Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość beata samotna

Mąż z kumplami, ja sama w domu...

Polecane posty

Gość trzymam kciuki beato
żebyś sie nie wycofała:) Naucz się wyznaczać granice,inaczej będziesz tylko na przyczepkę,wtedy kiedy koledzy akurat będą w pracy itp.:P Sama nie byłam taka mądra jak byłam młodziutka,ale wtedy nie było jeszcze kaffe:(Dla Ciebie 🌼 Tu coś do posłuchania http://www.youtube.com/watch?v=Q-03ePM1GM8&list=RD02oG6pEolAKm8

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ada879
ciekawy artykuł odnosnie majówki, warto jechac w Polskę :) http://turystyka.wp.pl/gid,11238636,title,polska--tego-zazdrosci-nam-caly-swiat,galeria_zdjecie.html

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czym jest dla nas dom? Dom powinien być azylem, miejscem, gdzie można odpocząć, zrelaksować się. Do domu wraca się po ciężkim dniu pracy, do bliskich, którzy kochają nas i dają nam szczęście. Problemy zaczynają się, gdy dom zaczyna być kolejnym obowiązkiem, zaraz po pracy. Wyobrażasz sobie, autorko, wracać z pracy do kolejnej pracy i zapieprzać na dwa etaty bez odpoczynku? Większość facetów ucieka do kolegów właśnie z tego powodu. Dom nie daje im poczucia bezpieczeństwa i relaksu, przebywanie w domu stresuje ich. Podejrzewam, że po części winę ponoszą teściowie, którzy uświadamiają syna, że MUSI spełniać swoje obowiązki jako ojciec i mąż. Problem w tym, że to powinno sprawiać mu przyjemność, on powinien tego chcieć. Zachowuje się jak dziecko, które ucieka na podwórko, żeby nie odrabiać lekcji. Przykre u dorosłego faceta. Żeby było jak wcześniej, trzeba mu zrobić niezłe pranie mózgu, odwrócić u niego myślenie. Żeby jego pierwszą myślą po zakończeniu pracy było: "Boże, nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu i w końcu odpocznę z żoną i synem".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beato wspolczuje ci...
ciekawe kiedy moj wywinie jakis numer. tez "kocha spotkania" z kolegami:/ tylko moj chce miec wwszystko. Chce miec ciastko i chce zjesc ciastko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kihja
Ech... Też to przerabiałam 2 lata temu.Przed pojawieniem się dziecka (długo wyczekiwanym) byliśmy razem 7 lat. Kto by pomyślał że po porodzie nastąpi w nim taka zmiana? Przy każdej okazji wyrywał się do kumpli a siedziałam w domu sama.A gdy już był to tylko TV i komputer-nie robił nic a jeszcze potrafił skrytykować. W końcu miarka się przebrała.Synek miał prawie rok gdy stwierdziłam że skoro i tak ze wszystkim jestem sama to ma wypier... do kolegów.Niech sobie z nimi mieszka jak są tacy ważni w jego życiu.Nie wiedziałam z czego będę żyć (w mojej miejscowości nie ma żłobka więc musiałam siedzieć na wychowawczym) mimo to zawzięłam się.Mocno nim to wstrząsnęło.Płakał i błagał o szansę.Dałam mu ją i faktycznie ją wykorzystał.Po jakimś czasie w spokojnej rozmowie przyznał że robił tak a nie inaczej z lenistwa.Widział że sama sobie radzę ze wszystkim i wymigiwał się od rodzinnych obowiązków.Dopiero gdy omal nie odeszłam uświadomił sobie że może stracić rodzinę przez własną głupotę.Od tamtego czasu minęły 2 lata i jest ok. Czasami wychodzi gdzieś z kuplami, ale za to ja potem robię sobie wypad z moimi koleżankami.Najczęściej jednak wolny czas spędzamy razem.Mam nadzieję autorko że wstrząs jaki zafundowałaś swojemu mężowi przyniesie pozytywne rezultaty.Może się ocknie i zawalczy o was.