Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Polecane posty

13 godzin temu, Jennn napisał:

Bóle jak na okres wcale nie oznaczają, że nadchodzi @

To może być też wczesny objaw ciąży. Ja miałam takie bóle przy nieudanych transferach oraz wtedy kiedy myślałam, że nadchodzi spóźniony okres, a była to ciąża🙂

Jennn, a jak Ty się czujesz 🙂 Jak przebiega ciąża ? Który to już tydzień ? 😌 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Maddalena napisał:

Asia Powodzenie dziś !! Trzymam mocno ✊☺️

W poniedziałek punkcja!!! 😀 mam 7 dobrze rokujących pęcherzyków z których mogą być dobre komórki. Reszta pęcherzyków mała.

  • Like 8

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, AsiaWin napisał:

W poniedziałek punkcja!!! 😀 mam 7 dobrze rokujących pęcherzyków z których mogą być dobre komórki. Reszta pęcherzyków mała.

Super info !!! Trzymam dalej kciuki, również za te małe. Oby jeszcze nadrobily. ☺️👍

  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Maddalena napisał:

Jennn, a jak Ty się czujesz 🙂 Jak przebiega ciąża ? Który to już tydzień ? 😌 

Dziękuję, że pytasz😀

Na razie ciąża przebiega bez komplikacji. Ja sama czuję się w miarę dobrze, czasem tylko zdarzają się gorsze dni. 

To już 13 tydzień🙂

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, AsiaWin napisał:

W poniedziałek punkcja!!! 😀 mam 7 dobrze rokujących pęcherzyków z których mogą być dobre komórki. Reszta pęcherzyków mała.

Super😁

Teraz to tym bardziej trzymam za Ciebie kciuki, żeby było owocne jajobranie i dużo blastocyst✊

Wiesz już czy planowany jest świeży transfer czy od razu odraczacie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Jennn napisał:

Super😁

Teraz to tym bardziej trzymam za Ciebie kciuki, żeby było owocne jajobranie i dużo blastocyst✊

Wiesz już czy planowany jest świeży transfer czy od razu odraczacie?

Dzięki Jenn 😀 naprawdę się przydadzą! Odraczamy transfer bo badamy zarodki. Będę mieć czas na dojście do siebie po tych hormonach!

Jenn, to już 13tc? Przecież dopiero co pisałaś że się udało! Ale ten czas leci 😀 robiłaś badania genetyczne? Pappa lub inne?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Jennn napisał:

Dziękuję, że pytasz😀

Na razie ciąża przebiega bez komplikacji. Ja sama czuję się w miarę dobrze, czasem tylko zdarzają się gorsze dni. 

To już 13 tydzień🙂

Wow już 13 tydzień 🙂 ale ten czas leci ☺️👍 Trzymam kciuki za same lepsze dni ciążowe ☺️

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, AsiaWin napisał:

Dzięki Jenn 😀 naprawdę się przydadzą! Odraczamy transfer bo badamy zarodki. Będę mieć czas na dojście do siebie po tych hormonach!

Jenn, to już 13tc? Przecież dopiero co pisałaś że się udało! Ale ten czas leci 😀 robiłaś badania genetyczne? Pappa lub inne?

Asiu bardzo dobrze, że badacie zarodki. Będziecie wiedzieć na czym stoicie i unikniecie transferów bez szans na powodzenie. 

Tak, czas leci a dopiero byłam w 5tc😅 

Mam już za sobą USG prenatalne I trymestru. Wszystkie parametry i markery wyszły w porządku. Pappy nie robiłam. Próbowałam w tamtym tygodniu zrobić Nifty, ale na pobraniu okazało się, że musi minąć 24h od podania heparyny, a ja ją biorę wieczorem. Idę na badania jeszcze raz w poniedziałek. 

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Jennn napisał:

Asiu bardzo dobrze, że badacie zarodki. Będziecie wiedzieć na czym stoicie i unikniecie transferów bez szans na powodzenie. 

Tak, czas leci a dopiero byłam w 5tc😅 

Mam już za sobą USG prenatalne I trymestru. Wszystkie parametry i markery wyszły w porządku. Pappy nie robiłam. Próbowałam w tamtym tygodniu zrobić Nifty, ale na pobraniu okazało się, że musi minąć 24h od podania heparyny, a ja ją biorę wieczorem. Idę na badania jeszcze raz w poniedziałek. 

 

 

Trzymam kciuki za prawidłowe wyniki!

