Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zainteresowana tematem

mieszkanie z rodzicami/tesciami - wypowiadajcie sie

Polecane posty

Gość Co zrobicproblem życia
Witam! A co myslicie o mieszkaniu obok rodzicow? Osobne mieszkania w tym samym budynku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość to niemal to samo
co mieszkanie razem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość chwilę przemęczyć
???????? i tak mieszkać z nimi czekając na ich zgon? a ta chwila może trwać 30 lat albo dłużej... no, chyba, że im pomożesz zejść z tego świata... cztery mieszkania to nie problem. akurat wtedy dzieci Wam dorosną. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a co to za problem sprzedać
i spłacić kredyt. to chyba lepiej niż całez życie przemieszkać z teściami. problem, że się ma za duzo nieruchomości to nie problem. problem to jest wtedy jak cię teściowie z równowagi wyprowadzają każdego dnia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mój dziadek też był słabego
zdrowia. miał raka, zaawansowaną miażdżycę. przeżył babcię o 10 lat i zmarł jak miał 83 lata.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość najpierw piszesz
że dzieci nie planujecie a potem, że ci przy dziecku pomogą. planujecie wspólne życie z założeniem "nie wiadomo ile ze soba bedziemy". na prochach jesteś?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość eeee... nie przesadzaj
trzeba mieć trochę optymizmu i wiary w lepsze jutro.;) skoro mieszkam ze swoim przyszłym mężem od niemal dziesięciu lat to mogę zakładać, że i po ślubie będzie po staremu.;) zresztą chyba jesteś optymistką jak cholera skoro uważasz, że życie z teściami będzie ok.:D ja też kiedyś myślałam o swoich, że są w porządku, ale jak z nimi pomieszkałam to zmieniłam zdanie. jak coś wam się zacznie chrzanić z powodu teściów - to nie czekajcie aż będzie lepiej tylko uciekajcie na swoje, choćby to swoje to był trzydziestoletni kredyt. mam jakieś niejasne wrażenie, że jesteś bardzo młodą osobą, więc weź pod uwagę to, że będziecie się kształcić, zdobywać doświadczenie zawodowe i wasza sytuacja materialna będzie się na pewno poprawiać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość między młotem a kowadłem
witam wszytskich. Kurcze czytam różne Wasze wypoeidzi i jakbym siebie widziała. Mieszkamy w jednym domu z rodzicami. Onai na dole my na górze, osobne wejścia, dobre warunki itd. Jesteśmy 4 klata po ślebie. Mamy 3 letną córeczkę. Mam problem i to ogromny z rodzicami i z mężem. Otóż mój mąż czesto kłóci się z miomi rodzicami.Mąż zajmuje się ogrode(jest wypielęgnowany)ale niestety mojemu tacie to wisi i często nie pozwoli zrobić tak jak widziłaby to mój mąż. Mama moja z kolei jest nadgorliwa. W sosunku do dziecka zachowuje się jak mama mojego dziecka a nie jak babcia. Mnie poucza co i jsak mam robić, o której dawać jeść itd. Mówie Wam, że beznadziejnie. Włożyliśmy tyle kasy w wykończenie i teraz trudno tak rzucic wszystko i szukać czegoś własnego. Doradźcie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
oj to widze, ze czekają mnie cięzkie czasy. za 3 miesiace wychodze za mąz i bede mieszkac u teściow my na gorze oni na dole. nie ciesze się z tego podowu wcale a wcale mimoze do pracy bede miala blizej. przyszlego tescia to juz teraz mam dosc a co bedzie jak przyjdzie mieszkac pod jednym dachem. caly czas mowie, ze powinnismy zamieszkac sami i to chyba byloby najbardziej sprawiedliwe, gdyz moi rodzice zostaliby sami w duzym domu i przyszlego meza takze, mowie aby wziasc kredyt i pojsc na swoje, ale jakos to nie dociera. moze dotrze ktoregos dnia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moja mam mi zawsze powtarza że po slubie musimy zamieszkać sami, że najgorsze jest po slubie zamieszkać u tesciów i wie to po sobie. biedna co musiała przezyc tam. Wiem tylko to że tato był buntowany przez mamę i siostry.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość między młotem a kowadłem
