Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Hi-za-ga

wdowa

Polecane posty

Gość fili-pinka
Tak Czin , zupełnie inne, nie do zniesienia. Pozdrawiam Cię i fajnie że dołączyłaś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Renkaa dobrze ,że nastawiłaś się na pozytywne myślenie, to jest nadzieja, że wszystkie do tego dojdziemy. Każda z nas potrzebuje na to czasu, ale gdy ten czas nadejdzie będą dni lepsze i gorsze, jak to w normalnym życiu bywa. Dużo właśnie zależy od myślenia i nastawienia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dobry wieczór Wszystkim- też się z tym zgadzam, że nic nie cieszy tak do końca. Jest taki smutek w głębi serca. Tak już chyba do końca życia będzie. Kaddarko a jak sprawa spadkowa. U mnie w sądzie poszła szybciutko. Tylko potem z Rodziną męża miałam jazdę. A teraz na razie spokój - obym wilka nie wywołała z lasu. Hi-za-go dla mnie drugi rok był najgorszy: miotałam się pomiędzy życiem starym a nowym. Teraz żyje w 70% na nowo ale jeszcze w ok. 30% po staremu-jeśli to tak można skonkretyzować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Oj Filipinko- ale to nie tak zawsze-tylko inaczej można zwariować. Tutaj już działa instynkt samozachowawczy. Nie jestem aż taka silna. Czasem się zastanawiam co jest gorsze rozwód,rozstanie czy śmierć. Dochodzę do wniosku, ze rozwód czy rozstanie wzbudza nienawiść i niepotrzebne nadzieje, które są zawiedzione a śmieć rozpacza ale potem mądrość. Szczerze mówiąc z tym co sie stało nie pogodzę się nigdy ale zrozumiem, że to nie nasze ludzkie wybory, nie głupota. A co do ludzi - to ktoś kto tego nie przeżył to nie zrozumie. I nie ma co tłumaczyć. A że patrzą na nas ludzie jak przez szybkę? myślę, ze trochę się nas boją? nie wiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Renkaa, czyli drugi rok był gorszy od pierwszego ? Wszystko dopiero przede mną dlatego pytam. Zaczęłaś tęsknić bardziej pewnie, albo docierało do Ciebie, że nie wróci ? Jak to jest, boję się żyć dalej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Wiesz, dzisiaj w ciągu dnia tez się zastanawiałam co jest gorsze właśnie rozwód czy śmierć. Smierć jest najgorsza, bo po rozwodzie to chociaż dzieci mają jeszcze ojca i czasami z eks można jeszcze się dogadać w różnych sprawach i żyć może spokojniej, jeżeli oczywiście mąż był normalnym człowiekiem. Ciągle też myślę czy lżej byłoby mi gdyby zmarł po ciężkiej chorobie, a nie w wyniku wypadku, nawet nie porozmawialiśmy, odszedł bez słowa niespodziewanie. miał śmierć mózgu, lekarz powiedział że nie żyje od 3 godzin a obył ciągle jeszcze jak żywy bo oddychał za niego respirator. Ciągle to mam przed oczami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie bój się. Musisz czoła postawić życiu. Trzeba wszystko co się da zmienić. Zdecydowanie - nie bój się. To nie jest profanacja. Pamiętam, ze wtedy na początku czytałam wszystkie listy jakie dostałam od Niego. Mój mąż często wyjeżdżał i po staremu pisał listy. To jest skarb, który mam. Dziwne, ale one mi pomogły. Znowu teraz nie mogę ich czytać. No i pracowałam, pracowałam i jeszcze raz pracowałam. Sprzątanie mnie przygnębia - jest chyba za mało zajmujące no i krząta się człowiek po domu i wracają wspomnienia. Ty masz gorzej Filipinko , ponieważ dzieci od razu wybyły. U mnie wtedy córka była przed maturą a syn? Burze przeżywał-musiałam Jemu dużo uwagi