Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Lea99

Do samotnych - czy pogodzilyscie sie z tym, ze byc moze od konca zycia bedziecie

Polecane posty

Gość alone82
scenariusz do filmów często pisze życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćxx79
W takie rzeczy można wierzyć kiedy się ma naście lat, ewentualnie dwadzieścia parę. Z biegiem lat człowiek dostrzega, że nie ma żadnych pozytywnych scenariuszy, jest tylko brutalna proza pisana przez życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
po prostu nie wierzysz już w miłość.prawda ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
alone82 mam to samo - praktycznie nie mam z kim wyjść na głupi spacer, a zbliża się wiosna i siłą rzeczy powieje ciepły wiatr, który przywoła nadzieje, młodość, wspomnienia... tylko po to, by samotność jeszcze bardziej bolała... jakiś tydzień temu miała do mnie wpaść dawno nie widziana znajoma - cieszyłem się bardzo, wysprzątałem mieszkanie, przygotowałem coś fajnego do zjedzenia, a ona w ostatniej chwili - że coś jej wypadło... dziwne jest to, że nawet takie małe radości jak zwykłe spotkanie (wcale nie randka) - są mi (nam?) zabierane... jakby ktoś celowo ze mnie szydził i grał mi na nosie... ciekawe jak bardzo sprawdzają się w życiu słowa Jezusa - "tym, którzy mają - będzie dodane, a tym co nie mają - zabiorą nawet i to, co im się wydaje że posiadają"... co do filmu, o którym dyskutujecie... ok - piękne i dobre filmy też na mnie silnie działają, ale nieraz już przekonałem się, że w życiu naprawdę nie jest tak jak w tych filmach... happy endy należą do rzadkości...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W takie rzeczy można wierzyć kiedy się ma naście lat, ewentualnie dwadzieścia parę. Z biegiem lat człowiek dostrzega, że nie ma żadnych pozytywnych scenariuszy, jest tylko brutalna proza pisana przez życie. x boshehs skąd się biorą takie marudy?życie bywa fajne a czasami do du/py i co z tego?zmienność powoduje,że jest ciekawie,jestem już dość stara,ale mnie życie zaskakuje ciągle i wciąż,nadal wierzę w miłość,i drugiego człowieka,a jak będę sama ,to nic się nie stanie,potrafię żyć samotnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
witam, niestety przekonałam się już o tym nie raz że w życiu nie bywa tak jak w filmie.więc tym bardziej mogę sobie tylko pomarzyć. na szczęście tego nikt mi nie zabroni i nie odbierze. taka już jestem. jeśli komuś to przeszkadza to trudno. mi również nie wszystko i każdy odpowiada. ale nie obrażam,nie wyśmiewam z powodu "inności". tolerujmy się, nie rańmy a świat będzie znośniejszy. przecież wielokrotnie tak jest,że skoro ktoś coś nagrywa (film,płytę,pisze wspaniałą książkę) to albo to wcześniej przeżył albo marzył o takiej miłości,o takim życiu,o takich chwilach.... więc marzę i ja. taka już jestem. i czasem myślę sobie,że niektórzy ludzie wstydzą się okazywać tego,że również chcieliby przeżyć coś pięknego,szczerego. właśnie w obawie przed wyśmianiem zakładają maskę pozorów, by nie odstawać odstawać od większości.by być niewidocznym. nie twierdzę że wszyscy,ale dużo osób tylko udaje że im to odpowiada,to znaczy samotność. ja tak nie potrafię. pytanie autorki tematu brzmi : do samotnych (jestem niestety samotna) czy pogodziłyście się - nie pogodziłam. a skoro nie potrafię żyć samotnie, to znaczy że jestem marudą ? ja tak nie uważam.napisałam tu w nadziei że może ktoś choć troszeczkę mnie zrozumie,lub chociaż popisze. tylko tyle .albo aż tyle. i szczerze gratuluję samotnym-szczęśliwym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
