Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość POMOC DORAZNA

Czy jesteś w związku, w którym partner molestuje Cię psychicznie? cz.2

Polecane posty

Gość prawie 40
no i? co w związku z tym? kto tu się gloryfikuje? Tu się żalą ale gloryfikują? Ja nie widzę, żadnej gloryfikacji... Zycie jest zbyt skomplikowane, żeby tak prosto wystawiać oceny... przekonasz się kiedyś... widać młoda/y jesteś Domyślam się, że mnie masz na myśli... co ty wiesz o moich przyjaciołach, którzy są daleko... poza tym oni mają swoje rodziny i swoje problemy innego rodzaju... jak mogłabym ich obciążać... tu mogę sobie choć popisać... Po za tym ja miałam na myśli kogoś kto jest tuż obok... kto będzie szedł przy tobie ramię w ramię przez całe życie, kto cię przytuli jak będzie ci źle... tylko przytuli. kto powie obojętne co zrobisz jestem z tobą. Obojętne jak chcesz się realizować ja cię będę wspierać, byś się stała najlepszą wersją samej siebie... Zawsze mi tego brakowało, nawet przy mężu. Nigdy nie szedł ze mną ramię w ramię. Nigdy nie dał mi tego odczuć... A co spowiedź ma do tego? czym ma pomóc? To właśnie z nadmiernym obwinianiem siebie mamy problem, to powodowało że tak długo tkwiłyśmy w toksycznych związkach.. Ale co ja będę ci tu pisać.. poczytaj cały topik. Dowiesz się, że popełniałyśmy grzechy wobec samych siebie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
gdybym mieszkała w polsce to byłoby proste... ale niestety utknęłam tu na dłużej... Nie wiem czy mam depresję...ostatnio budzę się z lękiem nad ranem i nie mogę więcej spać... zaczęłąm szukać w internecie jakiejś porady na ten temat, jak sobie z tym radzić... i trafiłam na stronę o depresjii... Nie mam myśli samobójczych absolutnie.. ale objawy w większości się zgadzają...zwłaszcza ten poranny lęk. A już myślałam, że tak świetnie sobie radzę... widać zepchnęłam problem do podświadomości, albo nie wiem co... jestem notorycznie zmęczona, ciężko mi się skoncentrować i zmobilizować i od paru dni te wybudzanie się...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Autodetox
..pora już.... ...bardzo dużo ,,beletrystyki........................... ,, WARTOŚĆ.........gdzie jest moja wartość ..............czym............... ..............kim ............ona jest............. NIE OCENIAM ..................... NIE OSĄDZAM...................... SIEBIE.................. INNYCH.......................................... ......NIE MÓWIĘ ... związałam się z facetem by uciec z domu.......... ....ZWIĄZAŁAM SIĘ Z BARDZO SKRZYWDZONYM MĘŻCZYZNĄ ..PIĘKNYM I PRZYSTOJNYM......MYŚLAŁAM ZE................ i vice versa .................................................. !? jesteście piękne.........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
jak pojadę do Polski to mam zamiar się wybrać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Autodetox
...................WARTOŚĆ BEZWZGLĘDNA................................ JEST TAKA.....................................................................

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
autodetoks... jak ja bym chciała poczytać trochę beletrystyki... bo mam dość całej tej psychologii, ale ... nawet nad najciekawszą książką zasypiam... a tak uwielbiałam kiedyś czytać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
jaka?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Autodetox
...NIE BĘDĄC ŚWIADOMĄ WŁASNEJ KRZYWDY ZWIĄZAŁAM SIĘ ZE SKRZYWDZONYM MĘŻCZYZNĄ ........DLACZEGO...................

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Autodetox
...........WARTOŚĆ BEZWZGLĘDNĄ MACIE W SOBIE..................... ............ONA JEST WAMI.... UZNAĆ JĄ ................I ŻYĆ.......... .........WYRAZIĆ......GŁOŚNO............UZNAĆ.......I ŻYĆ............