Pamiętacie ile dni po punkcji dostałyście okres bez przyjmowania progesteronu? Po poprzednich dwóch punkcjach miałam suplementacje progesteronem przez 10 dni a ten lekarz powiedział że nie zapisuje progesteronu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, AsiaWin napisał:

Trzymam kciuki za prawidłowe wyniki!

Pamiętacie ile dni po punkcji dostałyście okres bez przyjmowania progesteronu? Po poprzednich dwóch punkcjach miałam suplementacje progesteronem przez 10 dni a ten lekarz powiedział że nie zapisuje progesteronu. 

Po pierwszej punkcji minęło 4 dni a po drugiej 8 

  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 15.07.2022 o 22:38, AsiaWin napisał:

Taka fajna ekipa była! Ja się zzylam z dziewczynami. Czasami myślę co u której słychać 😀 No ale od czasu do czasu podglądam babyboom  😉 tylko tam mi się nie podoba. Fajnie ze chociaż tu niektóre z nas piszą,  bo myślałam na początku ze nikt nie został! Jestem ciekawa co u Iskrzynki i Aji... pewnie już nie czytaja nas.

Ja podczytuję od czasu do czasu, bo jakoś tak bardzo przywiązałam się do tego miejsca. No i oczywiście mocno Wam wszystkim kibicuję.

Asiu ode mnie cały czas masz całe morze pozytywnych fluidów i z całej mojej mocy ściskanych za Ciebie kciuków, jestem dumna z Ciebie, że nadal walczysz i wierzę mocno, że tym razem Ci się uda.✊ 🤗

Te z  Was, które są aktywne na nowym forum, niech z całego serca pogratulują ode mnie MamieAnioła. Cieszę się, że po tych trudnych przejściach w walce o Wiktorka, może go wreszcie tulić w swoich ramionach 🤱🥰

A Tobie Jennn gratuluję naturalnego cudu, zasłużyłaś na niego! Cieszę się, że ciąża przebiega Ci spokojnie, a czas tak szybko leci, że ani się wszyscy obejrzymy, a i Ty pochwalisz, że Twoje maleństwo jest już na świecie. ❤️

Całuję i ściskam Was wszystkie! 😘🤗

 

  • Like 1
  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, AsiaWin napisał:

Trzymam kciuki za prawidłowe wyniki!

Pamiętacie ile dni po punkcji dostałyście okres bez przyjmowania progesteronu? Po poprzednich dwóch punkcjach miałam suplementacje progesteronem przez 10 dni a ten lekarz powiedział że nie zapisuje progesteronu. 

Ja dostałam na 5 dzień od punkcji. Też nie miałam suplementacji progesteronem. 

 

  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Iskrzynka napisał:

Ja podczytuję od czasu do czasu, bo jakoś tak bardzo przywiązałam się do tego miejsca. No i oczywiście mocno Wam wszystkim kibicuję.

Asiu ode mnie cały czas masz całe morze pozytywnych fluidów i z całej mojej mocy ściskanych za Ciebie kciuków, jestem dumna z Ciebie, że nadal walczysz i wierzę mocno, że tym razem Ci się uda.✊🤗

Te z  Was, które są aktywne na nowym forum, niech z całego serca pogratulują ode mnie MamieAnioła. Cieszę się, że po tych trudnych przejściach w walce o Wiktorka, może go wreszcie tulić w swoich ramionach 🤱🥰

A Tobie Jennn gratuluję naturalnego cudu, zasłużyłaś na niego! Cieszę się, że ciąża przebiega Ci spokojnie, a czas tak szybko leci, że ani się wszyscy obejrzymy, a i Ty pochwalisz, że Twoje maleństwo jest już na świecie. ❤️

Całuję i ściskam Was wszystkie! 😘🤗

 

Iskrzynko co jakiś czas zastanawiam się co u Ciebie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
3 godziny temu, Jennn napisał:

Iskrzynko co jakiś czas zastanawiam się co u Ciebie?

Co u mnie? Hmmm....

Ostatnio, jak tu byłam aktywna, to pisałam, że androlog, u którego był mąż ze swoimi wynikami, powiedział mu wprost, że mamy  dać sobie spokój, bo ja się tylko wykończę kolejnymi stymulacjami, próbami ivf, transferami itd., a z jego wynikami i tak nic z tego nie będzie. Odebrało nam to całkiem nadzieję. Zbiegło się to z poważną sytuacją z córką. Załamałam się, przestałam już bronić przed leczeniem depresji i zgodziłam się brać leki (chodzę też na psychoterapię). Równocześnie postanowiłam dokończyć to, co miałam jeszcze zlecone przez moją obecna panią doktor, na zasadzie domknięcia pewnego etapu i ostatni raz iść do niej ze wszystkimi wynikami, choćby tylko po to, żeby się pożegnać.

