Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

konwalia f

Jedzenie kompulsywne - komu jeszcze marnuje zycie?

Polecane posty

istnieją takie poradnie, ale jak to zwykle u nas bywa, trzeba czekać pół roku na wizytę ;) Co psychoterapeuta tak na prawdę może powiedzieć? Żeby zajrzeć wgłąb siebie, odnaleźć przyczynę choroby, takiego a nie innego rozładowywania stresu? NA takie pytanie mogę sobie sama odpowiedzieć, zadawałam sobie już tysiąc razy, a zawsze po chwilowym odbiciu od dna kończy się tak samo... kto tak na prawdę może nam najbardziej pomóc, jak nie my same??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ciekawe spostrzeżenie będę zatem wam pisac czy moje spotkania z psychem coś dają ja wam powiem tak: bezpłatne porady psychologiczne udzielane sa w przychodniach zdrowia psychicznego, przy mopsie, w wielu stowarzyszeniach i fundacjach trzeba sobie wygooglać ja idę do fundacji, wiem że tam zostanę przekierowana gdzie indziej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Będę trzymać kciuki za szybką i efektywną wizytę albo więcej dla Ciebie, big girl. Oby znalazły się mądre i doświadczone osoby obeznane z problemem. Ale pamiętaj, że poza sesjami do pomocy jesteśmy też my, zawsze! :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość novally
Cholera, użalać się nie można, bo faktycznie to do niczego nie prowadzi...co prawda jest mi trochę lepiej jak sobie poryczę, mam wrażenie jakby to całe napięcie ze mnie zeszło,ale to tylko chwilowa ulga, bo prędzej czy później kompulsy wracają....ja już wiem, czuję,że ten drań się zbliża, a mimo to przeważnie mu ulegam, nie potrafię powiedzieć "spier**!!nie jestem głodna, nie będę zaśmiecać sobie ciała!!" Ta chęć pochłoniecia czegoś jest silniejsza ode mnie;/na razie jestem na etapie,że nei pakuję na maksa...dzisiaj np.zjadłam bułkę, ale pamiętałam,że jest tam jeszcze jedna....oczywiście zżarłam;/oczywiście byłoby pięknie jakbym już mogła spokojnie myslec o czymś innym, ale nieeee....znowu miałam ochotę coś w siebie wrzucić;/powiedziałam NIE!! i na razie się trzymam;)hmm..może trzeba od tego zacząć, żeby przy kompulsach nie pochłaniać ile wlezie, a z czasem może nauczę się wygrywać już z samym poczuciem chęci wpier** czegoś? sorki za te przekleństwa ale lepiej wyraża to "mechaniczność" jedzenia, pozbawione delektowania się smakami, strukturą pożywienia i takie tam inne aspekty nad którymi rozpływają się ludzie normalnie jedzący...co do psychologa to ciekawe czy to coś ułatwi big girl...może ułatwi okiełznanie swoich emocji i takie naprawdę sobie ich uswiadomienie...Rety dziewczyny...jak ja chciałabym sobie z tym poradzić....bo czuję się jak jakieś dzikie zwierzę wśród innych ludzi jeśli mam przy nich jeść....czuję się strasznie niekomfortowo, jakbym bała się, że się domyślą jaki mam problem, że może jem niechlujnie bo nie umiem się delektować jedzeniem;/kiepska sprawa, ale chyba nie przegrana...bo przeciez to jest niemozliwe,że rzecz martwa może nad nami przejąć kontrolę, co?może razem jakoś damy radę??;D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jeszcze w liustopadzie na szkoleniu z wyżywieniem na wspólnej stołówce nie mogłam normalnie zjeśc... trzy dni! jakieś red bulle, alkohol... wszystko vbyle nie jeść... no kawę to tak, ale nie obiad. Ci obcy ludzie z troską patrzyli na mnie kiedy otwierałam jedynego croisanta a oni byli po schaboszczaku... to jest koszmar właśnie zjadłam 2 kromki pszenniak z masłem i czosnkiem, cholera o tej porze! i tak to leci... nie jesć się nie da pytanie jak jeść bez wyrzutów sumienia?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość załamania
dawno mnie nie bylo............ wstyd mi....... przegralam walke, juz bylo dobrze lkilka dni, a ostatnimi czasy 4 napady, w tym jeden dzisiaj, niedawno sie skonczyl............... szkoda mi slow w ogole........ kilka postow wyzej ktos napisal cos co i ja mam dokladnie tak samo, ze jak mam napad i jem jem jem to zawsze sobie mowie ze jak juz zaczal sie napad to zjem wszystko na co mam ochote zebym sie najadla na zawsze i od jutra znowu koniec...........tak sobie mowie a rzeczywistosc jest taka ze koniec...ale do nastepnego napadu ryczec mi sie chce juz nie wiem co mam robic

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość novally