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do kihja - bardzo bym chciała, by u nas scenariusz był podobny. Bo ja chcę z nim być. Ale z nim - nie obok. Nie czekać. Tylko z nim być. A mój mąż odpoczynek w domu miał. Zawsze. Pierwsze co po przyjściu z pracy - obiad, potem odpoczynek. Odpoczywał jak chciał - alb tv, albo komp, albo krótka drzemka albo spacer z synkiem. Więc nie było tak, że z jednej pracy szedł do drugiej. Ale jak ktoś pisał, do dobrego szybko można się przyzwyczaić i może tego odpoczynku zapragnął więcej. Uznał, że skoro on pracuje zawodowo i zarabia pieniądze, to już w domu pojawiać się nie musi. Do tego, jakby było mało, stwierdził, że po tej ciężkiej pracy należy mu się piwo. I od jakiegoś czasu, w sumie od dawna, nie było dnia bez alkoholu. I rzadko kończyło się na jednym. I ta moja wyprowadzka ma ukrócić też to picie. Ale dziś mija drugi dzień, jak nas nie ma, a mąż.. Cisza. Ciekawi mnie, czy przyjdzie mu do głowy by odwiedzić synka. Nie mnie, bo o sobie nie myślę. Czy zatęskni za dzieckiem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pampa lampa
Spokojnie zateskni. Tylko sie nie narzucaj. Niech on sam zechce. Jak zareagowali Twoi rodzice?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
O dziwo moja mama zapytała tylko: co, mąż podpadł? Opowiedziałam "tak, podpadł" i na tym koniec tematu. Sama jestem w szoku. Moja mama nie jest typem, co to się mu zwierzać człowiek chce, więc cieszę się bardzo, że o nic nie pyta. Nie narzucam się, nic nie piszę, nie dzwonię. Myślę już co będzie, jeśli jednak nie zatęskni, a wręcz mu się taki stan spodoba. Mam oszczędności, ale nie chcę ich tak szybko przejeść, na rodziców garnuszku też nie będę, będę musiała wrócić do pracy, co wiąże się z oddaniem synka do żłobka. Czyli najczarniejszy z czarnych scenariuszy :( Boże, tak nie chciałam, by obcy ludzie musieli się nim opiekować :( Za to męża znienawidzę, jeśli będę musiałą to zrobić :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Peter89
Po prawdzie to całkiem przypadkowo trafiłem w ten wątek... Beato przewertowałem wszystkie Twoje wpisy - Twoja obecna sytuacja szokuje mnie o tyle bardziej o ile moja przyszła szwagierka ma dokładnie takiego męża. Nie chcę rzucać pustych pochwał, jednakże podoba mi się Twoje podejście. Jak najbardziej dopinguję byś wytrwała - on musi się odezwać, musi się postarać o Ciebie. Mimo to, jeśli mogę wtrącić swoje zdanie, sądzę że jeśli się odezwie (trzymam kciuki by tak było) to powinniście pomyśleć i porozmawiać o pierwotnej przyczynie zmiany jego zachowania. Nie wiem czy koledzy mają na niego taki wpływ czy też to było coś bliżej związanego już z wami lub synkiem. Ślub owszem zmienia w pewnym stopniu stosunek do życia (przynajmniej powinien - kwestia savoir vivre małżeńskiego) - u jednych bardziej u innych mniej; ale nie tak bardzo jak pojawienie się dziecka. To jest tylko moja teoria ale zastanów się na ile to możliwe że teściowie, którzy stoją po Twojej stronie, nie będą chcieli mieć nic z nim wspólnego tak długo aż do was nie wróci ... może nawet brat będzie go strofować. Pod