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
nie wiem... kochałam go.... i chyba nadal go kocham.... stąd ta złość i obwinianie... ta świadomość że mogłoby być dobrze, gdyby... nie był taki zblokowany... uparty... nieznośny... manipulujący by uciec od odpowiedzialności. Krzywdziłam samą siebie starając mu się pomóc... bo on tej pomocy nie chciał przyjąć, powinnam była spasować, ale tego nie robiłam... nie mogłam na to spokojnie patrzeć... zbytnia empatia? nadmierna wrażliwość? nie wiem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
choć właściwie złość już mi przeszła... raczej to smutek.. że to się musiało tak skończyć... Ale to że ona mi przeszła nie oznacza, ze mogłabym znów być z nim... za dużo złych wspomnień, za dużo złego się stało, a on się nie zmieni bo jak już napisałam uciekł w pracoholizm.. wciąż te ucieczki...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość prawie 40
A jemu życzę wiele dobrego... naprawdę. Może znajdzie jakąś z którą będzie mu dobrze.. przy której zrozumie... ja się wypaliłam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj 40-stko! Mnie poranny strach towarzyszyl od poczatku malzenstwa bodajze; moze przesadzam, ale mowiac szczerze, tak wlasnie chce sobie to kojarzyc; nigdy nie zapomne, jak nie dalej niz 10 lat wstecz wracalam do domu po pracy i lzy mi lecialy ciurkiem, tak bardzo mi sie nie chcialo wracac; teraz tez niedawno pisalam, ze zaczynam odczuwac jakies irracjonalne poranne leki, totalny paraliz, nie moge zrobic nic poza kawa i wypaleniem kilku papierosow jeden po drugim; na szczescie zauwazam to juz u siebie bardzo rzadko: ja juz zrozumialam, ze meza nie kocham, a to co do niego czuje, to jest litosc; nie pozwol sobie na depresje; w 2005 roku korzystalam z uslug psychiatry, bralam leki przez pol roku i chyba musze powiedziec, ze mi pomogly, a bylam juz w krytycznym stanie, lacznie z probami samobojczymi /jazda samochodem po alkoholu/; doszlo do tego, ze przyjaciele zabrali mi klucze i dokumenty od samochodu; syn tez mial w tym swoj udzial, zagral na mojej ambicji i honorze; w kazdym razie pomoglo i dzis jestem raczej zdrowa, zauwaz - raczej! w kazdym razie chce mi sie zyc; niedlugo koncze 44 lata, a czuje jakbym sie narodzila od nowa; nie rozpaczaj 40-stko, pomysl sobie, ze inni maja jeszcze gorzej, a od razu zrobi Ci sie lzej; przytulam cieplutko;) Mialam dzisiaj gosci, boss meza z zona, przeuroczy ludzie; zdazylam juz posprzatac, malzonek jak zwykle uchlany do nieprzytomnosci spi na kanapie, obylo sie bez scyscji, ale zwykle tak jest, kiedy podejmujemy jego gosci, to jest spokoj, inaczej rzecz sie ma, kiedy przychodza moi znajomi; niestety - dwa swiaty! i tu jest pies pogrzebany! choc moj maz zawsze uwazal sie za kogos lepszego ode mnie, bo ja dziewczyna ze wsi, jakkolwiek po studiach, a on \"miastowy\" - po zawodowce; Good night every one;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutek123
