Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość ..majutek24

Zostawił mnie chłopak - wesprzyjcie

Polecane posty

Witam Was. Widze, ze na forum nie panuje ostatnio za mila atmosfera wiec nie udzielacie sie zbytnio :(...u mnie dzisiaj na dworze fantastycznie, chcialoby sie jechac z kims nad jeziorko, wioseny spacerek, ale eh :( dobrze, ze ide wlasnie do pracy, jakos przeleci, wroce pojde spac i koniec... nie wiem, macie czasami takie mysli, takie zastanowienia, co bedzie z Wami za jakis czas? ja jestem ciekawa jak moje zycie bedzie wygladalo tak za rok, eh :( tak mi Go brakuje, ale nie dam sie, o nie.. no nic, mam nadzieje z ejak w nocy wroce to zobacze tutaj jakies wpisy ;* ktos smutny, jasne, ze mozesz dolaczyc.. uciekam, pa;*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Drożdżyk Przede wszystkim, najlepsze życzenia urodzinowe, spełnienia marzeń, a przede wszystkim dużo spokoju i równowagi w życiu osobistym:) Przykro mi, że wciąz K. tkwi w Twojej pamięci, jest wciąz żywą legendą. Jesli kontakt z nim burzy Twój spokój osobisty i wprowadza zamęt, to niezależnie od jego uczuć, które swoją decyzją możesz zranić, powinnaś to zrobić. On dla siebie, dla swoich potrzeb zerwał z tobą, zostawił Cie. Teraz Ty podejmiesz podobną decyzje, z tym, że nawet w ćwierci nie będzie dla niego tak bolesna, jak jego decyzja okazała się byc dla Ciebie. Jesli czujesz się na siłach aby zerwac z nim kontakt i wiesz, że wlasnie tego chcesz, to nie zostaw swoje skrupuły na boku. Teraz uwzględniasz swoje potrzeby, tak jak on kiedyś zadbał o swoje. Dziewczyny tak mi przykro, że ciepricie, ja choć jestem wyleczona z F., to wcale nie czuje się spełniona, odbudowana, jestem wciąż sama, co więcej, po kolejnych bolesnych przezyciach, które naprawde mnie osłabiły. Może za wcześnie próbowałam ułożyć sobie życie u boku kogoś innego, może najpierw powinnam się wzmocnić, a potem wyjśc naprzeciw losowi. Teraz czuje sie już tak wypalona, spruta, że wyłączyłam swoje potrzeby, "takie" potrzeby. Chciałabym, ale czuje się jak sparaliżowana, nie moge zrobić kroku naprzód:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już sama...
Cześć dziewczyny. U mnie dupa, dupa i jeszcze raz dupa. Smutek, żal, płacz, itd.... Dokładnie za 2 tygodnie miałabym z moim byłym 5 rocznicę i im bliżej tego czasu tym gorzej się czuję :( Naboobek też się zastanawiam nad tym co ze mną będzie za jakiś czas. Wcześniej wszystko miałam poukładane, zaplanowane, a teraz nie mam nic. Boję się bardzo tego co będzie. Żyję z dnia na dzień, mija miesiąc za miesiącem i boję się, że niedługo będzie tak leciał rok za rokiem. Czasem ma tak, że myślę no trudno stało się, a za chwilę, że to przecież nie jest żaden film, który na pewno skończy się happy endem tylko moje życie. Aneri tak mi przykro, że mimo takiego czasu cały czas czujesz się źle :( Nie wróży też nam to nic dobrego. Boję się, że już na zawsze będę "upośledzona" uczuciowo i nigdy nie poczuję tego spokoju, szczęścia i pewności że jestem z kimś z kim chcę spędzić całe życie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