alone82, ja też nie mogę tego zrozumieć - że niemal zawsze, na każdym forum, w obojętnie jakiej dyskusji - znajdą się ludzie, którzy muszą napisać coś niemiłego, kogoś obśmiać albo obrazić... nie wiem z czego to wynika... to, że ktoś lubi marzyć nie oznacza, że jest nudziarzem czy marudą - przeciwnie - świadczy to o jego wrażliwej wyobraźni, co do kwestii - czy można być samotnym i zarazem szczęśliwym... tego bym nie przesądzał - może rzeczywiście można, tylko jak? czytałem kiedyś taki wiersz (nie pamiętam kto go napisał), w którym autor zastanawiał się jak pokonać samotność - i pisał, że próbował właściwie wszystkiego: wiary, filozoficznej refleksji, zaangażowania społecznego... i ostatecznie wszystko zawiodło, pozostało mu się pogodzić z samotnością... ja, podobnie jak większość, jestem bardzo daleki od pogodzenia się z tym stanem rzeczy - u mnie dochodzi jeszcze wielki żal o przeszłość, o młodość (nie wiem nawet do kogo ten żal adresować), mianowicie - w wieku dwudziestu paru lat - będąc w najlepszym okresie życia - zapadłem na dziwną chorobę, która na całe lata wykluczyła mnie z normalnego świata - kiedy w końcu wyzdrowiałem i mogłem żyć jak inni - okazało się, że jest już późno - znajomi pozakładali rodziny, a ja zostałem sam, z pustymi rękami... gdyby tylko można było jeszcze raz uwierzyć w przyszłość, w możliwość szczęścia, ech... dobrego wieczoru dla wszystkich

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
witam gosc36, nic nie poradzimy na to,ile ludzi tyle charakterów,tyle opinii... nie mam pojęcia jak można być samotnym a jednocześnie szczęśliwym,dlatego pogratulowałam tym,którym udało się taki stan osiągnąć. bardzo mi przykro z powodu tego co przeżyłeś ! nie mogę zebrać myśli po tym co napisałeś. szczerze Ci współczuje. wielki żal o przeszłość,o młodość...skąd ja to zam.. tylko z tą różnicą że ja wiem komu zawdzięczam w dużej mierze moją samotność.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
alone82, dzięki za dobre słowo, również Ci współczuję i wspieram myślami! może największy problem z samotnością polega na jej społecznym odbiorze - tych, którzy nie są w związkach - na ogół się dobrze nie postrzega - to może jest jakiś przejaw darwinizmu społecznego - zbiorowość wyrzuca na margines osoby, które identyfikuje jako niezdolne do reprodukcji - a zatem nie biorące udziału w staraniach o jej przetrwanie, z jednej strony próbuję nie przejmować się opinią ludzi, z drugiej jednak - nie da się do końca od niej abstrahować, skoro nie ułożyłeś sobie życie - jesteś przegrany, i jakiś głos powtarza ci ciągle - "już jest za późno, przygotuj się na życie w pojedynkę już do samego końca", udręczeni przeszłością, pozbawieni przyszłości... Ty wiesz do kogo mieć żal... Czy to Ci jakoś pomaga? Ja winię siebie, chorobę (która na szczęście minęła, ale jakby za późno), trochę może Boga, w którego chciałbym wierzyć... były chwile kiedy myślałem, że On naprawdę jest - że to On dźwignął mnie z wieloletniej choroby i oto teraz da mi nowe życie... nadzieję bliskości... i owszem dał, ale tylko na chwilę, jakby chciał się ze mną zabawić w kotka i myszkę... może Boga nie ma, co by Go w pewnym sensie usprawiedliwiało:) Dobrej nocy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36, "udręczeni przeszłością,pozbawieni