Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zainteresowana tematem

mieszkanie z rodzicami/tesciami - wypowiadajcie sie

Polecane posty

Gość Gal
Madziulka M - ostrzegam, nie wiiesz w co się pakujesz. Przed ślubiem zawsze jest słodko. Żeby nie wiem jacy dobrzy byli teście, to i tak mieszkanie z nimi jest do bani. Sama sie o tym przekonasz. Dla waszego dobra znajdź inne rozwiązanie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gal Jak to czytam to odnoszę wrażenie że jesteś zbędnym wyrzutkiem rodzinnym. Lepiej znajdź sobie swoje lokum i zacznij życie od nowa. Przecież oni Tobą pomiatają a ty się tak dajesz. I co z tego że matka chora. Niech wybiera rodzice albo ty i niech nie gada że jej nie rozumiesz. Za długo byłeś wyrozumiały teraz niech tobą ktoś się zaopiekuje i oczywiście nie mówię tu o twojej pożal się Boże żonce. Ale skoro chcesz być nieszczęśliwy to możesz siedzieć w takim związku. Zero seksu zero dzieci, zero szczęścia. Taka jest Wasza przyszłość

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Wiecie, odejść to nie jest takie proste. Mam swoje mieszknie w innej miejscowosći, ale a pracą tam już jest cięzko. Jak na kimś komuś zalezy to ciężko odejść, choć juz nie raz nad tym poważnie sie zastanawiałem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ale dlaczego tylko ty masz się starać. Prędzej czy później się wykończysz psychicznie. A tam gdzie masz mieszkanie to składaj papiery gdzie się da i a nóż dostaniesz jakąś posadę. Ona też powinna się poświęcić w tym związku. A widać to tak że wyszła za mąż nie z miłości tylko żeby mieć faceta na zawołanie który się dostosuje do jej rodziny

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gal - pisałeś o pracy za granicą. może warto żebyś tam pojechał? wiem że żona nie chce z toba jechać. smutne to ale chyba jedyne rozwiązanie - ona z tobą jedzie albo nie. jezeli pojedzie to super. jeżeli nie to sa dwa rozwiązania - wrócisz, nadal będzie tak jak wczesniej i będziesz musiał się sam wyprowadzić. albo wrócisz i okaże się że się stęskniliście bardzo za sobą i się razem wyprowadzicie, może do mieskzania na które zapracujesz a tą granicą?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Jeszcze jak próbowałemm z żoną porozmawaić o naszych problemach małzeński, to ona uważa że żadnych problemów nie ma, że jest wszystko wporządku. Ona jest zadowolona, a we mnie się krew gotuje, jak pomyśłe w co się wpakowałem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
dziubas 29, masz moze racje z tym wyjazdem, ale teraz chyba nie mam serca jej tak zostawić, jak ma matkę chorą. Czekam już ponad pół roku aż ona wyzdrowieje i wtedy podejmę jakieś zdecydowane kroki. Mam nadzieję ze jak wykończymy jeszcze kuchnie u siebie na piętrze to mozę sie coś zmniemi, mam taką cichą nadzieję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
i sam sobie odpowiadasz że to nie jest prawdziwe kochające się małżeństwo. Zrobisz jak uważasz ale ja nie widzę was dalej razem. Ona nawet nie chce Ciebie do końca wysłuchać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gal - wiem że to ciężka choroba ale niestety jak sam napisałeś, nie wiadomo ile może trwać... wiadomo - może jutro się poprawi a może pogorszy a może przez nabliższe 10 lat będzie tak samo beznadziejnie? długo tesciowa choruje?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Zmaga się już 9 miesięcy z tą chorobą i żadnej poprawy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja bym była za wyjazdem jednak... chociaż z drugiej strony nigdy żadna z moich bliskich osób tak nie chorowała więc nie wiem w jakiej sytuacji jest twoja żona... przykra sytuacja :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zielonażmijka