Cholera, załamana to widzę, że w podobnym czasie mamy napady;) mnie też nosi od jakieś godziny;/dopóki latałam i załatwiałam swoje sprawy to było ok, nawet okna dziś umyłam;D ale teraz siedzę i mam ochotę na lody albo jakieś mega niezdrowe żarcie...choć mam dziś na koncie mały sukces, byłam w centrum handlowym i już już patrzyłam na czekolady, lody....już chciałam napakować koszyk, ale sobie powiedziałam "Nie głupia!szkoda kasy!" i odpuściłam;)musiałam wyglądać idiotycznie: najpierw przechadzałam się i wpatrywałam w lodówkę z lodami, a nagle zerwałam się wręcz i poszłam do kasy...ale sru z tym, ważne,że nie uległam;)teraz aby oszukać swój mózg zrobiłam sobie koktajl (jogurt + truskawy to chyba lepiej niż paczka lila starsów, co?;D) i jem go łyżeczką, żeby było dłużej;) ktoraś z Was wspominała kiedyś o maślanie,że zapycha,więc pomyślałam, że skorzystam z rady;)załamana nie łam się, tylko następnym razem może spróbuj właśnie tak oszukać psychikę jedząc, ale coś mniej kalorycznego? od czegoś trzeba zacząć, z dnia na dzień nie oprzemy się kompulsom, więc sądze, żę na początek wpieprzenie jogurtu, kg jabłek, 4grejpfutów będzie lepsze niż wpieprzenie ciastek, lodów, pizzy czy innego cholerstwa;)a myslę nawet, że byłby problem z pochłonięciem tego wszystkiego bo zdrowe jedzenie syci szybciej i na dłużej;Dtrzymam kciuki za nas wszystkie;D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość załamania
no teraz pogryzam juz tylko jablko, przed chwilka zjadlam galaretke...niby nic, ale wcale mi sie ni chce jesc. jestm tak napakowana ze az mi niedobrze ale jabluszka sobie mimo to nie odmawiam, masakra jakas.......... ja zjadlam dzisiaj makaron....kanapki... a zaczelo sie przed poludniem jak jezdzilam w pracy, wstapilam do sklepu i powiedzialam sobie ze lepiej zjem sobie przed poludniem kilak krowek niz na wieczor, no wiec kupilam i sobie je zjadlam i do tego mala garsc ciasteczek delicopolek.... a jak wrocilam do domu to mialam wyrzuty sumienia ze i tak dzien stracony, ze i tak zjadlam to czego nie powinnam, czyli ze dzien stracony wiec jeszcze sie dopchalam...i to tak ze az mnie do teraz trzyma...co prawda nie byly to ilosci jakies kosmiczne ani zadne straszne slodycze czy niezdrowe rzeczy ale tak jak mowilam makaron z twarozkiem i cukrem, kanapki, dwa ciasteczka jezyki....i cos tam jeszcze.... i tak jestem zalamana i oczywiscie mam postanowienie ze od jutra basta.........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jenny-1975
bo tylko o to chodzi, by powiedziec "nie" i z sobą wygrać. Tak naprawde nie ma żadnego znaczenia ( przynajmniej dla mnie ) ile tylko, ze w ogóle...tak naprawde, kluczem, do rozwiązania problemu, jest powiedzenie sobie "mogę", stałe zabranianie, ograniczanie to smycz, więź...wiec siegajac po ciastko powiedziec "moge" i skonczyc na tym jednym, mając swiadmosc,z e jutro tez jest dzien, ze ono mi nie ucieknie, ze mam całe zycie...tak trudno byc dla siebie dobrym...nie doszłam do tego levelu, cały czas jest we mnie tona autodestrukcji, izoluje sie od ludzi, chcialabym milosci i ja odrzucam...ale tak chcialabym, zeby nam sie wszystkim udało...i ciesze sie,z e forum znowu odzyło. Bedziemy sie wspierać wzajemnie, mzoe bedzie nam łatwiej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gniazdko
ja się nabawiałam przez to łojotokowego zapalenia skóry głowy. Opanujcie sie jesli jeszcze nie jeste za późno

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość novally
Coś w tym jest, bo ja też zauwazyłam po takim tygodniu kompulsowym, że moja cera jest zmasakrowana;/wypryski, grudki, no okropne;/ale nic dziwnego, bo przecież te wszystkie strawione składniki wpływają na organizm, nie ma tak, że przechodzą bez echa...warto chociażby dla organizmu się opanować..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość załamania
warto...tylko czasem tak cięzko...ja znow po przegranym dniu, ale oczywiscie mowie sobie ze jutro jest nowy dzien i od jutra znow zaczynam...po raz milionowy, zobaczymy jak bedzie:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość novally
u mnie też dzisiaj porażka;( o rety, strasznie to frustrujące.......a najbardziej wkurza mnie myśl, że kiedyś nie miałam tego problemu, że jedzenie nie było dla mnie pepkiem świata;/ próbuję dojśc do tego co takiego wydarzyło się w moim życiu, że zaczęłam zażerać emocje ale na razie nie znam odpowiedzi, a szkoda bo pewnie to jest klucz do sukcesu....