poświecić. A Tobie jak źle będzie to pisz, pisz,pisz. Zawsze któraś odpowie - jest nas coraz więcej.:) i wiemy o czym mowa:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mój chorował - ale to była inna choroba niż wszystkie raki-pojawił sie guz w głowie, który uciskał na nerwy odpowiedzialne za ośrodek ruchu- w pełni świadomości odmówił operacji i przez miesiąc tracił czucie kolejno w stopach, nogach itd aż doszło do serca. A do mnie do końca nie docierało, ze to już będzie koniec. Chcialoby się wyjąć tego guza i wszystko byłoby ok. Ponieważ wszystkie narządy , wyniki miał super dobre. Byłam pewna, ze jak tyle razy było ok to dalej będzie. Nie myśl jaka śmierć jest lepsza- myśl w kierunku komu mogę pomóc. -nawet charytatywnie coś rób-w kościele, w hospicjum, w domu dziecka, starszej osobie zakupy rób, kogoś ucz nie wiem cokolwiek co pomoże Tobie zając myśli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna40
ostatnio joakos nie mam weny na pisanie ale dużo zawarłyscie dziewczyny mądrąści co do naszej egzystencji, co do ludzi ktorzy nas otaczają i chociaz tyle chcialabym wtrącić, że jestem czytam a czasami jest mi tak źle ze nie wiem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Maximum2012
/Witajcie. Czy przyjmiecie mnie do Swojego gronu? Jestem po rozwodzie, mam 3 dzieci, Dzieci mam tylko niestety na weekendy w tygodniu czasem ich zawożę tylko na zajęcia dodatkowe. Moja była żona chce mnie zniszczyć ze swoim nowym partnerem. Choć nie wiem dlaczego, płace jej podwójne alimenty, daje dzieciakom kieszonkowe osobno, kupuję im zabawki, ciuszki,zostawiłem im dom,wszystko, by tylko dzieci miały swoje miejsce. Ale bardzo krwawi serce,jak słyszę tatuś dlaczego nie możemy być z Tobą u Ciebie. Nie chcę walczyć nią o opiekę, pragne tylko by dzieci miały dobre dzieciństwo,nie chcę by siadło to na ich psychikę..I tak już cierpią,że mieszkam osobno, a na moim miejscu jest inny mężczyzna. źle mi z tym wszystkim,wolę porozmawiać z kimś obcym, w podobnej sytuacji.Może akurat tutaj znajdziemy wspólny język? Pozdrawiam. Jordan

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Wszystkie bardzo cierpimy, jest nam żle i każda próbuje jakoś radzić sobie z tym bólem na swój sposób. Wiem, że potrzeba czasu żeby przyzwyczaić się do nowej sytuacji, nauczyć się żyć na nowo, tyle że to łatwiej powiedzieć a gorzej zrobić. Chwilami już jest trochę lepiej, to w pewnym momencie wszystko powraca jakby ze zdwojoną siłą. Renka ja też miałam do samego końca nadzieję, że mój mąż nie może mnie tak zostawić bez jednego słowa i że stanie się jakiś cud . Ja wychodziłam do pracy to mąż jadł obiad z dziećmi , póżniej jeszcze do niego zadzwoniłam, porozmawialiśmy chwilę i to była nasza ostatnia rozmowa, a po kilku godzinach to się stało. Zycie jest bardzo niesprawiedliwe, czasami mi się wydaje że my mamy jakąś karę, ale wszyscy przecież popełniają błędy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dobry wieczór. Cały dzień zabiegany miałam. Maximum2012 witam jak drugiego faceta na tym forum- szczególnie serdecznie. Smutasie40 - mamy mniej więcej ten sam staż wdowieństwa, jeszcze Hi-za-ga (dwa lata) ReJana(5 lat). Czyli jesteśmy po tych pierwszych emocjach. I jak ten czas odbieracie? Na co dzień jak wygląda Wasze życie. Jak sobie radzicie z męskimi obowiązkami. Idę na spacer z psem - to sobie pomyślę jak to wygląda z mojej strony.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Maximum2012