aneri no właśnie "problem" polega na tym, że on jako przyjaciel jest mi najbliższy. Moi rodzice mieli mnie dosyć późno jest duża różnica pokoleń, co za tym idzie między mną a rodzeństwem jest duża różnica wieku , mam z nimi bardzo słaby kontakt bo nie mieszkają już w naszym mieście, ba nawet w kraju. I choć mogę polegać na swojej rodzinie to nie mogę im mówić za wiele i nie chce. Nie wiedzą tak naprawdę przez co przechodzę i nie chce by wiedzieli. K. natomiast wie o mnie wszystko co chyba mógłby wiedzieć, więcej niż ktokolwiek. Zna moje największe słabości, lęki. Nic nie mam do ukrycia przed nim. I w niektórych sytuacjach wiem że tylko do niego mogę się zwrócić. I ktoś z boku powie że jest moją zmorą, niezamkniętym rozdziałem, ale dla mnie on po prostu jest kimś tak bliskim, tak obecnym w moim życiu że ciężko mi sobie nagle wyobrazić wykreślenie go, urwanie kontaktu. Z drugiej strony wiem że nie jest to zdrowa sytuacja kiedy para po rozejściu nadal utrzymuje kontakt. Jest to dziwne, wręcz patologiczne i bardzo ryzykowne. Jestem na rozdrożu, logika podpowiada mi jedno serce drugie. I nie myślcie że ja nie pamiętam tego że mnie zostawił, cały czas jest to obecne w mojej głowie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
witajcie ja caly czas czuje sie fatalnie, wiem ze to dopiero poczatek dwa tygodnie. ciagle lapie za telefon zeby napisac a potem odkladam go bo mysle, po co? to nic nie zmieni. powoli zapoznaje sie z waszymi historiami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już sama...
Drożdżyk doskonale Cię rozumiem. Mój były też oprócz tego, że był moim chłopakiem to był też moim przyjacielem, w zasadzie jedynym jakiego miałam. Wiedział o mnie wszystko, nie miałam przed nim żadnych tajemnic, przy nim mogłam być całkowicie sobą, niczego nie ukrywać. A teraz nie mam ani chłopaka ani przyjaciela. Jest mi bardzo ciężko. Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu. Z jednej strony potrzebujesz tego kontaktu ale z drugiej on Cię wyniszcza. Czasem pary przyjaźnią się po rozstaniu ale chyba jest to możliwe tylko wtedy gdy oboje podjęli decyzje o rozstaniu, albo gdy już dwie strony są "wyleczone". Musisz sama dobrze przemyśleć co będzie dla Ciebie najlepsze. Wiem, że serce mówi jedno a rozum drugie, ale musisz to zrobić dla własnego dobra

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Drożdzyk ja wcale nie uwazam, że utrzymywanie kontaktu przez byłych partnerów nalezy do patologii. Jest to jednak możliwe (według mnie), gdy oboje nic do siebie nie czują, nie ma między nimi miłości, oboje sa pogodzeni z faktem, że nie sa razem i te decyzje akceptują obustronnie. To jest możliwe, ale czesto niestety kryje sie za tym taki surogat zaspokojenia emocjonalnego, który potrzebny jest jednej stronie takiego przyjacielskiego układu. Wszystko funkcjonuje prawidłowo do momentu gdy jedna z nich 9najczęsciej ta, która podjęła decyzje o rozstaniu) wiąze się z kims innym. Wtedy wszystko się wali... i tego ja bym si obawiała, gdybym istniała wewnątrz takich relacji, kazdego dnia bałabym się, że mój ex znajdzie sobie kogoś, wtedy pozbawi mnie nawet tej namiastki w postaci przyjaźni. Drożdżyk, czy jestes przygotowana na taki moment w jego zyciu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hawananana ja np sie nie odzywam, mam ochote, ale wiem ze nic nie zmienie bo do tego trzeba checi dwoch osob. a poza tym wiem ze jak sie odezwe to on odpisze bo jakis sentyment do mnie mu zostal

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
widzisz u mnie to ja zepsulam tak jak napisalam kilka postow wyzej. on odszedl ze tak powiem na moje zyczenie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sama_nie_wiem_co