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hejka, bylam tu juz jakis czas temu i znow tu zagladam. Wczoraj wpierdziulilam 400gramowa paczke ptasiego mleczka. Chodzila za mna od ostatniego kompulsa az mnie dogonila. Ciagle mysle, ze wkrotce powiem sobie dosc i skoncze z tym syfem raz na zawsze. Wiem ze zajadam problemy. Nie jest to kwestia wagi czy nadwagi, kompulsy zawitaly u mnie (po raz drugi) dobre pol roku temu i teraz nastreczaja mnie od czasu do czasu. Ilosc pochlanianego jedzenia jest powyzej normy aczkolwiek nie jest chyba bardzo przerazajaca. Ogolnie caly czas cos wcinam, a glodu nie czulam juz bardzo dawno. Jenny-1975 zgadzam sie z Toba - sztuka jest by skonczyc na jednym ciastku i powiedziec sobie - jutro tez jest dzien, jutro zjem co innego. nasz problem chyba tkwi w tym, ze zdajemy sobie sprawe z tego ze ciastko, zapiekanka czy co kto woli, jest zle, i ze gdy zjemy jedno bedzie nas ciagnelo zeby wziac drugie, trzecie itp. dlatego tlumaczymy sobie - chce przeciez zyc zdrowo, nie bede w ogole jest junk foodu, ale od jutra. dzis zjem na maxa, ostatnia uczta. masakra, ale tak to dziala... zgadzam sie tez znovally i z big girl ze klucz tkwi w nas samych. ja chyba wiem kiedy sie u mnie zaczely kompulsy - jakies 7 lat temu kiedy pojechalam do niemiec i pracowalam jako opiekunka do dzieci i imieszkalam z rodzinka niemiecka.a ze te losie jadly mmalo, krepowalam sie jesc tyle ile chce, jadlam podczas ich nieobecnosci az do masakrycznego bolu brzucha. pozniej to poczucie niedojedzenia przerodzilo sie w wpierdziulanie duzych ilosci slodyczy. podczas rocznego pobytu przytylam 6 kilogramow, po powrocie do kraju moje problemy zniknely, waga i jedzenie sie unormowaly. no ale dobre pol roku temu powrocily. i jeszcze jedna kwestia - novally pisze: "ja już wiem, czuję,że ten drań się zbliża, a mimo to przeważnie mu ulegam, nie potrafię powiedzieć "spier**!!nie jestem głodna, nie będę zaśmiecać sobie ciała!!" "moze wlasnie w tym sek - czujemy psychiczne uzaleznienie, ciagnie nas do kompusow i po kompulsie odczuwamy kleske, nie poradzilysmy sobie ze soba. a slyszalyscie cos o candida albicans?? to drozdze ktore kazdy czlowiek ma w jelitach i wszystko jest ok, bo one sa potzrebne do rozkladu cukrow. problem zaczyna sie, jak nastapi przerost tych drozdzy. wowczas zaczynaja sie problemy ze zdrowiem, candida albicans rozprzestzrenia sie, wydala toksyny, ktore atakuja nasz organizm. A co candida lubi najbardziej? Cukry proste, czyli wszelkie pieczywo, oczywiscie slodycze, alkohol, nawet miód. I do rozrostu potrzebuje coraz to większych ilości cukrów. Może to jemu zawdzieczamy nadzwyczajny pociag do slodyczy i do nieumiarkowanego jedzenia?? Oczywiscie sfera psychiczna z pewnoscia ma duzy wplyw, jednak byc moze swiadomosc ze jakis "drozdzak", jakas bakteria w naszym organizmie ma nad nami wladze jest przerazajacy. To tylko moje przypuszczenia, ale kto wie czy nie sluszne. pozdrawiam;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czesc! ta koncowke troche nieudolnie napisalam - chcialam tak to ujac: Oczywiscie sfera psychiczna z pewnoscia ma duzy wplyw, jednak byc moze swiadomosc ze jakis "drozdzak", jakas bakteria w naszym organizmie ma nad nami wladze pozwoli nam walczyc skuteczniej z kompulsami. Jeszcze dodam cytat z artykulu dot. candidy: "Pożywienie zamiast być szybko strawione i opuścić jelita przebywa tam długo fermentując (gazy). Składniki pokarmowe zamiast być wchłaniane w ściankę jelita i zasilać nasz organizm, żywią Candidę i pasożyty. Stąd ciągły głód i nienasycenie, potrzeba spożywania dużej ilości posiłków, najlepiej osłodzonych, bo tak nam podpowiada Candida Albicans." Bardzo jestem ciekawa, co sadzicice na ten temat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość novally
Witaj lajola w naszym zacnym gronie;) No tak, czytałam kiedyś artykuł o tych "małych bestiach", ale własnie ten objaw, że czuje się ciągły głód kazał mi przypuszczać, że nie imprezują u mnie w nadmiarze te stworki, bo ja nie jem bo czuję głód taki fizyczny, tylko raczej głód hmm....emocjonalny...mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi;)przy okazji chciałam Wam życzyć smacznego jajka, wesołego baranka i skocznego zajączka na zbliżające się święta, bo poźniej nie będę miała okazji;)i mam nadzieję, że kompulsy choć na ten czas nam odpuszczą;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hejka ;) Moze masz racje novally... ja glodu fizycznego tez nie czuje... tylko nie wiem czy z tymi jak je fajnie nazwalas malymi bestiami nie chodzi wlasnie o taki umowny glod, znaczy po prostu o wewnetrzna chec pochloniecia czegos. ponoc z ta candida to temat rzeka. a my z naszym problemem chyba musimy sobie sprobowac pomoc w inny sposob - zapanowac nad ta niepohamowana checia zarcia zanim bedzie za pozno. rowniez zycze Wam wszystkiego najlepszego na te swieta! przede wszystkim duzo radosci i wesolego smigusa dyngusa. a kompulsami bym sie nie przejmowala. w koncu w swieta mozna jesc "legalnie" ile dusza zapragnie :) pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sloniatko:(