Miałam wtedy do zrobienia jeszcze hsg (podejrzenie wodniaka w jajowodzie), na które poszłam po 3 miesiącach walki z infekcjami, na które wzięłam chyba z 5 różnych leków. Byłam już na oddziale i za chwilę mieli mnie zawozić na badanie, dostałam dożylnie silny środek przeciwbólowy, po którym nagle w momencie cały świat zaczął mi wirować, zaczęło robić mi się słabo, ciśnienie zaczęło spadać, przenieśli mnie migiem z wózka na łóżko, dali jakiś zastrzyk, potem kroplówkę i po chwili wróciłam do żywych, ale lekarz po tym incydencie stanowczo odmówił wykonania badania wtedy i już zawsze. Byłam wtedy już tak zrezygnowana i obojętna, że nawet mnie to nie zdenerwowało. 

Poszłam więc do mojej dr bez tego badania, z beznadziejnymi wynikami męża i z informacją, że biorę leki przeciwdepresyjne, skoro i tak jesteśmy bez szans. A ona zobaczyła wyniki męża i stwierdziła, że szanse są jak najbardziej, tylko mąż musi przez minimum 3 miesiące brać rozpisane przez nią suplementy, poza tym trzeba zastosować odpowiednie techniki przy ivf i wszystko się uda, że skoro hsg mi nie wypaliło, to proponuje zrobić laparoskopię z badaniem drożności i ewentualnym usunięciem wodniaka, jeśli okaże się, że tam jest. Że potem możemy zrobić od razu stymulację i ivf, żeby nie tracić czasu, bo leki, które biorę temu nie przeszkadzają, a do transferu podejdziemy, kiedy będę już gotowa na zejście z nich i na sam transfer. W mężu po tej wizycie znów obudziła się nadzieja i nadal chce, żebyśmy mieli razem dziecko i o nie dalej walczyli.

No więc na tę chwilę czekam na laparo, które mam mieć planowo pod koniec sierpnia, a mąż się koksuje przed ewentualnym ivf, ale szczerze nie wiem, czy ma to wszystko jeszcze sens, czy jestem gotowa na dalsze działania i czy kiedykolwiek jeszcze będę, czy mam na to siłę i czy będzie nas na to stać. Od maja w zasadzie cały czas jestem na L4, w mojej pracy zaczęły się zwolnienia (jedna koleżanka z mojego zespołu jest już na wypowiedzeniu), mnie też to czeka, gdy wrócę. Nawet mi to pasuje, bo mam dość tej pracy, poza tym gdy wręczą mi wypowiedzenie, nie będę już miała wyrzutów sumienia, gdybym pod koniec sierpnia znów miała iść na L4 (po laparo). Poza tym zwalniają z wypłacaniem dodatkowej odprawy, więc byłyby jakieś środki na ewentualne dalsze starania. No  tylko co potem?

Coraz częściej myślę sobie, żeby kupić sobie pieska, małą białą kuleczkę maltańczyka i już ani przez chwilę nie myśleć o dziecku, ale mąż nie chce ani jednego, ani drugiego.

Z pozytywów, córka jakoś wyszła z kryzysu (a była już prawie po drugiej stronie) i na tą chwilę jest u niej stabilnie, z cichą nadzieją, że może zdarzy się cud i wróci w końcu do względnego zdrowia.

Edytowano przez Iskrzynka
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Iskrzynka napisał:

Co u mnie? Hmmm....

Ostatnio, jak tu byłam aktywna, to pisałam, że androlog, u którego był mąż ze swoimi wynikami, powiedział mu wprost, że mamy  dać sobie spokój, bo ja się tylko wykończę kolejnymi stymulacjami, próbami ivf, transferami itd., a z jego wynikami i tak nic z tego nie będzie. Odebrało nam to całkiem nadzieję. Zbiegło się to z poważną sytuacją z córką. Załamałam się, przestałam już bronić przed leczeniem depresji i zgodziłam się brać leki (chodzę też na psychoterapię). Równocześnie postanowiłam dokończyć to, co miałam jeszcze zlecone przez moją obecna panią doktor, na zasadzie domknięcia pewnego etapu i ostatni raz iść do niej ze wszystkimi wynikami, choćby tylko po to, żeby się pożegnać.