a u mnie z moim ex nastąpiła stagnacja - etap koleżeński - i nic więcej. ale niech to się jeszcze bardziej ustabilizuje i może potem uda się wskoczyć nam na następny poziom znajomości. co ciekawe teraz, gdy już nie jesteśmy parą i mamy takie a nie inne relacje, to nam się znacznie lepiej rozmawia. jest jakieś pełniejsze zrozumienie z jednej i z drugiej strony. dialog miedzy nami nie jest o niczym ale o pewnych konkretach. możliwe, że uczymy się siebie a nowo i czas pokaże co z tego będzie. na chwilę obecną - on nie ma nikogo nowego i ja nie mam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak wiem, nie raz ta myśl przeszywa moją głowę. Co jeśli znajdzie sobie kogoś, czy wtedy kompletnie "umrę" emocjonalnie, czy uznam, że zmarnowałam czas utrzymując ten kontakt, czy może jeszcze coś innego. Nie wiem nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Powiedziałam mu kiedyś w szczerej rozmowie iż chciałabym jeśli takie coś nastąpi by powiedział mi o tym. Ale czy mogę na to liczyć nie wiem. Z drugiej strony wydaje mi się logiczne, że gdyby poznał osobę z którą chciałby być to mechanicznie i praktycznie ten kontakt zminimalizował by się do zera ponieważ wiadomo, że ta osoba wypełniłaby jego życie. Szczególnie gdyby się zakochał to automatycznie zapomniałby o mnie. Tak samo gdybym ja poznała kogoś z kim chciałabym być to na pewno on byłby dla mnie najważniejszy. Nie łudzę się, że przez ten czas z nikim się nie spotykał, nie wiem tego, nigdy nie pytałam. Ja sama spotykałam się z dwoma chłopakami ale nic z tego nie wyszło o czym też mu nigdy nie mówiłam. Któraś z was pytała ile najdłużej po rozstaniu się nie kontaktowaliśmy więc najdłużej chyba 2 tygodnie. Z czego w większości to on pisze pierwszy bo ja po rozstaniu obiecałam sobie, że nie będę się prosić o nic ani narzucać. Ostatnimi czasy nawet zdarza się tak, że ja w ogóle nie odpisuje albo nie odbieram, sama nie wiem czemu. Może chcę sobie albo jemu udowodnić, że już nie jestem wtedy kiedy on chce i nie czekam na każdy telefon i wiadomość. Sytuacja dziwna. Skomplikowana. Czasami mam takie wrażenie, że nasze relacje teraz są lepsze niż kiedy byliśmy razem, bo nie ma tego "piętna" związku. Nikt nikomu nie musi się tłumaczyć i w pewnym sensie to daje radość bo jeśli on dzwoni albo pisze to wiem że dlatego, że chce a nie dlatego, że tak wypada. Tymbardziej że będąc z nim lubiłam żeby mi się "meldował" często dzwonił, pisał. Traktowałam go jakby swoją własność której muszę pilnować. Było to troszkę moją obsesją :/ ale cóż pewnie nie tylko ja tak mam/ miałam. W momencie kiedy w pewnym sensie poukładałam sobie życie na poziomie że on już nie jest "mój", że jestem sama. Udało mi się także w dużym stopniu pozbyć tej zaborczości. Przestałam tak jak w pierwszych tygodniach po rozstaniu płakać na myśl że on gdzieś pewnie imprezuje, bawi się, uśmiecha beze mnie, kokietuje inne kobiety. Spojrzałam na to z tej strony, że ja i tak nie mam wpływu na to co on robi, nie jest ze mną i ma do tego prawo a czy ja będę się złościć czy płakać z tego powodu to i tak nic nie zmieni a będę się tylko zadręczać. Początkowo to było bardzo trudne ale z czasem po prostu weszło mi w krew, jak często ćwiczony nawyk. Z jednej strony Aneri teraz tak mi przyszło na myśl, że nawet jeśli on się z kimś zwiąże to będę miała przynajmniej tę pewność, że to musi być wyjątkowa osoba ponieważ znam go i wiem, że on naprawdę chce być z kimś kogo będzie szczerze kochał. Więc myślę, że choć to będzie bolało to z czasem jeśli naprawdę go kochałam będę potrafiła się z tym pogodzić i cieszyć jego szczęściem. Jednocześnie mam też nadzieję, że mnie też jeszcze coś pięknego czeka i że on też będzie cieszył się wiedząc, że mi się ułożyło. Także jakikolwiek był powód rozstania dziewczyny cała mądrość polega chyba na tym, że z czasem (choć to bardzo trudne) trzeba umieć pogodzić się z pewnymi faktami. Ale jednocześnie nie skreślać własnej szansy na szczęście. Ja tak bardzo bym chciała wierzyć, że coś pięknego jest nadal przede mną i w zasięgu mojej ręki...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