mój problem jest jeszcze bardziej złożony:( rok teku chorowałam na anoreksje:(( przy wzroście 172 cm ważyłam 42 kg... miałam bardzo silną motywację i już w 6 miesięcy powróciłam do swojej normalnej wagi. Byłam z tego powodu cholernie szczęśliwa! tylko problem polega na tym, że nie potrafie przestać jeść! przez kolejne pół roku tyłam nadal i teraz wyglądam okropnie:( na początku tłumaczyłam to sobie strachem przed powrotem do anoreksji, a teraz wiem, że to tylko głupie wytłumaczenie! co dzień staram się jeść normalnie i udaje mi się to do czasu jak wróce do domu ze szkoły! jestem w klasie maturalnej i po 8 godzinach szkolnego stresu nie potrafie sobie niczego odmówić! staram się przygotowywać porządne posiłki, ale nim nałoże sobie obiadu zjadam już poł zapasów w lodówce i szafkach! robie sobie kanapki do szkoły, jadam obfite śniadania, a nawet kupiłam gumy sankom które miały mi pomóc ale to nic nie daje! jak zjem obiad to po nim potrafie do wieczora jeść! czasem lepiej jest kiedy wogóle do kuchni nie wchodze i nic nie jem, przynajmniej łatwiej mi wtedy nad tym zapanować. Już zupełnie nie wiem co mam robić:( wakacje idą a ja wyglądam jak słoń:(:(:( a z tygodnia na tydzien jest coraz gorzej:(:(:( na dodatek mój narzeczony patrzy na mnie przy jedzeniu i się cieszy, ponieważ uważa, że lepsze to niż anoreksja:(( wogóle nie mam w nim oparcia:((

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jenny-1975
sloniatko:( koniecznie terapia, masz jakąś mozliwość? wpadasz z jedenej skrajnosci w drugą, obie to choroby, trakuj to jako chorobe, szukaj pomocy. Jestes taka młodziutka, masz całe zycie, nie przegraj go. A chłopak...moze i nieznajdujesz w nim oparcia, takiego, jakiego oczekujesz, jednak skoro boi sie anokreksji znaczy, ze jestes dla niego wazna. czy przechodził z Toba walke z anoreksja? Powiem Ci, ze probelmy z ED, zaburzenia odzywiania sa bardzo trudne do zrozumienia dla najblizyszch. Ja mam naprawde niegłupiego chlopa, na dodatek bardzo mnie kocha i bardzo stara sie mi pomóc ale wiem, ze tego nie ogarnia. Syty głodnego nie zrozumie, badz dla niego wyrozumiala, jesli tylko na tym polu cie rozczarowywuje. Aaaaa, jeszcze jedno, uczciwie moge powiedziec, ze po koszmarnych 30 latacj zycia mam wszystko co najwazniejsze...i problemy z ED nadal, bo zakpane głeboko, bo to samotne porzucone dizecko we mnie, bo poczucie winy za wszystko, czego nie zdązyłam...bo stale poprzeczka wyzej i mało, mało, mało az do autosetrukcji..trudno mi ocenic na jakim jestem teraz etapie. Schudłam do wagi, ktora chcialam miec ( z 94 po porodzie 58 +/- kg ) , potrafiłam jesc kompulsywnie liscie sałaty...odchudzałam sie kompulsywnie ( potrafilam zjesc swoj 1000 klc w jedym posilku ), teraz pierwsza moja mysl to jedzenie i ostatnia jedzenie, zaraz potem wga...ile deko przytyłam, schudłam... moj barometr nastroju na dizen dobry. Nie jem tylko pochlaniam, co z tego, ze ilosci mikro jesli rpoblem tkwi nadal. Nie umiem podizelic posilkow na piec, rzucam sie na jedzenie, szybko, byle jak, byle co ( byle co z listy) i swoja dzienna norme zazwyczaj zjem do 13 ... potem odczuwam juz spokoj, bo 'swoje" zjadłam...wiem,ze popełniam błedy zywieniowe. Co smieszniejsze nie jestem typem jakiej "laski", nie znam solarium, tipsów, nie umiem chodzic na szpilkach, nawet chyba nie chce, mam sportowy styl, bez makijazu...nie stoje przed lustem - co mogłby sugerowac post. Mam poukładane zycie ucuczciowe, dlugo oczekwiane dziecko...plus 30 lat horroru :) trzymajcie sie kochane, mzoe damy rade w te swieta bez kompulsu, a jesli sie trafi zebysmy zdołaly go sobie wybaczyc, zebysmy nie taplay sie w pcozuciu winy, bo wtedy kompuls wygra.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiem że to choroba:( kiedy zaczynałam swoją walke z anoreksją to byłam kilka razy w klinice dla ludzi z zaburzeniami odżywiania. myślę że rozmowy z panią psycholog wiele mi dały i teraz też pokładam w niej nadzieje, tylko że ta klinika jest daleko od mojego domu! Musiałabym opuścić lekcje a w klasie maturalnej nie mogę sobie na to pozwolić... musze czekać do końca egzaminów... ale nie chce do czerwca przytyć kolejnych 10 kg bo się załamie:(( Macie może jakieś rady jak sobie z tym problemem radzicie?? Mój chłopak był przy mnie i bardzo mi pomógł w wyjściu z anoreksji. Poświęcił na to mnóstwo nerwów i pieniędzy na spełnianie moich kulinarnych zachcianek, cały czas namawiał mnie do jedzenia i dlatego tak ciężko mu teraz mnie ograniczać. On boi się, że jak będzie mi zabraniał jeść to znów wpadne w anoreksje:(( Wcale mu się nie dziwie że już tego nie ogarnia wszystkiego bo mnie też już to przerasta:( A próbowałyście już może jakiś tabletek na depresje lub nerwice dostępnych bez recepty? może jak uda mi się opanować negatywne emocje to poradzę sobie z jedzeniem??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Absolutnie Absurdalna