oo 2 jestem? a myślałem,że jako pierwszy napisze ja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna40
Kobietki jeśli chodzi o męskie obowiązki to już troszkę lepiej, ale nie umiałam nic, mąż sam wszystko robił od wkręcania żarowek , załatwiania wszystkiego z autem, po wszelkiego rodzaju remonty, zatkane zlewy, wanny a jeszcze zawsze wszystko pomagal u moich rodzicow nawet z oknami włącznie bo mają duzy dom wiec zawsze mamie pomagal umyć, no a teraz trochę tata mi pomaga trochę jak mam jak rodzinkę zaczęłam zapraszać to jak tylko jest wśród nich jakiś facet czyli brat czy szwagier to wykorzystuje a to drzwi skrzypią a to cos szorują a to żarowki wymienią i tak jadę. A co do czasu jaki minął od śmierci męża to u mnie za dużo się nie zmieniło, no może najwięcej zmienil się synek bo miał 4 miesiące a teraz już 3latek, taka moja przylepka może dzięki niemu mniej placzę bo za bardzo nie mam czasu na to, jestem potrzebna tez i corkom i maluchowi a to lekcje a to pobawić się, spacerek, cos ugotować, posprzatac- same wiecie ile to czasu zajmuje i wieczorem już padnięta zasypiam ale czuje się taka jakaś zawieszona niby potrafie się śmiac ale tak jak ktoras napisala nic nie cieszy tak mocno, nie mam żadnych planow, zawsze razem planowaliśmy co kupimy, co zmienimy albo było tak że mąż zabieral mnie np. z pracy i jedziemy pytam gdzie a on niespodzianka i buch do komisu czy mi się auto podoba potrafil wymieniac raz w roku ale zawsze za moim pozwoleniem i żeby mi się podobal, tak samo z innymi sprzętami a teraz nic nie mysle wymieniac to co jest to i będzie i taka to wegetacja, czasem dziewczyny jak pytaja czy nowy komputer czy telewizor bo teraz trzeba mieć nowsze ale jakos nie ciągnie mnie na wymienianie nie wiem czy będę jeszcze miała kiedyś taki pęd żeby cieszyc się zżyciem. A jak jest z naszym rodzynkiem maximum- jak se radzisz z babskimi robotami?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna40
Kobietki jeśli chodzi o męskie obowiązki to już troszkę lepiej, ale nie umiałam nic, mąż sam wszystko robił od wkręcania żarowek , załatwiania wszystkiego z autem, po wszelkiego rodzaju remonty, zatkane zlewy, wanny a jeszcze zawsze wszystko pomagal u moich rodzicow nawet z oknami włącznie bo mają duzy dom wiec zawsze mamie pomagal umyć, no a teraz trochę tata mi pomaga trochę jak mam jak rodzinkę zaczęłam zapraszać to jak tylko jest wśród nich jakiś facet czyli brat czy szwagier to wykorzystuje a to drzwi skrzypią a to cos szorują a to żarowki wymienią i tak jadę. A co do czasu jaki minął od śmierci męża to u mnie za dużo się nie zmieniło, no może najwięcej zmienil się synek bo miał 4 miesiące a teraz już 3latek, taka moja przylepka może dzięki niemu mniej placzę bo za bardzo nie mam czasu na to, jestem potrzebna tez i corkom i maluchowi a to lekcje a to pobawić się, spacerek, cos ugotować, posprzatac- same wiecie ile to czasu zajmuje i wieczorem już padnięta zasypiam ale czuje się taka jakaś zawieszona niby potrafie się śmiac ale tak jak ktoras napisala nic nie cieszy tak mocno, nie mam żadnych planow, zawsze razem planowaliśmy co kupimy, co zmienimy albo było tak że mąż zabieral mnie np. z pracy i jedziemy pytam gdzie a on niespodzianka i buch do komisu czy mi się auto podoba potrafil wymieniac raz w roku ale zawsze za moim pozwoleniem i żeby mi się podobal, tak samo z innymi sprzętami a teraz nic nie mysle wymieniac to co jest to i będzie i taka to wegetacja, czasem corki jak pytaja czy nowy komputer czy telewizor bo teraz trzeba mieć nowsze ale jakos nie ciągnie mnie na wymienianie nie wiem czy będę jeszcze miała kiedyś taki pęd