Yeez ja nie twierdze że jesteś agresywna w swoim życiu. Ja Ciebie nie znam. Ja powiedziałam tylko że ja odbieram Twoje wypowiedzi jako agresywne. To jest moje indywidualne odczucie. Nie potrafie Ci wskazać konkretnego "miejsca mojego odczucia Twojej agresywności". Na to składa się ciąg wypowiedzi. Co do braku działania - u mnie napewno jest ten brak. Zachowuje się obecnie tak jak tonacy, któremu pozostała resztka powietrza i zaczyna się szarpać miotać aby się wydostać na powierzchnie. Wie że powinien sie ratować, robi jakieś ruchy ale chyba one są troche nieporadne i w konsekwencji zaczyna tonąć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
autodetox - nie do konca sie z Toba zgodze. Mam na mysli zdanie \"wyszlam za maz zeby uciec z domu\". Bo moja motywacja pierwszego malzenstwa bylo wlasnie \"uciec z domu, uciec od kontroli\", byc wreszcie samodzielna - bo dom rodzinny na samodzielnosc i samostanowienie mi nie pozwalal, ograniczal... I to jest prawda - a ze za nia kryje sie moje zaburzenie bo takiego a nie innego partnera wybralam (tez byl dysfunkcyjny)? Nie bylam swiadoma swojej dysfunkcji a jego dysfunkcje mialam okazje poznac w praktyce. I nic tego nie zmieni, nawet jak ja zmienie myslenie o sobie i uznam swoja bezwzgledna wartosc - moje motywacje sprzed lat pozostana takie same. I tak je bede wspominac w czasie przeszlym. Masz z kolei racje z tym nie szukaniem winy - ale to trzeba zrozumiec, dorosnac, nauczyc sie... To ma byc czescia nas. Nie oceniam - ani siebie, ani innych. Wypowiadam opinie ktora NIE JEST OSADEM - bo do opinii mam prawo. A jesli juz osadzam - to co sie za tym kryje... Wiesz, to wlasciwie jest taki moj ideal, tak jak kiedys bylo \"nie porownuj\" bo porownywalam siebie, to co zrobilam itp z wszystkim co na drzewo nie ucieka. Oczywiscie z taka postawa zawsze jestesmy na przegranej pozycji bo to porownywanie jest dokladnie po to by nam samym dokopac. Bo takie postawy wynieslismy z przeszlosci - porownywano nas by nam udowodnic ze jestesmy od obiektu porownywanego gorsi i wywolac w nas odpowiednia reakcje - albo podobienstwo do owego obiektu. Osadzanie z kolei ma na celu chwilowe poprawienie nastroju (skoro jest osad to musiala byc jakas przewina); osadzanie siebie wpedza w dobrze znane poczucie winy - czyli jestesmy na wlasnym terytorium. Poza tymi zludnymi emocjami i odczuciami - nie wnosi nic konstruktywnego, a wrecz przeciwnie. Zauwazcie jak te toksyczne emocje okazuja sie nipotrzebne, widac ze bez nich byloby o wiele latwiej. Ilez niepotrzebnego balastu dzwigamy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Za 15 minut mam spotkanie z adwokatem. Trzymajcie kciuki, boję się, mimo, że mówię sobie, że sama nadałam tej sytuacji jakąś wartość. Mimo wszystko jest lęk. Przed czym? Nie wiem....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
http://pl.youtube.com/watch?v=ktlWzoGBtqE ❤️ Bardzo często z tą piosenką rozpoczynam dzień, teraz tak samo, słucham jej :-) :-) na dworze zimno, ale zaczyna świecić słońce, od razu lepiej i weselej !! :-) No w nocy to wesoło nie miałam, przebudziłam sie i przeżyłam cos strasznego , jak podskoczyłam ze strachu, nie wiem ...jak to opisać....tak jakby stał nademna ktoś i patrzył na mnie znowu,... nie chcę tego więcej przezywac to było straszne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blawatek.