Gal wydaje mi się że Twoja żona jest niedojrzała emocjonalnie :( Nie oddzieliła się od rodziców i jest cały czas kochaną córeczką a nie kobietą i żoną. Ty masz prawo życ swoim życiem i jeśli sobie tego nie wywalczysz to przykro mi ale resztę życia spędzisz jako frustrat :( Z kolei Ty też nie mówisz wprost o co chodzi tylko posiłkujesz sie złosliwościami bez sensu. moim zdaniem tylko terapia małżenska wam może pomóc, to naprawde pomaga złapać dystans...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
No jest jeszcze inne rozwiązanie, bo ok 30 km. od domu w którym mieszkamy mieszka w mieszkaniu w bloku sama babcia (ma ponad 80 lat, ale dobrze się trzyma). Najlepsze rozwiazanie byłby, aby babcie przyszła mieszkać zamiast nas, a my wtedy zamieszalibyśmy w bloli SAMI. Jest tylko jeden problem. Babciia nie zechce (wiadomo jest u sieebie, a starych drzew sie nie przesaedza) a żonie strach nawet tego powiedziec, bo znowu bylaby awantura i obraza. Ehhhhh

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zielonażmijka
weź jej może podrzuć książkę "toksyczna miłość" a i nie zaszkodzi jak sam przeczytasz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gal- chyba cos Ci sie pokrecilo...ostrzegasz mnie przed tesciami a ja napisalam, ze nigdy, przenigdy z nimi...poza tym od 3 lat mieszkam z ukochanym na swoim:) Tobie radze to samo...jak najszybciek bo z tego co czytam nienajlepiej sie dzieje...pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Madziulka M, sorki, coś mi się pomyliło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gal, no jasne, jeszcze babcię wysiudajcie z mieszkania:D Wybacz, ale popieram Sękatą - prawda jest taka, że sam się w tą sytuację wpakowałeś i charakterologicznie do nazbyt stanowczych mężczyzn to Ty nie należysz. Nadmierne związanie z rodzicami nie pojawia się ad hoc, to na pewno było widać przed ślubem. I przed ślubem trzeba było wytyczyć granice. Nie wiem, na co liczyłeś, wprowadzając się do domu z jedną kuchnią??? Żona nieźle się urządziła, ale to Ty jej na to pozwoliłeś. Mam taką znajomą parę - ona (przypadkiem też jedynaczka, choć to zapewne nie ma decydującego wpływu) rozpieszczona do maksimum. Rodzice na każde skinienie. Wszystko pod nosek. Odkąd ją pamiętam, była taka właśnie. I nagle umyśliła sobie ślub - ale nie po to, żeby się związać z facetem, lecz najwyraźniej po to, aby zorganizować sobie bajkę pod tytułem "idę w pięknej sukni do pięknego ołtarza a potem piękne wesele w pięknej sali". Wszystko aż kapało od pieniędzy (rodziców tej dziewczyny). Suknia sprowadzana nie wiadomo skąd, za pięciocyfrową sumę. Kościółek najpiękniejszy w okolicy, co z tego, że na 50 osób góra, a gości było 200 i prawie wszyscy moknęli :P Wszystko pod jej dyktando, a u boku.. ciężko go określić mianem faceta, bardziej jak taki miniaturowy piesek. Podporządkowany nawet ubiorem (ona miała dodatki zielone i dobrze jej w tym było, a on w zieleni wyglądał jak trup, ale kogo to obchodziło..) Podczas wesela, czy podczas odwiedzin znajomych w ogóle nie słuchała, co do niej mówił - kilka razy nieśmiało próbował zabrać głos, ale ona go po prostu nie słyszała. Słabe protesty bez echa. Bez swojego zdania na żaden temat. Nie zapomnę wyrazu jego twarzy, gdy szedł z nią do ołtarza - na przemian wyraz "co ja tutaj robię" i panika w oczach, ale zaraz potem "uspokój się, masz chłopie farta", bo dziewczyna piękna i oczywiście na starcie