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna40
oj wkleilam drugi raz bo nie bylo widdac przed chwila

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witam. Prace męskie ,które przyszło nam wykonywać dla mnie jest czarną magią. Ze wszystkim lecę po pomoc,nawet wymiana żarówki była bla mnie problemem bo nie umiałam zdjąć klosza.Ale należało wejść na drabinkę i tam od góry było tylko odsunąć i klosz można zdjąć. Na każdym kroku łapię się jak to zrobić jak do tego podejść. Mężczyzna jest potrzebny w każdym domu ,bo gdy go niema to niestety nie ma kto wykonać tych obowiązków. Ja to jestem chyba beztalencie bo nawet nie umię napompować rowera i zawsze kogoś poproszę.Tak to jest gdy zostajemy same i ufff musimy wykonywać to co nie umiemy. Ale to nic tego nie wykonuje się codziennie a prace,ktore należą do kobiety są lubiane i z ochotą się je wykonuje .Tak to już jest. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość czin
ciezko jest samej .nie ma kto pomoc.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Czin masz dzieci , jezeli tylko masz ochotę to pisz, może będzie Ci lżej na sercu jak się wygadasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witajcie-Czin - napisać chciałabyś coś o sobie? Ja też sobie różnie radzę. Upokarzające jest to proszenie się o wiele rzeczy. Mój mąż też wszystko robił. W domu to jeszcze mam takiego znajomego mojego męża, który robi mi drobne remonty. Ale samochody - to jest utrapienie. Zawsze było wszystko czyściutkie i gotowe do jazdy. Nigdy nie było niespodzianki, ze nagle autko stanie. A teraz jedno nam staje i różni magicy różnie mówią. Wydaje mi się , ze trafiłam na dobrego ale jak on nie trafi to nie wiem już gdzie szukać pomocy. Trochę pomaga mi córki chłopak- fajnie, ze potrafi dużo. Powoli się syn uczy - ale nie ma tak naprawdę wzorca od którego mógłby się nauczyć. A w ogóle to mam chyba dziś dołek. Biorę się do pracy. Trochę zaległości narobiło mi się. Ale też tęsknię -czasem do bólu-ale cóż. Kaddarko, Filipinko, Hisako, ReJano, Daukszewiczowa,Maximum,-żyjecie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Ja żyję ale co to za życie. Też mam dzisiaj doła od rana i tak strasznie tęsknie. Syn przyjechał dzisiaj na weekend, zaczęliśmy wspominać , ten straszny ból wciaż jest. Masz rację Renka, ze to proszenie jest upokarzające. Mój syn sporo od taty się nauczył, takie podstawowe rzeczy potrafi i przy aucie też zrobi, ale wiadomo że młody chłopak to dopiero nabiera doświadczenia, człowiek uczy się przecież przez całe zycie. Mój mąż do syna mówił - ucz się bo ja wiecznie nie będę żył. To straszne, bo mi mąż powiedział , że długo nie będzie żył i stało się jakby przeczuwał. Chorował na cukrzycę insulinozależną i obawiał się zagrożenia , i co jego śmierć nie miała nic wspólnego z tą chorobą. Całe szczęście, że mamy dzieci bo inaczej to już nic nie miałoby sensu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Racja- u mnie syn wpadł na obiad -dosłownie, poszedł z psem na spacer i wrócił do W-a - bo ma otrzęsiny (już chyba trzecie z rzędu:)). Mówi, ze jutro z córka przyjadą na sob i niedzielę. Te wieczory takie długie się robią. Dobrze , że chociaz słońce czasem wychodzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość fili-pinka