naporem osób trzecich wróci do was, do pewnego stopnia może się również zmienić na lepsze ... ale o jakiej zmianie możemy tu mówić jeżeli miałby zrobić coś czego tak naprawdę nie chce - o tyle większa szansa że w momencie napływającego stresu wróci do swoich poprzednich praktyk. Podtrzymuję zdanie - poczekaj aż pójdzie po rozum do głowy i się do Ciebie odezwie (z tego co o nim pisałaś wierzę że tak będzie) ... ale gorąco namawiam do poważnej rozmowy, która nie byłaby wcale prosta - musielibyście sięgnąć problemu, rozmawiać szczerze ... i przygotować się na ustępstwa - OBYDWOJE, po równo. Masz racje jeśli myślisz że z boku wydaje się to takie proste ... nie znam was przez co mogłem bardzo chybić ze swoimi radami... jednak mam nadzieję że choć trochę mogłem Cię podnieść na duchu. Niedługo wracam do domu, będę musiał zrobić coś z mężem swojej szwagierki ... żal mi jej, żal mi mojej przyszłej żony - przecież widzę jak ona na to reaguje... teściowie też chodzą "delikatnie" poirytowani. Nie mam w nim jednak dużego autorytetu przez co boję się że niewiele zdziałam ... życie pokaże Beato - - - trzymam za Ciebie kciuki !!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Peter, dzięki za zainteresowanie. Nie chcę właśnie, tak jak piszesz, żeby wrócił, bo tak wypada, bo rodzice nie dadzą mu spokoju, bo tak wypada. Choć z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby teściowie aż tak na niego naciskali, bo już wcześniej teściowa mi mówiła, że jeśli coś się będzie złego działo to pomogą, jeśli wyraźnie poprosimy, ale sami wtrącać się nie będą, bo są zdania, że jeśli małżeństwo ma się rozpaść to lepiej wcześniej niż trwać w chorym związku i krzywdzić siebie nawzajem i dzieci. Także podejrzewam, że będę czekać aż sami to rozwiążemy, liczę na to. Choć co nieco też na pewno synowi nagadają, ale to raczej na temat jego zachowania, a nie by ratował rodzinę. Z każdą godziną nadzieja we mnie gaśnie, że się odezwie. Już dwie doby nas nie ma. Choć dzisiaj jeszcze był w pracy do 17, to teraz pewnie napawa się ciszą i spokojem. Może jutro, wolne, cały dzień w domu, to może poczuje, że czegoś, kogoś brakuje..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Peter89
Beato głowa do góry ... dobrze zrobiłaś! Jeżeli się odezwie to będziecie rozmawiać, jeżeli nie tym lepiej się stało, nie sądzisz ? Poza tym faceci też mają swoją dumę, zależy z której strony patrzeć. Trwaj !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No dobra, ale to nie ja zrobiłam coś złego tylko on, więc jaka duma? Co, będzie się unosił, że miałam czelność go zostawić i stawiać mu warunki? Póki co warunków nie postawiłam mu żadnych, na razie tylko odeszłam. Warunki postawię jak się odezwie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pewnosi nie ma, ale
wszystko co bedzie i tak bedzie lepiej...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Peter89
Pokrętne nieprawdaż ? :) ale tak właśnie bywa ... Wiesz tak naprawdę ludzie nie zmieniają się od tak, musi być jakaś przyczyna czy impuls ... Beato muszę uciekać ale zerknę jeszcze po powrocie ... wiem że to trudne ale postaraj się trochę uspokoić. Masz za sobą wsparcie wielu ludzi !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jak to czytam ...