Byłam w tej samej sytuacji jak wy wszystkie. Przez 9 miesięcy rujnowałam sobie swój organizm napadami obżarstwa . W jeden dzień potrafiłam wtrynić w siebie 5000 kcal albo i wiecej .Po przyjsciu ze szkoły przeciętnie cała paczka ciastek ważacą tyle co cegła , 6kromek pieczywa , z słoikiem dżemu , budyń owsianka , boczek , kabanosy , kakao,ciasto z truskawkami , czekolade którą jadłam tabliczkami jak batonik,całe opakowanie lodów . NIC NIE MOGŁO ZOSTAĆ , ANI OKRUSZEK ,Pijąc kubek kakao myślałam już o następnym, NIE BYŁAM GŁODNA ALE JADŁAM "ŻEBY JEŚĆ " . Zaczynało sie czymś małym słodkim niedozwolonym ale z góry wiedziałam że na tym sie nie skonczy . Jadłam aż do momentu aż nastąpiły przykre dolegliwości a i czasem dalej.Miałam tak przepełniony brzuch że chodziłam po domu zgięta w pół. Przed znajomymi jadłam jak ptaszek a gdy przyszłam do domu tak samo jak wy pochłaniałam wszystko co mi wpadłąo w ręce jedząc przy tym jak dzikus łapczywie i szybko. Po takiej dawce powinnam sie starać zeby to jakoś spalić prawda?Mimo to wydawało mi sie to zupełnie bezsensu bo i tak nie jestem w stanie spalić aż takiej ilości. Wsumie przez te 9 miesięcy przytyłam 5 kg i uważam że to prawdziwy cud.Nie jestem gruba , raczej zrobiłam sie nabita, "przy kosci " .Ale czuje sie z tym źle . Moje konompulsywne jedzenie zaczeło sie bezpośrednio po tym jak mój chlopak mnie zdradził a ja zakończyłam swoją rygorystyczną diete połączoną z ostrymi cwiczeniami. Chodziłam przez pewnien czas na basen ale co z tego soro nie dawało to efektów bo w zestweiniu z ciągłymi kompulsami wypdało to nijak. Tyle razy chciałam przejsc na diete zaraz po napadzie.Nic z tego wytrzymywałam góra 5 dni a weekendy rzucałam sie na zarcie i w dodatku obwiniałam o to rodziców....a to przecież tylko moja wina i mojej słabej woli . Najgłubasze w tym wsyzstkim było to że zawsze gdy ktoś proponował mi cokowliek do jedzenia odmawiałam , ale gdy zachowywał bierną postawe to rzucałam sie na nie. Tydzień temu powiedzaiałam sobie jasno . KOŃCZYSZ Z TYM RAZ NA ZAWSZE , PATRZ CO Z SOBĄ ZROBIŁAŚ !JESTEŚ ŻAŁOSNA , JEDZENIE RZADZI TWOIM ŻYCIEM NIE MASZ KONTROLI NAD WŁASNYM CIAŁEM . WSZYTKO KRĘCI SIE WOKÓŁ JEDZENIA I TWOJEJ SYLWETKI A TO PRZECIEŻ TAKI PRZYZIEMNY ASPEKT ŻYCIA. SĄ WAŻNIEJSZE RZECZY. ZRÓB TO DLA SIEBIE SAMEJ , POKAŻ ŻE STAĆ CIE ŻEBY ZERWAĆ Z TYM PARSZYMWYM NAWYKIEM. Tydzień... możecie uważać że to niewielle ale dla mnie to bardzo dużo. Wcale nie przeszłam na katoprżniczą diete jak to zwykłam robić chcąc szybko zrucić kilogramy Jem średnio 1500 do 2000 kcal 5 posiłków dziennie z tego dość spore sniadanie JEM TYLKO I WYŁĄCZNIE PRZY LUDZIACH!W TOWARZYSTWIE.. Postanowiłam nie jeść słodyczy co chyba jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Bez tej ilosci cukru jaką dostarczałam organizmowi przez ten cały czas dziennie czuje sie rozdrazniona . Ale wiem że po dwóch tygodniach słodyczowego odwyku człowiek sie odzwyczaja , glukoza we krwi jest wyregulowana i człowiekowi nie chce sie słodkiego . Trzymajcie za mnie kciuki. Zamierzam zmienic nawyki żywieniowe .Nie na tydzień nie na miesiąc .Najlepiej na zawsze Pije Melisse która chyba uspakają moje nerwy i o napadach myśle rzadko , a jak już to mówie sobie "To już za tobą" NAJPIERW SAMI MUSIMY SIE ZATRZYMAĆ ,NIKT TEGO NIE ZROBI ,BO CHOĆBY INNI PRÓBOWALI ITAK BĘDZIEMY ICH TRATOWAĆ.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cześć wszystkim! Jak po świętach? Ja wracam z chęcią zmiany. Zaczynam od dziś! Absolutnie Absurdalna - gdy czytam Twoją wypowiedź, to prawie jak bym czytała o sobie. Absolutnie się z Tobą zgadzam. Trzeba w którymś momencie powiedzieć sobie dość, bo inaczej zniszczymy siebie doszczętnie. Jak patrzę na ludzi z mojej rodziny i otoczenia, i widzę że mniej więcej po 50tce zaczynają się u nich choroby to przeraża mnie przyszłość. Bo ci ludzie o których piszę, odżywiali się normalnie (choć normalność jest rzeczą względną), tzn. nie mieli żadnych kompulsów, nie stosowali drakońskich diet - nie igrali z własnym organizmem, a mimo to dopadają ich chorubska. Obserwując