drożdżyk Jestem własnie na tym etapie ciaglego myslenia gdzie on jest, co robi, z kim, czy kokietuje inne(a napewno to robi bo to babiarz:/). Zwariuje przez to zadreczanie sie. Staram sie odsuwać te mysli od siebie ale nie wychodzi mi to...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
sodaa ja wiem... rozumiem Cię doskonale. ale tak jak napisałam- Ty nie masz wpływu na to co on robi, mówi... wiem, że w pewnym sensie nie masz też wpływu na te myśli które poprostu atakują jak ostrzał z kalashnikova;p w takich chwilach po prostu najlepiej jest zająć się czymś co pochłonie Twoje skupienie, albo jakimś wysiłkiem fizycznym. Poza tym nie stwarzaj sobie sama w głowie żadnych scenariuszy, zazwyczaj to co sobie "wyobrażamy" nijak ma się do rzeczywistości...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dziewczyny zauwazyłam jedną prawidłowośc i wspólną cechę wszystkich Waszych postów...otóż, bardzo skupiacie sie na tym czy jest kontakt z byłym, czy nie. jak nie ma, to czujecie się skrzywdzone, jak jest, to zazwyczaj nie czujecie satysfakcji i utrzymywanie relacji z nimi na tym poziomie komunikacji sprawia Wam trudności, dla Was to jest duży wysiłek. Nieustannie analizujecie ich zachowanie. Po co? Przeciez jeżeli cokolwiek wywołuje taki dyskomfort, to chyba nalezy dążyć do eliminacji tego stanu, prawda? Dlaczego tak bardzo zalezy Wam na kontakcie z byłym? Ja wiem, że w pierwszych tygodniach teskonta jest tak wielka, że nie ma miejsca na analizę przyszłych skutków tego kontaktu, tylko dąży się od jednorazowych aktów zaspokojenia emocjonalnego poprzez otrzymanie jakiegoś smsa, czy choćby zdawkowej rozmowy. ja to rozumiem, ale w bardzo krótkim czasie przekonujecie się, że nie jesteście zdolne utrzymywac z nimi kontaktu bez uszczerbku emocjonalnego ze szkoda dla siebie. W taki sposób moga upływac Wam miesiące, ale czas nie będzie Waszym sprzymierzeńcem, bo z jednej strony chcecie sie wyleczyć, a z drugiej cierpicie na swoisty lęk oczekiwania, kiedy on zadzwoni, kiedy napisze/odpisze, analizujecie jakiś drobny gest czułości, czy ciepła okazany w Wasza strone. To kompletnie bez sensu, bo za jakiś czas odkrywacie, że przeciez on juz sobie układa życie bez Was, widzicie to bardzo wyraźnie i to wydaje Wam sie tym bardziej drastyczne. Słuchajcie, jeśli cierpicie przez jakiegos faceta, to nie możecie oczekiwac, że będzie jednocześnie Waszym terapeutą. marnujecie czas, który powinnyscie wykorzystac, aby odzyskac równowage życiową. Kiedy oni ise od was definitywnie odsuną, po raz drugi poczujecie się odrzucone....