to aż mnie trzęsie co za koleś... bo facet myśli, że baba wszystkim się zajmie.. bo jak nie pracuje zawodowo to juz w domu jej sie nudzi .. a to gówno prawda! Bo ja po pracy wracałam mniej zmęczona niż później, gdy musiałam zająć się domem , sprzątaniem, karmieniem itd... to cięzka praca przez całą dobę!! wkur.. mnie faceci, co myślą o sobie jako tych pokrzywdzonych przez los , ze jak im ciezko bo muszą pracować na zonę, a ona tylko w domu z dzieckiem siedzi.. Ja raz pokazałam męzowi co o znaczy siedziec w domu. Gdy syn zachorował KAZAŁAM mu wziać wolne w pracy i opiekować się dzieckiem , a jak wrócę z pracy ma być ugotowane ( tak jak on zawsze wymagał) posprzątane itd. Wchodziłam is siedałam jak gdyby nic i czekałam az poda obiad, wlączyłam TV i siedziałam.. robiłam dosłownie to co on ... I co? Szybko zmienił zdanie i teraz chodzi jak w zegarku. a gdyby cos mu sie nie podobało to nara , niech szuka służącej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
I mój mąż jest chyba jednym z tych, co tak uważają.. Niby nie mówi, że ja nic nie robię w domu, docenia, że ma obiad codziennie, niby się cieszy, że jego synek nie musi się pałętać po obcych tylko z ukochaną mamą w domu jest (bo on tego nie miał i uważa, że dlatego zawsze miał tak kiepski kontakt ze swoją matką), ale uważa chyba, że skoro on pracuje zawodowo, że skoro wychodzi codziennie o 8 do pracy i wraca o 17, to w domu już nie powinna żadna robota na niego czekać. Tylko obiad, ogarnąć się, trochę z synkiem się pobawić i kumple. Aaa i piwo. I wydaje mi się, że do tego stopnia tak mu taki stan rzeczy pasuje, że teraz po naszej wyprowadzce nic nie będzie chciał zmieniać. Że teraz właśnie jest mu najlepiej. Kiedyś w kłótni powiedział: no i dobra, weźmiemy rozwód, będę Ci płacił alimenty, ale przynajmniej będę miał święty spokój. No i chyba teraz jego marzenie się spełniło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zostawiłam w naszym mieszkaniu jeszcze sporo rzeczy. I teraz nie wiem, jechać po nie, tak jakby nigdy nic? Bo potrzebuję ich, synkowi za mało ciuchów wzięłam, zapasy pampersów i mleka tam mam, swoich rzeczy też tylko wzięłam dwie pary spodni, kilka bluzek.. Czy jeszcze poczekać i się tam nie pokazywać, bo pomyśli, że zmiękłam?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Najgorsze jest to, że myślałam, byłam pewna, że to jest ten facet na całe życie, że z nim założymy taką ekstra rodzinę, dwójka trójka dzieci, że będziemy mieli taki ciepły przytulny dom, że nasze dzieci będę chciały do niego wracać, że jak założą swoje rodziny to będą uwielbiały nas odwiedzać, że będziemy dla niech podporą, opoką, przyjaciółmi, że będziemy dla nich wzorem rodziców, wzorem miłości, szacunku, że same będą chciały stworzyć takie rodziny jakie one miały.. A wyszło jak wyszło. Synek ma 8 miesięcy i nawet nie będzie pamiętał, że przez te 8 miesięcy miał "pełną rodzinę".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Peter89
Teściu również miał takie podejście ? ... było ono modne jeszcze 20 lat wstecz, teraz podział obowiązków jest bardziej unormowany. Znam je z autopsji :( Odsapnij Beatko ... nabierz powietrza ... na gorąco nie ma sensu decydować. Jeżeli potrzebujesz tych rzeczy jest kilka możliwości: pojechać po nie jak go nie będzie w domu, wysłać kogoś innego lub pojedziesz po nie sama ale w takim przypadku zastanów się dobrze na argumentami, przygotuj się do rozmowy. Nie stawiaj żadnych warunków, z doświadczenia wiem że to do niczego nie prowadzi a może tylko pogorszyć sprawę. Mówiłaś że wcześniej tak się nie zachowywał, że coś się gdzieś kiedyś zmieniło - dlaczego? Nie możesz mu zakazać wyjścia z kumplami i skazać na przymusowy pobyt w domu - spytaj go czemu woli z nimi przebywać a nie z Tobą - i walcz z całych sił o szczerą odpowiedź. Pamiętaj że połówka TWojego serca musi chcieć przebywać z Tobą... jeżeli się na to