przyszłości" właśnie tak się czuję.nic dodać nic ująć. zgadza się,wiem,do kogo mam żal.niestety wcale mi to nie pomaga. tym bardziej że ta osoba do dziś traktuje mnie "okropnie",to delikatnie powiedziane.wywołuje we mnie same najgorsze emocje.i muszę coś z tym zrobić,bo tak się nie da żyć. ale mam tez ogromny żal do siebie,że byłam i jestem słaba,że nie potrafię się postawić,walczyć o swoje... czuję się przegrana i przejmuję się słowami ludzi...taka już jestem. z Bogiem również przez wiele lat nie mogłam się dogadać.ale teraz,gdy do Niego wróciłam,czuję że coś we mnie powoli pęka... Bóg cały czas Jest,tylko my nie zawsze jesteśmy z Nim. 3maj się dzielnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jesteście tacy rozżaleni, ale nie macie racji mnóstwo ludzi około 40 tko se rozwodzi, wracają do samotności, małżeństwo nie dało im szczęścia i spełnienia tylko wam sie wydaje, ze to jest lek na całe zło waszego życia pewnie, ze dobrze jest kochać, ale to nie znaczy, że ta miłość czyni was innymi osobami jednym słowem, idealizujecie i wyolbrzymiacie świat nie jest sprawiedliwy, jedni mają więcej szczęścia, inni mniej, ale każdy powinien być szczęśliwy z powodu tego, ze żyje, oddycha, myśli, widzi, słyszy i może się rozwijać reszta to dodatki, choć ważne, to ich brak nie jest decydujący to wpojone wam wzorce, owszem, nie da się ich zignorować, ale nie można zakładać, ze związanie się z kimś odmieni wasze życie o 180 st. Sukces to ciągła walka ze swoimi słabościami, bezustanna. Czasem trzeba walczyć z otoczeniem, czasem popłakać, cierpienie nikogo nie omija. Ale dzięki temu bardziej późnej doceniamy chwile spokoju i dobre strony życia na koniec pamiętajcie, ze trawa zwykle wydaje się bardziej zielona u sąsiada, wydaje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość bardzo się cieszę że napisałaś/eś. naprawdę. i zgadzam się z każdym Twoim zdaniem.związek nie daje żadnej gwarancji szczęścia. mi tylko zwyczajnie czasem bardzo smuto że jestem sama. że nie jestem w grupie tych farciarzy,którym się udało. ale tak jak piszesz,świat nie jest sprawiedliwy. przepraszam jeśli nie da się tego czytać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
gość (19:04) - masz rację, również dzięki za naprawdę mądry komentarz, myślę, że obiektywnie masz rację, i rozumowo przyjmuję Twoją argumentację - gorzej, że oprócz rozumu w grę wchodzą uczucia, a one człowieka ciągle łudzą i wytrącają z równowagi - u mnie np. uczucie uporczywego bólu wynikającego z osamotnienia nie pozwala już normalnie żyć, wysysa ze mnie całą energię i sprawia, że wszystko, co robię - robię automatycznie (mam na myśli pracę, spotkania z rodziną itp.) rozum rzeczywiście podpowiada - ciesz się tym, co masz, ale serce - jakoś nie może w te podpowiedzi uwierzyć, więc ten ból jest i jest - a skoro jest - to nie mogę zamknąć oczu i udawać, że go nie ma alone82 - to dobrze, że ułożyłaś sobie relacje z Bogiem, też mi mówiono, że On z nami jest, tylko my tego nie dostrzegamy, tylko dlaczego On bawi się z nami w chowanego? czemu się ukrywa? słyszałem o ludziach, którym dawał znaki, odmieniał ich życie... ale wiesz co, zauważyłem jedną prawidłowość - w zdecydowanej większości tych "świadectw" - Bóg stawia na drodze tej zagubionej owieczki - jakiegoś człowieka (często przyszłą żonę/męża). I ten człowiek pomaga wydostać mu się z przepaści. Otóż nie mogę o sobie powiedzieć, że nie wychodzę do ludzi i że ich nie