tak będziecie tego żałować na 100%. To ja przekonywałam męża do zamieszkania z moimi rodzicami. Żałuję tego jak cholera i teraz naprawde zastanawiam sie głęboko nad poszukaniem czegoś swojego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no ale jak przekonac męzczyzne, aby zamieszkac osobno,ciagle tlumaczy ze ma duzy dom ze to bedzie nasze ze szkoda to tak zostawic, no lepiej się meczyc. robi lazienke na gorze a o kuchni nawet nie wspomina moze mysli ze jego mamusia bedzie nam gotowac chyba bede wolala z glodu umrzec niz mam sluchac od jego ojca jak ja malo jem brrrr. juz na sama mysl jestem przerazona

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nika79 - powiedz mu, że jak zamieszkacie razem z rodzicami to nie bedziesz mogła chodzić nago po domku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość między młotem a kowadłem
tak, jest to trudne przekonać kogoś - bo to trudna decyzja. Są oczywiści eplusy mieszkania z rodzicami bo pomoc jest i to wielka - nie ukrywam. Ale ja czuje się ciągle kontrolowana nie ma tej prywatności co kiedyś. Zaraz po ślubie przez 1,5 roku mieszkaliśmy sami z dzieckiem. Jak się pokłóciliśmy to my o tym wiedzieliśmy. Teraz natomiast wiedzą wszscy tzn. my i rodzice i sie wtrącaja. Później mama mnie poucza, przeprowadza ze mną dyskusje, a ja naprawde nie chce z nią o tym rozmawaić. Drąży tema po kilka dni, a ja nie chce o tym rozmawiać. Tak mnie czasem nastawi na męża, że od razu się kółcimy jak np. przyjdzie po pracy. Mam też chyba zbyt miękkie serce bo czasem jak jej odpyskuje to mam wyżuty sumienia. Nie wiem co robić.Co sądzicie o tym!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lenka2626
przedstawię Wam moją sytuację i proszę o pomoc. Jestem 1,5 roku po ślubie. Mieszkam z mężem i z moją mamą. Do roku było w miarę choć nie powiem,że różowo, ale dawałam radę. Mama już przed ślubem mówiła, że pojdę i zostanie sama i takie tam, więc zamieszkaliśmy razem (choruje na serce i inne choroby) i chciałam się nią opiekować. od pół roku jest koszmar. z tymi fizycznymi chorobami jest nie najgodzej była w szpitalu i nic sie nie poglebily, ale zaczela chorowac na jakies zaburzenia nerwicowo depresyjne. leczy sie u psychiatry. Zmienila sie strasznie. ja czuje sie bezpiecznie tylko przy mezu jak on jest w domu bo wtedy mi nie dogryza, nie mówi, ze jest sama w 4 scianach mimo,ze ja czesto z nia rozmawiam poświecam jej czas(mąz duzo pracuje), ze robie swoje jedzenia ze jej juz nie, ze chce zrobic imieniny to krytyka ciagle i bezsensu juz boje sie cokolwiek powiedziec, jak wychodzimy to tez jest zla ze sobie nazbieralam kolezanek itp. dlugo by pisac wtrąca sie komentuje wszystko a jak mowie ze robie tak to ona ze ja gasze i nie może powiedziec wlasnego zdanianiewiem co mam juz robic, mąz nie wie o tym co sie dzieje bo nie chciałam go przeciw niej nastawiać, dla niego jest miła. ogolnie czuje ze mnie niedlugo wykonczytym bardziej ze mam stresująca prace i w domu tez koszmar. chcemy miec dziecko, ale niewiem jak to dalej bedzie,jak sie wyprowadze to bede najgorsza na swiecie poradzcie cos!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ania021989