Po moim stanowczym oświadczeniu, że chcę się rozwieść mąż zmienił strategię - w smsach i rozmowach telefonicznych przeprasza mnie ciągle, prosi żebym go nie zostawiała, mówi że zrozumiał, że chce wszystko naprawić. Opowiada,że czuje się fatalnie, nie może się skupić na pracy, nie może spać w nocy, traci przytomność w ciągu dnia. Ciągle chce się spotkać. Nie jest to wcale łatwa sytuacja dla mnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cztery umowy... tak jak napisała oneill...strach ma wielkie oczy i nic więcej. Ty masz tak jasną sytuację, że nawet z orzekaniem o winie bez problemu wygrasz. Tylko ja np najpierw bym załozyła sprawę o alimenty jeśli już nie miałas ich zasądzonych. Bo wtedy je poprostu szybciej dostaniesz, a jak przy rzowodzie...to zasądzają tylko coś na poczet alimentów, a sparawa o alimenty jest po rzowodowej. Pewnie adwokat Ci wszytsko powiedział.... Ta wina to chyba tylko jest potrzeban dla satysfakcji włąsnej, dla dzieci możę....ale też jeśli z winy mężą jest rozwód to Ty też masz mprawo od niego egzekwować dla siebie...gdyby tfu tfu Ci się sytuacja pogorszyła. Ale to są zazwyczaj grosze, jesli już do tego dochodzi. Przechodziłam to wszytsko i tą adrenalinę i nerwy i stresy....nawet dostałam z nerów łysienia plackowatego. Teraz z perspektywy czasu to się smieję, że to było żalosne przedstawienie nie warte funta kłaków ( hehe dosłownie). Rozwód z jego wiony od razu...sam się przyznał. Wiem, że ten kogo to dotyczny bardzo przeżywa, ale w ogóle nerwy tutaj nie są potrzebne...przecież nkt krzywdy nikomu nie zrobi...co najwyżej dobrze, bo uwolni formalnie od gada, a i ureguluje płatności i ewentualne kontakty, żeby taki nie mógł kiedy chce i jak chce z buciorami, tylko wszytsko na papierze i jak sąd zasądzi. I won! Ja dzisiaj znowu psycholog...tak myslę ile jeszcze będę do niej chodziła? To już zaraz będzie piąty miesiąc... Zleciało. Myślę, że ten topik i psycholog mi bardzo jednak pomogły. Niby to trochę tak mimochodem wszytsko, życie się toczy dalej, dniem za dniem.. Niby nic, a człowiek inaczej patrzy, myśli, postępuje... Zdrowieje? Oby. Buziaki Kochane. PS Po tej chorobie to te mordki w pracy jakieś takie bardziej przyjazne , hehe :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Blawatek... no trudna sytuacja, wiem jak serce boli. Tylko Ty wiesz co dla Ciebie najlepsze, tylko Ty możesz tą decyzję podjąć.... bo tylko Ty będziesz ponosiła tego ewentualne konsekwencje. Jesli chcesz wrócić może wynegocjuj jakąś terapię wspólną, coś co WAM pomoże, bo Kochanie obawiam się, że jak dasz szansę, to będzie "miodowy miesiąc" i za czas jakiś wrócisz tutaj z tym samym problemem. Oczywiście zawsze możesz wracać :) i zapewne zawsze tutaj będzie ktoś kto pomoże, ale...po co popełniać te same błędy? Przemyśl Kochanie... to Twoje życie i tylko Ty wiesz co dla Ciebie najlepsze. Mądrych decyzji Ci życzę. Buziak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutek123
Czytam Was, myśle o sobie i analizuje. Do żadnych konkretów nie potrafie dojść. Wiem jedno - nie chce tak żyć za 5,10 czy 15 lat. Nie potrafię się uwolnić od męza ale tak życ też nie. Myśle o sobie i nie potrafię znależć nic złego w dzieciństwie. Myśle że ta moja opiekuńczość i matkowanie to jakieś moje cechy wrodzone. Faktem jest dla mojego m byłam bardziej matką niż partnerką. Ale już dziś zaczeło mi to strasznie przeszkadzac. Przeszkadza mi też to że stałam się pod wpływem tego wszystkiego paskudną (w moim odczuciu osobą). Jest we mnie taka złość, którą czestokroć przelewam na innych. NIe chce taka być nie chce zadręczac innych. Jestem naprawde maksymalnie chorym przypadkiem. Mam do siebie ogromny żal że tak reaguje ale często w relacjach z m jak on mi ubliża ja jestem paskudnie złośliwa. (nigdy mu nie ubliżając). Potrafię zrobić coś na złość jemu ale przy okazji i samej sobie. To naprawde jest chore. Nie wiem co z tym zrobić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ted0000