Miałam wtedy do zrobienia jeszcze hsg (podejrzenie wodniaka w jajowodzie), na które poszłam po 3 miesiącach walki z infekcjami, na które wzięłam chyba z 5 różnych leków. Byłam już na oddziale i za chwilę mieli mnie zawozić na badanie, dostałam dożylnie silny środek przeciwbólowy, po którym nagle w momencie cały świat zaczął mi wirować, zaczęło robić mi się słabo, ciśnienie zaczęło spadać, przenieśli mnie migiem z wózka na łóżko, dali jakiś zastrzyk, potem kroplówkę i po chwili wróciłam do żywych, ale lekarz po tym incydencie stanowczo odmówił wykonania badania wtedy i już zawsze. Byłam wtedy już tak zrezygnowana i obojętna, że nawet mnie to nie zdenerwowało. 

Poszłam więc do mojej dr bez tego badania, z beznadziejnymi wynikami męża i z informacją, że biorę leki przeciwdepresyjne, skoro i tak jesteśmy bez szans. A ona zobaczyła wyniki męża i stwierdziła, że szanse są jak najbardziej, tylko mąż musi przez minimum 3 miesiące brać rozpisane przez nią suplementy, poza tym trzeba zastosować odpowiednie techniki przy ivf i wszystko się uda, że skoro hsg mi nie wypaliło, to proponuje zrobić laparoskopię z badaniem drożności i ewentualnym usunięciem wodniaka, jeśli okaże się, że tam jest. Że potem możemy zrobić od razu stymulację i ivf, żeby nie tracić czasu, bo leki, które biorę temu nie przeszkadzają, a do transferu podejdziemy, kiedy będę już gotowa na zejście z nich i na sam transfer. W mężu po tej wizycie znów obudziła się nadzieja i nadal chce, żebyśmy mieli razem dziecko i o nie dalej walczyli.

No więc na tę chwilę czekam na laparo, które mam mieć planowo pod koniec sierpnia, a mąż się koksuje przed ewentualnym ivf, ale szczerze nie wiem, czy ma to wszystko jeszcze sens, czy jestem gotowa na dalsze działania i czy kiedykolwiek jeszcze będę, czy mam na to siłę i czy będzie nas na to stać. Od maja w zasadzie cały czas jestem na L4, w mojej pracy zaczęły się zwolnienia (jedna koleżanka z mojego zespołu jest już na wypowiedzeniu), mnie też to czeka, gdy wrócę. Nawet mi to pasuje, bo mam dość tej pracy, poza tym gdy wręczą mi wypowiedzenie, nie będę już miała wyrzutów sumienia, gdybym pod koniec sierpnia znów miała iść na L4 (po laparo). Poza tym zwalniają z wypłacaniem dodatkowej odprawy, więc byłyby jakieś środki na ewentualne dalsze starania. No  tylko co potem?

Coraz częściej myślę sobie, żeby kupić sobie pieska, małą białą kuleczkę maltańczyka i już ani przez chwilę nie myśleć o dziecku, ale mąż nie chce ani jednego, ani drugiego.

Z pozytywów, córka jakoś wyszła z kryzysu (a była już prawie po drugiej stronie) i na tą chwilę jest u niej stabilnie, z cichą nadzieją, że może zdarzy się cud i wróci w końcu do względnego zdrowia.

Iskrzynko strasznie dużo masz na głowie, i jeszcze więcej przeszłaś, musi się w końcu udać, może jednak weź sobie tego pieska i jednocześnie kontynuuj starania 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Iskrzynka napisał:

Co u mnie? Hmmm....

Ostatnio, jak tu byłam aktywna, to pisałam, że androlog, u którego był mąż ze swoimi wynikami, powiedział mu wprost, że mamy  dać sobie spokój, bo ja się tylko wykończę kolejnymi stymulacjami, próbami ivf, transferami itd., a z jego wynikami i tak nic z tego nie będzie. Odebrało nam to całkiem nadzieję. Zbiegło się to z poważną sytuacją z córką. Załamałam się, przestałam już bronić przed leczeniem depresji i zgodziłam się brać leki (chodzę też na psychoterapię). Równocześnie postanowiłam dokończyć to, co miałam jeszcze zlecone przez moją obecna panią doktor, na zasadzie domknięcia pewnego etapu i ostatni raz iść do niej ze wszystkimi wynikami, choćby tylko po to, żeby się pożegnać.

Miałam wtedy do zrobienia jeszcze hsg (podejrzenie wodniaka w jajowodzie), na które poszłam po 3 miesiącach walki z infekcjami, na które wzięłam chyba z 5 różnych leków. Byłam już na oddziale i za chwilę mieli mnie zawozić na badanie, dostałam dożylnie silny środek przeciwbólowy, po którym nagle w momencie cały świat zaczął mi wirować, zaczęło robić mi się słabo, ciśnienie zaczęło spadać, przenieśli mnie migiem z wózka na łóżko, dali jakiś zastrzyk, potem kroplówkę i po chwili wróciłam do żywych, ale lekarz po tym incydencie stanowczo odmówił wykonania badania wtedy i już zawsze. Byłam wtedy już tak zrezygnowana i obojętna, że nawet mnie to nie zdenerwowało. 

