię. Wiec tak jak inne tutaj, przesyłam Ci sile, serce, przytulam. Przetrwasz to, a następnym razem musi być lepiej.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Magdaa napisał:

Moj wyliczyl ze przez jakies 3 lata (badania, inseminacje i dwa in vitro) wydalismy jakies 70 tys. - lapie sie na refundacje lekow ale nie ma zadnego dofinansowania - jestem z mniejszego miasta, robie wszystko w pobliskim wroclawiu ale tam na dotacje lapia sie tylko mieszkajacy w danym miescie...

nawet nie bylam swiadoma ze taka suma juz jest wydana, bylam zdumiona, ale w sumie tak to wygladalo, ze co jakis czas chwila przerwy na nazbieranie srodkow.

My wydaliśmy 30 tysięcy - badania, dwie stymulacje, leki bez refundacji z uwagi na mój wiek, biopsja jądra, badanie Pgd. Uzyskaliśmy jeden zarodek i na razie, jak pisałam Wam wczoraj, można mieć nadzieje, że się uda dzieki tej mojej becie 24.
Ale jeśli się nie uda, nie wiem, co dalej; chyba sprzedamy mieszkanie :) koszty są potworne i jestem wściekła, ze państwo nie refunduje tej metody.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, P@ulina napisał:

 

To byl moj 3 transfer i glowa siadla totalnie,  na tyle, ze rozgladam sie za psychologiem. Ale przyjdzie czas ze wstane z kolan i powiem- dosyc tego, czas znow stoczyć tą nierowną walke o upragnione dziecko... 

 

Kochana, moim zdaniem spotkaj się i pogadaj z terapeutka; ja przez ten czas byłam kilka razy i bardzo, bardzo dużo mi to dało, nabralam takiej wewnętrznej siły, uspokoiłam się. Samo wygadanie się, wypłakanie bez takiego oceniania z drugiej strony, to jest super ważne. Polecam każdej z Was wizytę u psychoterapeutki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, eve_34 napisał:

Mam pytanie, jak sprawdzają się wasi mężczyźni w całej tej procedurze invitro ?? Wspierają,pytają gotują itp. bo jutro mam punkcję i siedząc sama w domu, mąż jeszcze w pracy, tak sobie myślę że właściwie to jestem w tym zupełnie sama...całe te zastrzyki tabletki o określonej godzinie, zdrowe odżywianie a tu jeszcze trzeba go pracy, posprzątać itp. niby czasem spyta jak zastrzyk poszedł ( co za głupie pytanie 🤪) ale jego życie w ogóle się nie zmienilo, robi co chce i o ktorej chce itd. czy ktoś ma podobne odczucia ????

Kochana, musicie pogadać.

ja czułam chwile złość na mojego. Nasze starania są głównie z powodu czynnika męskiego, tymczasem cała ta okropna procedura, ból, zastrzyki, punkcją, potem nerwy, łzy i tak dalej muszę robić ja, a on jakby nigdy nic. Naprawdę takie emocje.

ale potem sobie uświadomiłam trzy rzeczy. Po pierwsze, ze go bardzo kocham i chce mieć z nim dzieci, dlatego mogę się na te trudności narazić, żeby ten cel zrealizować. Po drugie, ze to nie jest jego wina, ze akurat ja muszę się poddawać zabiegom; jestem pewna, ze on by się poddał jakby od tego to zależało. Po trzecie, to minie i jeśli się uda, będziemy szczęśliwi. 
 

jesli czujesz się sama, pogadaj z nim, powiedz, czego Ci trzeba. Ja czasami mojemu mówię „misiu, a dziś mi kup kwiaty i ciasto” i on kupuje. To pomaga. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, eve_34 napisał:

Mam pytanie, jak sprawdzają się wasi mężczyźni w całej tej procedurze invitro ?? Wspierają,pytają gotują itp. bo jutro mam punkcję i siedząc sama w domu, mąż jeszcze w pracy, tak sobie myślę że właściwie to jestem w tym zupełnie sama...całe te zastrzyki tabletki o określonej godzinie, zdrowe odżywianie a tu jeszcze trzeba go pracy, posprzątać itp. niby czasem spyta jak zastrzyk poszedł ( co za głupie pytanie 🤪) ale jego życie w ogóle się nie zmienilo, robi co chce i o ktorej chce itd. czy ktoś ma podobne odczucia ????