szukam. Przeciwnie - staram się o nowe relacje. Ale to niczego nie zmienia. Mam takie dziwne podejrzenie, że tym - którzy opowiadają, że odnaleźli Boga - po prostu ułożyło się kilka ważnych spraw w życiu, a że akurat wtedy "szukali" Boga - to Jemu przypisali sprawstwo tego powodzenia. Co jednak z tymi, którzy też szukali Boga - a mimo to nic w ich życiu się nie zmieniło? Ci na ogół odchodzą - rozczarowani. Albo trwają przy Nim i wtedy może zostają świętymi? Nie wiem. Dobrej niedzieli życzę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36, tak naprawdę to dopiero próbuję odbudować relacje z Bogiem i wiem że przede mną długa droga i chwile zwątpienia, próby... kiedyś byłam bardzo wierząca,ale pogubiłam się gdzieś po drodze...i stałam się bardzo złym człowiekiem. Przez ostatnie lata Bóg doświadczył mnie na różne sposoby, więc odwróciłam się od Niego. cierpiałam ogromnie,ale nie zwróciłam się do Niego o pomoc, ani też nie prosiłam o wybaczenie. Myślałam - i tak mi nie pomoże,bo sama się o to prosiłam, większość przypomina sobie o Nim dopiero gdy jest już bardzo żle ( np.ja ) pojawia się pretensja i żal,że tak nas doświadcza,karze za coś ... ale to nie tak. Cierpienia nie muszą być karą za grzechy. i nie są. Przytoczę historię Hioba,był zdrowym i bogatym mężczyznom,był pobożny,pomagał potrzebującym. a Bóg pozwolił odebrać Hiobowi cały jego majątek,uśmiercić wszystkie jego dzieci,a ciało pokryć trądem.szatan sądził że wtedy Hiob zacznie złorzeczyć Bogu. jednak Hiob z pokorą przyjął swe cierpienie i nadal chwalił Boga. tak bardzo zawierzył w mądrość i dobroć Boga. Hiob nie wiedział dlaczego Bóg sprawił,że cierpi ale wierzył że ma to jakiś cel i jest słuszne bo obdarzył go nim sam Stwórca. "Niezbadane są wyroki Boskie i człowiek powinien przyjąć je z pokora" "Bóg daje,Bóg zabiera" po prostu nic dodać nic ująć... niestety jestem słaba,nie jestem Hiobem,nie umiem pogodzić się z tym,że jest mi przeznaczona samotność. i może w tym tkwi problem... ale jeżeli mam być sama,to będę,bo nie mam przecież żadnych szans z Bogiem i tym co zaplanował dla mnie tu na ziemi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
alone82 dzięki za tę wypowiedź. Tak, słyszałem o Hiobie - wiem, że jest on wzorem wierności w obliczu cierpienia, nawet jeśli to cierpienie jest niezawinione. W moim przypadku - cierpienie jest w dużej mierze zawinione, to znaczy popełniłem różne błędy, które wpłynęły na dzisiejszy stan rzeczy. Zawsze zastanawiało mnie co myśli Bóg o ludziach, którzy cierpią, a pozostają daleko od Niego. Czy za karę, że cierpiąc - nie uwierzyli w Niego - trafią do piekła, żeby dalej cierpieć. Tylko dużo bardziej i w dodatku - na zawsze. Pamiętajmy - nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej:) Może Bóg jest w pewnym sensie bezsilny - chciałby nam pomóc, ale coś go ogranicza (nasza wolna wola?). A może Go jednak nie ma, a wtedy nasze cierpienie nie ma najmniejszego sensu... Nie wiem, nie mam pojęcia. Próbowałem uwierzyć, ale pewnie za słabo. Modliłem się, ale odpowiedź była ledwie "dosłyszalna". Może działo się to tylko w mojej głowie. Kiedy patrzę na moich znajomych i ich szczęśliwe małżeńskie, rodzinne życia - nie rozumiem co takiego zrobiłem, że akurat mnie to musiało ominąć. Jak jesteś przed 40-tką - to jeszcze się nie godzisz, próbujesz jeszcze jakoś walczyć, obronić się przed losem. Ale po 40-tce to jest już pewnie koniec. Rodzice umierają, bliscy od ciebie stronią (bo nikt nie lubi zadawać się z przegranymi) - i nie zostaje już nic. Ani w tobie, ani dokoła ciebie. Ja mam zamiar jeszcze raz się pozbierać. Próbowałem dziesiątki razy iść w kierunku, o którym mówił nam "głos rozsądku" - że chodzi o samorozwój, zdrowie, bycie w zgodzie z sobą - a reszta to dodatki. To racja - więc jeszcze raz spróbuję. Jak słusznie zauważyłaś - z Bogiem nie mamy szans. Jeśli On uznał, że dla niektórych - lepsza jest samotność - to trudno... Zostało kilka lat, żeby jeszcze się o tym przekonać. Myślę, że max do 45 roku życia. Pozdrawiam, wszystkiego dobrego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W tych wszystkich wypowiedziach czuc smutek, zal i pogopdzenie się z tym, że tak ma być. Przydałoby się tu kilka pozytywnych wpisów lidzi ktorzy po 30 ułożyli sobie życie i sa szczęśliwi choc tez tracli nadzieje. Nic dobrego nie przynieskie każdy kolejny post z tekstem pogodzilem sie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
akceptuję moją samotność,tzn jestem otoczona rodzina,przyjaciółmi,znajomymi,ale ogólnie jestem osobą samotną,z wyboru,lata temu zakochałam się,druga strona nie podzielała tego uczucia,a ja już tak zostałam z tą miłością "na stanie",i nie wyobrażam sobie,bym mogła spotykać się z kimkolwiek dopóki ,,no właśnie,,, jak się kiedyś,coś we mnie poprzestawia,a może zapomnę,jak w ogóle zapomnę,to może pojawi się ktoś,kto zachce ze mną dzielić swoje życie,świadomie i dojrzale.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jest tu kto bi lub homo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36, ja również w ostatnich latach dokonywałam niewłaściwych wyborów,więc mam to o co sama się prosiłam. owszem,pechowy zbieg okoliczności,niektórzy ludzie,fałszywi przyjaciele i doradcy również mieli na to wpływ ale największy posiadałam ja sama. niestety zamiast walczyć o swoje,poddałam się i przyjmowałam wszystko co na mnie spada,bo nie widziałam już sensu i celu by spróbować podnieść się raz jeszcze, myślałam,że teraz będzie już tylko gorzej...ale czasem w życiu człowieka przychodzi taka chwila,czas gdy mówi sobie dość! tak nie może być ! ja też chce żyć a nie tylko przeżyć to życie ! muszę spróbować,bo to nie jest życie tylko jedna okrutna tortura,która w większości sama sobie zafundowałam. ale tylko dlatego że byłam młoda (22 lata) , zagubiona,nikt do mnie nie potrafił dotrzeć...w gniewie,żalu,złości i nienawiści nic nie można osiągnąć . tylko stracić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36, właśnie Bóg w szczególności myśli o tych którzy w Niego zwątpili,lub nie wierzyli. nawet jeśli ktoś całe życie tkwił w grzechu,jest jeszcze dla niego nadzieja.jest czyściec. dlatego tak ważne są modlitwy za zmarłych i dusze w czyścu cierpiące ( Bóg do końca nas umiłował ) daje nam szansę poprawy nawet po śmierci,więc piekło to ostateczność dla najbardziej opornych i zatwardziałych w sercu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36 , to jeszcze raz ja :D Bóg nie jest Bezsilny,przeciwnie Wszechmocny. On może wszystko. nawet jeśli zsyła na nas cierpienie (w co nie wierzę )ma w tym jakiś cel.powód. być może Chce,byśmy się czegoś nauczyli,nabrali pokory,coś docenili,coś lub kogoś odnależli... Pozdrawiam cieplutko !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