Poszłam więc do mojej dr bez tego badania, z beznadziejnymi wynikami męża i z informacją, że biorę leki przeciwdepresyjne, skoro i tak jesteśmy bez szans. A ona zobaczyła wyniki męża i stwierdziła, że szanse są jak najbardziej, tylko mąż musi przez minimum 3 miesiące brać rozpisane przez nią suplementy, poza tym trzeba zastosować odpowiednie techniki przy ivf i wszystko się uda, że skoro hsg mi nie wypaliło, to proponuje zrobić laparoskopię z badaniem drożności i ewentualnym usunięciem wodniaka, jeśli okaże się, że tam jest. Że potem możemy zrobić od razu stymulację i ivf, żeby nie tracić czasu, bo leki, które biorę temu nie przeszkadzają, a do transferu podejdziemy, kiedy będę już gotowa na zejście z nich i na sam transfer. W mężu po tej wizycie znów obudziła się nadzieja i nadal chce, żebyśmy mieli razem dziecko i o nie dalej walczyli.

No więc na tę chwilę czekam na laparo, które mam mieć planowo pod koniec sierpnia, a mąż się koksuje przed ewentualnym ivf, ale szczerze nie wiem, czy ma to wszystko jeszcze sens, czy jestem gotowa na dalsze działania i czy kiedykolwiek jeszcze będę, czy mam na to siłę i czy będzie nas na to stać. Od maja w zasadzie cały czas jestem na L4, w mojej pracy zaczęły się zwolnienia (jedna koleżanka z mojego zespołu jest już na wypowiedzeniu), mnie też to czeka, gdy wrócę. Nawet mi to pasuje, bo mam dość tej pracy, poza tym gdy wręczą mi wypowiedzenie, nie będę już miała wyrzutów sumienia, gdybym pod koniec sierpnia znów miała iść na L4 (po laparo). Poza tym zwalniają z wypłacaniem dodatkowej odprawy, więc byłyby jakieś środki na ewentualne dalsze starania. No  tylko co potem?

Coraz częściej myślę sobie, żeby kupić sobie pieska, małą białą kuleczkę maltańczyka i już ani przez chwilę nie myśleć o dziecku, ale mąż nie chce ani jednego, ani drugiego.

Z pozytywów, córka jakoś wyszła z kryzysu (a była już prawie po drugiej stronie) i na tą chwilę jest u niej stabilnie, z cichą nadzieją, że może zdarzy się cud i wróci w końcu do względnego zdrowia.

A jednak😀 wiedziałam, że tak łatwo nie dasz za wygraną👊

Przykro mi, że tak źle zniosłaś podanie tego środka przeciwbólowego. Być może miałaś uczulenie na jakiś jego składnik. 

Najważniejsze, żeby przeprowadzić kolejną procedurę, do transferu podejdziesz jak będziesz gotowa. I jeśli tylko chcesz to przekonaj męża do psa. Taki mały futrzak działa bardzo terapeutycznie i wyciszająco. A to jest Wam teraz wszystkim bardzo potrzebne🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 16.07.2022 o 19:15, Jennn napisał:

Super😁

Teraz to tym bardziej trzymam za Ciebie kciuki, żeby było owocne jajobranie i dużo blastocyst✊

Wiesz już czy planowany jest świeży transfer czy od razu odraczacie?

Jenn jak Twoje samopoczucie? Jak znosisz upały?? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Iskrzynka napisał:

Co u mnie? Hmmm....

Ostatnio, jak tu byłam aktywna, to pisałam, że androlog, u którego był mąż ze swoimi wynikami, powiedział mu wprost, że mamy  dać sobie spokój, bo ja się tylko wykończę kolejnymi stymulacjami, próbami ivf, transferami itd., a z jego wynikami i tak nic z tego nie będzie. Odebrało nam to całkiem nadzieję. Zbiegło się to z poważną sytuacją z córką. Załamałam się, przestałam już bronić przed leczeniem depresji i zgodziłam się brać leki (chodzę też na psychoterapię). Równocześnie postanowiłam dokończyć to, co miałam jeszcze zlecone przez moją obecna panią doktor, na zasadzie domknięcia pewnego etapu i ostatni raz iść do niej ze wszystkimi wynikami, choćby tylko po to, żeby się pożegnać.