ich, pomyślałam sobie, że ludzie z kompulsami mogą mieć dużo poważniejsze problemy ze zdrowiem i to dużo wcześniej. Może warto temu zapobiec opanowując się w porę? Podobnie jak u Ciebie Absolutnie Absurdalna moje kompulsy (wznowione po kilku latach) zaczęłam jakieś 9 miesięcy temu. W tym czasie moja waga skakała od 46 do 55kg, w obu wypadkach mieszcząc się w granicach normalnego BMI. Zaznaczam, że waga nie miała dla mnie dużego znaczenia, aczkolwiek dziwnie się czuję jak raz dane ubranie jest mi za luźne, a za jakiś czas ledwo się w nie mieszczę. Takie skoki wagi na pewno już dziś mają negatywny wpływ na funkcjonowanie mojego organizmu, niszą go od wewnątrz. Zresztą widzę to nie tylko po zbędnej oponce tłuszczu wokół brzucha, ale również po brzydszej cerze, kłuciu od czasu do czasu w klatce piersiowej, tym, że zdarza mi się w nocy zlać potem tak, że cała bluzka jest mokra, ogólnym poczuciu zmęczenia i ospałości. Zrobiłam sobie listę co oznaczają dla mnie kompulsy, i te wymienione powyżej objawy to tylko niektóre negatywne czynniki. Gdy czytam o zerwaniu z nałogiem objadania się słodyczami, często znajduje radę, by nie przerywać definitywnie z dnia na dzień. A ja właśnie czuję, że trzeba zrobić szybkie cięcie. Tak jak piszecie - dla nas niejednokrotnie jeden batonik oznacza początek wielkiego obżarstwa. Dlatego trzeba je zupełnie wyeliminować. Ale gadanie, że nie zjem już nic słodkiego do końca życia tez nie ma sensu, w końcu psycha może nie wytrzymać i dokonać kolejnego napadu na łakocie. Chyba trzeba sobie ustalić z góry że np. 2 razy w miesiącu jem kawałek serniczka czy czego tam lubimy. I delektować się tym smakiem. Absolutnie Absurdalna, wydaje mi się że wymieniłaś najważniejsze cechy obżarstwa, reguły oraz zdania które napisałaś mogą pomóc nam opanować się w chwili gdy czujemy nadchodzący napad. Powtórzę je i może dodam coś od siebie: 1. JUŻ CZAS ABY SIĘ ZATRZYMAĆ I POWIEDZIEĆ SOBIE DOŚĆ. KOŃCZĘ Z KOMPULSAMI RAZ NA ZAWSZE , JUZ DOŚĆ ZŁEGO SOBIE WYRZĄDZIŁAM, JEDZENIE NIE MOŻE DŁUŻEJ RZADZIĆ MOIM ŻYCIEM. SĄ WAŻNIEJSZE RZECZY W ŻYCIU NIZ JEDZENIE. POKAŻĘ SOBIE SAMEJ, ŻE MOJE ŻYCIE TO COS WIĘCEJ NIŻ JEDZENIE. 2. ZMIENIAM NAWYKI ŻYWNOŚCIOWE NIE NA TYDZIEŃ CZY MIESIĄC, ALE NA CAŁE ŻYCIE. 3. JEM PIĘĆ POSIŁKÓW DZIENNIE, JEM WYŁĄCZNIE PRZY LUDZIACH. MIĘDZY POSIŁKAMI DUŻO PIJĘ, M. IN. ZIELONĄ HERBATĘ, MELISĘ, WODĘ. 4. GDY MNIE KUSI BY NAPAŚĆ NA JEDZENIE, MYŚLĘ SOBIE: "MAM TO JUŻ ZA SOBĄ. KOMPULSY TO PRZESZŁOŚĆ." 5. JEDNO JEST PEWNE: ŻADEN BATONIK CZY CUKIEREK, ŻADNA NAWET NAJWIĘKSZA CZEKOLADKA ŚWIATA NIE ROZWIĄŻE MOICH PROBLEMÓW. JEŚLI CZUJĘ JAKIEŚ WEWNĘTRZNE PRAGNIENIE, CZEGOŚ MI BRAKUJE, WSŁUCHUJĘ SIĘ W SIEBIE, BYM ZROZUMIAŁA CO TO JEST I STARAM SIĘ ROZWIĄZAĆ PROBLEM. WAŻNE BY PAMIĘTAĆ: TYM, CZEGO MI BRAKUJE, NA PEWNO NIE JEST CZEKOLADA! 65. JEŚLI ZDARZY SIĘ ŻE WBREW REGUŁOM SKUSZĘ SIĘ NA COŚ, NIE UZNAM DNIA ZA ZMARNOWANY BY SPAŁASZOWAĆ KAŻDE JEDZENIE JAKIE TYLKO ZNAJDĘ, ALE OPANUJĘ SIĘ I WRÓCĘ DO REGUŁ TEGO SAMEGO DNIA, NAJSZYBCIEJ JAK MOGĘ. Absolutnie Absurdalna dałaś mi motywację do działania. Zmienię swoje życie i trzymam kciuki również za Ciebie! Napisz jak Ci idzie! Pozdrawiam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kamcialaaa
Czytam to forum i na podstawie Waszych inf. stwierdziłam u siebie ta przeklętą przypadłość. U mnie najpierw było odchudzanie, wymiotowanie. Potem kompulsy. Narazie ot, jem owoce, jedna kanapke na sniadanie, nawet pol, jakis obiad. Ale wiem, wiem ze to przychodzi i trwa 3- 4 dni. Jem wszystko co stoi na mojej drodze i jak wyzej mysle zjem i od jutra, ale jutro znow nie nawidze siebie i znow jem. A potem cisza, cisza i nagle atak. Nienawidze sie za to. Problemy z zarciem mam od 13 roku zycia wk***a mnie to ze nie moge normalnie funkcjonowac, tzn teraz i tak jest lepiej. Zmarnowalam wiele czasu i jak dotychczas ponad połowe życia na tą idealną figure o rozm 34 ktorej nie bede miec bo jestem tak skonstrulowana ze przy najostrzejszej diecie mialam masywne uda a piersi i brzuch zniknął z horyzontu. Ale jeszcze sie z tym nie pogodzilam jeszcze. Chcialabym sie z kims tym podzielic. Jutro ide do psychoterapeuty. Kompulsy nie tylko one zatruwaja mi zycie. Coz nienawidze sie. pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Absolutnie Absurdalna