musisz miec spokojnego starrszego wtedy ty bedziesz spokojna bo niebedzie rzadnych awantur z jego strony pozdro

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hej :) oj dawno nie pisałam , dawałam kolejne szanse , czekałam aż się zmieni liczyłam że uda nam się być jeszcze razem , mój M poszedł nawet do lekarza, żeby się uspokoić - skutek jest taki że nic się nie zmieniło , pytanie czy powiedział jej prawdę jakie awantury robi , czy może tylko powiedział że żona go zostawiła i on nie może dać sobie już rady bo tak bardzo ją kocha ( tego nigdy się nie dowiem) w każdym razie mój M poszedł do mojej lekarki i skutek był taki że pani doktor ponoć powiedziała mu że my mamy jeszcze szansę , że dla dobra dziecka rodzice powinni być razem , wściekłam się i mówe mu w takim razie ja idę do pani doktor i jej powiem jak jest, że dziecko się ciebie boi , że to ty powiedziałeś że dziecka już nie masz i że mały to słyszał ( 11 lat ) , no to się zaczęło że co ja sobie myślę , awantura na całego ( myślę że poszedł do lekarza i zrobił z siebie ofiarę , zawsze to umiał ) rozmawialiśmy przez telefon , on mówi do mnie oki tego chcesz? znikam z twojego życia , już mnie nigdy nie zobaczysz , życie nie ma sensu , mnie już nie ma ( to nie pierwsze straszenie mnie , wcześniej próbował u dziecka w pokoju ciąć się nożyczkami do papierku , które mały ma do szkoły ) i się rozłączył, uciekłam z własnego domu ze strachu że przyjedzie do mnie i zacznie grandę \" na żywo\" , cały czas miał wyłączony telefon , bałam się że sobie coś zrobił faktycznie , po czym on pojawił się na gg, w sobotę dzwonił do mnei o 23,49 ale miałam wyłączone dzwięki więc nie slyszałam telefonu , ale generalnie przestał się do mnie oddzywać , boję się własnego M , faceta który w oczach innych uchodzi za miękką kluchę , chcę się od niego uwolnić raz na zawsze , ale się boję że sobie coś zrobi , z dzieckiem też kontaktu nie szuka a ostatnio powiedział mi że albo będę z nim albo z nikim , wypowiada słowa które doprowadzają mnie do rozpaczy , a potem klączy i przeprasza, że on się już leczy i że będzie dobrze , dziecko zaprosiło go ostatnio bo się za nim stęskniło to zachowywał się jakby młodemu łaskę robił że do niego przyjedzie , a mały po 15 minutach już żałował tego że zarosił tatę, bo oczywiście znowu była awantura , wiecie on nigdy się młodym zbytnio nie przejmował ,mały nie jest z nim związany , ale ostatnio usłyszałam że to moja wina bo moim obowiązkiem było mówić dziecku że tata jest kochany , tak samo jak moją winą jest to że nie mamy znajomych ( ja mam ciągle przyjaciół - jeszcze z podstawówki) on nigdy nie miał , ale zdaje się tego nie pamiętać Musiałam choć część z siebie wyrzucić bo już nie mam siły....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