Miałam wtedy do zrobienia jeszcze hsg (podejrzenie wodniaka w jajowodzie), na które poszłam po 3 miesiącach walki z infekcjami, na które wzięłam chyba z 5 różnych leków. Byłam już na oddziale i za chwilę mieli mnie zawozić na badanie, dostałam dożylnie silny środek przeciwbólowy, po którym nagle w momencie cały świat zaczął mi wirować, zaczęło robić mi się słabo, ciśnienie zaczęło spadać, przenieśli mnie migiem z wózka na łóżko, dali jakiś zastrzyk, potem kroplówkę i po chwili wróciłam do żywych, ale lekarz po tym incydencie stanowczo odmówił wykonania badania wtedy i już zawsze. Byłam wtedy już tak zrezygnowana i obojętna, że nawet mnie to nie zdenerwowało. 

Poszłam więc do mojej dr bez tego badania, z beznadziejnymi wynikami męża i z informacją, że biorę leki przeciwdepresyjne, skoro i tak jesteśmy bez szans. A ona zobaczyła wyniki męża i stwierdziła, że szanse są jak najbardziej, tylko mąż musi przez minimum 3 miesiące brać rozpisane przez nią suplementy, poza tym trzeba zastosować odpowiednie techniki przy ivf i wszystko się uda, że skoro hsg mi nie wypaliło, to proponuje zrobić laparoskopię z badaniem drożności i ewentualnym usunięciem wodniaka, jeśli okaże się, że tam jest. Że potem możemy zrobić od razu stymulację i ivf, żeby nie tracić czasu, bo leki, które biorę temu nie przeszkadzają, a do transferu podejdziemy, kiedy będę już gotowa na zejście z nich i na sam transfer. W mężu po tej wizycie znów obudziła się nadzieja i nadal chce, żebyśmy mieli razem dziecko i o nie dalej walczyli.

No więc na tę chwilę czekam na laparo, które mam mieć planowo pod koniec sierpnia, a mąż się koksuje przed ewentualnym ivf, ale szczerze nie wiem, czy ma to wszystko jeszcze sens, czy jestem gotowa na dalsze działania i czy kiedykolwiek jeszcze będę, czy mam na to siłę i czy będzie nas na to stać. Od maja w zasadzie cały czas jestem na L4, w mojej pracy zaczęły się zwolnienia (jedna koleżanka z mojego zespołu jest już na wypowiedzeniu), mnie też to czeka, gdy wrócę. Nawet mi to pasuje, bo mam dość tej pracy, poza tym gdy wręczą mi wypowiedzenie, nie będę już miała wyrzutów sumienia, gdybym pod koniec sierpnia znów miała iść na L4 (po laparo). Poza tym zwalniają z wypłacaniem dodatkowej odprawy, więc byłyby jakieś środki na ewentualne dalsze starania. No  tylko co potem?

Coraz częściej myślę sobie, żeby kupić sobie pieska, małą białą kuleczkę maltańczyka i już ani przez chwilę nie myśleć o dziecku, ale mąż nie chce ani jednego, ani drugiego.

Z pozytywów, córka jakoś wyszła z kryzysu (a była już prawie po drugiej stronie) i na tą chwilę jest u niej stabilnie, z cichą nadzieją, że może zdarzy się cud i wróci w końcu do względnego zdrowia.

Iskrzynko,  jesteś waleczna jak ja! Widzę, że pomału wszystko u Ciebie się prostuje i wierzę że niedługo będziesz na takim etapie jak ja teraz jestem a nawet dalszym 😀 zobaczysz, jeszcze będziemy razem w ciąży I pewnie jest to dla Ciebie abstrakcja ale tak będzie. Dla mnie to też jest coś niewyobrażalnego że jestem w ciąży  😉 ja za Ciebie trzymam kciuki a jak ja komuś kibicuje  to zawsze mu się udaje 😀 zapytaj dziewczyn z gorum

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 16.07.2022 o 13:53, AsiaWin napisał:

W poniedziałek punkcja!!! 😀 mam 7 dobrze rokujących pęcherzyków z których mogą być dobre komórki. Reszta pęcherzyków mała.

AsiaWin ! Powodzenia dziś ! Owocnego jajobrania ☺️👍🍀

  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 15.07.2022 o 22:38, AsiaWin napisał:

Taka fajna ekipa była! Ja się zzylam z dziewczynami. Czasami myślę co u której słychać 😀 No ale od czasu do czasu podglądam babyboom  😉 tylko tam mi się nie podoba. Fajnie ze chociaż tu niektóre z nas piszą,  bo myślałam na początku ze nikt nie został! Jestem ciekawa co u Iskrzynki i Aji... pewnie już nie czytaja nas.