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiecie, ja moze jestem w troche "lepszej" sytuacji.bo wy bylyscie dobre dla swoich. ja ostatnimi czasy nie. wy sie ludzicie ze wroci, ze zateskni. ja wiem ze tak nie bedzie bo nie ma za czym. za wariatka? wiec przynajmniej sie nie ludze , ze on cos zrozumie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witajcie, ja wlasnie wrocilam z pracy...tak strasznie mi sie nic nie chce :(jaoks ten dzien mi przelecial, nie myslalam za duzo o tym, ale teraz jak wrocilam znowu mnie dopadlo, wiem, ze dzisiaj jest u niej. bija mi sie mysli po glowie strasznie :( czuje zazdrosc, zlosc, smutek, tesknote, jakied glupie uczucie, nie potrafie tego opisac :(.... z drugiej strony tak bardzo chce byc silna zeby sobie z tym poradzic...ale jak widze to wszystko, to mi sie po prostu chce plakac... Aneri, moglabys zajrzec na emaila? Drożdżyku, czytalam to forum od poczatku, chcialam znalezc Twoja historie, nie wiem czy czytalam niedokladnie, ale nie moge tego znalezc... :/ czy zle szukalam, czy faktycznie nigdzie nie opisalas tutaj dokladnie tego co sie stalo? wiecie co sie okazalo, ta moja dobra kolezanka co z nia o tym rozmawialam, wczoraj u niej znowu bylam i pokazalam jej ta dziewczyne i wiecie ze ona ja zna?:/ uczyly sie w tym samym liceum tylko ze ona rok wyzej...pamieta ja dokladnie bo nawet zadawala sie z tymi samymi osobami co ona, czasem bywaly razem na jakis iimprezach. powiedziala mi, ze ona lubila zawsze na rozowo chodzic, ze zawsze nosila za male ciuchy, ze w ciagu miesiaca potrafila schudnac iles kg a na drugi przytyla z nawiazka.. ze hjest troszke smieszna, ale ze zawsze wiedziala czego w zyciu chce... chocaz to bylo sporo lat temu, teraz napewno jest juz troszke inna, wkoncu ma troche wiecej lat i rozumu chyba tez... normalnie mi sie beczec chce :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiecie co ja wam powiem to nie jest moje pierwsze powazne rozstanie, pierwsze bylo 4 lata temu jesli dobrze pamietam. oczywiscie bylo z innym chlopakiem. i widze roznice jak to przezywam teraz. teraz jest, sama nie wiem jak to nazwac jakis taki spokoj. oczywiscie tesknie, brakuje mi go, czasem poplacze. tego faceta ktory zostawil mnie teraz kochalam mocniej, lepiej niz poprzedniego. ale nie ma we mnie tych szalenstw co wczesniej, nie pisze, nie dzwonie, nie sprawdzam co robi. wstyd sie przyznac ale przy poprzednim potrafilam ukrywc sie w miejscach gdzie przebywal zeby go zobaczyc. teraz nie mam takiej potrzeby. wtedy sie strasznie katowalam, sama siebie. teraz tego nie robie. nie pisze jak tesknie, jak kocham. napisalam raz po rozstaniu ze przepraszam ze taka bylam, ze zniszczylam fajna milosc i nic wiecej. nawet nie sprawdzam obsesyjnie telefonu. wczesniej balam sie wyjsc bo co jak on napisze maila, zadzwoni albo niewiadomo co. tamten oczywiscie przypomnial sobie o mnie po 6 miesiacach, wrocilam do niego ale to juz nie bylo to. teraz wiem ze to nie byla milosc tylko uzaleznienie od niego. teraz wiem ze kochalam a moje zachowanie jest zupelnie inne. sama sie nie rozumiem, moze to tylko cisza przed burza. sama nie wiem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mój sie odezwał dzisiaj znowu. Chciał się spotkac i sie pogdzić. Powiedziałam mu co mnie boli itp to stwierdził ze on chce sie przeciez pogodzic i ja nawet w takiej sytuacji nie moge sobie odpuscic tej swojej glupiej gadki. On oczywiscie nawet nie czuje sie winny. Nawet nie jest mi przykro. Mam w sobie pelno zlosci. Nie wiem juz sama co jest gorsze. A co do utrzymywania kontaktu,pisania smsow itp- głupota.To w niczym nam nie pomoze ba nawet pogorszy nasze samopoczucie. Najlepiej urwac kontakt.Nie jest to latwe,ale trzeba wziasc sie w garsc i pomyslec o tym ze kiedys to sie skonczy.Ten ból,lzy,teskonta,smutek. Tylko trzeba to przeczekac. Ja tak sie pocieszam. I jestem z siebie dumna bo pierwszy raz jestem tak twarda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