dostali mieszkanie, furę itp. Wydaje mi się, że on ją kochał, tylko nie zostało w nim nic z niego samego. Została lalka ubierana przez tą dziewczynę pod kolor jej makijażu. Także na co dzień. Dodatek po prostu. I kiedyś pokazali nam album ze zdjęciami ślubnymi.... nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać..zdjęcia wybierała ona... na przeszło połowie zdjęć była ona sama... ani jednego portretu tego chłopaka... na pozostałych wybrała sobie te zdjęcia, na których sama wyszła dobrze, nie zwracając uwagi, że on np. w tej chwili mrugał:D taka mała rzecz, a taka symptomatyczna... Po co to piszę? Nie wiem, czy u Was jest tak samo, ale widzę parę zbieżności. W jakiś sposób dałeś się "kupić". Zapewne ją kochasz, ale nie widziałeś konieczności zadbania o to, by ona widziała w Tobie swoją nową rodzinę. Wartościowego człowieka, którego zdanie się liczy. po prostu załatwiła sobie nowy dodatek do idealnego życia z rodzicami. Masz 2 opcje - 1. szczerą rozmowę - opcja ta ma prawo bytu tylko jeżeli żona choć w minimalnym stopniu Cię szanuje, co trudno jednak stwierdzić 2. pogadanie z kompetentną osobą, czy przypadkiem ślub, który zawarliście, na pewno jest ważny. Bo może nie być, jeżeli żona nie przecięła pępowiny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Na początek zakupię ksiązkę "Toksyczna miłość" i ją oboje przeczyntamy. Moze to coś pomoże.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gal...trzymam kciuki, musisz zrobic z tym wszytskim porzadek!! Pokaz, ze masz swoje zdanie, przekonania i potrzeby...moze zonka w koncu uswiadomi sobie, ze postepuje zle...pewnie beda sprzeczki i zgrzyty ale nie mozesz po prostu siedziec cicho. A z tesciem moze przeprowadz meska rozmowe??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Miesiąc temu miałem propozycję pracy za granicą i od razu z mieszkaniem. Oczywiście, najpierw przed podjęciem decyzji (wydaje sie że tak powinno byc) porozmawiałem z żoną. NO to oczywiście padł taki tekst - ze ktoś Ci teraz proponuje wyjazd to jest nie taktowny bo wie w jakiej jest ona sytuacji, a poza tym ona i tak nigdy nigdzie nie wyjedzie, a za granicę tym bardziej bo tu ma dobra prace i jest jej dobrze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tzn w jakiej jest sytuaci? Nie moze wyprowadzic sie od rodzicow i ich zostawic? Bullshit...ten wyjazd to chyba najlepsze co moglibyscie zrobic dla waszego zwiazku...mysle, ze powinienes bardziej naciskac...a jak nie chce to powiedz, ze pojedziesz sam...dlaczego musisz jej ulegac? Jesli cie kocha to pojedzie z Toba. Jesli masz szanse wyrwac sie z tego chorego ukladu to zrob to jak najszybciej!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
No jest w takiej sytuacji, ze jej matka jest bardzo chora no i teraz jaj jeszcze dokładać problemów?? Sam nie wiem. Chyba nie mam serca zeby kopac leżącego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dobe ci radze chlopie nie koncz łazienki ani kuchni, oszczedzaj kase na mieszkanie, i tak ten zwiazek sie rospadnie nie uratujesz go a wiesz dlsczego? bo jej nei zalezy, ona am wieczmoe pretensje do ciebie, teraz pewnie nawet usmiechnac sie nie mozesz bo mamusia chora, wyjezdzaj gdzies daleko, chociaz na krotko niech ona odpocznie od ciebie, nie wie mza co Ty ja kochasz, cokolwiek robisz wszystko jest zle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ona ma serce kopac lezacego...Ty dostajesz kopniaki przy kazdej nadarzajacej sie okazji...mama jest chora...rozumiem, ok...ale od czego jest ojciec? On chyba bedzie ciagle na miejscu...poza tym, skoro Twoja zona pracuje to tak czy tak nie opiekuje sie nia 24h, prawda? Jak dlugo chcesz w tym wszytskim tkwic i jak dlugo to wytrzymasz? Ile mozna tylko przytakiwac i godzic sie na wszytsko? Powiedz, ze chcesz wyjechac i tyle, jesli nie chce jechac z Toba to nie, jesli jej zalezy, pojedzie...albo przynajmniej bedzie probowala zmienic wszytsko na lepsze, zeby Cie zatrzymac...nie pozwol soba pomiatac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mła