Ja też jestem ciekawa co u Aji i Marioli. Miło by było jakby kiedyś się odezwały

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Maddalena napisał:

AsiaWin ! Powodzenia dziś ! Owocnego jajobrania ☺️👍🍀

Dziewczyny! Jestem już po, czuję się rewelacyjnie 😉 pobrali 7 kumulusow 😀 jutro zadzwonię do laboratorium ile było dobrych do zapłodnienia i ile się zaplodnilo 😀 dziękuję za Wasze wsparcie i kciuki które na pewno pomogły! Jesteście najlepsze!

  • Like 8

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

AsiaWin cieszę się twoim wynikiem, Iskrzynko dobrze że się odezwałaś, niesamowite jest to ile tu razem przeszłyśmy dziewczyny❤️. Chociaż z iv dałam sobie spokój, nadal wam kibicuję, nie wyobrażam sobie tutaj czasami nie wpadać. Jennn dajesz nadzieję m gratuluję naturalnego cudu, Martuska co u Kacperka?

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 17.07.2022 o 12:41, Jennn napisał:

Ja dostałam na 5 dzień od punkcji. Też nie miałam suplementacji progesteronem. 

 

A znasz już może płeć ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 15.07.2022 o 19:10, AsiaS napisał:

Bete zrobie dopiero w poniedziałek. 

Hej. Masz wynik?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Weszłam na forum z ciekawości bo myślałam, że już pewnie całe towarzystwo się przeniosło na babybom a tu niespodzianka 😁 będę w takim razie i tu zaglądać 🥰

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 5.07.2022 o 08:25, AsiaWin napisał:

Czy któraś z Was była na akupunkturze podczas stymulacji i wie w co wbija się igły?

Ja! Ale tylko w kilka dni przed transferem i w dzień transferu😊 mi wbijała w stopu, ręce, nadgarstki, głowę i brzuch 🤪

Dnia 5.07.2022 o 09:19, Martuska napisał:

Pamiętam, że Strusio kiedyś miała przed i po transferze ale w trakcie stymulacji to nie wiem... 🤔 

Daj znać po jakie wrażenia 🙂

Dobra pamiec Martuska 😁🥰

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, AsiaWin napisał:

Dziewczyny! Jestem już po, czuję się rewelacyjnie 😉 pobrali 7 kumulusow 😀 jutro zadzwonię do laboratorium ile było dobrych do zapłodnienia i ile się zaplodnilo 😀 dziękuję za Wasze wsparcie i kciuki które na pewno pomogły! Jesteście najlepsze!

👊✊😘

 

Dnia 17.07.2022 o 16:02, Iskrzynka napisał:

Co u mnie? Hmmm....

Ostatnio, jak tu byłam aktywna, to pisałam, że androlog, u którego był mąż ze swoimi wynikami, powiedział mu wprost, że mamy  dać sobie spokój, bo ja się tylko wykończę kolejnymi stymulacjami, próbami ivf, transferami itd., a z jego wynikami i tak nic z tego nie będzie. Odebrało nam to całkiem nadzieję. Zbiegło się to z poważną sytuacją z córką. Załamałam się, przestałam już bronić przed leczeniem depresji i zgodziłam się brać leki (chodzę też na psychoterapię). Równocześnie postanowiłam dokończyć to, co miałam jeszcze zlecone przez moją obecna panią doktor, na zasadzie domknięcia pewnego etapu i ostatni raz iść do niej ze wszystkimi wynikami, choćby tylko po to, żeby się pożegnać.

Miałam wtedy do zrobienia jeszcze hsg (podejrzenie wodniaka w jajowodzie), na które poszłam po 3 miesiącach walki z infekcjami, na które wzięłam chyba z 5 różnych leków. Byłam już na oddziale i za chwilę mieli mnie zawozić na badanie, dostałam dożylnie silny środek przeciwbólowy, po którym nagle w momencie cały świat zaczął mi wirować, zaczęło robić mi się słabo, ciśnienie zaczęło spadać, przenieśli mnie migiem z wózka na łóżko, dali jakiś zastrzyk, potem kroplówkę i po chwili wróciłam do żywych, ale lekarz po tym incydencie stanowczo odmówił wykonania badania wtedy i już zawsze. Byłam wtedy już tak zrezygnowana i obojętna, że nawet mnie to nie zdenerwowało. 