blawatek. ja też to słyszałam i czytałam efekt?? opisałam powyżej co się zmieniło , wszytsko tylko na gorsze , teraz słyszę że ja mu alimenty będę płacić , że się puszczałam na lewo i prawo , że mam w dupie rodzinę , że się nim nie przejmuję a on taki chory jest ( zawsze coś go boli) ale to od lat więc bynajmniej nie z mojej winy .... Ja już nie wierzę w przemiany i mówię to głośno i wyraźnie - JEŻELI KTOŚ ZMIENIA SIĘ DOPIERO JAK MU SIĘ GRUNT POD NOGAMI PALI , TO NA 100000 % JEST TO ZWYKŁA GRA I KOLEJNA OPRACOWANA PIĘKNIE STRATEGIA. Ja też latami prosiłam żeby się zmienił , mówił że nie umie , on też nie może żyć i funkcjonować bezemnie , tylko sorki ja miałam być żoną , a nie matką jak byłam przez lata , teraz już mi się znudziło matkowanie , i obarażanie mnie na każdym kroku , obarczanie mnie winą za wszystko .... koniec

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
zona31...bardzo mi przykro. Mój M też chodził do lekarza. Był i sam i razem ze mną... Ale on tam był dla mnie, poszedł bo ja chciałam, żeby poszedł. Człowiek jesli w ogóle się zmienia to TYLKO dlatego, że sam tego chce, że pragnie tej zmiany, a nie dlatego, że ktoś chce go zmienić. Smutna... ktoś w jednym zdaniu mądrze Ci napisał. Ty nie obwiniaj siebie. Szukasz pomocy, chcesz coś zrobić, nie stoisz w miejscu... Tylko działanie (jakiekolwiek) może przynieśc zmianę. Twoim konkretem jest to, że nie chcesz tak żyć... a jesli tak, to musisz się uwolnić, albo wspólnie z nim zadziałać, ale on też musi tego chcieć j.w.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Niebo błękitne on też sam na to nie wpadł , to ja w walce o normalność poprosiłam o to żeby poszedł , masz rację ktoś sam musi chcieć się zmienić , to musi być jego decyzja bo inaczej będziecie słyszeć jak ja : " chciałaś żebym poszedł to poszedłem , a ty k.... nadal masz w dupie rodzine" smutne ale prawdziwe niestety .......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Oneill :) ,Vacancy miałam to samo co ty .Strach po przebudzeniu ,strach przed powrotem do domu z pracy i strach przed jego powrotem .Wiadomo jakim i nie wiadomo czy drzwi z kopa otwarte czy spokojny .Ten strach mnie dusił ,gdybym nie znalazła tego topiku to chyba przestałabym oddychać .Nic nie rozumiałam ,wy jesteście dużo mądrzejsze .Mam 50 i troche lat ,wiedziałam od dawna że jest żle i nic z tym nie umiałam zrobic .Ciągle szukam tu wsparcia .Ale życie moje już zmieniło się o 180 stopni .Niańczyłam i dzieci i męża ,ciągle na baczność w gotowości do pomocy i kontroli .Wydawało mi się że sam niczemu nie podoła .A on jak tylko sie pobraliśmy zmienił sie z wesołego chłopaka w Pana i Władcę o marsowej minie i roszczeniowej postawie .Zmienił sie w swojego tatusia i myślał że ja zmienie się w jego mamusie .Ciągłe wojny ,rywalizacja i walka o władzę .W tamtym roku w kwietniu wyjechałam na pół roku do pracy w Holandii .Do ostatniej chwili nie wierzył że to zrobie ,skarżył sie znajomym że nie pytałam go o zdanie .W dniu wyjazdu ,udawał że nie widzi że bus po mnie podjechał uciekał jak chciałam sie pozegnac .Olałam to ,pojechałam .Dzwoniłam raz w tygodniu ,wymyślał cuda szkalował mnie u rodziny ,grał pokrzywdzonego i opuszczonego .Ale oczekiwał że kasa będzie spływała do niego ,jak usłyszał komunikat że nic z tego musi sobie radzić ,miotał sie ale zmienił taktyke .Wróciłam ,i zdziwienie że wogóle jestem ,potem kasa na stół ,i znów zdziwko że nie .Mam zamiar kontynuowac swoje życie po swojemu .Myśle że zrozumiał ze bez niego da sie żyć ,jestem coraz bardziej sobą .Do pełnego JA jeszcze mam daleko ,pracuje nad tym .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×