zdecydujesz to rozegraj się mądrze ale radzę byś się nie spieszyła. Jak możesz to poczekaj ... Jeżeli chłopak nie interesuje się ani Tobą ani synkiem to wygląda to dość słabo. Jak się trzymasz ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Szczerze? To z kolejną godziną trzymam się coraz gorzej. Bo byłam pewna, że chociaż głupiego esa napisze. Nie widział nas od niedzieli od godziny 19. Minęły już nawet więcej niż dwie doby, a on nawet nie napisał, nie zapytał co u naszego synka. A nasz synek właśnie dzisiaj nauczył się raczkować, a ja nie mam się z kim tą radością podzielić. Siedzę i ryczę, sama pierwsza się do niego nie odezwę, bo wiem, że wtedy ta moja cała wyprowadzka nie będzie miała żadnego sensu. Nie wiem, po co była ta cała szopka? Czy on na prawdę chciał zakładać rodzinę? Czy chciał dziecko? I co, i tak szybko mu się odwidziało?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beato,poczytaj
w necie o MANIPULACJI jak napisałaś: " Kiedyś w kłótni powiedział: no i dobra, weźmiemy rozwód, będę Ci płacił alimenty, ale przynajmniej będę miał święty spokój. No i chyba teraz jego marzenie się spełniło." to od razu zobaczyłam mojego męża,jak zawsze to "gadał"... nadal trzymam kciuki:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Co do teścia, nie.. Teściu w domu podłogi myje, kurze ściera, naczynia muje, obiady gotuje. Malo tego, jak poznałam męża, jego mama była na rencie, w tym samym roku renta jej się skończyła i chyba 3 lata jeszcze w domu siedziała, bo pracy znaleźć nie mogła, a teściu pomagał jej we wszystkim. Mimo, że sam pracował codziennie po 10, czasami 12 godzin... Ale winę za męża zachowanie i tak częściowo ponoszą,m według mnie. Bo we wszystkim ich, swoje dzieci, wyręczali. Oni nie mieli żadnych obowiązków w domu. Nie raz jedliśmy obiad u męża w pokoju, a tu nagle wpada któreś z rodziców, zbiera po nas talerze, wynosi i myje. Mi wstyd było jak cholera, a u nich to było normalne. I podejrzewam, że to też miało wpływ na dzisiejsze zachowanie i podejście męża. Bo "ktoś to za niego zrobi", to po co on ma się wysilać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale bzdury, teraz puszczaja
Jak tylko odezwie sie, podrzucilabym mu dziecko i niech sie nim zajmuje! od razu przejda mu fochy i chlanie z kolegami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Peter89
Mylisz się dziewczyno, jeżeli wrócisz to nie będzie tak samo jak poprzednio - będzie gorzej. Nauczyłabyś go jedynie że może sobie na więcej pozwolić, a Twoje groźby spływałyby po nim bez większego większego trudu. Sądzę że dwa dni to za krótko ... może tak być że dla niego i rok będzie za krótko. Zamiast rozwijać w sobie ból, rozpacz i przygnębienie skup się na złości ... skoro ten sku*****n tak Cię olewa to olej i jego .... jeżeli dorośnie i będzie chciał porozmawiać to wówczas zdecydujesz czy Ty masz ochotę z nim rozmawiać. Proszę Cię dziewczyno nie załamuj się !!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Poczekam jeszcze z tymi rzeczami. I ja nigdy nie chciałam mu zabraniać tych spotkań z kumplami, dopóki na tych spotkaniach zachowywałby się jak facet, który ma rodzinę, a nie jak kawaler. Wychodzi o 19, wraca w południe dnia następnego? Telefonów nie obiera? Ja piszę: "wróć na kąpiel synka", a on mi odpisuje "wal się"? Co to ma być? Im dalej sięgnę pamięcią wstecz tym więcej takich sytuacji sobie przypominam. Pamiętam pierwszą szczepionkę synka, lekarka mówiła: proszę obserwować dziecko, możliwe są skutki uboczne, konieczna może być nawet wizyta na pogotowiu. Wróciliśmy do domu i pilnujemy synka. Wieczorem, koło 20, mąż mówi: wychodzę na pół godziny. Przypomniałam mu słowa lekarki, powiedziałam: nie pij nic i wracaj szybko. Wyszedł, wrócił o 3 w nocy, pijany. Za nic miał to, że może faktycznie trzeba będzie z synkiem jechać do szpitala...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×