Wg mnie z tymi radami przeginacie w druga stronę... Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji co autor, może nie tak drastycznej. Tylko że ja jestem po drugiej stornie barykady, jestem przyszłą żona, moja matka jest chora, chociaz nie aż tak ciężko jak teściowa autora. I wierzcie mi, gdyby postawił żonę przed faktem, jedziemy razem albo gudbaj, z pewnością usłyszy to drugie. Nawet gdyby żona go kochała i zależało jej na nim. Nie twierdzę że ona postępuje słusznie, absolutnie. Ale w sytuacji choroby najbliższej osoby człowiek naprawdę potrzebuje wsparcia. I nie możesz jej w tej chwili stawiać pod ścianą. Być może to są ostatnie dni jej matki. Tu może pomóc jedynie terapia, szczere rozmowy bez krzyku pretensji ale i bez owijania w bawełnę. Jesli to nie pomoże to rzeczywiście ten związek nie ma szans. A czy Ty robisz coś żeby ratowac ten związek? CO konkretnego? Okazujesz żonie wsparcie? I mam tu na myśłi ciepłe słowo, zainteresowanie stanem zdrowia matki, wspólna wizyta w szpitalu? Próbujesz ją czasem rozweselić, przytulic mimochodem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Z tym wsparciem bywa różnie, czasam staram się ją wesprzeć porozmawiać, ale czasami złość bierze górą. Zawsze jak jestem w pracy a jak zona jest w szpitalu to dzwonie i pytam sie o zdrowie teściowej. W domu też z nią o tym rozmawiam. W szpitalu bywam prawie codziennie, gdy po nią jeżdźę. Mła, masz racje, ja nie musze jej stawiać pod scianą i dawać możliwość wyboru, bo z góry wiem, jaki byłby jej wybór. Jeżeli chodzi o rozmowy o naszych problemach, to zona twierdzi, ze mamy udane małżeństwo, a ja sie doszukuje problemów i wiadomo od razu kłótnia itd., bo co??!! jest mi źle??!! Żona uważa że teraz jedyny problem jak ma to choroba matki, a ja jej tylko dodaje problemów, tym że chce z nią porozmawiać o nas i o naszym życiu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mła
Wierzę Ci że czasem złość bierze górą, ale widzisz, tu chodzi także o to, że żona w ten sposób chce odwdzięczyć sie rodzicom za wychowanie, za te wszystkie lata które jej poświęcili, więc nie może zostawić ich samych sobie w takiej sytuacji. A tobie teraz pozostaje tylko rozmowa. Ale konkretna rozmowa. Wejdź do domu i po prostu powiedz spokojnym głosem że chcesz z nią prozmawiać i niech najpierw cię wysłucha. Powiedz jej że martwisz się o wasze małżeństwo, bo w całym tym natłoku zapominacie o sobie. Powiedz że rozumiesz że to są jej rodzice, też martwisz się o mamę ale w tym wszystkim musicie też znajdować choć trochę czasu dla siebie, który moglibyście spędzić inaczej. Jeśli ona zacznie krzyczeć, po prostu przerwij jej spokojnym głosem, i powiedz że nie chcesz w ten sposób rozmawiać i że masz najdzieję że dojrzeje do tego żeby w końcu porozmawiac na spokojnie. Ważne przy tym żebyś zaznaczał że nie chcesz całkowicie oddzielić jej od rodziców i że zdajesz sobie sprawę jak bardzo sa dla niej ważni. Zaproponuj coś, ale coś niezbyt szalonego. W sytuacji kiedy jej matka cierpi, każde szaleństwo powodowałoby u niej wyrzuty sumienia, że ona się bawi uśmiecha a jej matka w szpitalu... Nie wiem, pomyśl, zaproponuj masaz po ciężkim dniu, lampkę wina, na większe "szalenstwa" przyjdzie czas jak zauwazy że w zyciu nie trzeba się jedynie umartwiać. To jest jedna opcja. Druga jest taka, że jej tak wygodnie, bo mąż ma nie być partnerem a jedynie dodatkiem. Ale nie mnie to oceniać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mła