Lajola dzieki, nie dało sie tego lepiej podsumować. Te punkty są niemal jak przykazania . ;) Jak narazie trzymam się ,staram się jeść "normalnie" tyle ile wynosi moje zapotrzebowanie być może za jakiś miesiąc kiedy organizm mi się przyzwyczai przykręce nieco kurek i postaram sie zrzucić powoli te 5 kilo nadbagażu. . Wiem że polepszanie sobie nastroju nieszczęsciem innego jest egoistyczne ale czasami pocieszam się tym że to tylko 5 kg a nie 50 jak to bywa u niektórych. . Słodycze kuszą mnie jak cholera. Otwieram półki i oglądam po kolei wszystko w co starsi zaopatrzyli spiżarke ,obmacuje opakowania kruche wafelki rurki z kremem ,czekolada z nadzieniem truskawkowym ale wkoncu sie opamiętuje , odkładam wszystko i zamykam .Oni chyba chcą mnie wykończyć psychicznie , to tak jakby narkomanowi przynieść działke na odwyk. Najchętniej wyrzuciłabym to wszystko za płot gdzie pieprz rośnie albo spłukała w kiblu wtedy przynajmniej nic by mnie nie rozpraszało . No ale nie bede przecież marnować jedzenia z myślą że gdzieś tam w Afryce dzieci zabiłyby się o taką tabliczke czekolady. Kompulsywne jedzenie to chyba najcięższe uzależnienie no bo...nie da się zerwać z jedzeniem całkowicie tak jak w przypadku innych używek. Co do kompulsywnego jedzenia.... uważam że straciłam przez nie mnóstwo czasu który mogłabym spożytkować zupełnie inaczej i nadal go tracę pilnując się codzień i mobilizując żeby nie zjeść wiecej niż 2500 kalorii dziennie Jakoś wątpie w to że zwykła nastolatka zaprząta sobie głowe taką bzdurą a dla mnie to nieziemsko ważna sprawa bo albo będe czuć się jak dno albo nie. Mam teraz 16 lat i żal mi tych 9 miesięcy , są jakby wyciete z życiorysu .To smutne ale mimo że w tym czasie przeżyłam także wiele innych pięknych chwil to i tak gdyby było to możliwe wymazałabym je z pamięci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jenny-1975
Ja tez uważam, ze tylko radykaln środki moga dac szanse. Nie jem słodyczy juz kilka lat. Głod węglowodanowy jest chyba najbardziej uzależniający w problemach jedzeniowych. Jeden cukierek to kg cukierków. Udowodniłam sobie, ze poradze sobie bez nich. Tak naprawde nie miejcie prestensji do rodzciow czy kogokolwiek, ze słodycze są w domu. Zawsze sie je znajdzie na głodzie. Sztuka miec a nie zjesc i to sobie udowodnijcie. ja teraz chcialabym dojsc do levelu, ze kawałek i nie wiecej. Jem 1000 kcl dziennie ale w dwoch posiłkach. tez chce to zmeinic, to takie trudne. Naprawde mozna kompulsywnie jesc sałate. Problemem u mnie nie jest "ile" jest jak...szybko, byle jak, w poczuciu winy, w poczuciu krzywdy, w sprzecznosci z sama sobą, w rozdarciu. Chce polozyc serwetke, zjesc powoli, delektowac sie, odejsc od stołu z uczuciem lekkiego niedosytu i z lekkoscia w brzuchu. A jak zjem za duzo, nie isc nad kiblel tylko powiedziec sobie "jutro bedzie ok, trudno" i zeby jutro faktycznie było ok. Żeby uzyskać spokój ducha. Nie chce by dzien konczyc myślą co i ile zjadłam i co zjem rano. zrozumiec, ze poczucie samokontroli to nie tylko kontrola nad ciałem. czego wszystkim nam tu zycze. W najgorszych chwilach podchodzilam do lodówki i mowilam sobie " tyle przeszłas, tyle wytrzmałas...szkoda tego" odchodzilam, gryzłam palce, zajmowałam sie czyms na sile, zeby tylko nie myslec o jedzeniu. Bo głod czułam rzadko mi sie tylko ciągle "chce coś zjesc". kazda z nas musi odpowiedziec sobie sama dlaczego...jakie to zamiast...co musimy wybaczyc sobie, innym. Nauczyc sie byc dobrymi dla swoejgo ciala, polubic je... http://polki.pl/odzywianie_artykul,10015743.html

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Absolutnie Absurdalna
Zazdroszcze ci samozaparcia. Chciałabym kiedyś zjeść kawałek ciasta ,delektować się każdym kawałkiem a pózniej tak jak mówisz odejść od stołu a nie wpierniczyć całą blache . Ja sama myśle że słodycze mogą być mimo wszystko w jakimś stopniu obecne w naszym życiu czemu nie?,polepszają samopoczucie , już kostka czekolady powoduje uwalnianie się w mózgu serotoniny Nie mówie że to reguła ale często sie zdarza że ludzie puszysci są bardziej pogodni. Fajnie iść na lody od czasu do czasu albo siedząc na przystanku z chłopakiem zjeść Marsa na pół. Poprostu słodycze jak i wszystko inne powinno sie jeść z głową. A nie wszamać wszystko odrazu samemu ,z taką szybkoscia że zapomnieliśmy zastanowić się jak to własćiwie smakuje? Nawet tą kapuste czy sałate o której piszesz trzeba jeść z głową. Narazie zero słodyczy Wszystko to jest jakieś bezsensu...Paradoks Człowiek wie że sie krzywdzi a i tak w kółko robi to samo i chociaż zależy mu na szczupłej sylwetce chce schudnąć to i tak żre jak pojebany za przeproszeniem i staje na wage żeby zobaczyć czy przytył. W pewnym momencie jak sie tak nad sobą zastanwiłam to uznałam że mam coś z głową.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość charlotte..