Witam! Przedstawię wam moją sytuację i proszę o jakieś wskazówki, co z tym poradzic... Jestęsmy już zaręczeni, mieszkamy w sąsiednich wioskach . Ja z rodzicami i 3 mlodszego rodzenstwa w bloku , on w ogromnym domu z rodzicami, 2 bracmi i babcia... Chcemy sie pobrac, i juz teraz myslimy co dalej... Na pietrze domu uzytkowany jest 1 pokoj, jego, a pozostale pomieszczenia trzebaby remontowac, postwc ewentualnie scinu dzialowe, gdyż pokoje są ogromne. W calym domu jest jedna kuchni i lazienka, lecz 2 wejscia...Mam ogromny metlik w glowie. Z jednej strony perpektywa mieszkania w wielkim domu, w spokojnej okolicy, dookola ola i lasy, z drugiej mieszkanie zdala od teściowej która coraz bardziej dziala mi na nerwy... Pokrótce przedstawie jej osobe. Zacznijmy od tego ze straszna z jej materialistka, ingeruje w to ile moj narzeczony wydaje i na co, chcialaby wiedziec dokladnie ile zarabia, i w dodatku, pomimo tego ze to przeciez jej syn, kaze mu placic co miesiac, tak jakby wynajmowal od nich ten pokoj. Druga sprawa, zachowuje sie jak duze dziecko, ma prawo jazdy i samochod, ale sama nigdzie nie pojedzie, zawsze angazuje w to mojego narzeczonego. Juz teraz widze obraz naszej przyszlosci, jak moj, juz wtedy mam nadzieje maz, jest na kazde kiwniecie palca mamusi. Kiedys byl on naprawde ulegly, dawal sie wykorzystywac, ale odkad jestesmy razem troche przejrzal na oczy, zaczal dbac o siebie, nie daje soba pomiatac... Prosze, pomozcie mi, co mam poczac... Dodam tez ze tymczasowo moj narzeczony mieszka u mnie, jest w wojsku, wiec przepustki spedzamy razem, a to tylko podgrzalo sytuacje z mamusia, ktora zrobila sie jeszcze bardziej zazdrosna...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ania021989
w sumie to moglibyśmy mieszkać z moimi rodzicami, bo w rzeczywistosci jest tak, ze oni czesto wyjezdzaja za granice do pracy i w domu jestem jednynie z 3 siostrami, z czego z 1 w weekendy bo uczy sie daleko od domu i mieszka w internacie. Jak narazie takie wlasnie rozwiazanie wybralismy, jednka nie sadze by na dluzsza mete bylo ono dobre. Rodzice czasem snuja plany, jakie to remonty beda przeprowadzac jak juz zostana sami, wiec raczej nie biora pod uwage tego, ze ktoras cora bedzie z nimi mieszkac. Na kredyt z kolei nas nie stac niestety. Takzle i tak niedobrze...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a_uu
Tak sobie Was czytam i szczerze mówiąc to każda historia kończy się tak samo :D Sama mieszkam z moją mamą która nie idzie mi na rękę w życiu i często robi pod górkę zwłaszcza w komunikowaniu się z mężem. I tu odniiosę się do lenki2626. Przedewszystkim współczuję sytuacji. Wiem co to znaczy chora matka choć moja psychicznie jest zdrowa to ostatnio fizycznie jest kiepsko, co za tym idzie humor też nie dopisuje. Nauczyłam się jednego, mianowicie ignorować na tyle ile się da bręczenia mamy. Staram się nie słuchać choć przyznam czasem nie jest to łatwe. W końcu sama ucina i zaczyna zmieniać temat. Problem u nas jest taki, że mój ojciec zostawił nas jak miałam 3 latka i od tamtej pory mama nie znalazła sobie partnera. Co za tym idzie, przez te wszystkie lata ustawiła się na anty co do mężczyzn i wszystko co by zrobił a nie daj boże nie zrobił jest źle. Często i gęsto mnie się za to obrywa, bo do mojego M. zazwyczaj nic nie ma. A nika79 jeżeli będziecie mieć osobne wejście i własną kuchnię (daj mu dozrozumienia, ż tego chcesz) na górze to ja bym na twoim miejscu jeszcze to przemyślała. W takiej sytuacji to każdy sobie...... Jak wejście jest wspólne to sama bym chyba miała opory. Z drugiej zaś strony wszystko zależy od tego jacy są teście. Moja teściowa nie lubi wtryniać nos w nie swoje sprawy. I nawet jeśli jest światkiem kłutni to nie leci z radami czy z pocieszeniem. Wychodzi z założenia, że muszą dogadać się sami (szkoda, że moja mama tak nie ma).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