Aha i jeszcze jedno. Podczas tej rozmowy szczerze powiedz co Ci leży na sercu, tylko najpierw przemyśl to dobrze, żebyś nie skupiał się na rzeczach mało istotnych, i żeby nie brzmiało to jak atak, tylko jako propozycja poszukania rozwiązania we dwoje. A jesli nie będzie chciała rozmawiać to po prostu powiedz że gdyby wasze małżeństwo było udane, każda ze stron byłaby szczęśliwa, i nic bys nie mówił. A w tej sytuacji ona nawet nie próbuje zauważyć że coś jest nie tak i kiedys w końcu będzie już za późno na rozmowy. Może to do niej dotrze. Tylko pamętaj żeby zachować spokojny ton głosu. Jesli zaczniesz krzyczeć ona zacznie też atakować, potraktuje to jako kolejną sprzeczkę. A chodzi o to żebyś dal jej do myslenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moi rodzice mieszkali tak właśnie jak Ty, z rodzicami mamy i ich chorą córką - nie chodząca SM straszna choroba nieuleczalne. Dzidkowie zajmowali się ciocią, więc mama zdążyła nas wychować, bez szczególnego angażowania się w pomoc rodzicom. ale mój ojciec źle się tam czuł, dziadek był despotą, a babcia, złoty człowiek, co mój ojciec potwierdza, nie miała nic do powiedzenia. Potem dzidkowie się postarzeli i mama musiała się zajmować, najpierw pomocą w opiece nad ciocią, potem pomału nad babcią - altzheimer plus wylew równa się wózek inwalidzki, na koniec dziadek słabł, choc do końca starał sie radzić sobie dzielnie. Byłam przekonana, że rodzice się chyba rozwiodą - ojciec uciekał na działkę wracał do domu tylko spać, albo i nie. Musiałam opr... raz jedno, raz drugie. Ojca, żeby zrozumiał, że oni nie poradza sobie bez mamy pomocy, a mamę, żeby nie zapominała o mężu, bo dobry chłop. To okrutne co powiem, ale poprawiło się po śmierci dziadka, w marcu zeszłego roku i cioci w listopadzie. Została babcia, która nie chodzi, nie mówi i ma \"odciętą głowę\" , więc nikomu nie dokucza, jak jest nakarmiona i ma sucho to siedzi i się uśmiecha. Mama w międzyczasie przeszła na emeryturę, więc ma czas i na opiekę nad babcią i na gotowanie obiadków. Mama była za bardzo uzależniona od dziadka, to na pewno, ale przecież rodzicom trzeba pomóc - co ma oddac do hospicjum matkę. Ja też bym sie zajęła chorym rodzice, Chorym mężem też - nie pomyślałeś, że skoro Twoja żona jest taka, to też i Ciebie nie opusci w trudnej sytuacji. Wolałbyś żeby latała po kinach a matka chora?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gal
Nie chodzi o to aby, cytuję "latała po kinach", tylko po prostu pokazala, że nie istnieje na świecie tylko jej chora matka. W każdej rozmowie, w każej rzeczy o którą chcemy razem zrobić, jest tekst "ale moja matka jest chora, zrozum". Życie kreci sie cały czas wokół choroby matki, nie mamy wspólnych spraw tak jak inne małżeństwa, wspólnych wyjazdów nad jezior, do lasu. Nawet razem nie spracerujemy, itd. Sam nigdzie nie mogę wyjsć, bo bezie awantura. Jakbym sam z nią mieskzał to wyszedłbym bez problemu i z nią bym sie dogadał, ale jak w teść w domu to co innego. Co mnie tak cały czas też męczy, brak niezależności. Czuję sie jakbym nie był facetem i męzem, tylko bratem rodzdonym żony pod płaszczykem mamusi i tatusia. ZERO PRYWATNOŚCI o własnych spraw.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×