Często się zastanawiam, przeważnie rano mam takie myśli jak idę do pracy na popołudnie- poco właściwie człowiek się męczy na tej ziemi, po co to wszystko, po co wstaję rano, poco jem, po co wieczorem idę spać. To jest jakas normalnie wegetacja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość taka se jedna ja
mogę o coś zapytać? tutaj pisał z Wami kiedyś mój tata Roberth38.Tata się bardzo załamał, jest w szpitalu,może by któraś z was go pocieszyla? wiem,że to głupie,ale tate cieszyło wasze towarzystwo a ja nie umiem go pocieszyc:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Filipinka- przywołuję Ciebie do porządku-nie wolno tak myśleć.! Musisz z tego dołu wyjść. Pamiętaj, że nie jesteś sama dla siebie. Jesteś dla innych. Dzieci!! One bez Ciebie to dopiero załamałyby się. Życie jest piękne - dostrzeż to. Mnie taki kolega przekonywała i w końcu udało sie : widzieć piękno dookoła;tych rzeczy malutkich, codziennych. Pewnie , ze lepiej byłoby to widzieć razem ale jak sie nie da? To zrób to dla niego. Nie chciałby Ciebie takiej smutnej i przygnębionej widzieć. Ja doskonale wiem , że na każdym kroku jego widzisz i wspominasz.Tak musi być bo to jest żałoba-ale przywołuj się do porządku. Proszę. Taka koleżanka mi kiedyś powiedziała, ze tam w niebie teraz mam swojego człowieka. Bo Bóg ma tyle ludzi,że lepiej jak ktoś jeszcze nas tam pilnuje i za nami się wstawia. A z Robertem korespondować ? Przecież może się włączyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czesc dziewczyny. Z dola trzeba wylezc, ale to juz! Slonce swieci, zaczal sie nowy dzien, to i nadzieje na cos fajnego tez sa nowe:) Wiem, wiem ze to nie zawsze takie proste, ale stan naszego umyslu, emocji, zalezy w duzej mierze od nas samych. Jezeli bedziemy zyc tylko smutkami, to i nasze zycie bedzie smutne. A jezeli nauczymy sie dostrzegac drobne, fajne rzeczy wokol nas, to i humor od razu bedzie lepszy. Moja sprawa spadkowa trwala 20 min. Jestem juz z synami prawowita spadkobierczynia. Teraz bedziemy zalatwiac zrzeczenie sie spadku moich dzieci na moja rzecz. Bo to strasznie klopotliwe, kiedy np. jedno mieszkanie ma kilku wspolwlascicieli. Trzeba sobie zycie ulatwiac, a nie utrudniac. No i idziemy w niedziele obejrzec pomnik na grobie meza. Mialam wczoraj telefon od firmy kamieniarskiej, ze jest juz gotowy. Mam nadzieje, ze obejdzie sie bez reklamacji. A poza tym zamierzam dzisiaj troche poleniuchowac:) Kto ma ochote na kawe?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No kADARKO--ja już po kawie , tez muszę załatwić teraz zrzeczenie się spadku na mnie. Sprawę spadkową przeprowadziłam od razu za z tym się ociągam, ale muszę się sprężyć. Szczerze mówiąc to o tym nie pamiętam. Dopiero jak coś trzeba w trójkę podpisywać to mi się przypomina. Masz racje -uciążliwe to jest. Młodzież podrosła zrobiła się dorosła i może kiedyś chcieć mieć za dużo dopowiedzenia. Trzeba siebie pilnować. U nie też piękna ciapa pogoda i wybieram się z psem na działkę-tam może popływać. Bo to jest chyba mors? a nie pies:) Fajnie ,że jesteś w dobrym nastroju. Dobrego dnia dla wszystkich. Słoneczka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×