Poszłam więc do mojej dr bez tego badania, z beznadziejnymi wynikami męża i z informacją, że biorę leki przeciwdepresyjne, skoro i tak jesteśmy bez szans. A ona zobaczyła wyniki męża i stwierdziła, że szanse są jak najbardziej, tylko mąż musi przez minimum 3 miesiące brać rozpisane przez nią suplementy, poza tym trzeba zastosować odpowiednie techniki przy ivf i wszystko się uda, że skoro hsg mi nie wypaliło, to proponuje zrobić laparoskopię z badaniem drożności i ewentualnym usunięciem wodniaka, jeśli okaże się, że tam jest. Że potem możemy zrobić od razu stymulację i ivf, żeby nie tracić czasu, bo leki, które biorę temu nie przeszkadzają, a do transferu podejdziemy, kiedy będę już gotowa na zejście z nich i na sam transfer. W mężu po tej wizycie znów obudziła się nadzieja i nadal chce, żebyśmy mieli razem dziecko i o nie dalej walczyli.

No więc na tę chwilę czekam na laparo, które mam mieć planowo pod koniec sierpnia, a mąż się koksuje przed ewentualnym ivf, ale szczerze nie wiem, czy ma to wszystko jeszcze sens, czy jestem gotowa na dalsze działania i czy kiedykolwiek jeszcze będę, czy mam na to siłę i czy będzie nas na to stać. Od maja w zasadzie cały czas jestem na L4, w mojej pracy zaczęły się zwolnienia (jedna koleżanka z mojego zespołu jest już na wypowiedzeniu), mnie też to czeka, gdy wrócę. Nawet mi to pasuje, bo mam dość tej pracy, poza tym gdy wręczą mi wypowiedzenie, nie będę już miała wyrzutów sumienia, gdybym pod koniec sierpnia znów miała iść na L4 (po laparo). Poza tym zwalniają z wypłacaniem dodatkowej odprawy, więc byłyby jakieś środki na ewentualne dalsze starania. No  tylko co potem?

Coraz częściej myślę sobie, żeby kupić sobie pieska, małą białą kuleczkę maltańczyka i już ani przez chwilę nie myśleć o dziecku, ale mąż nie chce ani jednego, ani drugiego.

Z pozytywów, córka jakoś wyszła z kryzysu (a była już prawie po drugiej stronie) i na tą chwilę jest u niej stabilnie, z cichą nadzieją, że może zdarzy się cud i wróci w końcu do względnego zdrowia.

Musi być dobrze, trzymam bardzo mocno ✊👊🙂

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, AniaKo napisał:

Jenn jak Twoje samopoczucie? Jak znosisz upały?? 

Ostatnio było trochę chłodniej to dało się żyć. Teraz ponownie będę musiała przytulić się do klimy😅

W cieniu jeszcze ok, ale pełne słońce to dla mnie masakra. 

8 godzin temu, AsiaWin napisał:

Dziewczyny! Jestem już po, czuję się rewelacyjnie 😉 pobrali 7 kumulusow 😀 jutro zadzwonię do laboratorium ile było dobrych do zapłodnienia i ile się zaplodnilo 😀 dziękuję za Wasze wsparcie i kciuki które na pewno pomogły! Jesteście najlepsze!

Asiu cieszę się, że wszystko gładko przeszło. Teraz czekamy na efekty zapłodnienia✊

3 godziny temu, kaja356 napisał:

A znasz już może płeć ?

Niestety na USG prenatalnym było jeszcze za wcześnie na poznanie płci. Za około tydzień będzie pewnie wiadomo, bo dzisiaj robiłam Nifty🙂

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyny jeśli was temat interesuje, to ja chodzę na akupunkturę od roku. W każdym miesiącu dwa razy, czyli mniej więcej co dwa tygodnie. Igły wbijane są w różne miejsca, najczęściej brzuch, kostki u nóg, przestrzenie między palcami, obok kolan, naprawdę bardzo różnie. Najbardziej dla mnie bolącymi miejscami są przestrzenie wzdłuż kręgosłupa i na lędźwiach, u każdego moze być inaczej. Przed ostatnim transferem też bylam, niestety transfer nieudany. Natomiast muszę wam powiedzieć szczerze że po Aku czuję się genialnie. Jak wiecie mam endo 4 stopnia. Jest zauważalna zmiana w miesiączkach, nie są tak obfite i nie ma skrzepów, trwają krócej. Na początku podchodziłam do tego z dużym dystansem, ale dziś mam na temat Aku inne zdanie- szczerze polecam!

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Niestety znów się nie udało 😔

  • Like 1
  • Sad 10

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×