cześć:) przed chwilą wróciłam z domu po świętach. mam doła. na pocieszenie wpieprzyłam kilka czekoladek,które babcia podrzuciła mi do torby. teraz mnie mdli i czuję się jeszcze gorzej. w domu z jedzeniem nie było źle. przez tydzień żadnego napadu :) zdarzało się zjeść trochę więcej, ale w granicach normy. ale i tak mama wypomniała mi, że przytyłam i że za dużo jem. a ja właśnie byłam z siebie dumna, że tak mi dobrze idzie;] nie no ja wiem jak wyglądam, gruba może nie jestem, ale coraz bardziej 'przy kości', ale nie lubię jak ktoś mi o tym przypomina. nie wiem czy to dobra motywacja, ale zamierzam schudnąć nie tylko dla siebie, ale też żeby jej coś udowodnić. o żadnych dietach na razie nie mam sensu myśleć, więc też będę stosować się do Waszych zasad. no i od dzisiaj nie jem słodyczy w samotności i zaczynam ćwiczyć dajcie znam jak Wam idzie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jenny-1975
nie zazdrość, nie radze sobie - też mam problem, inaczej nie byłoby mnie tu...kazda z nas moze pwoiedziec 'dośc" grunt by zdążyć...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Absolutnie Absurdalna
tak grunt by zdążyć... Ja dzisiaj znów jestem na siebie zła. Nie miałam co prawda napadu ani nie jadłam slodyczy ale jedząc w odstepach czasu uzbierałam 3500/4000 kcal. Chodziłam cały dzień zdenerwowana i odreagowałam poczęsci na żarciu tyle że nie w sposób kompulsywny chyba bo w zasadzie robiłam to jawnie i powoli Może wartałoby znaleść jakiś sposób na pozbycie się złych emocji?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hejka! Na pewno dobrym pomysłem jest, by wyrzucać z siebie złe emocje w jakiś fajny sposób. Każda forma sportu byłaby dobra, o ile ją lubimy, bo nie chodzi przecież o to by się do sportu zmuszać. Mi na przykład jakiś czas temu podobał się parkour. Jak patrzę na filmiki z ludźmi uprawiającymi ten sport to zazdroszczę. Ale to sport dla młodych. Jako 26latka jestem już na to za stara. Więc zadowoliłam się rolkami i czasem na nich się wyżywam.... Absolutnie Absurdalna - zasada nr 6 - jeśli nawet złamałaś swoje reguły, wróć do nich nie roztrząsając popełnionego błędu. Błędy to rzecz ludzka. Musimy być dla siebie dobre! Jak będziesz teraz sobie wygarynać, że zjadłaś więcej niż chciałaś, to po prostu budzisz kolejne złe emocje. Lepiej wyjdź na dwór, na rower, wyżyj się trochę, nie myśl o tym co zrobiłaś nie tak. Głowa do góry! Dasz radę! W ogóle to do zasad dodałabym zasadę nr 7. NIE JEŚĆ W TRAKCIE OGLĄDANIA TV, CZY SIEDZĄC NA NECIE. NA CZAS POSIŁKU USIĄŚĆ Z DALA OD KOMPA I TV CZY RADIA I MYŚLEĆ TYLKO O TYM ŻE WŁAŚNIE DOSTARCZAM ORGANIZMOWI TEGO CZEGO POTRZEBUJE I W TAKICH ILOŚCIACH JAKIE SĄ MU POTRZEBNE. DELEKTOWAĆ SIĘ JEDZENIEM A JEDNOCZEŚNIE KONTROLOWAĆ POZIOM SYTOŚCI. I NIE PRZEHOLOWAĆ. Gdy jem i w tym samym czasie np. klikam to gdy talerz robi się pusty, myślę - już koniec? Przecież nic nie zjadłam, i idę po dokładkę. Gdy skupiam się tylko na jedzeniu, widzę ile zjadłam i kontroluję ile zjadam. Dziś mija drugi dzień wg moich zasad i jest ok. Zero napadu, wszystko w granicach normy. Staram się zajmować innymi sprawami, być bardziej aktywna w tych kwestiach które wcześniej olewałam, i one - te nie rozwiązane problemy - po części frustrowały mnie i przyczyniały się do kompulsów. Teraz biorę się za nie, muszę zrobić porządek ze swoim życiem. I zgadzam sie z Jenny - sztuką jest by pokusa była dostępna i byśmy mimo to jej nie uległy. Pozdrawiam i powodzenia! :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×