grrrr....wytrzymalam kilka dni, zeby nie wchodzic na jego konto nie sprawdzac gdzie wyplacal kase, ale nie wytrzymalam... kurwa no nie wiedzialam po prostu ze wczoraj u niej byl....tak mnie przeszywa to uczucie, ja to po prostu wczoraj czulam w calym ciele...no i jasne, wczoraj auto tankowane na stacji w miejscowosci w ktorej ona mieszka...chce mi sie wyc do ksiezyca i cala sie trzese z nerwow.... chociazby gnil i prosil to nie odezwe sie juz do niego za zadne skarby, kretyn, po prostu kretyn... nie rozumiem jak z kogos tak dobrego mogl sie zmienic w takiego kogos... nie moge zniesc tego jak mnie potraktowal, i czuje ze to uczucie idzie gdzies w daleki kat i zczyna pojawiac sie jakas nie wiem, nienawisc...? nie wiem co to, , ale wzbudza we mnie takie emocje, ze nie wiem jak mam sie zachowac...eh...do dupy to wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja też jestem ale za bardzo nie wiem co pisać.... Wczoraj podjęłam decyzję o definitywnym zerwaniu kontaktu. W niedzielę wyślę mu życzenia na urodziny i koniec - trzeba to zamknąć. Jest i pewnie będzie mi cholernie ciężko, ale już i tak nie mam nic więcej do stracenia także trzymajcie kciuki za mą silną wolę. Po prostu muszę to zrobić inaczej wykończę sama siebie... napisze wiecej po pracy trzymajcie sie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przy moim poprzednim facecie sie tak wszystko ciagnelo.w marcu odszedl,potem moje blagania przez dwa miesiace, potem cisza z mojej strony i nagle telefon od niego. odebralam pelna nadziej i co uslyszalam? mam nowa dziewzcyne, jest cudna itp itd. po tym telefonie zlosc wscieklosc, napisalam mu cos po czym stwierdzialam ze jak sie odezwie to dam mu medal bo po takich slowach ja sama nigdy bym tego nie zrobila. potem lipiec, zaczal dzwonic, nie odbieralam, codzienne smsy, w sierpniu stwierdzilam ze moze mu zalezy to odpisalam. on pisal dzien w dzien ja czasem odpisywalam. wrzesien spotkanie. w pazdzierniku uslyszalam kocham cie. tak to trwalo do grudnia, pisanie, czasem spotkanie.sylwester spedzony wspolnie, byl piekny. potem coraz rzadsze smsy z jego strony, rzadsze spotkania. az w marcu zamilkl, zupelnie. rok po rozstaniu bylam w tym samym miejscu, znowu zal, zlosc. wzielam sie za siebie, odzylam, poznalam obecnego bylego. walnetynki nastepnego roku, on dzwoni, dzwoni, i dzwoni. nie odebralam, nie chcialam bylam szczesliwa z innym a tamtego juz nie pamietalam. potem sms przepraszam pomylilem numer, wcale do ciebie nie dzwonilem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jak chcesz o tym pogadac to napisz jakis kontakt do siebie, bo nie chce tu tez pisac wszystkiego bo to bylyby niewiadomo jakie elaboraty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już sama...
Ja też jestem, tylko, że też nie wiedziałam co pisać bo u mnie ciągle bez zmian. Nadal tęsknie i jest mi bardzo źle. Niby jak się kogoś kocha to powinno się cieszyć ze szczęścia tej osoby, ale ja nie potrafię. Jak mam się cieszyć z tego, że On jest szczęśliwy z osobą która zajęła moje miejsce, która pod przykrywką Jego przyjaciółki stopniowo mi Go wykradała? Wiem, że na pewno też jest w tym moja wina, bo idealna nie byłam, ale byliśmy naprawdę bardzo szczęśliwi... Tak bym chciała dostać jeszcze jedną szansę... Wiem, że powinnam przestać o Nim myśleć, ale nie umiem. Zawsze gdy się budzę rano to pierwsza myśl to On. Jak tak dalej pójdzie to zwariuję :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×