lenka2626 ---> wspołczuje bo wiem jak sie mieszka z rodzicem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
moja ciocia mieszka ze swoimi rodzicami od 7 lat, oni maja jeden pokoik i jej rodzice tez, ona ma rowniez 2 dzieci, koncza remontowac gore i neidlugo sie wprowadzaja, jej rodzice sa starsi, schorowani, ale nei słyszałam zeby narzekała na nich tak samo jak jej masz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ZDECZYDOWANIE ODRADZAM
Witam, ja od rolku mieszkam z teściami w domu. My mamy jedno piętro a teście dwa. Jest nie do zniesienia! Nic się im nie podoba a za każde zachowanie syna obwiniają mnie. niestety, trzeba sie rozdzielić i młodzi muszą mieszkać oddzielnie bo inaczej związem nie przetrwa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
mieszkam z teściami!! Do dwóch lat jesteśmy po ślubie. Wcześńiej mieszkałem sam w mieszanku. Żona nie chciała tam mieszkać, bo to mieszkanie nie nalezy do mnie, tylko do matki która wyjechała, i twierdziła że nie będzie u siebie. Mamówiła mnie, abym przeprowadził sie do niej do domu i że będizemy mieli osobne piętro. NO cóż.... byłem głupi i się zgodziłem. Mamy osobne piętro, choć kuchnia jeszcze jest wspólna i wejście również. Żonie zyje sie super, jest jedynaczką, a ja czuje sie tak jakby ona wyszla za mąż z tatusia i mamausie a nie za mnie. Nie mamy swojego życia, tylko życie teściów. Prowadzimy teraz taki tryb życia, jakbyśmy mieli po 60 lat. Nie byłem przyzwyczajony do tatkiej sytuacji. Przed ślubiem czkałem tylko na piatek, sobotę, aby gdzies wyjsć i się rozerwać po czałym dniu pracy. Teraz zero wyjść, zero znajomych, nikogo nie mozna zaprości, bo mamusia chora itd. Krew mnie zalewa. Słowa złego nie teściów nie mogę powiedzieć na teściów, bo zona od razu ich tłumaczy i broni - i słysze cały czas i na każdym kroku - nic nie jesteś wdzięczny, moi rodzce wybudowali ten dom, itd. Teście uprawiają ogódek, to i ja musze im pomagać, bo przecież jem te warzwa, a jaśli mówie ze nie chce ich jeść i sobie kupie, to wtedy wielka awantura. Jak mówie że nie bede uprawiał warzyw bo sie nie opłaca, to wtedy teść mówi jak nie chcemy robić, to sie przeprowaadzajmy do bloku. Ja bardzo chętnie wyprowadziłbym sie do bloku i nawet na stanacje. Żona o tym nie chce słyszeć. Ona nigdzie indziej nie będzie miszkać tylko tu bo tu jest tej dom. Rodzice są dla neij najważniesi. Teraz jeszcze teściowa ciężko choruje od roku to już całkem jest masakra. Już nie wiem co mam robić... poradzcie mi co poczać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gal No rzeczywiście masz nieciekawą sytuację i nawet trudno doradzić bo Słowa o wyprowadzce to nawet nie chce słyszeć. A sam się też nie możesz wyprowadzić bo małżeństwo co to za małżeństwo. Ale ja na twoim miejscu mimo wszystko próbowałabym powiedzieć że jest Ci tam niedobrze. Powiedz jej co cię trapi. Może jest gdzieś w pobliżu jakiś blok do którego moglibyście się wprowadzić. Żona by chodziła codziennie do rodziców a ty w spokoju byś sobie siedział w swoim domku. Jeśli jej zależy na związku i na Tobie to powinna wysłuchać. W innym przypadku można powiedzieć że jest egoistką, która patrzy tylko na swój dobry byt a nie innych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a tak na marginesie to ja z mężulkiem mam na szczęście swoje własne M. On je kupił jeszcze za nim wzięliśmy ślub. Miał na tyle szczęścia bo to było przed tymi rosnącymi cenami za mieszkania. Więc mieszkanko zostało kupione za 83 tyś. 60m2 i 3 pokoje a teraz gdybyśmy chcieli je sprzedać to śmiało za 180 tyś tym bardziej że jest po generalnym remoncie. A miasto ma 65 tyś ludzi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a nie mozesz sam wyjsc na misato do kolegow? dpo rodzicow? gdziekolwiek? i tak rozmawli Ci sie malzenstwo, wczesniej czy pozniej, bo ktores z Was a prawdopodobnie bedzie to Ty nie wytrzyma ia wcale Ci sie nei dziwie, jestescie mlodzi powinniscie uzywac zycia, a nie zachowywac sie jak para schorowanych staruszkow. Jezeli rodzice sa dla niej najwazniejsi to ten zwiazek nei przetrwa, a na odcięcie pepowiny moze juz byc za pozno, moze szczera rozmowa z zona, chociaz pewnie juz to probowałes