alone82 dzięki za mądre słowa... też wierzę (a raczej chciałbym wierzyć), że Bóg jest istotą kochającą i Jego celem jest dobro człowieka... może na drugim świecie dowiemy się że nasze ziemskie cierpienie było niczym wobec radości, której będziemy doświadczać... podobnie jak Ty - popełniłem kluczowe błędy w wieku dwudziestu paru lat - ale potem je zrozumiałem i myślę, że byłem gotów na nową szansę (z kimś innym, w nowych warunkach), ale jakoś los tej drugiej szansy już mi nie dał... teraz będąc przed 40-ką - zaczynam tracić złudzenia, poza tym zasiedziałem się w samotności... czasem chciałbym zostać stoikiem - ci ludzie przyjmowali świat taki jakim jest i we wszystkim widzieli przejaw mądrej natury-Boga. Uważali ponadto, że samotność jest dobra i potrzebna, bo oddala nas od zmysłowych pokus i pozwala zapanować nad pożądaniami. Dążyli do stanu wolnego od pragnień. Była w nich zgoda na siebie i życie. We mnie tej zgody nie ma, pozostaję w sytuacji wewnętrznego konfliktu, rozdarcia. Nie rozumiem, dlaczego Bóg się ukrywa. Są ludzie, którym się jakoś objawił (nie mam na myśli mistyków), mówią że niby ich dotknął i przemienił wszystko. Mnie jakoś do tej pory nie dotknął. Ale pięknie o Nim napisałaś i dziękuję Ci. I również serdecznie pozdrawiam. Jeśli będę się modlić (a może spróbuję) - to pomodlę się również za Ciebie:) dobranoc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
człowiek rodz sie sam i sam umiera reszta nic nie znaczy, zawsze człowiek jest sam nawet jak ma rodzine i dzieci, zawsze jest sam, nawet jak jest wspierany to jest sam, czyjeś słowa będzie na pewno dobrze, życzę ci jak najlepiej, jestes mądry i wspanaiały...człowiekm i tak jest sam ze sobą. Bycie z kimś to takie chwilowe przewalanie tego k***wskiego uczucia że i tak jeteśmy sami zawsze i wszędzie, choć na chwile niech ktos z nas zdejmie to jarzmo, niech poczujemy się częścią czegoś większego....ale i tak zostaniemy sami na koniec. takie zycie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Poczytałem troszkę temat wielki smutek i ból przez was przemawia. znam sporo takich ludzi zagubionych w samotności to przekleństwo 21wieku. Jestem bardzo długo już singlem ale mam duże grono przyjaciół podobnych mi wiekszość z całej polski (poznanych i tu na forum) wspieramy się pomagamy ,spotykamy ,dzwonimy do siebie nawet nie wiecie ile to znaczy jak boli samotność mieć ich . jestem weselszy już tak nie zagubiony bo juz nie całkiem samotny . rozmawiamy o wszystkim i o niczym dla samej rozmowy,uśmiechu zabawy . widzę że i tu jest parę osób co myslą podobnie moja rada zakładajcie nicki kontaktujcie się umawiajcie na spotkania z czasem wasze grono znajomych się powiekszy to początek konca samotności ,wielu zmoich przyjaciół tak zaczęło . ciągle poznajemy nowych bo kto wie kogo poznamy i mocniej serce zabije . zapraszam na podobny topik - samotność jest straszna tylko proszę bez trolowania pozdrawiam i zyczę miłego dzionka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alone82
gość36, niestety jeżeli nie potrafisz zaakceptować istnienia tajemnicy nie będzie Ci łatwo odnaleźć Boga :-( żeby w Niego uwierzyć trzeba mieć wiarę dziecka ( film Fatima ) dziękuję za modlitwę,ja również o Tobie pamiętam w swoich. Pozdrawiam i życzę więcej wiary.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość36