Mój mąż tez nie angażował się za bardzo. Do kliniki jeździł ze mną tylko wtedy, gdy musiał być osobiście, czyli podczas naszej pierwszej wizyty, każdorazowo gdy mieliśmy do omówienia jego badania, potem inseminacje. Na punkcję ze mna pojechał i na pierwszy transfery tez. Ale podczas takich „rutynowych” wizyt, monitoringu pęcherzyków itd, to zawsze sama jeździłam. Tez czułam Się, ze jestem w pewien sposób pokrzywdzona, tym bardziej ze my, pomimo ze jakiejś konkretnej diagnozy nie mieliśmy, to pani doktor która przeprowadziła nas przez cały szereg tych wszystkich wstępnych badań powiedziała, ze przyczynę naszej niepłodności widzi bardziej po męskiej stronie. Ja osobiście liczyłam na to, ze podczas starań i po swoich wynikach mój mąż rzyci palenie, zacznie zdrowiej jeść, ale nic takiego się nie zdarzyło. Normalnie funkcjonował i funkcjonuje jakby miał dalej 25 lat 🙂 oni chyba po prostu tacy są. Co do zastrzyków to proponował, ze będzie mi dawał i widac było ze chce pomoc, ale on ma absolutnie dwie lewe ręce i wolałam robić je sama. Najgorzej jednak było jak zaczynałam płakać. Początkowo mnie przytulał, pocieszał itd, ale jak ja i tak raz po raz wybuchałem płaczem, to po jskims czasie przestał mnie nawet pocieszać i tak naprawdę, jeżeli o cokolwiek mam do niego żal, to nie za to ze nie jeździł ze mną do kliniki, ale za to ze przestał mnie pocieszać. Ze tak jakoś zaakceptował to, ja tak po prostu mam, ze płacze i on niby nic z tym nie zrobi, nie może mi pomoc, nie umie sprawić żeby moje napady płaczu się nie powtarzały. No i z jednej strony miał racje, bo nic by nie zrobił, ale z drugiej nieważne czy płacze raz na tydzień, czy trzy razy dziennie, to wsparcie jest potrzebne i to tyle ile trzeba. A ja czułam się tak, jakbym krzyczała w pustym pokoju i nikt mnie nie słyszy! Nikt mnie nie rozumie! I nawet nie ma sensu o tym z nikim gadać, bo rozmawianie z siostra, która sama ma dwójkę dzieci jest jak gadanie ze ślepym o kolorach! Dopiero tutaj na forum znalazłam wsparcie, ekspresowe odpowiedzi ma moje pytania i zobaczyłam, ze nie jestem sama i inne dziewczyny przezywają to samo co ja ❤️🙂 dlatego to forum jest mega ważne! I żałuje że wczesniej mnie tu nie było. Tu można dostać naprawdę duże wsparcie. Życzę Wam wszystkim jak najlepiej i wierze ze wszystkie kiedyś będziemy szczęśliwe! Ważne żeby się nie poddać! Wszystkim się udaje! Nie wszystkim w ten sam sposób i nie wszystkim w tym samym czasie, ale docelowo uda się wszystkim, którzy się nie poddadzą! To jedyny warunek! Nie poddać się! 🙂👍 

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Anka Skakanka napisał:

Kochana, musicie pogadać.

ja czułam chwile złość na mojego. Nasze starania są głównie z powodu czynnika męskiego, tymczasem cała ta okropna procedura, ból, zastrzyki, punkcją, potem nerwy, łzy i tak dalej muszę robić ja, a on jakby nigdy nic. Naprawdę takie emocje.

ale potem sobie uświadomiłam trzy rzeczy. Po pierwsze, ze go bardzo kocham i chce mieć z nim dzieci, dlatego mogę się na te trudności narazić, żeby ten cel zrealizować. Po drugie, ze to nie jest jego wina, ze akurat ja muszę się poddawać zabiegom; jestem pewna, ze on by się poddał jakby od tego to zależało. Po trzecie, to minie i jeśli się uda, będziemy szczęśliwi. 
 

jesli czujesz się sama, pogadaj z nim, powiedz, czego Ci trzeba. Ja czasami mojemu mówię „misiu, a dziś mi kup kwiaty i ciasto” i on kupuje. To pomaga. 

Ha ha! Ja tez tak robię. Jak coś powiem, ze chce i powiem to wprost, to wszystko mi kupuje o cokolwiek bym poprosiła i wszystko zrobi o co poproszę 😀 oni nie są źli, po prostu niedomyślni strasznie! 😆

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Asusena napisał:

Mój mąż tez nie angażował się za bardzo. Do kliniki jeździł ze mną tylko wtedy, gdy musiał być osobiście, czyli podczas naszej pierwszej wizyty, każdorazowo gdy mieliśmy do omówienia jego badania, potem inseminacje. Na punkcję ze mna pojechał i na pierwszy transfery tez. Ale podczas takich „rutynowych” wizyt, monitoringu pęcherzyków itd, to zawsze sama jeździłam. Tez czułam Się, ze jestem w pewien sposób pokrzywdzona, tym bardziej ze my, pomimo ze jakiejś konkretnej diagnozy nie mieliśmy, to pani doktor która przeprowadziła nas przez cały szereg tych wszystkich wstępnych badań powiedziała, ze przyczynę naszej niepłodności widzi bardziej po męskiej stronie. Ja osobiście liczyłam na to, ze podczas starań i po swoich wynikach mój mąż rzyci palenie, zacznie zdrowiej jeść, ale nic takiego się nie zdarzyło. Normalnie funkcjonował i funkcjonuje jakby miał dalej 25 lat 🙂 oni chyba po prostu tacy są. Co do zastrzyków to proponował, ze będzie mi dawał i widac było ze chce pomoc, ale on ma absolutnie dwie lewe ręce i wolałam robić je sama. Najgorzej jednak było jak zaczynałam płakać. Początkowo mnie przytulał, pocieszał itd, ale jak ja i tak raz po raz wybuchałem płaczem, to po jskims czasie przestał mnie nawet pocieszać i tak naprawdę, jeżeli o cokolwiek mam do niego żal, to nie za to ze nie jeździł ze mną do kliniki, ale za to ze przestał mnie pocieszać. Ze tak jakoś zaakceptował to, ja tak po prostu mam, ze płacze i on niby nic z tym nie zrobi, nie może mi pomoc, nie umie sprawić żeby moje napady płaczu się nie powtarzały. No i z jednej strony miał racje, bo nic by nie zrobił, ale z drugiej nieważne czy płacze raz na tydzień, czy trzy razy dziennie, to wsparcie jest potrzebne i to tyle ile trzeba. A ja czułam się tak, jakbym krzyczała w pustym pokoju i nikt mnie nie słyszy! Nikt mnie nie rozumie! I nawet nie ma sensu o tym z nikim gadać, bo rozmawianie z siostra, która sama ma dwójkę dzieci jest jak gadanie ze ślepym o kolorach! Dopiero tutaj na forum znalazłam wsparcie, ekspresowe odpowiedzi ma moje pytania i zobaczyłam, ze nie jestem sama i inne dziewczyny przezywają to samo co ja ❤️🙂 dlatego to forum jest mega ważne! I żałuje że wczesniej mnie tu nie było. Tu można dostać naprawdę duże wsparcie. Życzę Wam wszystkim jak najlepiej i wierze ze wszystkie kiedyś będziemy szczęśliwe! Ważne żeby się nie poddać! Wszystkim się udaje! Nie wszystkim w ten sam sposób i nie wszystkim w tym samym czasie, ale docelowo uda się wszystkim, którzy się nie poddadzą! To jedyny warunek! Nie poddać się! 🙂👍 

Asusena za którym razem się Tobie udało ? 🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Luna_ napisał:

Z tymi 3 pełnymi procedurami to tak trochę zbyt pięknie powiedziane 😉 jestem z Wawy, łapię się oczywiście ale myślę że z min. 15 tys. już nam poleciało. Wizyty, leki, badania, dodatkowe badania, kriotransfery... 🤔 

Oczywiście. Dlatego to dofinansowanie a nie sfinansowanie całości. Ja przeszłam 3 stymulacje i 5 transferów. 3 zarodki jeszcze ma mnie czekają. Na ten moment na in vitro wydaliśmy koło 20 tys. Z lekami dodatkowymi badaniami itd. myślę że bez dofinansowania tyle wydalabym na jedną procedurę tylko..... Więc jest to różnica zasadnicza. Przynajmniej dla mnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, AsiaWin napisał:

Mam wynik progesteronu 16dc przygotowania do crio na samych estrogenach wynik 18,2 nmol/l. Normy: faza folikularna 0,6 — 4,7 faza owulacyjna 2,4 — 9,4 faza lutealna 5,3 — 86. To znaczy, że transfer się nie odbędzie, bo już progesteron mi wzrósł? Znacie się na tym?

Dziewczyny, mój wynik progesteronu potwierdza, że weszłam już w drugą fazę i transfer się nie odbędzie w tym cyklu. Czekam na okres, za 2 tygodnie ma przyjść i zaczynam podejście na cyklu naturalnym 🙂 co się odwlecze to nie uciecze 😉

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
26 minut temu, AsiaWin napisał:

Dziewczyny, mój wynik progesteronu potwierdza, że weszłam już w drugą fazę i transfer się nie odbędzie w tym cyklu. Czekam na okres, za 2 tygodnie ma przyjść i zaczynam podejście na cyklu naturalnym 🙂 co się odwlecze to nie uciecze 😉

Asia czy możesz powiedzieć coś o tym progesteronu jeśli chodzi o sztuczny cykl? Są jakieś widełki przed włączeniem progesteronu? Ja również jestem teraz na estrofemie i nie mam bladego pojęcia jaki poziom progesteronu jest prawidłowy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, Haaniaa01 napisał:

Asia czy możesz powiedzieć coś o tym progesteronu jeśli chodzi o sztuczny cykl? Są jakieś widełki przed włączeniem progesteronu? Ja również jestem teraz na estrofemie i nie mam bladego pojęcia jaki poziom progesteronu jest prawidłowy.

Podobno powinien być poniżej 1 (ale tych drugich jednostek) przed włączeniem progesteronu. moje 18 to w przeliczeniu wychodzi 5, więc za dużo. Po prostu nie możesz sama wejść już w drugą fazę cyklu, bo trzeba wbić się w moment pseudo owulacji (której oczywiście nie ma).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×