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dejzi69
karolcia to i tak tanio,ja bym chetnie za ta cene kupila lokum,u nas 2 pok.to min.320 tys zl,wiec nie ma mowy o wlasnym m,a na wioske lub do miasteczka sie nie wyprowadzimy.kazdy z w/w osob ma beznadziejna sytuacje z tym lokum,wspolczuje.powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Dzięki wilkie za radę, ale próbowąłem już z żoną na ten temat rozmawiać, wyprowadzka jest bez szans. Teraz pracje nad wykoczeniem kuchi, aby troche sie dociąć od radziców, ale zaczałem ją juz rok temu. To sie tak długo przeciąga, bo nie mogęłm za bardzo robić, bo pod kuchnią mama ma pokój ,a jak jest chora to jej to przeszkadza, a poza tym zona mówi ze nie ma za bardzo kasy teraz na remonty, bo mama jest chora i potrzebuje pieniędzy. Dwa lata po slubie, oboje pracujemy i nistety za bardzo nic sobie nie kupujemy, bo zona dusi kase, a jak ja coś ukrece, to i tak nic nei mogę kupić, bo wtedy - skąd miałes pieniadze. Czuje teraz ze życie moje przeminie i uciekną mi najlepsze lata życia. Z łezką w oku wspominam jak była na studiach. mieszkałem w akadaemiku, bylem nei zależny... Aż w końcu zakochałem sie ożeniłem PO CO MI TO BYŁO!! Dusze sie w tym zyciu i czuje ze juz długo nie wytrzymam... A co do rozmów z żoną o wyprowadzce to nawet nie cheo o tym slyszeć,mowi od razu jak Ci żie i Ci nei pasuje to Wyper... . stąd, ja i jtrak sie nie wyprawadze. Mi zależy na niej i nie wiem co z tym fantem zrobić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tobie zalezy na niej a jej na tobie nie, tylko na rodzicach, ten zwiazek i tak sie rozsypie, bo co to za zycie skoro nawet nei mozesz nic kupic bo zaraz ona krzyczy na ciebie, pracuejsz to chyba nalezy Ci sie to, Twoja zona jest glupia niedorosła do malzenstwa, bo po slubie to maz, zona sa najwazniejsa a nie patrzy sie co mama albo tata powiedza, zastanow sie czy dalej chcesz byc z tym zwiazku, teraz straciles 2 lata, ale za 10 lat nagle dotrze do Ciebie ze straciles te lata w malzenstwie, tyle kasy ktora dawałes zonie, zdrowie bo to stres miec taka zone,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Jeszcze opowiem wam, że zaproponowąłem żone abyśmy pojechali nad jezioro, na jeden dzień, bo jest ładan pogoda. To jak zwylke usłyszałem tekst - teraz mi nei w głowie zadne wyjazdy, wiesz jaką mam sytuacje (mama chora) no i stuliłem uszyb, bo teściowa naprawde jest poważnie chora więc nie wypada mi sie kłócić, bo żona jest bardzo zestresowana bo sie przejmuje choroba mamusi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Zona ciągle mi powtarza ze tatuś to tatuś tamto -i podaje jako idealny przykład prawdziweo faceta. Zazwyczaj siedzę sam na górze a ona z rodzicami. Teść nie ma parwka i samochodu. Wiec teraz na dodatek robie za szofera żony i całej rodziny. I ciągle słysze ze powinniśmy żyć jak w rodzinie czyli tatuś mamusia żona i ja powinniśmy tworzyć jedną rodzinę. Ja tak nie cche cały czas próboje sie odzielić od teściów, ale nie moge, bo zona cały czas z nimi i z nimi rozmawia i spędza czas.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×