maxx-66 dzięki za fajny pomysł, ja próbowałem różnych znajomości przez neta, skończyło się na paru randkach w realu i kilku wirtualnych "przyjaźniach" (rozmowy na gg lub czacie), może zabrakło mi otwartości, determinacji... nie wiem... teraz jestem na etapie myślenia, że "wszystkiego już próbowałem", każda metoda pokonania samotności zawiodła... oczywiście obiektywnie nie przetestowałem wszystkich dróg, ale chwilowo nie mam już siły... alone82 dzięki za dobre słowo i modlitwę, wiesz, bardzo chciałbym mieć wiarę, a właściwie ufność dziecka... od różnych katolików zawsze słyszałem tę radę: "zaufaj, oddaj wszystko Bogu"... to tak ładnie brzmi, ale nikt mi nie powiedział jak to zrobić... nikt jakoś nie umiał wytłumaczyć, jak wcielić ten slogan w życie, w praktykę... w mojej sprawie z Bogiem pozostały mi cztery opcje: 1. Bóg nie istnieje 2. Bóg istnieje, ale jako Zasada organizująca świat, jako Wielki Prawodawca i Administrator, ale nie jako czuła kochająca Osoba pochylona nad każdym jednostkowym cierpieniem 3. Bóg istnieje i jest tą kochającą Osobą, ale z jakichś powodów pozostaje bezradny wobec nieszczęść, cierpienia, zła 4. Bóg istnieje jako kochająca i wszechmogąca Osoba, ale z jakichś sobie tylko znanych powodów każe mi błądzić, cierpieć i nie wierzyć... kiedyś słyszałem, że Jezus nie przyszedł na świat żeby odjąć ludziom cierpienie, ale żeby napełnić je swoją obecnością, czasem wydawało mi się, że tę obecność wyczuwam (jako subtelny, duchowy pokój, wyciszenie), ale to było bardzo kruche, nietrwałe doznanie... tak, że po jakimś czasie dochodziłem do wniosku, że to po prostu auto-sugestia, nic więcej... pozdrawiam i przepraszam za gorycz p.s. czuję, że lada moment pojawią się w tym wątku zniecierpliwione głosy w stylu: "przestańcie marudzić, weźcie się wreszcie w garść":)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gość36 nocny marek z ciebie :D rozmawiać szczerze a czasem i pomarudzić na życie należy to pomaga ,są z nami osoby nieśmiałe a raczej były z czasem otworzyły się ,człowiek wyczuwa duszę szczerą bez tego nie można i nie nawiąże się przyjaźni prawdziwej a tylko namiastkę . kiedyś szukałem na siłę kogoś ale mi przeszło to musi samo przyjść jesteśmy starsi nie nastolatkowie i siłą rzeczy najpierw przyjaźń później coś wiecej . otwartość i szczerość to podstawa tak myślę i takich mam przyjaciół pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale mi dziś smutno z tej samotności...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
czytam wypowiedzi piszących tu osób I zastanawiam się czym się kierujecie w codziennnym życiu,co was motywuje żeby wstać z łóżka pójśc do pracy.mam 37 lat I od jakiegoś czasu zaczynam zastanawiać się jaki jest sens podnoszenia się z łóżka wykonywania codziennych czynności.Nie przeszkadza mi,że jestem sama widocznie tak miało być,ale najbardziej boli mnie,że jeszcze 5 lat temu byłam we właściwym miejscu,cieszylam się życiem-bo realizowałam swoje marzenie,a potem przez głupią decyzje straciłam wszystko,a tylo dlatego,że nie kierowałam się egoizmem w stosunku do rodziny,dziś za to płacę najwyższą cenę.praca za najniższą krajową,towarzystwo telewizora,pogłębiająca się depresja I początki zafascynowania butelką. Nie wierzę w BOGA,bo mam tylko jedno życie I to życie mi się spie......oliło,ponieważ nie kierowałam się w życiu egoizmem, Przeraza mnie świadomość,że taki stan rzeczy będzie się ciagnął do końca mojego zycia,a co jezeli pisane jest mi życ kolejne 30 lat ,30 lat takiej wegetacjii.czy to was nie przeraża xxx

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie, cały czas mam nadzieje na szczęście.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×